KO i Lewica chcą zlikwidować CBA. Czy obronią układ we Wrocławiu?

KO i Lewica chcą zlikwidować CBA. Czy obronią układ we Wrocławiu?

Sejm uchwalił ustawę likwidującą Centralne Biuro Antykorupcyjne, które przestanie istnieć 1 października 2026 r., a jego kompetencje zostaną rozdzielone pomiędzy Policję, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Krajową Administrację Skarbową. Rząd zapewnia, że „żadna sprawa nie zginie, żadna sprawa nie przepadnie”. Moment podjęcia decyzji budzi jednak poważne wątpliwości – CBA prowadzi bowiem liczne, wielowątkowe śledztwa korupcyjne dotyczące osób pełniących najwyższe funkcje publiczne, w tym również na Dolnym Śląsku. W efekcie pojawia się pytanie, czy likwidacja wyspecjalizowanej służby antykorupcyjnej nie osłabi postępowań, które mogą dotyczyć wpływowych środowisk politycznych.

Likwidacja CBA w trakcie prowadzonych śledztw

Sejm uchwalił ustawę likwidującą CBA, które przestanie istnieć z dniem 1 października 2026 r., a jego kompetencje zostaną rozdzielone pomiędzy Policję, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Krajową Administrację Skarbową. Jednocześnie rząd zapewnia, że „żadna sprawa nie zginie, żadna sprawa nie przepadnie”.

Likwidacja wyspecjalizowanej, niezależnej formacji antykorupcyjnej następuje w momencie, gdy CBA prowadzi liczne, wielowątkowe śledztwa o charakterze korupcyjno-oszustwczym, w których figurują osoby piastujące najwyższe funkcje publiczne.

Zgodnie z zasadą nemo iudex in causa sua oraz regułą unikania pozorów, taka zbieżność czasowa rodzi uzasadnione podejrzenie, że celem zmiany organizacyjnej jest osłabienie lub przeniesienie (z potencjalną utratą ciągłości dowodowej) postępowań, które mogłyby objąć dalsze kręgi decydentów. Przeniesienie akt do innych służb (nawet z formalnym zapewnieniem kontynuacji) niesie ryzyko rozproszenia materiału dowodowego, zmiany taktyki operacyjnej oraz utraty specjalizacji CBA w zakresie przestępczości gospodarczej i korupcji elitarnej.

Najgłośniejsze akcje CBA o podłożu politycznym

Przypomnę najgłośniejsze akcje CBA o podłożu politycznym:

W dniu 14 listopada 2024 r. funkcjonariusze CBA zatrzymali Jacka Sutryka, prezydenta Wrocławia, na polecenie Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Zarzuty obejmowały m.in.:
• przestępstwo korupcyjne (wręczenie korzyści majątkowej),
• posługiwanie się fałszywym dyplomem ukończenia studiów podyplomowych MBA na uczelni Collegium Humanum,
• trzy czyny oszustwa na szkodę spółek Skarbu Państwa i samorządowych (wyłudzenie wynagrodzeń z rad nadzorczych w łącznej wysokości blisko 500 tys. zł).

Sprawa jest częścią szeroko zakrojonej afery Collegium Humanum, w której CBA udokumentowało zorganizowaną grupę przestępczą wystawiającą fikcyjne dyplomy w zamian za łapówki. Zatrzymany równocześnie Marian Dymalski (były przewodniczący rady nadzorczej Portu Lotniczego Wrocław) usłyszał zarzuty m.in. pośrednictwa w przyjmowaniu korzyści majątkowych i organizowania fałszywych dokumentów. Sąd Okręgowy w Katowicach uznał zatrzymanie za zasadne i celowe, obniżając jedynie kwotę poręczenia majątkowego.

Zatrzymanie prezydenta Częstochowy

W dniu 25 lutego 2026 r. (zaledwie kilkanaście dni przed uchwaleniem ustawy likwidacyjnej) CBA zatrzymało prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka w śledztwie korupcyjnym prowadzonym przez Śląski Wydział Prokuratury Krajowej.

Zarzuty dotyczą przestępstwa korupcyjnego (art. 228 lub 229 k.k.). Zatrzymanie powiązane jest z szerszym postępowaniem wobec byłego wicemarszałka województwa śląskiego Bartłomieja S. (zatrzymanego już w październiku 2024 r.).

Sąd Rejonowy Katowice-Wschód nie przychylił się do wniosku o tymczasowe aresztowanie, jednak Prokuratura złożyła zażalenie. Prezydent został zawieszony w prawach członka partii Lewica.

CBA we Wrocławiu w 2026 r. – afera śmieciowa

CBA we Wrocławiu w 2026 r. – akcja z 5–6 marca 2026 r. dotycząca gospodarki odpadami komunalnymi (tzw. „afera śmieciowa”)

W dniach 5 i 6 marca 2026 r. funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeprowadzili szeroko zakrojoną operację na terenie Wrocławia oraz ościennych powiatów Dolnego Śląska. Działania odbywały się na polecenie Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach.

Przeszukania w kilkunastu lokalizacjach, w tym bezpośrednio w Urzędzie Miasta Wrocław oraz w komunalnej spółce Ekosystem (odpowiedzialnej za odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych).
• Zabezpieczenie obszernej dokumentacji oraz nośników pamięci (m.in. teczki osobowe pracowników, uchwały Rady Miejskiej, notatki z kolegiów, dokumenty przetargowe z lat 2019–2025).
• Kontynuacja operacji 6 marca 2026 r. – agenci CBA weszli do siedziby sekcji piłki ręcznej WKS Śląsk Wrocław, gdzie dalej zabezpieczano dokumenty związane ze sprawą.

Akcja jest kolejną odsłoną tzw. afery śmieciowej we Wrocławiu. Wśród podmiotów objętych zainteresowaniem CBA znalazła się spółka, której prezesem był Paweł Karpiński – były radny i bliski współpracownik prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, Jacek Dobrzyński, potwierdził publicznie, że działania są kontynuowane i nie ograniczają się do jednego dnia.

Działania te miały miejsce zaledwie kilka dni przed uchwaleniem przez Sejm ustawy likwidującej CBA z dniem 1 października 2026 r., co stanowi wyraźny przykład, że Biuro nadal prowadziło aktywne operacje antykorupcyjne na terenie Wrocławia w pierwszej połowie 2026 roku.

Czy likwidacja CBA to „zabezpieczenie” skorumpowanych polityków i ich interesów?

Damian Daszkowski


Kompromitujący rok nieudolności – afera śmieciowa

Minął rok od ogłoszenia przetargu a Ekosystem nadal nie potrafi go rozstrzygnąć. Szczęśliwego finału nadal nie widać nawet na horyzoncie. Kto na tym korzysta?

Trudno w to uwierzyć, ale właśnie minął rok od ogłoszenia przez miejską spółkę Ekosystem przetargów na zagospodarowanie odpadów we Wrocławiu. Wartość postępowań była gigantyczna – nawet 1 miliard 50 milionów złotych. Miały one uporządkować system odbioru i zagospodarowania odpadów na kolejne lata. Zamiast tego stały się symbolem chaosu, prawnych porażek i rosnących wątpliwości dotyczących sposobu zarządzania jedną z najdroższych usług komunalnych w mieście.

Minęło dwanaście miesięcy. Przetarg wciąż nie został rozstrzygnięty. A lista wydarzeń, które w tym czasie się wydarzyły, przypomina raczej kronikę kryzysu niż opis sprawnie prowadzonego postępowania.

Miliardowy przetarg, który utknął

System gospodarowania odpadami w dużym mieście to jedna z najdroższych usług publicznych. Nic więc dziwnego, że przetarg o wartości ponad miliarda złotych budzi ogromne zainteresowanie branży. W przypadku Wrocławia miał on wyłonić firmy odpowiedzialne za odbiór i zagospodarowanie odpadów w kolejnych latach. Problem w tym, że po roku od jego ogłoszenia miasto wciąż stoi w tym samym miejscu.

W międzyczasie mieszkańcy już zapłacili za ten chaos. W ubiegłym roku Rada Miejska musiała przesunąć dodatkowe ponad 40 mln zł na system gospodarki odpadami, aby utrzymać jego funkcjonowanie. Oznacza to jedno: koszty rosną, a stabilnego rozwiązania nadal nie widać. W normalnie działającym systemie przetarg tej skali byłby kluczowym elementem porządkowania finansów miasta. We Wrocławiu stał się raczej symbolem przeciągającego się kryzysu.

Porażki w sądach


Jednym z najbardziej kompromitujących wątków ostatniego roku są sprawy sądowe dotyczące systemu śmieciowego. Spółka Ekosystem przegrała między innymi spór dotyczący odpowiedzialności za niespełnienie norm segregacji odpadów. Sprawa została rozpatrzona przez Sąd Okręgowy w Warszawie, a uzasadnienie wyroku nie pozostawia złudzeń co do jakości przygotowania skargi.

W sentencji czytamy:

„Uzasadnienie skargi nie zawiera rozwinięcia tegoż zakresu zaskarżenia. Także na rozprawie skarżący w tej kwestii nie przedstawił swojego stanowiska.
Sąd Okręgowy uznał, że tak sprecyzowane żądania w zakresie kosztów nie nadają się do rozpoznania, tym bardziej biorąc pod uwagę, że strona skarżąca była zastępowana przez profesjonalnego pełnomocnika. Sąd obowiązany jest do równego traktowania stron postępowania i nie może wyręczać pełnomocnika w prawidłowym formułowaniu zarzutów i uzasadnienia tychże w skardze”
(wyrok XXIII Zs 101/25, 15 października 2025 r.).

W świecie prawników taka konkluzja oznacza jedno – sprawa została fatalnie przygotowana. Sąd wprost wskazuje, że nie jest od tego, aby uzupełniać argumentację strony reprezentowanej przez profesjonalnego pełnomocnika. W przypadku spółki zarządzającej miliardowym systemem gospodarowania odpadami trudno nie zadać pytania: czy to zwykła nieudolność, czy już coś więcej?

Unieważniony przetarg… i kolejne fiasko

Pod koniec ubiegłego roku spółka Ekosystem zdecydowała się na krok radykalny – unieważnienie przetargu. Decyzja o unieważnieniu postępowania tej skali powinna być przygotowana z najwyższą starannością. W grze uczestniczą bowiem potężne firmy, które nie wahają się korzystać z narzędzi prawnych, aby walczyć o kontrakty warte setki milionów złotych.

Tymczasem w poniedziałek spółka przegrała kolejną sprawę – tym razem przed Krajową Izbą Odwoławczą. KIO zakwestionowała decyzję o unieważnieniu przetargu. W uzasadnieniu wskazano, że spółka nie uprawdopodobniła zdarzeń, które miały stanowić podstawę unieważnienia postępowania. Co więcej – według informacji pojawiających się w przestrzeni publicznej – do Izby ponownie nie dostarczono wszystkich wymaganych dokumentów.

Czy tak działa instytucja, której zależy na szybkim i skutecznym zakończeniu postępowania przetargowego? Pytanie staje się jeszcze bardziej zasadne, gdy uświadomimy sobie jedną rzecz. Brak rozstrzygnięcia przetargu oznacza konieczność zawierania umów z wolnej ręki, czyli w trybie niekonkurencyjnym. A to rozwiązanie, które dla firm śmieciowych bywa wyjątkowo wygodne.

Sygnalistka zamiast nagrody dostała zwolnienie

Zamiast wyciągać wnioski z kolejnych problemów, spółka Ekosystem zdecydowała się na walkę z osobami, które alarmowały o nieprawidłowościach. Jedną z nich była pracowniczka, która informowała o problemach w spółce. Została zwolniona z pracy pod zarzutem wysyłania maili ze skrzynki służbowej na prywatną. Sprawa szybko trafiła pod lupę instytucji kontrolnych. Państwowa Inspekcja Pracy stwierdziła, że działania spółki były bezprawne. Sygnalistka została przywrócona do pracy. Kontrola PIP wskazała jednoznacznie, że spółka naruszyła przepisy. W normalnej organizacji byłby to moment refleksji. We Wrocławiu był to raczej kolejny rozdział konfliktu.

Zawiadomienie na radnego

Spółka złożyła także zawiadomienie do prokuratury na radnego miejskiego Piotra Uhle, który od miesięcy domaga się ujawnienia informacji o sytuacji przetargu i systemie gospodarowania odpadami. Cała sprawa zaczęła się na początku ubiegłego roku, gdy radni – Piotr Uhle, Jakub Nowotarski i Jakub Janas – rozpoczęli kontrolę w siedzibie spółki. Pojawia się więc pytanie: czy działania spółki miały powstrzymać kolejne kontrole i presję ze strony organizacji społecznych? Stowarzyszenie SOS Wrocław nie tylko wnioskowało o kontrolę Najwyższej Izby Kontroli, ale również złożyło zawiadomienie do organów ścigania o możliwym przekroczeniu uprawnień przez urzędników. Chodziło o podejrzenie działania w celu uzyskania korzyści majątkowej w związku z przygotowaniem przetargu.

Do spółki wchodzi CBA

W pewnym momencie sprawa przybrała zupełnie inny wymiar.

Do siedziby spółki Ekosystem weszli funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego, działający na polecenie Prokuratury Krajowej. Zabezpieczano dokumenty związane z funkcjonowaniem spółki.

W przestrzeni publicznej pojawiały się uspokajające komunikaty mówiące o „czynnościach kontrolnych”. Problem w tym, że nie były to zwykłe kontrole administracyjne.

Funkcjonariusze wykonywali czynności procesowe – zabezpieczali materiały dowodowe. Takie działania nie są podejmowane na podstawie czyjegoś widzimisię. Wymagają wcześniejszych materiałów operacyjnych i decyzji prokuratury.

To oznacza, że sprawa została potraktowana przez państwowe instytucje jako poważna. Czy służby obawiały się fałszowania dokumentów lub niszczenia dowodów? Tego dziś jeszcze nie wiemy. Odpowiedzi przyniosą dopiero kolejne etapy postępowania.

Rok chaosu

Podsumowanie ostatnich dwunastu miesięcy jest brutalne. Przez rok Wrocław – działając poprzez spółkę Ekosystem – nie potrafił rozstrzygnąć przetargu na odbiór i zagospodarowanie odpadów.

Po kolejnych porażkach prawnych finał nadal nie jest nawet widoczny na horyzoncie. Miasto będzie więc zmuszone podpisać kolejne umowy w trybie niekonkurencyjnym.

To rozwiązanie wyjątkowe i w praktyce bardzo kontrowersyjne. W wielu przypadkach może stanowić podstawę do podważenia legalności takich działań. Jednocześnie spółka znalazła czas na inne działania.

Nowe biura i wielkie inwestycje

Ekosystem wynajął nowe biura w prestiżowym biurowcu. Tymczasem działka, na której znajduje się dotychczasowa siedziba spółki, odgrywa istotną rolę w planowanych inwestycjach deweloperskich w tej części miasta. To jednak nie wszystko. Spółka doprowadziła również do usunięcia stoczni rzecznej z dzierżawionego nabrzeża przy ul. Michalczyka. Teren ten także jest interesujący dla inwestorów planujących nowe projekty. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w tej historii priorytety zostały ustawione w dość osobliwy sposób.

Najdroższe śmieci w Polsce

Najbardziej bolesny wymiar całej sprawy odczuwają mieszkańcy. Wrocław należy dziś do miast z najdroższym systemem gospodarki odpadami w Polsce. Analizy pokazują, że różnice w cenach potrafią być ogromne. Przykład przywołany przez infor.pl jest wymowny. Jedna z firm za kompleksową usługę odbioru i zagospodarowania bioodpadów:

  • we Wrocławiu wyceniała tonę na 1310 zł,
  • w Chrzanowie – na 746 zł.

Różnica jest gigantyczna. Oznacza to, że mieszkańcy Wrocławia w praktyce finansują dumping cenowy firm śmieciowych w innych miastach.

Zapowiedź podwyżek

W listopadzie ubiegłego roku prezydent Wrocławia Jacek Sutryk zapowiedział w Radiu Rodzina kolejne podwyżki opłat za śmieci. Jednocześnie zapewniał, że nie będą one miały nic wspólnego z działaniami miasta. Trudno jednak nie postawić kilku podstawowych pytań. Jeżeli to nie miasto wskazuje kierunek działania spółki Ekosystem – to kto to robi? Jeżeli to nie mieszkańcy korzystają na obecnym modelu – to kto korzysta?

Po roku chaosu, sądowych porażek, konfliktów z sygnalistami i wizyty służb specjalnych mieszkańcy Wrocławia nadal nie wiedzą, kiedy – i czy w ogóle – system gospodarowania odpadami w ich mieście zacznie działać w sposób przejrzysty, stabilny i uczciwy. Na razie wiadomo jedno. Rachunki za śmieci z pewnością nie będą niższe.


Dlaczego wrocławianie płacą najwięcej za OC w Polsce? Efekty zaniedbań lokalnych władz w budowie bezpiecznej infrastruktury drogowej

Dlaczego wrocławianie płacą najwięcej za OC w Polsce?

Efekty zaniedbań lokalnych władz w budowie bezpiecznej infrastruktury drogowej

Wrocław jest dziś najdroższym miastem wojewódzkim w Polsce pod względem składek obowiązkowego ubezpieczenia OC. Kierowcy płacą tu średnio ponad tysiąc złotych rocznie, czyli nawet o kilkadziesiąt procent więcej niż mieszkańcy innych dużych miast. Choć część przyczyn ma charakter statystyczny – jak duży ruch czy wysoka liczba młodych kierowców – coraz częściej wskazuje się także na czynnik lokalny: wadliwie projektowaną i niebezpieczną infrastrukturę drogową, która zwiększa liczbę kolizji i wypadków.

W polskim systemie ubezpieczeń obowiązkowych odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych (OC) wysokość składki ustalana jest na podstawie indywidualnej oceny ryzyka aktuarialnego, w której kluczowe znaczenie ma miejsce zamieszkania ubezpieczonego.

Zgodnie z najnowszymi danymi porównywarek ubezpieczeń (m.in. CUK Ubezpieczenia, Rankomat.pl oraz Mubi.pl za IV kwartał 2025 r. i I kwartał 2026 r.) średnia składka OC w Polsce wynosi 667–680 zł. We Wrocławiu osiąga natomiast najwyższy poziom wśród miast wojewódzkich – 1014 zł (przed Szczecinem i Gdańskiem). Różnica w stosunku do najtańszych miejscowości, takich jak Opole czy Rzeszów, sięga nawet 40–44%.

Choć podstawowymi czynnikami są obiektywne elementy ryzyka – duża gęstość ruchu w aglomeracji, wysoki odsetek młodych kierowców-studentów oraz wyższe koszty likwidacji szkód w dużym mieście – coraz wyraźniej widoczny staje się także wpływ wieloletnich zaniedbań władz miejskich w zakresie infrastruktury drogowej.

Infrastruktura jako czynnik ryzyka ubezpieczeniowego

Wysokie składki OC we Wrocławiu to nie tylko efekt statystycznej szkodowości wynikającej z natężenia ruchu, lecz również konsekwencja wieloletnich zaniedbań Urzędu Miejskiego oraz Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta (ZDiUM) w planowaniu i realizacji infrastruktury transportowej, w szczególności dróg i ścieżek rowerowych.

Nieprawidłowo zaprojektowane lub wadliwie wykonane rozwiązania infrastrukturalne wymuszają konflikt pomiędzy pojazdami mechanicznymi a rowerzystami, generując liczne kolizje i zdarzenia drogowe. Koszty tych zdarzeń – w postaci wypłat odszkodowań z OC, kosztów leczenia czy napraw pojazdów – są następnie uwzględniane w kalkulacjach aktuarialnych i przerzucane na wszystkich posiadaczy pojazdów zarejestrowanych w mieście.

Najbardziej widoczne problemy dotyczą infrastruktury rowerowej, która zamiast zwiększać bezpieczeństwo, w wielu przypadkach projektowana jest w sposób stwarzający realne zagrożenie dla uczestników ruchu.

  1. Plac Orląt Lwowskich – ścieżka rowerowa w osi jezdni

    Jednym z najbardziej kontrowersyjnych przykładów ostatnich lat jest rozwiązanie zastosowane na placu Orląt Lwowskich. Ścieżka rowerowa została tam poprowadzona praktycznie środkiem drogi, pomiędzy pasami ruchu dla samochodów osobowych i dostawczych.
    Realizacja z 2020 roku do dziś budzi sprzeciw zarówno rowerzystów, jak i kierowców. Rowerzysta porusza się w osi jezdni, narażony na manewry pojazdów z obu stron. Przedstawiciele środowiska rowerowego wskazywali w mediach, że takie rozwiązanie „nie daje poczucia bezpieczeństwa” i znacząco zwiększa ryzyko kolizji bocznych oraz najechania podczas zmiany pasa ruchu.

  2. Ul. Sienkiewicza – droga rowerowa zamknięta tuż po budowie 

    Kolejnym przykładem jest ul. Sienkiewicza, gdzie nowo wybudowana droga rowerowa została niemal natychmiast zamknięta w 2022 roku.
    Rowerzyści zostali zmuszeni do powrotu na jezdnię, gdzie muszą poruszać się wśród samochodów. Władze miejskie tłumaczyły decyzję problemami technicznymi, jednak w praktyce oznacza ona stałe ryzyko kolizji na odcinku o stosunkowo wysokiej prędkości ruchu pojazdów.

  3. Ul. Legnicka – nagle urywająca się infrastruktura 

    Na odcinku ul. Legnickiej między wiaduktami kolejowymi ścieżka rowerowa kończy się nagle, bez kontynuacji lub bezpiecznego przejazdu.
    Rowerzysta zmuszony jest wjechać bezpośrednio na jezdnię, często pod kątem prostym i w miejscu o ograniczonym polu widzenia. Podobne rozwiązania można znaleźć także na ul. Świdnickiej oraz ul. Kazimierza Wielkiego, gdzie użytkownicy rowerów regularnie muszą włączać się do ruchu samochodowego w sposób potencjalnie niebezpieczny.

  4. Niebezpieczne przejazdy rowerowe na skrzyżowaniach

    Problemy dotyczą także licznych przejazdów rowerowych przecinających jezdnie na skrzyżowaniach. Przykłady można znaleźć m.in. w okolicach ronda Rotmistrza Pileckiego, na ul. Powstańców Śląskich czy w rejonie placu Społecznego.
    Przejazdy prowadzone są często pod ostrym kątem, bez odpowiedniego oświetlenia, sygnalizacji lub wysp azylu. W efekcie dochodzi tam do częstych potrąceń rowerzystów przez pojazdy skręcające, co generuje kolejne roszczenia odszkodowawcze i obciąża polisy OC kierowców.

Brak spójnej strategii transportowej miasta

Opisane przypadki nie są pojedynczymi błędami projektowymi, lecz elementem szerszego problemu planistycznego. Priorytetem magistratu pozostaje przepustowość dla samochodów, natomiast inwestycje rowerowe realizowane są często fragmentarycznie lub w sposób pozbawiony spójności.

Eksperci oraz organizacje społeczne – m.in. Akcja Miasto i środowisko Rowerowego Wrocławia – od lat wskazują na brak długofalowej strategii rozwoju infrastruktury rowerowej. Krytykowana jest również rezygnacja z części planowanych tras w centrum, w tym decyzja z 2025 roku o zaniechaniu ważnej inwestycji na Przedmieściu Świdnickim.

Skutkiem jest większa liczba zdarzeń drogowych z udziałem rowerzystów, wyższe średnie odszkodowania oraz zwiększona szkodowość komunikacyjna na terenie miasta.

Odpowiedzialność prawna samorządu

Warto podkreślić, że organy samorządu lokalnego – Prezydent Wrocławia, Rada Miejska oraz Zarząd Dróg i Utrzymania Miasta – ponoszą odpowiedzialność za stan infrastruktury drogowej na podstawie ustawy o drogach publicznych oraz ustawy o samorządzie gminnym.

W przypadku kolizji spowodowanych wadliwym projektem drogowym poszkodowani mogą dochodzić roszczeń od miasta jako zarządcy drogi na podstawie art. 417 Kodeksu cywilnego w związku z art. 415 k.c. Takie sprawy dodatkowo obciążają budżet miasta i pośrednio wpływają na kalkulację ryzyka ubezpieczeniowego.

Wysokie OC jako koszt złych decyzji infrastrukturalnych

Najwyższe składki OC we Wrocławiu mają charakter wieloczynnikowy, jednak istotną rolę odgrywają decyzje lokalnych władz dotyczące infrastruktury transportowej.

Dopiero kompleksowa przebudowa wadliwych rozwiązań – z rzeczywistym priorytetem dla bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu – może doprowadzić do zmniejszenia liczby kolizji, obniżenia statystycznej szkodowości i w konsekwencji stabilizacji lub spadku kosztów ubezpieczenia dla mieszkańców miasta.

W interesie publicznym leży zatem przeprowadzenie audytu istniejących projektów drogowych oraz wprowadzenie standardów projektowych gwarantujących realne bezpieczeństwo, a nie jedynie pozory infrastruktury rowerowej.

Damian Daszkowski


Dlaczego wojna o Śląsk to nasza wojna

Prezes Wisły Kraków, Jarosław Królewski wyczuł okazję. Znaczna część klubów piłkarskich w Polsce nie chce przyjmować jego kibiców na lokalnych stadionach w obawie o bezpieczeństwo mieszkańców. Jednak to Śląsk Wrocław, postawiony przez władze miasta pod pręgierz wydatkowania olbrzymich publicznych pieniędzy, został przez prezesa Królewskiego wyznaczony na chłopca do bicia.

Wspomniany krakowski działacz sportowy uzurpuje sobie prawo do bycia policjantem, prokuratorem i sędzią w jednym. Kosztem pieniędzy wrocławskiego podatnika. A na to zgody być nie może.

Fotomanipulacja satyryczna

Od jakiegoś czasu piłkarski Śląsk Wrocław stał się łatwym celem. Trudno się temu dziwić wziąwszy pod uwagę kontrowersje, które ciągną się wokół finansowania jego działalności z budżetu miasta. Sam jako radny wielokrotnie zwracałem na patologie, które od lat osłabiają klub. I żadnej z ocen nie wycofuję.

Gdy spojrzymy na dowolną, historyczną wycenę Śląska Wrocław znajdziemy jedną, stałą pozycję: prawa do komercjalizacji marki. Wszystko może się zmienić ale szyld pozostanie w sposób stały związany z naszym miastem. A to, co obserwujemy to precyzyjnie przygotowany atak na jedną z najsilniejszych marek naszego miasta.

Dość zgrywania ofiary, panie Królewski

Prezes Królewski postanowił nie czekać na decyzje właściwych organów i samodzielnie wymierzyć sprawiedliwość. Wobec bierności PZPN stwierdził, że jest uprawniony do samosądu w postaci nie wysłania zespołu na mecz ze Śląskiem Wrocław. Gdy zespół nie pojawia się na meczu – przegrywa walkowerem a klub, który nie dotarł zwraca koszty poniesione przez organizatora – tak każe logika. Jednak prezes Królewski po wszystkim wskazał winnych tego zajścia (WKS), ofiarę (siebie samego) i wymierzył karę. Nie tylko nie zgodził się na odebranie punktów Wiśle za swoje bezprawne działania. Zamiast tego zaczął domagać się punktów karnych i olbrzymiej kary finansowej – 5 mln zł dla Śląska.

Prezes zgrywa w mediach ofiarę, roni krokodyle łzy i domaga się sprawiedliwości. Jednak to on sam jest odpowiedzialny za pożar, który wzniecił. Nie będę tutaj wypowiadał się w sprawie słuszności ostatnich decyzji władz WKSu. Do orzekania w sprawie niewpuszczenia zorganizowanych grup kibiców są właściwe organy PZPN, nie ja, a tym bardziej nie prezes Królewski. Nikt nie dał mu prawa do takich działań, może poza bierną postawą prezesa Kuleszy. Pod owczą skórą ofiary czają się wilcze oczy drapieżnika. Choć niezbyt ostre zęby przesadnie głębko pokąsać nas nie mogą.

Królewskie przywileje, królewska odpowiedzialność

Panie prezesie! Złamał pan w tej dramie tyle zasad, że najwyższy czas ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Nikt Pana nie koronował na króla polskiej piłki nożnej i biznesu sportowego. Prawda jest taka, że za Pana nieodpowiedzialne zachowanie odpowiedzialność poniesie pana drużyna i kibice, którym tak chce się Pan przypodobać. Bo zapracował Pan na karę w postaci odebrania Wiśle maksymalnej liczby punktów, zapłacenia kar i odszkodowań za poniesiony koszty.

Ale to nie wszystko. Odszkodowanie winno być równie królewskie. Otóż zaszkodził Pan wizerunkowi Śląska Wrocław przeprowadzając skoordynowaną i strategicznie przygotowaną operację oczerniającą wrocławski klub. Operację opartą na bezprawnych wnioskach i – w mojej opinii – głęboko obłudną. Bo nie słyszałem Pana troski o grosz publiczny, gdy przesuwano pieniądze w budżecie z ogrodu zoologicznego na Śląsk Wrocław. Nie słyszałem podobnych protestów, gdy zorganizowanych grup z Krakowa nie przyjmował Rzeszów, Legnica czy Pruszków.

Niszczy Pan nasze mienie i oddala perspektywę prywatyzacji. Sięgnął Pan po nisko wiszący owoc, poszedł na łatwiznę. Zmienił Pan media społecznościowe w teren prymitywnej, internetowej ustawki, w której nie znał Pan granic. Trudno znaleźć słowa, które pozwolą adekwatnie nisko ocenić Pana możliwe pobudki i charakter podjętych działań. Liczę na to, że zarząd Śląska Wrocław podejmie w tym zakresie należyte środki prawne.

Wojna o Śląsk to nasza wojna

Przez całe lata wskazywałem na nieprawidłowości i patologie. Jednak dzisiaj staję tu, gdzie należy – po stronie interesu Wrocławia. Nie będzie zgody na to, by naszym kosztem ktoś realizował swoje interesy. By przy zielonym stoliku załatwiać, co ktoś obawiał się załatwić na boisku.

Ostatni tydzień był testem dla wrocławskiej opinii publicznej. Szczególnie dla tych, którzy nie powstrzymali się od nakarmienia schadenfreude i wykorzystania momentu słabości klubu. Oni ten test oblali, bo nie chodzi im o dobro wspólne. Chodzi im o udowodnienie na siłę, że „moje jest mojsze”. Oblali test również ci, którzy dali się prezesowi Królewskiemu sprowadzić do rynsztoka. Tak nie da się prowadzić poważnej debaty publicznej.

Wszystkim zalecałem umiar i wstrzemięźliwość – to nie internet będzie decydował a właściwe organy PZPN oraz niezawisłe sądy. Dziś jednak zabieram głos. Nie jestem w stanie zrozumieć nie tylko tych, którzy szukają taniego poklasku. Głośniej krzyczy cisza wszystkich tych, którzy przez lata przebierali się w bluzy i szaliki z godłem Śląska Wrocław. Gdy wiązała się z tym korzyść – byli głośni, obecni i pełni przywiązania do klubu. Gdy trzeba zapłacić cenę – można ich szukać ze świeczką.

W tej zerojedynkowej sytuacji pozytywnie zweryfikowali się przede wszystkim dziennikarze – Piotr Janas z Gazety Wrocławskiej i Marcin Torz. I z tego miejsca chciałbym im podziękować. Pozostałych krytykować nie będę, więc pozostawię tu znaczącą pauzę.

Myślę również, że to dzień, by fani futbolu w całej Polsce zabrali głos. Bo bezprecedensowy atak, który dziś spotyka Śląsk Wrocław – może dotyczyć każdego z klubów w całym kraju. Kto pozaboiskowymi metodami chce wpływać na przebieg rozgrywek jest wrogiem futbolu. I piszę to mając na myśli wszystkie możliwe znaczenia tego stwierdzenia.

Stracona szansa na porozumienie dla odbudowy Śląska

Dziś stoimy wobec bezprecedensowego ataku na Śląsk Wrocław. Sami siebie postawiliśmy w sytuacji, w której tak rynsztokowe i bezprawne ataki są kierowane głównie w naszą stronę. Stało się tak, bo miasto zapomniało o poszukiwaniu jedności wobec strategicznych wyzwań. Nie poszukało ponadpolitycznego poparcia dla planu naprawczego dla WKS. To błąd, który dziś odbija się czkawką. Każdy błąd można spróbować naprawić, jednak każdego dnia cena, którą Śląsk Wrocław płaci za brak przemyślanych działań będzie wyższa.

 

Piotr Uhle


Wybory w KO: upadek partyjnych legend i urzędowych celebrytów

Żaden z analityków wyborów wewnętrznych w Koalicji Obywatelskiej nie dostrzega komu najbardziej za zwycięstwo powinien podziękować Michał Jaros, który do swoich obowiązków szefa regionu musi od dziś dodać kierowanie powiatowymi strukturami KO. Kto zatem przyniósł najwięcej głosów wiceministrowi z Wrocławia? Powiedzmy to sobie szczerze: dla kampanii Jarosa najwięcej zrobili jego konkurenci.

Sutryk i Granowska: przegrani prezydenci

To od słów Jacka Sutryka rozpoczęła się de facto wewnętrzna kampania w KO. Trzy tygodnie temu w Radio Rodzina oświadczył: „Nie wyobrażam sobie, aby Michał Jaros rządził w mieście, powiecie i regionie”. Sam nie jest członkiem partii, ale jego przekonanie o sile urzędowego wpływu na ludzi uzależnionych od miejskiego układu musiało dawać mu przekonanie, że może aspirować do roli demiurga w cudzych wyborach.

Wtórowała mu jego pierwsza zastępczyni, Renata Granowska. Wiceprezydentka, choć wyrzucona z partii w niesławie i atmosferze skandali, pozwoliła sobie kreślenie wizji, że gdy Jaros wygra to „Wrocław spłonie”. Wiele osób zwracało uwagę na arogancki i jadowity ton polityczki, która uzurpowała sobie prawo do wskazywania który kandydat może, a który nie powinien kandydować. Te same osoby zadawały pytania o to gdzie jest Granowska w chwili gdy CBA zabezpieczało dokumenty związane z aferą śmieciową w miejskiej spółce Ekosystem i klubie piłki ręcznej do niedawna kierowanym przez jej męża.

Leszczyński: przegrany kabotyn

Do roli wiceprezydenta a może nawet i prezydenta puszył się Robert Leszczyński w ikonicznym wywiadzie dla portalu Wrocławskie Fakty. To radny, szef klubu KO, który startował na przewodniczącego partii w mieście, choć przez wielu nazywany jest „Leszczem” lub nawet „kapciowym Granowskiej”. Jego charyzma znoszonego sandała, powszechnie znany brak samodzielności przemieszany z arogancją i komicznym poczuciem wyższości sprawiły, że zabrakło mu zdolności do pozyskania dla siebie poparcia innych kandydatów. Mimo rozmów i nacisków nie poparł go Tadeusz Grabarek ani Krzysztof Bryłka. W efekcie we Wrocławiu wygrał Jaros, choć nie posiada bezwzględnej większości w partii.

Elity: przegrana i obrażona arystokracja

Oponenci Jarosa prowadzili kampanię w otoczeniu partyjnych legend i celebrytów. Organizowali spotkania ociekające drogim oświetleniem, scenografią i znakomitym kateringiem. Napawali się swoją doskonałością, swoim towarzystwem i swoim prestiżem tak bardzo, że młodzież użyłaby tu określenia „krindż”. A platformerski lud tego po prostu nie kupił.

Trudno nie dostrzec podobieństw kampanii oponentów Jarosa do kampanii innych kandydatów. Podobny poziom krindżu, poczucia wyższości, klepania się po plecach i pewności siebie wydaje się coś przypominać, prawda? Czy podobnie elitarne i celebryckie nie były kampanie Komorowskiego i Trzaskowskiego?

Czy wraz z otrzymaniem funkcji, urzędu albo politycznym awansem elity KO odnajdują w sobie gen arystokracji? Czy to uśmiechnięty szyld wyzwala ich z okowów przyziemnych spraw i wynosi do lewitacji ponad poziom plebsu? A może po prostu te legendy już przebrzmiały, bo przez lata miały wrocławianom do zaoferowania głównie afery, wstyd, chaos organizacyjny i rozczarowanie?

Elity przyczyn swojej porażki dopatrywać będą się w braku świadomości wyborców. Usłyszymy, że nie dorośli do demokracji, że zostali zmanipulowani albo, że wybory były ustawione. Dla partyjnej arystokracji każdy powód będzie lepszy niż prawdziwy: utrata legitymacji i autorytetu do wyznaczania kierunku w czymkolwiek. Nie przeszkadzajmy im. Niech na tym Titanicu muzyka gra do ostatniego taktu.


Stanowisko Stowarzyszenia SOS Wrocław wobec propozycji zmian w statutach wrocławskich osiedli (konsultacje do 10 marca 2026 r.)

Stowarzyszenie SOS Wrocław wyraża stanowczy sprzeciw wobec procedowanych propozycji zmian w statutach wrocławskich osiedli, dotyczących funkcjonowania Rad Osiedli. Przedstawione rozwiązania nie tylko nie realizują zapowiadanych wcześniej kierunków reformy, lecz stanowią ich całkowite zaprzeczenie i realne zagrożenie dla lokalnej demokracji.

Do 10 marca 2026 r. trwają konsultacje społeczne projektu zmian statutów wrocławskich osiedli. Piszemy do Rad Osiedli, ponieważ proponowane regulacje zwiększają uznaniowość, wprowadzają asymetryczne mechanizmy sankcyjne i ignorują wnioski wcześniejszych konsultacji społecznych. 

Podkreślamy, że propozycje te pozostają w sprzeczności z deklaracjami składanymi publicznie przez przedstawicieli większości rządzącej miastem. Zapowiadano wówczas kompleksową reformę osiedli, obejmującą wzmocnienie ich kompetencji, zwiększenie sprawczości Rad Osiedli oraz partnerskie traktowanie lokalnych wspólnot.

Tymczasem procedowane obecnie zmiany stanowią jedynie wycinkowy i fragmentaryczny strzępek zapowiadanej reformy, pozbawiony szerszego kontekstu oraz informacji o dalszych etapach prac. Nie przedstawiono żadnej spójnej wizji systemowej i harmonogramu reformy osiedli. W efekcie mamy do czynienia z doraźną ingerencją w statuty, po której nie wiadomo, jakie rozwiązania i w jakim kierunku miałyby zostać wprowadzone w kolejnych krokach. Taki sposób procedowania budzi uzasadnione obawy co do rzeczywistych intencji projektodawców i podważa zaufanie środowiska osiedlowego do deklarowanego dialogu.

W związku z powyższym, prosimy Państwa o trzy działania:
- przyjęcie stanowiska Rady Osiedla w formie uchwały w oparciu o załączony wzór,
- złożenie uwag do konsultacji z wykorzystaniem przygotowanego przez nas wzoru oraz
- wsparcie petycji SOS Wrocław w sprawie kompleksowej reformy osiedli spójnej z dotychczasowymi konsultacjami.

 

Najważniejsze zastrzeżenia Stowarzyszenia SOS Wrocław

  • Arbitralność terminów wyborów do Rad Osiedli

Proponowane regulacje dopuszczają przeprowadzanie wyborów w dowolnym terminie, nawet do sześciu miesięcy po zakończeniu kadencji, co tworzy nieakceptowalną przestrzeń do uznaniowego i potencjalnie politycznego sterowania lokalnym procesem wyborczym.

  • Wprowadzenie mechanizmów represyjnych zamiast wsparcia

Zamiast realnego wzmocnienia kompetencji osiedli projekt wprowadza możliwość rozwiązania Rady Osiedla w przypadku nawet minimalnych uchybień formalnych, takich jak jednodniowe opóźnienie w złożeniu sprawozdania. Decyzja ta pozostawiona jest organom miejskim, podczas gdy samo miasto nie ponosi żadnych konsekwencji za wieloletnie opóźnienia w realizacji np. projektów Funduszu Osiedlowego. Takie podejście pogłębia asymetrię w relacji Urząd Miasta - Rady Osiedli: miasto zachowuje swobodę i brak realnych konsekwencji za opóźnienia, a rady pracujące społecznie dostają kolejne obowiązki i bat sankcyjny.

  • Karanie osiedli za niską frekwencję wyborczą

Zastosowanie progu 4% frekwencji jako warunku istnienia Rady Osiedla prowadzi do sytuacji, w której mieszkańcy mogą zostać pozbawieni reprezentacji swojego osiedla na całą kadencję. Jest to rozwiązanie bardziej restrykcyjne niż w przypadku wyborów samorządowych w wielu gminach, a odpowiedzialność za niską frekwencję przerzuca się na osiedla, ignorując faktyczny wpływ miasta na poziom zaangażowania mieszkańców.

  • Ograniczenie autonomii komunikacyjnej Rad Osiedli

Propozycje zmian przewidują obowiązek kierowania całej korespondencji wyłącznie za pośrednictwem właściwych komórek Urzędu Miejskiego, co w praktyce oznacza znaczące ograniczenie samodzielności Rad Osiedli i zmniejszenie ich kompetencji i sprawczości oraz wydłuża proces komunikacji z instytucjami zewnętrznymi.

  • Brak realizacji zapowiadanych kompetencji

Projekt nie wprowadza żadnych z wcześniej deklarowanych rozwiązań, takich jak: udział przedstawicieli osiedli w pracach komisji Rady Miejskiej, realny wpływ na wysokość i tempo wdrażania Funduszu Osiedlowego, wzmocniona inicjatywa uchwałodawcza, skuteczne mechanizmy konsultacyjne czy system diet dla radnych osiedlowych.

  • Usunięcie zapisów o reprezentowaniu mieszkańców osiedla

Usunięcie zapisów o reprezentowaniu mieszkańców osiedla prowadzi do osłabienia roli Rad Osiedli jako głosu lokalnej wspólnoty i przesuwa ich funkcję w stronę ciała bardziej zależnego od administracji niż od woli mieszkańców

  • Regulamin współpracy prezydenta z Osiedlami

Wprowadzenie możliwości dookreślenia odrębnym zarządzeniem szczegółowe zasady współpracy osobna dla organów osiedla Rady i Zarządu a nie samej Rady to gra na podziały kompetencji i jeszcze większy chaos kompetencyjny niżeli jest obecnie. Dzisiaj organem uchwałodawczym jest Rada a wykonawczym Zarząd i tak powinno pozostać skoro w ramach przyjętych założeń Rada powołuje Zarząd.

  • Niewłaściwy tryb konsultacji i brak rzetelnego dialogu

Zgłaszamy zastrzeżenia do trybu i sposobu prowadzenia konsultacji. Przede wszystkim, dobrą praktyką konsultacji społecznych jest zapowiedzieć z około miesięcznym wyprzedzeniem, iż konsultacje określonego projektu będą mieć miejsce. W tym wypadku projekt ogłoszono 18.02.2026 r., zaś konsultacje, dopiero po pierwszych głosach krytyki projektu, tj. 24.02.2026 r. Ponadto wątpliwości budzi sam przebieg spotkania konsultacyjnego online, w którym główni autorzy zmian z ramienia Rady Miejskiej nie wzięli udziału. Spotkanie zostało gwałtownie zakończone przed planowanym czasem, po pojawieniu się kolejnych pytań. Zastrzeżenia budzi również, że wiele odpowiedzi miało charakter ogólnikowy, nierozszerzający informacji wynikających z uzasadnienia projektu. Co za tym idzie, udział w konsultacjach nie umożliwiał merytorycznego odniesienia się do skutków części proponowanych zmian. Wnosimy o uzupełnienie konsultacji o publiczny zestaw pytań i odpowiedzi, publikację pełnego nagrania oraz jasne uzasadnienie kluczowych rozwiązań.

W ocenie Stowarzyszenia SOS Wrocław przedstawione propozycje stanowią krok wstecz, są sprzeczne z ideą dialogu obywatelskiego oraz są wyrazem lekceważenia wobec całego środowiska osiedlowego.

Propozycje Stowarzyszenia SOS Wrocław

Stowarzyszenie SOS Wrocław postuluje wdrożenie rzeczywistej, kompleksowej reformy osiedli, obejmującej w szczególności:

1. Kompleksową reformę osiedli

  • rzetelną analizę potrzebnych zmian,
  • szerokie konsultacje z Mieszkańcami i Radami Osiedli,
  • pełną transparentność prac Zespołu ds. Reformy Osiedli.

2. Pilną cyfryzację osiedli

  • cyfrowy rejestr uchwał, pism i odpowiedzi,
  • obowiązkowe transmisje sesji i komisji oraz tryb hybrydowy,
  • jednolitą platformę komunikacji i konsultacji z mieszkańcami.

3. Wzmocnienie kompetencji, sprawczości i znaczenia osiedli

  • mechanizm „interpelacji” z terminową odpowiedzią,
  • udział przedstawicieli osiedli w komisjach i sesjach Rady Miejskiej,
  • dostęp do lokali gminnych oraz bezpłatnej pomocy prawnej.

4. Stabilne finanse osiedli

  • przejrzysty algorytm podziału środków,
  • Fundusz Infrastruktury Osiedlowej,
  • wprowadzenie diet Radnych Osiedlowych finansowanych z budżetu gminy.

Sprawne i sprawcze Rady Osiedli to infrastruktura społeczna miasta. Dają przestrzeń do budowania silnej wspólnoty sąsiedzkiej, budują zaufanie do lokalnych liderów, ułatwiają mieszkańcom rozwiązywanie osiedlowych problemów. W kryzysach, od awarii po spory inwestycyjne, aktywne wspólnoty lokalne są zasobem miasta, bo szybciej i efektywniej organizują odpowiednią komunikację i pomoc.

Wzywamy Prezydenta Wrocławia oraz Radę Miejską Wrocławia do natychmiastowego wstrzymania prac nad procedowanymi zmianami oraz do podjęcia rzeczywistego, partnerskiego dialogu z przedstawicielami osiedli. Tylko kompleksowa reforma, tworzona w sposób transparentny i we współpracy z mieszkańcami, może realnie wzmocnić osiedla i odbudować zaufanie do lokalnej demokracji.

W związku z powyższym zachęcamy Mieszkanki i Mieszkańców Wrocławia, a także osoby zaangażowane w działalność osiedlową i obywatelską, do poparcia petycji w sprawie wdrożenia kompleksowej reformy osiedli. Podpisanie petycji jest realnym i dostępnym narzędziem wyrażenia sprzeciwu wobec rozwiązań osłabiających lokalną demokrację oraz sygnałem i wskazaniem oczekiwań rzeczywistej, kompleksowej reformy osiedli, opartej na dialogu i poszanowaniu głosu mieszkańców. Zachęcamy również do aktywnego udziału w konsultacjach społecznych dotyczących reformy statutów osiedli, które trwają tylko do 10 marca 2026 r., to kluczowy moment, by wzmocnić głos osiedli i lokalnych społeczności oraz jasno wskazać ich potrzeby oraz oczekiwania.

O co prosimy Rady Osiedli do 10 marca 2026 r. włącznie

  1. Przyjęcie stanowiska Rady Osiedla w formie uchwały w oparciu o załączony wzór, 
  2. Złożenie uwag w konsultacjach z wykorzystaniem przygotowanego przez nas wzoru.
  3. Wsparcie petycji SOS Wrocław - tutaj
  4. Przekazanie mieszkańcom informacji o konsultacjach oraz zachęty do poparcia petycji SOS Wrocław w sprawie kompleksowej reformy osiedli spójnej z wynikami dotychczasowych konsultacji.

Śmieciowa ośmiornica pod politycznym parasolem? CBA, prokuratura i wrocławska afera śmieciowa.

Od kilku lat wokół systemu gospodarowania odpadami we Wrocławiu narastają pytania o przejrzystość przetargów, powiązania polityczne oraz rolę największych firm śmieciowych. To, co początkowo wyglądało na spór o ceny i organizację systemu, dziś przeradza się w poważną sprawę badana przez służby państwowe. Akcja CBA i zabezpieczenie dokumentów w wielu miejscach pokazują, że w grę mogą wchodzić znacznie poważniejsze mechanizmy niż tylko administracyjna nieudolność.

Początek alarmu: SOS Wrocław i walka o dane

Od 2022 roku ludzie związani z ruchem SOS Wrocław zwracają uwagę na problem z gospodarką odpadami w mieście. Początkowo byliśmy nieliczni, a nasz głos był lekceważony. Zamiast rzeczowej dyskusji pojawiały się ataki, próby zastraszania oraz nasyłanie organów ścigania.

Konsekwentnie wskazywaliśmy, że sytuacja budzi poważne wątpliwości, zwłaszcza że przed opinią publiczną ukrywano kluczowe dane. Gdy po nieudanym przetargu podniesiono mieszkańcom ceny do obecnej, horrendalnej wysokości, zwracaliśmy uwagę na konieczność przebudowy całego systemu oraz na pojawiające się nieprawidłowości.

Na początku ubiegłego roku grupa radnych – z udziałem Piotra Uhle, Jakuba Janasa i Jakuba Nowotarskiego – rozpoczęła kontrolę w związku z opóźnieniem przetargu oraz zamieszaniem kadrowym w spółce Ekosystem. Domagaliśmy się prawdy i dostępu do dokumentów. Najpierw spółka, a później wiceprezydent Młyńczak konsekwentnie odmawiali ich udostępnienia.

Już jako SOS Wrocław zawiadomiliśmy Najwyższą Izbę Kontroli oraz prokuraturę.

Polityka i biznes wokół odpadów

Polityką odpadową szczególnie zainteresowały się dwie polityczki z naszego regionu – Renata Granowska oraz Anna Sobolak.

W przypadku tej pierwszej pojawia się kontekst rodzinny i biznesowy. Jej mąż – poza kontrowersyjną posadą, która przynosiła dochody kosztem instytucji opiekuńczej – był prezesem klubu piłki ręcznej Śląska Wrocław. Na koszulkach tego klubu można było znaleźć logotypy sponsorów, w tym dwóch największych firm zarabiających na wrocławskich śmieciach.

Właścicielem klubu jest spółka oraz stowarzyszenie związane z najbliższym otoczeniem Renaty Granowskiej – małżeństwem Rybczaków. Agnieszka Rybczak jest radną i przewodniczącą Rady Miejskiej Wrocławia. Jej mąż – poza działalnością sportową – do niedawna był wspólnikiem Wojciecha Granowskiego w spółce importującej włoski sprzęt sportowy. Co ciekawe, sprzęt tej marki najprawdopodobniej trafi również do zawodowego Śląska Wrocław w piłce nożnej.

Z kolei Anna Sobolak, posłanka z okolic Wrocławia, była bardzo aktywna w sprawach związanych z branżą odpadową i podejmowała interwencje dotyczące obszarów zainteresowania firm śmieciowych. Jednocześnie jej mąż przez wiele lat pełnił funkcję wiceprezesa miejskiej spółki Ekosystem, która organizuje przetargi na odbiór odpadów we Wrocławiu.

Jak informowała niedawno „Gazeta Wyborcza”, już po zakończeniu pracy w spółce wystawiał faktury jednej z firm, które wygrywają przetargi na odbiór odpadów w mieście. Faktury opiewały na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Pytana o tę sytuację posłanka odpowiadała retorycznie: „To co, cieciem ma być?”.

Presja, zawiadomienia i próby uciszania sprawy

W tym czasie wszyscy zainteresowani twardo trzymali wspólną linię. Spółka zawiadomiła prokuraturę, twierdząc, że radny Piotr Uhle – domagający się dostępu do informacji – utrudnia przetarg.

Sygnalistkę, która informowała o ryzykach w przetargu nie tylko zwolniono z pracy, ale również skierowano wobec niej organy ścigania. Klub Śląsk Wrocław – piłka ręczna – przestał eksponować logotypy spółek śmieciowych, a wielu obserwatorów uznało, że sprawa została wyciszona.

Akcja CBA i początek śledztwa

Tymczasem sprawa eksplodowała miejskim politykom w twarz. Centralne Biuro Antykorupcyjne wraz z Prokuraturą Krajową przeprowadziło szeroko zakrojoną akcję. W ponad dwudziestu lokalizacjach zabezpieczono duże ilości dokumentów oraz nośników danych.

To bardzo poważna operacja. Tego typu działania nie są podejmowane w ciemno. Służby wchodzą w tak szeroką akcję dopiero wtedy, gdy istnieją mocne podstawy i rozbudowana wiedza operacyjna. Zabezpieczone materiały mają teraz zostać uzupełnione o materiał dowodowy.

Kolejne etapy postępowania to przesłuchania, ewentualne zarzuty oraz – w dalszej perspektywie – skierowanie aktu oskarżenia do sądu.

Kto znalazł się w kręgu zainteresowania służb

Z zakresu działań można wnioskować, że dokumenty musiał udostępniać Paweł Karpiński, prezes Ekosystemu, a także największe spółki śmieciowe działające w mieście.

W licznych publikacjach pojawia się również nazwisko posłanki Sobolak wraz z mężem. Z kolei wizyta CBA w klubie Śląsk Wrocław – piłka ręczna – prowadzi do przypuszczeń, że interesy małżeństwa Granowskich oraz Rybczaków także znalazły się pod lupą śledczych.

Mechanizm politycznego parasola

Jak taki układ mógł funkcjonować we Wrocławiu? Jednym z powodów jest fakt, że część wspomnianych osób pełni ważne funkcje polityczne, które dają realny wpływ na funkcjonowanie instytucji publicznych.

Wiceprezydent Renata Granowska – poza silną pozycją w urzędzie – dysponuje również zapleczem w Radzie Miejskiej. Choć sama nie jest radną, wpływ ten realizuje poprzez przewodniczącego klubu radnych Koalicji Obywatelskiej – Roberta Leszczyńskiego.

To on miał być wykonawcą politycznej woli zaplecza ratusza. Wzmocniony pozycją swojej politycznej patronki wykorzystywał wszystkie dostępne metody, by zdyscyplinować radnych wybranych z list Koalicji Obywatelskiej. Dzięki temu władze miasta mogły liczyć na stabilną większość nawet przy najbardziej kontrowersyjnych decyzjach.

W takim układzie spokojni mogli być również ci, którzy zarabiali ogromne pieniądze na wrocławskim systemie gospodarowania odpadami.

Polityczne zależności i stanowiska

Jednak każdemu wiernemu żołnierzowi należy się zapłata. Czy dlatego żona Roberta Leszczyńskiego otrzymała niedawno intratne stanowisko w Starostwie Powiatowym?

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element tej układanki. Starosta powiatu był wcześniej społecznym asystentem posłanki Anny Sobolak – tej samej, której mąż zarabiał duże pieniądze na firmach śmieciowych obsługujących Wrocław, a wcześniej współorganizował przetargi na odbiór odpadów.

Leszczyński nie poszedł w ślady Sobolak i nie zapytał publicznie, czy jego żona „ma być cieciem”. Stwierdził natomiast, że ujawnienie sprawy to próba politycznego ataku na jego osobę.

Przetarg jako złoty interes

Dziś wiemy, że przeciągający się przetarg jest znakomitym interesem dla firm śmieciowych. Zarabiają one ogromne pieniądze na chaosie i nieudolności wrocławskiej administracji.

Skala tej nieudolności jest na tyle spektakularna, że coraz częściej pojawia się pytanie: czy był to jedynie brak kompetencji, czy też celowy sabotaż systemu?

Czy Wrocław stanie się symbolem afery?

Na szczęście wymiar sprawiedliwości zaczął działać, a młyny sprawiedliwości powoli zaczęły mielić. Sprawa nie zakończy się szybko. Należy spodziewać się kolejnych jej etapów i nowych informacji o niepokojących powiązaniach biznesu, polityki i publicznych pieniędzy.

Pojawia się jednak pytanie o skalę problemu. Czy okaże się, że Wrocław – niczym Palermo – stanie się symbolem powiązań o charakterze mafijnym?

Niektórzy z bohaterów tej afery starają się dziś o kierownicze funkcje i wpływy w rządzącej Koalicji Obywatelskiej. Jeśli zdobędą realną władzę w strukturach partii, pojawia się obawa, że „śmieciowa ośmiornica” jeszcze mocniej oplącze miasto.

Odpowiedź na to pytanie poznamy już wkrótce.

 


Dlaczego Renata Granowska powinna powołać męża na prezesa Śląska Wrocław

Od przekazania przez miasto 30 mln zł na piłkarski Śląsk Wrocław wiceprezydent Renata Granowska dwoi się i troi, by przejąć kontrolę nad klubem. Mamy dla pani prezydent radę od serca. Pani Renato! Zamiast tracić czas na udawanie procedur i niepotrzebny teatrzyk powinna Pani obsadzić funkcję prezesa Śląska Wrocław swoim mężem.

30 milionów powodów

30 milionów, które trafiło ostatnio na działalność Śląska Wrocław rozbudza wyobraźnię wielu. Szczególnie tych przedsiębiorczych, którzy wiedzą jak się robi pieniądze na sporcie. Śląsk Wrocław miał „szczęście” do takich ludzi przez wiele, wiele lat.

Nic więc dziwnego, że na nowo zainteresowanie zawodową piłką nożną przejawiła Renata Granowska. Ktoś mógłby zapytać: dlaczego na nowo? Przecież w lożach VIP można było panią prezydent widzieć regularnie.

Otóż jeszcze nie tak dawno próbowała przekonać opinię publiczną, że „nigdy nie zajmowałm się sportem zawodowym w mieście i nie zajmuję się. Sport zawodowy jest poza mną”.

Wówczas zarzucano jej konflikt interesów. Tak się składa, że gdy wielomilionowe dotacje z miasta otrzymywał Śląsk Wrocław Handball – jego prezesem był mąż wiceprezydentki. Znany ze zdolności do dorabiania, niezależnie czy to w jeleniogórskich wodociągach czy też w… sierocińcu, co wzbudziło powszechne i uzasadnione oburzenie opinii publicznej.

Przywracamy ręczne sterowanie?

Dziś jednak takich skrupułów wiceprezydent Granowska nie ma i zapomniała, że zawodowym sportem nigdy miała się nie zajmować. Teraz już się „znowu” zajmuje.

Nie tylko pojawiła się przebrana w bluzę klubu na spotkaniu z kibicami, gdzie zebrała wiele krytycznych i oburzonych obecną sytuacją uwag. Kibice mieli wypomnieć jej współodpowiedzialność za kolesiostwo, niegospodarność i spadek Śląska do pierwszej ligi. Niezrażona, za plecami zarządu, miała prowadzić rozmowy o ratunkowym zatrudnieniu Ryszarda Tarasiewicza na stanowisku głównego trenera.

Zrobiła to pomimo obietnic, że ręcznego sterowania nie będzie. Pytana przez Gazetę Wrocławską przyznała, że z racji pełnionego stanowiska spotyka się z różnymi osobami, aby rozmawiać o piłce nożnej i sporcie.

Ale zaraz, zaraz. To jak to miało być? Czy ktoś uważa Wrocławian za idiotów czy po prostu ordynarnie kłamie? Pani prezydent jednak zajmuje się zawodowym sportem i miała potężny konflikt interesów gdy przekazywała dotację na klub prowadzony przez jej męża?

Mieszkańcom i kibicom obiecywano koniec ręcznego sterowania. Miało nie być wchodzenia do szatni, co obiecywał Jacek Sutryk. Miało skończyć się uzgadnianie strategii klubu i negocjowanie kontraktów zawodników w gabinetach polityków. Miało skończyć się zwalnianie dyrektorów sportowych przez urzędników. Wszystko miało być pięknie. Ale nadszedł czas, a wraz z czasem – nadeszła Ona.

Uroki władzy – wszystko zostaje w rodzinie

Nie jest tajemnicą, że nic pani Granowskiej nie „kręci” jak władza. Nie tylko zbudowała sobie pozycję utkaną na niemoralnych zależnościach finansowych radnych miejskich. Nie tylko korzysta z przywilejów władzy takich jak wystawne jedzenie i picie opłacane służbową kartą czy też szampańska zabawa na służbowych wyjazdach do dalekich krajów. Nie tylko wchodzi na głowę Jackowi Sutrykowi do tego stopnia, że niektórzy nazywają ją „nadprezydentką”. Zdaniem innych to za mało – bardziej właściwym tytułem wydaje się być Grafini bądź Księżna Wrocławia.

Teraz Renata Granowska chce ręcznie sterować klubem piłkarskim. Oczywiście, to pani prezydent się należy, nie śmiemy polemizować. Tylko po co te cyrki i ceregiele. Prezesem klubu powinien zostać doświadczony małżonek pani Renaty – Wojciech. Przyśpieszy to obieg informacji i nikt nie będzie miał wątpliwości co do tego, że zarząd realizuje wolę właściciela. Oficjalną strategię będzie można ustalić np. przy niedzielnym, rodzinnym rosole.

Złośliwi mogą powiedzieć, że do wskazywania zarządowi woli właściciela jest Rada Nadzorcza i Biuro Nadzoru Właścicielskiego. Aby ułatwić sprawę na funkcji jednoosobowej Rady widzielibyśmy Roberta Leszczyńskiego. Ten emerytowany żołnierz od dłuższego czasu pełni rolę młodszego kapciowego na dworze Granowskiej i w wolnych chwilach egzekwuje jej wolę w klubie Koalicji Obywatelskiej w Radzie Miejskiej Wrocławia. Wynagrodzenie za pracę w radzie nadzorczej mogłoby być oszczędnością dla finansów państwa, bo wówczas Leszczyński nie musiałby upychać swojej rodziny po zaprzyjaźnionych urzędach.

Wszyscy będą zadowoleni, bo decyzyjność i władza będą skupione w jednych rękach. Ktoś zakrzyknie, że władza absolutna deprawuje absolutnie. I pewnie coś w tym może być. Bo jednolitość władzy to również jednolita i pełna odpowiedzialność za porażki. A ta może nadejść szybciej, niż się niektórym wydaje.

Czy przez Granowską Śląsk zmarnuje ostatnią szansę na odbudowę zaufania?

Sytuacja jest tak tragiczna, że niewiele pozostaje poza pustym śmiechem. Ostatnia szansa, którą dostał Śląsk Wrocław od radnych może zostać zaprzepaszczona ze względu na apetyt na władzę i wpływy jednego środowiska.

Na Śląsk Wrocław patrzy teraz cały kraj. Żaden miejski klub po serii upokarzających porażek sportowych i finansowych nie dostał takiego koła ratunkowego na nowy start jak nasz – wszystkich podatników wrocławskich – klub.

Zadaniem dziennikarzy, polityków, opinii publicznej i – szczególnie – oddanych kibiców będzie teraz szczegółowa obserwacja wszelkich decyzji, które będą zapadały w Śląsku w najbliższych miesiącach. Bo każda decyzja podjęta pod dyktando polityków, którzy chcą bawić się w menedżerów piłkarskich za nasze pieniądze będzie ze swojej definicji podejrzana.

Każdy rodzic, który kocha swoje dziecko wie, że nie zawsze właściwym rozwiązaniem jest wyciągnięcie z kieszeni kolejnego cukierka. Nadszedł czas odpowiedzialności i konsekwencji. A pani Granowska powinna swoje chciwe na władzę ręce trzymać od klubu z daleka, choć talentu do wykrywania dobrych interesów trudno jej odmówić.

Do sprawy będziemy jeszcze wracać, bo jest do czego.


PETYCJA POPARCIA W SPRAWIE WZMOCNIENIA ROLI RAD OSIEDLI WE WROCŁAWIU

NIEZALEŻNY KONGRES OSIEDLOWY

Jako Mieszkańcy Wrocławia, obecni i byli Radni Osiedlowi, osoby planujące kandydowanie w nadchodzących wyborach do Rad Osiedli oraz sympatycy społecznych ruchów miejskich i działań obywatelskich, zwracamy się z niniejszą petycją do Prezydenta Wrocławia oraz Rady Miejskiej Wrocławia o realne wsparcie i wdrożenie postulatów wypracowanych podczas pierwszego Niezależnego Kongresu Osiedlowego.

Kongres odbył się 13 września 2025 roku i zgromadził przedstawicieli wielu Wrocławskich osiedli, środowisk społecznych oraz osoby aktywnie zaangażowane w sprawy lokalne. W obliczu kończącej się w 2026 roku pięcioletniej kadencji Rad Osiedli oraz nadchodzących wyborów, uznajemy ten moment za kluczowy dla przyszłości samorządu osiedlowego we Wrocławiu. Radni Osiedlowi pełnią swoją funkcję społecznie, działając najbliżej mieszkańców i najlepiej znając realne lokalne potrzeby, wyzwania oraz potencjały rozwojowe. Zaangażowanie Radnych Osiedlowych może przynieść rzeczywiste i trwałe efekty jedynie wówczas, gdy funkcjonowanie jednostek pomocniczych gminy oparte jest na stabilnych, przejrzystych i nowoczesnych zasadach. Dotychczasowe doświadczenia jednoznacznie wskazują, że bez systemowych zmian potencjał osiedli pozostaje w dużej mierze niewykorzystany oraz pozbawiony sprawczości.

POODPISZ PETYCJA DO PREZYDENTA WROCŁAWIA I RADY MIEJSKIEJ WROCŁAWIA

My niżej podpisani, uznajemy, że osiedla stanowią fundament życia lokalnego oraz kluczowy element naszej wspólnoty samorządowej. To właśnie w osiedlach koncentruje się codzienne życie mieszkańców, ich potrzeby i wyzwania, a także potencjał dla rozwoju społecznego i obywatelskiego. Dostrzegamy jednak, że dotychczasowy model funkcjonowania osiedli w Gminie Wrocław wymaga dalszych zmian, aby sprostać nowym wyzwaniom. Potrzebna jest wspólnie nakreślona wizja, która uczyni z osiedli realnie sprawcze organy samorządu lokalnego, wyposażone w odpowiednie kompetencje, narzędzia i zasoby. Kierując się zasadą odpowiedzialności za nasze małe ojczyzny, przedstawiamy poniżej memorandum zawierające postulaty, które powinny stać się podstawą reformy osiedli w naszym mieście.

1. KOMPLEKSOWA REFORMA OSIEDLI
- Szeroka i kompleksowa analiza potrzebnych zmian uwzględniająca jednocześnie ważne aspekty funkcjonowania osiedli.
- Prowadzenie rzetelnych konsultacji z Mieszkańcami oraz Radami Osiedli.
- Transparentny dostęp do informacji dotyczących przebiegu prac Zespołu ds. Reformy Osiedli oraz regularna publikacja podjętych ustaleń.

2. PILNA CYFRYZACJA OSIEDLI
- Wprowadzenie cyfrowego rejestru uchwał, pism, wniosków oraz otrzymanych odpowiedzi.
- Obowiązkowa transmisja audiowizualna przebiegu sesji i komisji Rad Osiedli wraz z umożliwieniem prac w trybie hybrydowym.
- Wdrożenie jednolitej platformy cyfrowej do komunikacji z mieszkańcami, zgłaszania problemów i prowadzenia konsultacji.

3. WZMOCNIENIE KOMPETENCJI, SPRAWCZOŚCI I ZNACZENIA OSIEDLI
- Umożliwienie kierowania uchwał i wniosków w formie „interpelacji” oraz obowiązku otrzymania odpowiedzi w określonym terminie.
- Wprowadzenie mechanizmu udziału przedstawicieli osiedli w posiedzeniach komisji i sesjach Rady Miejskiej oraz cyklicznych spotkań z władzami miasta.
- Możliwość korzystania z pomieszczeń i lokali obiektów gminnych bez zbędnych formalności  i opłat, a także do bezpłatnego dyżuru radców prawnych.

4. STABILNE FINANSE OSIEDLI
- Wdrożenie jednolitego i przejrzystego algorytmu podziału środków budżetowych dostosowanego do powierzchni osiedla, liczby mieszkańców oraz zabudowy mieszkalnej.
- Stworzenie Funduszu Infrastruktury Osiedlowej dotyczącego bieżących remontów, modernizacji i napraw istniejącej infrastruktury publicznej.
- Ustalenie podstawowych stawek diet Radnych Osiedlowych w zależności od pełnionych funkcji, finansowanych bezpośrednio z budżetu gminy.

PODSUMOWANIE

Wzywamy zatem Prezydenta Wrocławia oraz Radę Miejską Wrocławia do podjęcia rzeczywistego, partnerskiego dialogu z przedstawicielami osiedli oraz do wdrożenia powyższych postulatów jako elementu kompleksowej reformy jednostek pomocniczych gminy. Przedstawione postulaty stanowią efekt szerokiej debaty, wymiany doświadczeń oraz wspólnej pracy Radnych Rad Osiedli, Mieszkańców, społeczników i ekspertów, zaangażowanych w sprawy lokalne z perspektywy praktycznej i obywatelskiej.


Wybory w KO: stronnicy ratusza łączą siły, czy Jaros pójdzie va banque?

Ratusz otwiera szampana. Już dawno we Wrocławiu tak wiele nie zależało od tak niewielu. W najlepsze trwają układanki w Koalicji Obywatelskiej. Mamy poniedziałek, a nie ucichł huk wystrzelonych korków z butelek szampana we wrocławskim ratuszu. Anna Sobolak wycofała się z kandydowania na szefową miejskich struktur KO i zdecydowała się o poparciu urzędowego pupilka — Roberta Leszczyńskiego. Razem mogą liczyć na sto kilkadziesiąt głosów i zająć istotną pozycję w walce o zwycięstwo. To pierwszy ruch jednoczący frakcje Śmieciowych Królowych (Granowskiej i Sobolak) z frakcją urzędniczą.

Władza lubi spokój

To dobry znak dla wszystkich, których cieszy ekipa, która czerpie szerokimi strumieniami korzyści z władzy we Wrocławiu. Dla wszystkich, którzy bezrefleksyjnie poparli przekazanie następnych 30 mln zł na Śląsk Wrocław, popierają niepobieranie należytej kontrybucji od spekulantów na rynku patodeweloperskim, tworzą szklarniowe warunki do rozwoju prywatnych firm śmieciowych i wspierają panoszącą się po mieście i wszechobecną kolesiozę.

Kanapy wracają do gry

Czy Leszczyński uzyska poparcie kanap w gabinecie Grzegorza Schetyny przy ul. Ofiar Oświęcimskich? Póki co oficjalnym kandydatem na szefa wrocławskich struktur KO jest Jarosław Duda-Latoszewski. Kiedyś członek rządu i europoseł, dziś prezes wojewódzkiego DOLMED-u, który obrusza się, gdy ktoś nazwie go kierownikiem przychodni. Po odsunięciu środowiska kanapowego od wpływów w piłkarskim Śląsku Wrocław na pewno połączenie sił ze stronnictwem ratuszowym będzie trudne, ale nie niemożliwe. Sto kilkadziesiąt głosów Leszczyńskiego i 30–40 Dudy to poważna zaliczka do starcia, które nadchodzi wielkimi krokami.

Dwór się kruszy

Czy taka liczba głosów wystarczy? Na pewno będzie łatwiej wobec podziału w dawnym środowisku Jarosa. Od wiceministra w rządzie Donalda Tuska odwróciło się wielu wiernych mu przez lata działaczy. Kością niezgody była polityka szarej eminencji na dworze Jarosa, czyli Maurycego Graszewicza. Ten, zamiast pozyskiwać poparcie dla swojego pryncypała, to je trwonił angażując się w konflikty, obrażając się i przede wszystkim nieustannie intrygując.

Bunt Bryłki

Punktem przełomowym było zerwanie się spod kontroli Graszewicza Krzysztofa Bryłki, który pokazał, że posiada własną pozycję w partii. Nie dość, że nie pozwolił wymienić się w kole na osobę z otoczenia rodzinno-towarzyskiego Graszewicza, to zgłosił swoją kandydaturę na szefa KO we Wrocławiu. Bryłka to były szef koła Wrocław w Nowoczesnej, bez sukcesów ubiegał się o mandat poselski. Po przejściu do Platformy był identyfikowany z Jarosem.

Jaros gra va banque

Według coraz częściej pojawiających się informacji w sztabie Jarosa zrozumieli już, że wystawianie Graszewicza byłoby strategicznym błędem i obnażyłoby słabość środowiska. Dlatego otoczenie wiceministra z Wrocławia podjęło decyzję o zmianie kandydata. Jednak nie chodzi o logiczną — wydawać by się mogło — decyzję o zakopaniu topora wojennego i poparcie Bryłki, a start… samego Michała Jarosa.

Jaros, mimo poniesionych strat, w partii jest nadal popularny. Ostro wypowiada się o polityce miejskiej, jednak w poglądzie na współpracę z magistratem osamotniony przez radnych wybranych z list ułożonych mu przez Graszewicza. Czy wystarczy mu głosów, by przegonić ewentualny sojusz Leszczyńskiego i Dudy? Z pewnością dużo łatwiej byłoby, gdyby nie to, że jego środowisko będzie miało dwóch kandydatów — jego samego i Bryłkę. Wygląda na to, że w związku z tym wypadają z gry o najwyższe stawki, choć Jaros zarejestrował swoją kandydaturę tylko na poziomie regionalnym. Jak będzie ostatecznie? Dowiemy się w najbliższych dniach.

Cichy gracz z Nowoczesnej

Wszystkiemu przygląda się z pewnego dystansu Tadeusz Grabarek, który ogłosił swoje ambicje powalczenia nie tylko o Wrocław, ale również o cały Dolny Śląsk. Grabarek często mówi o sobie, że jest maksymalistą i wieść gminna niesie, że do partii wstąpił z niemałą liczbą członków Nowoczesnej. Ci członkowie to osoby w większości dość niedawno przyjęte do partii, są więc zaangażowani, mają opłacone składki członkowskie i zapewne licznie wezmą udział w wyborach.

Dlatego mniej istotne wydają się krytyczne wobec Platformy Obywatelskiej i Jacka Sutryka wypowiedzi Grabarka, które wypominają mu media. Bardziej istotne jest to, czy aktyw Nowoczesnej nie podzieli się na ostatniej prostej. Gdy dobrze przyłoży się ucho tu i tam, to słyszymy, że chrapkę na funkcję szefowej miejskich struktur miała posłanka z Nowoczesnej, Jolanta Niezgodzka. Lider formacji raczej nie popiera jej ambicji, bo na niedzielnym dwudziestopięcioleciu KO Grabarek wystąpił w otoczeniu innych kobiet samorządu — Magdaleny Razik-Trziszki oraz Magdaleny Piaseckiej.

Podsumowanie: wybory, które pokażą układ sił

Wybory w miejskiej Koalicji Obywatelskiej we Wrocławiu zapowiadają się nie jako starcie programów, lecz test realnych wpływów i zdolności mobilizacji partyjnego zaplecza. Nie dajmy się jednak zwieść – waga tych wyborów dla dalszego funkcjonowania miasta jest pierwszorzędna i wyznaczy dynamikę prac Rady Miejskiej Wrocławia, w której KO nadal ma samodzielną większość.

Z jednej strony widać konsolidację środowisk związanych z ratuszem i administracją miejską, z drugiej — wyraźne pęknięcie w obozie Michała Jarosa. W tle pozostaje Nowoczesna z własnymi ambicjami i potencjałem organizacyjnym. Najbliższe tygodnie pokażą, czy decydująca okaże się logika jednoczenia frakcji wokół władzy, czy też mobilizacja partyjnych struktur przeciwko niej. Jedno jest pewne — wynik tych wyborów będzie miał znaczenie nie tylko dla lokalnych struktur KO, ale dla całego układu politycznego we Wrocławiu.

Z całą pewnością czeka nas jeszcze wiele zwrotów akcji, dlatego zachęcamy do śledzenia naszej strony!