Presja ma sens. Jak mieszkańcy Wrocławia kruszą beton władzy

Presja ma sens. Jak mieszkańcy Wrocławia kruszą beton władzy

Piotr Uhle

Sesja Rady Miejskiej poświęcona planowi ogólnemu pokazała coś, czego wrocławska polityka lokalna nie widziała od dawna: politycy, którzy boją się zorganizowanych mieszkańców, zaczynają głosować inaczej niż zwykle. To nie przypadek – to efekt presji, tysięcy podpisów i uporu ludzi, którzy nie odpuścili.

Po przebiegu głosowań widać wyraźnie: gdy mieszkańcy ze sobą współpracują, politycy zaczynają się liczyć z konsekwencjami. Wiedzą już, że bezkarnie nie sprzedadzą interesu wrocławian – i realnie się tego boją. To właśnie ten strach pozwolił przełamać zimną skorupę tworzoną przez partie władzy. Współpraca ponad podziałami ma sens. Trzeba tylko mocniej zaznaczać, że zmiany są niezbędne.

Co udało się uratować

Lista wygranych tej sesji jest dłuższa, niż ktokolwiek mógł się spodziewać jeszcze kilka miesięcy temu.

Sołtysowice obroniono przed nadmierną zabudową – i to podwójnie. Zablokowano szkodliwą poprawkę Koalicji Obywatelskiej, która zamieniała teren usługowy za Koroną w wielopiętrowe bloki, a dodatkowo zmniejszono intensywność zabudowy wokół al. Poprzecznej i ograniczono jej maksymalną wysokość do 12 metrów – dokładnie tak, jak postulowali mieszkańcy.

Udało się doprowadzić do uwzględnienia w planie trasy czeskiej, mimo olbrzymiego oporu magistratu.

Zapewniono większą rezerwę terenu dla Parku Słonecznego na Gaju, co wywołało prawdziwą radość wśród okolicznych mieszkańców.

Zabezpieczono przed zabudową tereny dawnego klasztoru Urszulanek na Karłowicach. To duża rzecz – formalnie stało się to za sprawą wniosku PiS, choć analogiczny wniosek klubu Naprawmy Przyszłość miał być głosowany dopiero później, jako że reprezentuje mniejszy klub w Radzie.

Ograniczono możliwość stosowania tzw. DWZ-tek (obszarów uzupełnienia zabudowy) – choć wniosek o całkowitą likwidację OUZ na terenach pod zabudowę wielorodzinną nie przeszedł.

Obroniono Żar przed nadmierną zabudową wielorodzinną, forsowaną przez Koalicję Obywatelską.

Prodeweloperskie lobby zostało zmuszone do wycofania się z szeregu kontrowersyjnych poprawek – przy Paprotnej, Strzegomskiej i na Kozanowie.

System zaczyna pękać

Tysiące podpisów zebranych pod obywatelskimi wnioskami mają swoją siłę – trudno je dziś zignorować. Zmieniają się czasy, a politycy coraz bardziej „trzęsą portkami" przed zorganizowanymi mieszkańcami. To płomyk nadziei, że inicjatywy obywatelskie zaczną być traktowane poważnie.

Nie dlatego, że Rada Miejska nagle stała się miejscem empatycznym – ale dlatego, że politycy zaczynają bać się obywateli, którzy się organizują. Mieszkańcy wracają na należne im miejsce: to przecież oni są pracodawcami polityków i samorządowców, nie odwrotnie.

Szkoda, że nie stało się to wcześniej – choćby przy głosowaniu nad projektem uchwały „Wrocław przeciw patodeweloperom" czy przy petycji „Rewitalizacja TERAZ". Szkoda, że potrzeba było do tego politycznych rozgrywek wewnątrz samej Rady Miejskiej. Ale teraz mieszkańcy mają moment, w którym mogą poczuć, jak to powinno wyglądać na co dzień: politycy szanujący swoich wyborców.

Nie łudźmy się jednak, że tak zostanie na zawsze. Raz naruszone interesy prędzej czy później ułożą się na nowo. Lewica wynegocjuje swoje koncesje w mieście, wymieni wiceprezydenta i wróci do współrządzenia. Koalicja Obywatelska wróci do lojalnego żyrowania kolejnych niekorzystnych dla mieszkańców zmian – chyba że wydarzy się coś, czego politycy się nie spodziewają: społeczeństwo obywatelskie nie przestanie działać i będzie kontynuowało presję.

Koalicja Deweloperska nadal jest niebezpieczna

Sukcesy tej sesji to jednak wciąż za mało. W mocy pozostaje wiele niekorzystnych zapisów – choćby na Placu Grunwaldzkim, w okolicach Dworca Świebodzkiego czy „Na Ostatnim Groszu". Nie udało się zbudować większości dla sensownych zmian przy ul. Lotniczej. W Radzie Miejskiej wciąż brakuje partnerów do rozmowy o uczciwym podziale zysku z przekształcania gruntów.

W planie pozostaje też szereg innych kontrowersyjnych zapisów – między innymi dotyczących wieżowców liczących po 100, a nawet 200 metrów, rozsianych losowo po całym mieście i dewastujących sylwetkę miasta. Ślepe dążenie do naśladowania wielkich metropolii pozbawi Wrocław charakteru, a dotychczasowe eksperymenty z wysokościowcami raczej się nie powiodły – zamiast zdobić, szpecą wizerunek miasta.

Koalicja Deweloperska nie znika. Będzie próbowała odzyskać utracone dziś przyczółki, zmieniać plan ogólny, aktualizować go, wpychać bokiem kolejne niekorzystne dla mieszkańców poprawki. Dlatego musimy zachować czujność.

Świadomi obywatele zasługują na władzę, której można zaufać

Ile jeszcze można trwać w układzie, w którym wybrańców trzeba trzymać za mordę, bo inaczej zaczną załatwiać swoje interesiki? To nienaturalne, ale przy obecnej elicie nie ma innego wyjścia. Ci ludzie nie są w stanie wprowadzić żadnych realnych zmian na lepsze – są częścią systemu zepsutego do cna.

Jeżeli chcemy kiedykolwiek poczuć się szanowanymi przez swoich reprezentantów obywatelami, musimy zmienić obecną władzę. Można liczyć na to, że zrobią to za nas prokurator i sąd – to jednak naiwna nadzieja. Można liczyć, że ekipa Jacka Sutryka odejdzie w niesławie – ale to zostawmy w sferze marzeń. Tymczasem kolejne interesy będą załatwiane, a Wrocław będzie popadał w coraz głębszy kryzys.

Sprawiedliwość w życiu publicznym rzadko przychodzi sama i na czas. Dzieje się tak wtedy, gdy ludzie z ideą w sercu wyegzekwują ją, korzystając z demokratycznych narzędzi przyznanych im przez ustawodawcę: inicjatyw uchwałodawczych, petycji, dostępu do informacji publicznej. To zestaw narzędzi, z których musimy korzystać każdego dnia.

Ale jedynym narzędziem, które pozwala odsunąć złą władzę raz na zawsze, jest referendum. Czy wrocławianie stwierdzą, że nie są w niczym gorsi od krakusów, warszawiaków, zabrzan czy mieszkańców Częstochowy? Czy odwołają złą władzę? Czasu nie przybywa, a patrzeć, jak mafia śmieciowa pod rękę z koalicją deweloperską szarpie sukno wrocławskiego samorządu, jest po prostu szkoda.

To jak będzie?