Czy obywatele odzyskają Polskę z rąk polityków?

Czy obywatele odzyskają Polskę z rąk polityków?

Krawiec, kucharze, mechanik i właściciele starego diesla zrobili coś, co warszawskim salonom wydawało się niemożliwe. Rzucili na kolana partyjny kartel i jego napędzaną publicznymi milionami machinę. Kraków właśnie pokazał partiom, że straciły kontakt z obywatelami. Cała Polska powinna słuchać uważnie.

Pod Wawelem zaczynały się rewolucje obywateli przeciwko systemowi

Dziś obywatelska stolica Polski przeniosła się do Krakowa. I nie jest to pierwszy raz, gdy dawna siedziba królów staje się miejscem walnego przełomu. W 1794 roku Kościuszko złożył na krakowskim Rynku przysięgę, skąd wyruszyli kosynierzy, którzy kilka dni później wygrali pod Racławicami. W 1846 roku rewolucjoniści ogłosili tu Manifest znoszący pańszczyznę - powstanie upadło, ale zmusiło zaborców do reform. 31 października 1918 roku, zanim Warszawa zdążyła świętować niepodległość, Kraków był już pierwszym dużym miastem wolnym od zaborcy.

Czy dzisiejsza decyzja Krakusów to kamień, który poruszy lawinę? Wiele na to wskazuje.

Partie milczały. Media milczały. Obywatele nie.

W Krakowie niezadowolenie narastało latami. Obrosłe patologiami rządy Jacka Majchrowskiego zostały zastąpione jeszcze słabszymi rządami Aleksandra Miszalskiego. W społeczeństwie buzowały prawdziwe emocje i zapotrzebowanie na zmianę.

Na to zapotrzebowanie nie odpowiedziały partie polityczne. Donald Tusk po swojemu najpierw próbował przypisać obywatelom intencje partyjne - wspierania PiS-u i Konfederacji. Wrocławianie dobrze to znają. To stary repertuar: gdy władza traci monopol, stara się malować obywateli niczym oszołomów, a krytykę niczym zamach na stabilność miasta. Na to zapotrzebowanie nie znalazły również odpowiedzi partie opozycyjne – wśród najważniejszych twórców referendum nie znajdziemy Konfederacji czy PiSu. Partie dostały od obywateli żółtą kartkę.

Na to zapotrzebowanie nie odpowiedziały również tradycyjne media. Mądre głowy z mediów głównego nurtu pouczali mieszkańców, próbowały referendum schować, obśmiać, a gdy to nie działało – obrzydzić.

Na to zapotrzebowanie odpowiedziało dojrzałe społeczeństwo obywatelskie. Organizacje pozarządowe i lokalni patrioci pokazali, że potrafią się zorganizować, gdy łączy ich idea - nie faktura wystawiona urzędowi. Niezależne, obywatelskie media lokalne udowodniły, że piętnowanie władzy może mieć charakter ideowy. Niezależni dziennikarze - że kontrola władzy może wyglądać zupełnie inaczej niż w redakcjach żyjących z urzędowych ogłoszeń.

I należy powiedzieć jasno: to nie była po prostu obywatelska postawa. To był akt odwagi.

Patologie władz Krakowa brzmią dziwnie znajomo

Gdy czytaliśmy listę zarzutów mieszkańców Krakowa do ich władz – lista wydaje się być dziwnie podobna do tego, czemu przeciwstawiali się niezależni samorządowcy w Zabrzu, Częstochowie, Wrocławiu, Łodzi czy Rzeszowie.

Krakusi powiedzieli politykom, że nie ma zgody na budowę kartelu kolesi obsadzających wszystkie dostępne miejsca niezależnie od kompetencji. Powiedzieli nie dla przerostu biurokracji i nadmiernemu zadłużeniu. Sprzeciwili się nadmiernym ograniczeniom, podniesieniu opłat i pogorszeniu jakości życia.

Ale przede wszystkim opowiedzieli się przeciwko lokalnej klasie politycznej, która oderwała się od rzeczywistości. Przeciwko Radzie Miejskiej Krakowa, która zapomniała po co jest – by reprezentować mieszkańców a nie zapewniać komfort działania władzy i czerpać z tego tytułu korzyści. Przeciwko upartyjnieniu wyborów samorządowych, które niszczy jakość debaty publicznej i sprowadza ją do poziomu prymitywnej walki o nóż w błocie.

To klęska systemu, nie sukces opozycji

Ten obywatelski, mieszczański zryw okazał się silniejszy od propagandowych maszyn największych partii. To klęska koalicji rządzącej. Ale nie jest to też sukces sejmowej opozycji - ani PiS, ani Konfederacja nie mają tu nic do przypisania sobie. O wyniku referendum nie zdecydowali politycy. Zdecydowali ludzie, których żadna z tych partii nie reprezentuje.

Co więcej: wytrwałość ta nie wzięła się znikąd. Po nieudanej próbie odwołania Majchrowskiego w 2014 roku, po nieudanych próbach wprowadzenia do ratusza niezależnego prezydenta - krakowskie społeczeństwo obywatelskie nie ustało. Wyczekało właściwego momentu i uderzyło z pełną mocą. Tak wykuwa się społeczeństwo obywatelskie: w ogniu kolejnych prób, procesie wyciągania wniosków i budowania niezależnych instytucji.

Po Zabrzu Kraków jest kolejnym miastem odbitym układowi największych partii politycznych. Echa tego uderzenia już rozchodzą się po kraju i powodują drżenie nóg u samorządowych lawirantów, którzy żyli w przekonaniu o własnej nietykalności.Kraków to nie wyjątek. To instrukcja obsługi.

Czy powstanie nowy, obywatelski ruch?

Krakusi pokazali coś, w co wielu nie wierzyło: że w dużych miastach, w platformerskich bastionach, tam gdzie układ wydawał się najsilniej zakorzeniony - cała akcja jest możliwa. W wielu polskich miastach pod pokrywką od dawna buzuje wrzątek. Teraz nikt nie może już powiedzieć, że nie ma wzorca do naśladowania.

Rok temu w Zabrzu samorządowcy z całego kraju podpisali Manifest, który wskazuje co łączy niezależne ruchy lokalne. Nie ideologia. Nie walka polityczna. Łączy ich to, że ubiegają się o standardy w rządzeniu i zarządzaniu wspólnotami lokalnymi. Łączy ich to, że widzą jak władza centralna niszczy obywatelskość, bo to ona jest dla partii politycznych największym zagrożeniem. Spotkali się pod hasłem „Odzyskajmy nasze miasta”.

To jest sygnał dla obywateli, dla organizacji pozarządowych, dla wszystkich ruchów lokalnych: TRZEBA IŚĆ DALEJ. Mamy obowiązek szukać porozumienia i nowych platform współpracy – nie tylko dla naszych wspólnot. Również dla systemowej roli samorządu w naszym kraju podczas debaty konstytucyjnej, która została zapoczątkowana.

Istotne wezwanie do tej debaty wygłosił prof. Stępień, który ocenił, że samorząd oddalił się od pierwotnej idei decentralizacji i budowy społeczeństwa obywatelskiego. „Nastąpiła jakaś niesamowita centralizacja władzy w samym samorządzie” – powiedział w wywiadzie dla Portalu Samorządowego.

Potrzeba zmian wydaje się oczywista.

Idzie nowe: mamy szansę na nową jakość w życiu politycznym

Starego typu partie polityczne, starego typu media, starego typu elity nie odnajdują się w nowej, sieciowej rzeczywistości. Nie odpowiadają na wyzwania zmieniającego się świata, nie są w stanie skutecznie reprezentować mieszkańców. Po prostu „nie dowożą”.

Musimy rzucić im wyzwanie. Pokazać, że nie tylko można lepiej. Idą trudne czasy, które nie mogą zgodzić się na bylejakość. Na ciągłe odnoszenie się do zaprzeszłych krzywd. Na szukanie barier między ludźmi tam, gdzie powinny być mosty.

W ten stary świat klinem muszą wbić się nowego rodzaju organizacje. Oddolne, oparte o ruchy obywatelskie i sąsiedzkie. Ludzie, których łączy lokalny interes oraz szerokie, państwowe myślenie. I sprzeciw wobec patologii obecnego systemu partyjnego, medialnego i skompromitowanych elit. I to najwyższy czas.

Niezależni aktywiści ze wszystkich miast Polski – łączmy się!

Czy Kraków to początek upadku rządu dusz, który dzierżą zasiedzieli na stołkach politycy? Dowiemy się niebawem. Ale wiele na to wskazuje. Najwięcej zależy od nas samych.

Piotr Uhle