Afera z deweloperką na Lotniczej. Dlaczego zawsze stratni muszą być mieszkańcy?
Afera z deweloperką na Lotniczej. Dlaczego zawsze stratni muszą być mieszkańcy?
Piotr Uhle
Znani dziennikarze próbują spłycić problem zagospodarowania Lotniczej 100 do sporu kto wygra: deweloper czy firma śmieciowa. To fałszywy dylemat. Prawdziwe pytanie brzmi: dlaczego przy każdej takiej transakcji przegrywają mieszkańcy Wrocławia.
W przestrzeni publicznej przybywa zdecydowanych głosów w sprawie inwestycji mieszkaniowej przy Lotniczej 100. Sprawa elektryzuje opinię publiczną, bo dotyczy atrakcyjnej lokalizacji i ogromnych pieniędzy, które może zarobić deweloper. Niedawno obszerny materiał na ten temat opublikował serwis ujawniamy.com, przedstawiając w nim głównie argumenty strony deweloperskiej.
Pojawiło się tam wiele stwierdzeń wartych komentarza – między innymi o rzekomo niezaspokojonych potrzebach mieszkaniowych Wrocławia.
Czego naprawdę brakuje we Wrocławiu
Potrzeby mieszkaniowe Wrocławia są niezaspokojone – to prawda. Problem w tym, że dotyczy to głównie mieszkań znacznie bardziej przystępnych cenowo niż te, które oferuje rynek deweloperski. Na rynku pierwotnym i wtórnym obserwujemy dziś raczej przełamywanie koniunktury na korzyść kupującego – efekt zmian demograficznych, wysycenia rynku, sztucznie wywindowanych cen oraz malejącego optymizmu Polaków wobec sygnałów nadchodzącego spowolnienia gospodarczego. Na rynku dostępnych jest około 10 tysięcy mieszkań, co przy obecnym tempie sprzedaży oznacza zapas na półtora roku.
Prawdziwy niedobór dotyczy mieszkań komunalnych i społecznych oraz przystępnego cenowo najmu. Wrocławianie czekają w kolejce po mieszkanie komunalne latami, a mieszkania w kolejnych naborach do programów mieszkań społecznych rozchodzą się „na pniu”.
Bliskie są nam w tej sprawie poglądy artykułowane przez ideową lewicę – środowiska takie jak Razem czy Nowa Fala – które konsekwentnie twierdzą, że środki państwa i samorządu powinny być angażowane w budowę szerokiej oferty mieszkań dla ludzi o różnej zasobności portfela.
Warto wiedzieć, jak na tego typu postulaty reaguje wrocławska większość rządząca. Podczas październikowej sesji Rady Miejskiej, przy okazji uchwały o zasadach gospodarowania nieruchomościami gminnymi, Sebastian Lorenc z KO ocenił hasło „Mieszkanie prawem, nie towarem” jako „chyba najgłupsze, co można w tej sprawie mieć do powiedzenia”. W tej samej wypowiedzi przekonywał, że bez deweloperów, którzy – jak twierdzi – wybudowali około 90–95% mieszkań w mieście, Wrocław miałby nie lukę, a „krater mieszkaniowy”. Innymi słowy: postulat mieszkań dostępnych cenowo dla wszystkich to dla szefa Komisji Architektury i Rozwoju Przestrzennego temat do kpiny, a jedynym realnym rozgrywającym na rynku mieszkaniowym mają pozostać deweloperzy.
Nie chcemy rozstrzygać, czy rację ma deweloper – silnie powiązany z najwyższymi władzami miasta – czy firma śmieciowa działająca w tym miejscu od lat. Nie wchodzimy w spór interesów branży śmieciowej z deweloperską. Pewne jest jedno: powinny obowiązywać zasady, których dziś we Wrocławiu brakuje.
Kto płaci za wzrost wartości działki
W trybie lex deweloper, a wkrótce także w trybie ZPI, działki przemysłowe i usługowe przekształcane są tak, by można było na nich stawiać bloki mieszkalne. W wyniku tego procesu wartość działek rośnie wielokrotnie – często nawet 8–10-krotnie. Połowa tego wzrostu powinna trafiać na inwestycje służące wszystkim mieszkańcom Wrocławia. Branża deweloperska korzysta już z licznych przywilejów podatkowych i realnie zyskuje na wydatkach publicznych kierowanych przez samorząd. Dlatego pieniądze z nadmiernego zysku dewelopera na przekształceniu działki po prostu należą się mieszkańcom. Można – i należy – oczekiwać, że trafią one na budowę tanich mieszkań komunalnych.
Działając w ten sposób, można by wygenerować środki wystarczające na budowę nawet 2500–3000 mieszkań komunalnych dostępnych w przystępnych cenach dla mniej zasobnych mieszkańców. To istotna liczba, bo na koniec 2024 roku wrocławski zasób komunalny liczył 29 888 mieszkań, a radni – wbrew protestom mieszkańców i opozycji – przyjęli plan zmniejszenia go do 2031 roku o ponad 5000 lokali [1][2]. Podobnie jak na rynku odpadów, grupa cwaniaków chce przejąć za bezcen wpływ miasta na to, jak się we Wrocławiu mieszka.
Warto przy tym zobaczyć, jak wygląda w praktyce jakość konsultacji, na które tak chętnie powołuje się ratusz. 19 sierpnia na posiedzenie Komisji Architektury i Rozwoju Przestrzennego przyszła grupa przedsiębiorców i pracowników z ulic Metalowców i Stargardzkiej – ludzi, którzy protestowali przeciwko wpisaniu ich terenu do strefy mieszkaniowej w Planie Ogólnym. Zostali wysłuchani, ich uwagi zapisano – i na tym się skończyło. Nie powinno to dziwić: ten sam Lorenc na tym samym posiedzeniu zapewniał, że „się nie obawia”, bo deweloperzy mieszkaniowi budują miasto i „mają takie same prawa do funkcjonowania” jak protestujący przedsiębiorcy z sąsiedztwa. Innymi słowy – decyzja zapadła, zanim jeszcze wysłuchano uwag, a rola konsultacji sprowadziła się do formalnego zapisania protestu w protokole. Ewentualna korekta ma nastąpić w bliżej nieokreślonej przyszłości. Po polsku nazywa się to terminem świętego Dygdy – bo takiego świętego w kalendarzu nie ma.
Lotnicza jako podręcznikowy przykład
Czy miasto należycie dba o interesy mieszkańców? Inwestycja przy Lotniczej jest tego znakomitym przykładem – zgodę na jej realizację wydano już w trybie specustawy mieszkaniowej. Zamiast jednak 50-procentowego udziału w zyskach ze wzrostu wartości działki, w gwarancjach bankowych zapewniono mieszkańcom udział na poziomie zaledwie 10%. Deweloper, który uzyskał zgodę, zdążył już sprzedać działkę – i to za cenę potwierdzającą wcześniejsze ustalenia. Pisaliśmy o tym w zeszłym roku w tekście „Wrocław traci miliony na decyzjach lex deweloper”. Na tej jednej inwestycji miasto straciło nawet około 30 mln zł.
I na tym polega istota sprawy: jakiej partycypacji będziemy oczekiwać od inwestorów budujących nowe mieszkania we Wrocławiu? Ten kontekst w dotychczasowych publikacjach jest pomijany – co wygodne zarówno dla podmiotów, które w ten sposób się bogacą, jak i dla polityków, którzy to bogacenie się umożliwiają. Zasadne staje się więc pytanie nie tylko o to, w czyim interesie działają, ale też co w zamian za zdradę interesu mieszkańców otrzymują.
Pewnym jest, że biznes deweloperski generuje pieniądze, które mogą pomagać w skutecznym pozyskaniu poparcia wśród urzędników, polityków, biznesmenów, samorządowców czy dziennikarzy. I dlatego za każdym razem, gdy widzimy trudne do wytłumaczenia fikołki wspierające różne inwestycje deweloperskie zadajmy sobie pytanie: kto na tym naprawdę korzysta?
Układ, który się nie naprawi sam
To wszystko potwierdza, że obecna władza we Wrocławiu nie jest zdolna do naprawienia sytuacji. Przeciwnie – przez lata budowała układ, który pozwolił grupie spekulantów bogacić się na tworzeniu banku gruntów, doprowadzaniu do ich przekształceń i przekazywaniu do dalszego obrotu. Koalicja deweloperska – czasem pod rękę, czasem w sporze z mafią śmieciową – kontroluje największe pieniądze, jakie można zrobić na interesach mieszkańców. Wrocławianom pozostaje patrzeć, płacić i płakać: za bardzo drogie mieszkania oraz za najwyższe w Polsce – wśród miast powyżej 100 tysięcy mieszkańców – opłaty za śmieci.
Chyba że ktoś w końcu powie dość i stwierdzi, że czas przerwać to szaleństwo. Że korupcja musi mieć swoje granice, a za sprzedawanie interesów mieszkańców władzę mogą spotkać konsekwencje. Obywatele mogą czekać do wyborów w 2029 roku, ale pogrążona w dekadencji ekipa skupiona wokół Jacka Sutryka oraz coraz bardziej żądna stołków koalicja KO z Lewicą miasta nie uratują. Przeciwnie – proces rozrywania sukna i sprzedawania interesów będzie tylko przyspieszał. Gąb do nakarmienia będzie coraz więcej, długi wdzięczności coraz droższe w spłacaiu, a możliwości budżetu miasta będą się kurczyć. Wiadomo, kto za to zapłaci – mieszkańcy. Kosztem ludzkiej krzywdy powstaną kolejne fortuny.
Jest inna droga
Jest jednak droga, która prowadzi do zmian w sposób demokratyczny i pozwala odsunąć szkodliwą ekipę od władzy. Skutecznie przeszli nią mieszkańcy Zabrza i Krakowa, niebawem przed podobnym testem staną mieszkańcy Częstochowy. To droga referendum. Czy wrocławianie powiedzą wreszcie dość? Czas pokaże.
Czytaj też:
- https://wiadomosci.radiozet.pl/polska/burza-po-decyzji-radnych-z-wroclawia-chodzi-o-mieszkania-wstyd
- https://www.radiowroclaw.pl/articles/view/155195/Wroclaw-zmniejsza-pule-mieszkan-komunalnych-Kontrowersje-wokol-programu-na-lata-2026-2031
- https://soswroclaw.pl/wroclaw-traci-miliony-na-decyzjach-lex-deweloper/
- Protokół Sesji Rady Miejskiej Wrocławia, uchwała w sprawie zasad gospodarowania nieruchomościami stanowiącymi własność Gminy Wrocław – druk nr 512/25, 20 października 2025 r.


