Wrocławianie, pobudka! Nie urządzajmy się w d****!

Wrocławianie, pobudka! Nie urządzajmy się w d****!

Jest jak powiedział Stefan Kisielewski: "to, że jesteśmy w d**** to jasne. Problemem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać". Wrocław jest od dłuższego czasu w ciężkim kryzysie. Rozwój miasta jest blokowany, a w niektórych obszarach notujemy regres. Stan miasta pod rządami Jacka Sutryka nie odpowiada aspiracjom mieszkańców. Wielu liczyło na to, że sprawę załatwi za nas prokurator albo centralne władze PO. Przeliczyli się.

Samo z siebie nie zmienia się nic i w efekcie znaczna część mieszkańców popada w apatię. Zamiast myśleć o lepszym prezydencie mówią: - Sutryk to przynajmniej już się nakradł, przyjdzie następny i będzie musiał najpierw ukraść swoje. Tłumaczymy sobie rzeczy niewytłumaczalne. Bo trudno jest zaakceptować, że nikt za nas nie zrobi we Wrocławiu porządku. Tę postawę wspiera władza i wspierające ją media, które lubią apatię i atomizację społeczeństwa.

Wrocławskie elity władzy wyczuły tę apatię i wzięły ją za przyzwolenie, by w kolonialny sposób eksploatować i drenować zasoby miasta na zasadzie „TKM”. Skorumpowany układ, którego uosobieniem jest Jacek Sutryk, ma również drugą twarz. To twarz Platformy Obywatelskiej, która cały czas uczestniczy w tym procesie. Powinniśmy być „wdzięczni” partii Donalda Tuska za prezydenta, który stał się symbolem korupcji i zepsucia władzy i całej klasy polityków samorządowych.

Jako mieszkańcy oswoiliśmy się z tą sytuacją i zajęliśmy innymi sprawami. Ten stan wzmagała trwająca konfrontacja polityczna w walce o funkcję Prezydenta RP i gorszące sceny związane z próbami stwierdzenia nieważności wyborów. Ta konfrontacja odsunęła sprawy Wrocławia na dalszy plan, jednak – szczęśliwie zarówno dla stolicy Dolnego Śląska jak i dla całej Polski – ten rozdział mamy już za sobą. Czas, by znów porozmawiać poważnie o Wrocławiu.

Gdy władza chroniła swoich obywatele zakrzyknęli: SOS Wrocław

We Wrocławiu miała już miejsce próba zebrania podpisów pod inicjatywą referendalną w sprawie odwołania Jacka Sutryka. Inicjatorem było SOS Wrocław, które powstało jako obywatelski zryw i niezgoda na to, jak bardzo partie polityczne nic nie chciały zrobić w sprawie odsunięcia od kluczowych spraw skompromitowanego prezydenta razem z szemraną ekipą, która go otacza. Inicjatywa zebrała olbrzymie poparcie, bo podpisy pod inicjatywą złożyło 33 000 mieszkańców. To olbrzymia rzesza ludzi. W tamtej konfrontacji okazała się to jednak niewystarczające. Przegraliśmy bitwę, jednak nie przegraliśmy wojny.

SOS Wrocław jest już inną organizacją niż jeszcze kilka miesięcy temu. Rozbudowaliśmy struktury, poprawiliśmy procedury, przeprowadziliśmy wewnętrzną debatę i nie uciekaliśmy od nazwania przyczyn niepowodzenia próby odwołania Jacka Sutryka na początku tego roku. Wiemy dobrze, co na to wpłynęło – chodzi tu zarówno o czynniki zewnętrzne jak i to, co nie zadziałało w naszej organizacji.

SOS Wrocław cały czas działa. Silniejszy niż kiedykolwiek. Nie jest już ruchem doraźnym, odpowiadającym na potrzebę zagospodarowania społecznej emocji. Konsekwentnie walczymy o sprawy mieszkańców i osiągamy nasze cele.

Jako jedyni pokazaliśmy, że potrafimy sprzeciwić się chciwości patodeweloperów. Zabiegamy o powrót do rewitalizacji i poprawy jakości życia mieszkańców zdegradowanych osiedli. Organizujemy debatę publiczną w postaci spotkań, debat czy planowanego na 13 września Niezależnego Kongresu Osiedlowego. Zorganizowaliśmy ponad 50 różnego rodzaju spotkań na większości wrocławskich osiedli. Pracowaliśmy z mieszkańcami, prowadziliśmy realny dialog, szerzyliśmy wiedzę o patologiach trawiących Wrocław. Liczni mieszkańcy pytali nas wówczas: kiedy kolejna próba odwołania Jacka Sutryka.

Złośliwi nadal będą mówić, że SOS to pospolite ruszenie. Ale tylko ślepota lub zła wola może tak postrzegać autentyczne zaangażowanie społeczne ludzi, którym siłę i energię daje miłość do miasta i jego mieszkańców a nie dążenie do realizacji własnych, partykularnych interesów. To wielka wartość, której nie da się przecenić.

Gdy obywatele śpią budzą się partyjne demony

Społeczna apatia jest dla polityków jak okazja, która czyni złodzieja. Afery tej władzy są widoczne jak na dłoni. Neo-para prezydencka Jacek Sutryk – Renata Granowska daje liczne powody, by budzić oburzenie i niesmak mieszkańców. Warto zwrócić uwagę, że pierwsza zastępczyni Sutryka jest jednocześnie przewodniczącą wrocławskiej Platformy Obywatelskiej i żelazną ręką trzyma struktury partii za twarz. Nie przeszkadzają afery, nie przeszkadzają wyroki sądów koleżeńskich.

Granowska trzyma mocno za twarz również klub KO w Radzie Miejskiej Wrocławia. W mniej lub bardziej bezwzględny sposób przekonała do siebie platformersów, radnych Nowoczesnej i miejskich aktywistów, z których zrobiła maszynkę do głosowania w swoim własnym interesie. Granowska, działając wspólnie i w porozumieniu z Jackiem Sutrykiem zabezpiecza mu tyły, zaciera tropy i zapewnia mu spokojne dotrwanie do końca kadencji. Tym samym stała się ważnym filarem kliki Sutryka.

Radni Koalicji Obywatelskiej, nawet ci wybrani na pierwszą kadencję, stali się częścią układu Sutryka i Granowskiej. Działają z nimi wspólnie i w porozumieniu zapewniając większość w Radzie Miejskiej. Obywatelskości można dziś szukać tylko w nazwie ich klubu, który każdego dnia staje się coraz bardziej Koalicją Poparcia Pary Prezydenckiej.

Neo-para prezydencka i jej liczne afery kompromitują Wrocław

A Para ma wiele grzechów na koncie. Nie tylko nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu na koszt podatnika – opłacone miejską kartą kredytową, w kraju i za granicą. Nie tylko kryminalne zarzuty za łapówkarstwo i oszustwa. To nie tylko śmianie się w oczy wyborcom przy łamaniu albo ośmieszaniu obietnic wyborczych tygodnie ledwie po uzyskaniu od mieszkańców głosów.

To również liczne konflikty interesów, wypłacanie kasy swojej rodzinie i bliskim politykom, udawane konkursy na prezesów spółek, krzyżowe zatrudnianie radnych miejskich w instytucjach wojewódzkich i wojewódzkich – w miejskich. To wysyłanie bliskich i rodziny na intratne posadki i stanowiska w zaprzyjaźnionych samorządach i spółkach. To przymykanie oka nie tylko na prowadzenie lewego komisu w urzędzie, ale także na realizowanie swoich interesów kosztem miasta całej rzeszy dyrektorów, prezesów i rzeczników.

To również oddanie władzy nad miastem i służalcza postawa względem deweloperów. Obecnie toczy się gra o olbrzymie pieniądze liczone w miliardach, nie w tysiącach. Te pieniądze powinny trafić do budżetu miasta, nie do kieszeni deweloperów. To kompromitujący spadek Śląska Wrocław do niższej ligi, ręczne sterowanie klubem i bardzo niejasne relacje oraz finansowanie świata sportu. To także powoli pełzająca afera śmieciowa, której pierwsze objawy zaczynamy już obserwować.

Ostatecznie to po prostu nieskończone zmarnowane szanse, na rozwój Wrocławia. Każdy dzień trwania tego układu to niepowetowane straty. Te szanse już do nas nie wrócą, bo Wrocław nierządem stoi.

Zabrzanie odwołali swoją prezydent za dużo mniejsze przewiny. Patologie zabrzańskiej władzy to mały pikuś w porównaniu z aferami wrocławskiej neo-pary prezydenckiej.

Nie urządzajmy się w ciemnym miejscu. Czas działać!

Apeluję do wszystkich środowisk politycznych we Wrocławiu, którym przyświecają jeszcze jakieś zasady. Ja wiem, że trwanie jest dla wielu wygodne. Że lepiej jest patrzeć z dystansu i oczyma widza oglądać tok zdarzeń. Że w razie czego to inni poniosą konsekwencje.

Ale właśnie dziś jest czas, by opowiedzieć się jednoznacznie i wziąć odpowiedzialność za miasto. Odpowiedzialnością wrocławskich środowisk politycznych i społecznych jest zrobienie porządku w naszym ukochanym mieście.

Bo nikt tego nie zrobi za nas. A z całą pewnością nie prokuratura.

Już nam Zabrze przykład dało jak zwyciężać mamy.

Autor tekstu: Piotr Uhle


Klauzula informacyjna RODO dla Niezależnego Kongresu Osiedlowego

Klauzula informacyjna RODO dla Niezależnego Kongresu Osiedlowego

zgodnie z art. 13 ust. 1 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (RODO) 

  1. Administratorem Twoich danych osobowych jest Stowarzyszenie SOS Wrocław z siedzibą we Wrocławiu, wpisane do rejestru stowarzyszeń, innych organizacji społecznych i zawodowych oraz zakładów opieki zdrowotnej Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego KRS 0001189179, NIP 8982323742 REGON 54250398000000
  2. Twoje dane osobowe przetwarzane będą w celu ewidencjonowania uczestników Niezależnego Kongresu Osiedlowego oraz przekazywania informacji o innych działaniach Stowarzyszenia, na podstawie art. 6 ust. 1 lit. b Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz. U. UE. L. z 2016 r. Nr 119, str. 1), zwanego dalej Rozporządzeniem.
  3. Wyrażenie zgody na przechowywanie i publikowanie wizerunku audio lub/i wizualnego są dobrowolne. W przypadku niewyrażenia zgody, Państwo zobowiązują się zadbać o to, aby nie uczestniczyć w sesjach audio lub/i wizualnego podczas trwania spotkań organizowanych przez Stowarzyszenie.
  4. Twoje dane osobowe mogą być również przetwarzane w celu dochodzenia lub obrony roszczeń związanych z twoim członkostwem w Stowarzyszeniu, na podstawie art. 6 ust. 1 lit. f. Rozporządzenia, co stanowi prawnie uzasadniony interes Administratora twoich danych.
  5. Odbiorcą Twoich danych osobowych będą osoby upoważnione przez Administratora do przetwarzania danych osobowych w ramach wykonywania swoich obowiązków służbowych oraz podmioty, którym Administrator zleca wykonywanie czynności, z którymi wiąże się konieczność przetwarzania danych. W szczególności podmioty świadczące na naszą rzecz usługi księgowe, administrowanie systemem informatycznym i dostawców narzędzi elektronicznych służących do przechowywania danych.
  6. Twoje dane osobowe będą przechowywane przez okres członkostwa w Stowarzyszeniu, a po jego upływie przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  7. Posiadasz prawo dostępu do treści swoich danych oraz prawo ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych na zasadach wskazanych w art. 20 Rozporządzenia, prawo wniesienia sprzeciwu.
  8. Masz prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, gdy uznasz, że przetwarzanie Twoich danych osobowych narusza przepisy Rozporządzenia.
  9. Podanie przez Ciebie Twoich danych osobowych jest dobrowolne. Konsekwencją niepodania danych osobowych będzie brak rozpatrzenia deklaracji członkowskiej i brak wpisu na listę Członków Stowarzyszenia.
  10. Twoje dane osobowe nie będą przetwarzane w sposób zautomatyzowany, nie będą poddawane profilowaniu.
  11. Przysługuje Pani/Panu prawo do:
    1. uzyskania informacji na temat przetwarzania Danych, w tym o kategoriach przetwarzanych danych i ewentualnych odbiorcach Danych,
    2. żądania skorygowania nieprawidłowych Danych lub uzupełnienia niekompletnych Danych,
    3. żądania usunięcia lub ograniczenia przetwarzania Danych – na zasadach opisanych w RODO,
    4. złożenia sprzeciwu wobec przetwarzania - na zasadach opisanych w RODO, 
    5. przenoszenia Danych – poprzez otrzymanie Danych od Administratora formacie umożliwiającym ich przekazanie wybranemu podmiotowi trzeciemu,
    6. złożenia skargi do organu nadzorczego - Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych,
      ul. Stawki 2, 00 - 193 Warszawa – w przypadku stwierdzenia, że Dane są przetwarzane sprzecznie z prawem.
  12. Wszelkie wnioski, pytania i żądania związane z przetwarzaniem Danych powinny być kierowane na adres e-mail: kontakt@soswroclaw.pl

W Zabrzu przegrała Platforma. Wygrała normalność.

W Zabrzu przegrała Platforma. Wygrała normalność.

W wyborach uzupełniających na prezydenta Zabrza przegrała Platforma Obywatelska. Jednak nie wygrał PiS. Wygrała normalność. Spełnił się nocny koszmar ratuszowych macherów w całej Polsce: podważono monopol partii rządzącej na samodzielne wskazywanie prezydentów dużych i średnich miast. Wybory przestały być tylko formalnością.

Kamil Żbikowski, lider ruchu Lepsze Zabrze pokonał w drugiej turze Ewę Weber, pełniącą obowiązki komisarza miasta i popieraną przez Koalicję Obywatelską (KO), różnicą zaledwie 106 głosów. Żbikowski zdobył 50,17% głosów (16 031), podczas gdy Weber otrzymała 49,83% (15 925). To zwycięstwo nie tylko zmienia oblicze władzy w 155-tysięcznym mieście na Śląsku, ale także sygnalizuje szersze trendy w polskiej polityce lokalnej.

Żbikowski skutecznie przeciw układom

Lepsze Zabrze to ruch, który konsekwentnie, od 10 lat przeciwstawia się feudalizacji samorządu, reprezentowanej przez urzędującą do ubiegłego roku prezydent oraz Platformę Obywatelską, która przejęła od niej pałeczkę.

Żbikowski to znany i szanowany działacz obywatelski, który wcześniej już dwukrotnie ubiegał się o funkcję prezydenta miasta. W ubiegłym roku był o krok od wzbudzenia sensacji - tylko 154 głosów zabrakło mu, by wejść do II tury z kandydatką KO. Ostatecznie jednak wybory rozstrzygnęły się między urzędującą od wielu kadencji Mańką-Szulik i Agnieszką Rupniewską z KO. Mieszkańcy wybrali zmianę, ale szybko przekonali się, że nie o takie zmiany w mieście im chodziło.

Rządy Rupniewskiej szybko stały się kontrowersyjne. Zamiast budować szeroką koalicję z ruchami obywatelskimi, prezydentka skupiła się na politycznym kupowaniu radnych, by osłabić potencjalną konkurencję ze Żbikowskim na czele. Rupniewska odziedziczyła po poprzedniczce duże zadłużenie, jednak zamiast skupić się na zwiększeniu dochodów - rozpoczęła kadencję od cięcia wydatków i podnoszenia opłat lokalnych. Nieudolność w komunikacji z mieszkańcami i impas w procesie prywatyzacji Górnika Zabrze przypieczętowały jej los - powstał obywatelski komitet referendalny "Reset", który zebrał ponad 14 tysięcy podpisów i doprowadził do referendum odwoławczego.

Referendum odwoławcze z 11 maja tego roku było ewenementem na skalę kraju. Mieszkańcy głosowali nad odwołaniem zarówno prezydentki, jak i rady miasta. Frekwencja wyniosła 25,22%, co przekroczyło wymagany próg (3/5 głosujących z 2024 roku dla prezydentki – 25 919 osób). Za odwołaniem Rupniewskiej opowiedziało się 27 161 osób (91%), przeciw – zaledwie 2 046. Rada miasta ocalała o włos – brakowało 112 głosów do progu frekwencyjnego (29 604 wymagane, oddano 29 492).

Ostatecznie w niedzielę 24 sierpnia los dla Żbikowskiego się odwrócił. Rok temu 154 głosy zdecydowały, że nie wszedł do drugiej tury. W tym roku 106 głosów dało mu zwycięstwo nad Platformą Obywatelską.

Obywatelski lek na straszenie PiSem. Albo Platformą.

Żbikowski odzyskał dla obywateli więcej niż Zabrze. Schował swoje poglądy polityczne do kieszeni: w myśl w Zabrzu nie ma lewicowych i prawicowych torów tramwajowych. Są lewe i prawe. To dlatego był tak niebezpieczny dla nominowanej przez Donalda Tuska na funkcję komisarza Ewy Weber. Platforma Obywatelska żywi się konfliktem i nienawiścią skierowaną przeciw Prawu i Sprawiedliwości. Nadal jednak nie dostrzega, że to paliwo nie jest już nawet w ułamku tak nośne jak jeszcze przed dwoma laty.

Przekonała się o tym Ewa Weber, nominantka Tuska, która  nie wytrzymała i w debacie przedwyborczej sięgnęła po broń ostateczną: wypaliła do Żbikowskiego, że jego zastępcą na pewno będzie ktoś z partii Jarosława Kaczyńskiego. Pretekstem do tego miało być poparcie, którego kandydatowi Lepszego Zabrza udzielił Borys Borówka, kandydat PiS na prezydenta.

Ku wielkiemu zaskoczeniu platformerskich elit ten straszak nie zadziałał. Stało się tak dlatego, że zmęczenie rządową ekipą Tuska oraz jałowym sporem toczonym przez główne partie polityczne dało o sobie wyraz. To żółta kartka dla obozu władzy, ale jaskółka nadziei dla wszystkich, którzy pozwalają sobie na niepopularny luksus myślenia niezależnego od świętej POPiSowej wojny.

Otóż nie tylko można przełamać monopol wyborczy największych partii. Nie tylko próby etykietowania szyldem konkurencji nie działają. Można również przeprowadzić proces odspawania złej władzy od stołka na własnych warunkach, wykuwając własnymi rękami drogę do zmiany w drodze referendum. Platforma straciła monopol na wygrywanie w dużych i średnich miastach. Na wielu polityków w urzędach miast i gmin padł blady strach.

Na Zabrze patrzyła cała Polska

Jedna z piosenek w kampanii mówiła: "Idziemy Zabrzanie, czas na derby Śląska/ Żbikowski kontra Weber, patrzy cała Polska". I cała Polska niezależnych ruchów samorządowych uważnie obserwowała ten bój. Nieprzypadkowo to Zabrze stało się w czerwcu centrum niezależnego myślenia o polityce lokalnej podczas konferencji "Odzyskajmy nasze miasta". Uczestnicy z całej Polski podpisali Manifest Zabrzański, w którym domagają się wyższych standardów oraz lepszego umocowania samorządności w społeczeństwie.

Zmiana w Zabrzu jest jak powiew świeżego powietrza: możliwe jest przeprowadzenie całego procesu z sukcesem. Społecznicy widzą, że ich praca nad odwołaniem złej władzy nie musi być skonsumowana przez kolejnego partyjnego nominanta. Żbikowski musi jeszcze tylko wykazać się polityczną zręcznością i umiejętnością budowania sojuszy, by swoją wizję miasta zrealizować w niejednorodnej Radzie Miejskiej Zabrza. To dla niego poważny egzamin, ale przed podobnym stoją jego koledzy i koleżanki z innych miast.

Przed nami fala lokalnych referendów?

Świadomość mieszkańców miast i ich sprzeciw wobec feudalnego traktowania instytucji samorządowych rośnie. Dali temu wyraz w konsultacjach społecznych ustawy PSL-u o dziedziczności władzy samorządowej – likwidacji dwukadencyjnego limitu sprawowania funkcji wójta, burmistrza i prezydenta miasta. Łącznie w konsultacjach wzięło udział 2779 osób, z czego aż 78,6% było przeciwko zniesieniu dwukadencyjności. To poważny sygnał nieposłuszeństwa obywateli względem udzielnych samorządowych książąt.

W coraz głębszy kryzys popada również rządząca Polską koalicja. Nieudana próba podważenia wyniku wyborów prezydenckich, kosztowne spory między organami władzy wykonawczej i poważne problemy w służbie zdrowia to kolejne koraliki żalu nanizane na naszyjnik obciążający rząd jako całość i Donalda Tuska jako jego personifikację. Ta sytuacja podkopuje samorządową pozycję partii politycznych. A te i tak od dłuższego czasu wskazywane są – nie bez podstaw faktycznych – jako źródło samorządowych patologii, kolesiostwa, selekcji negatywnej i tworzenia wielopiętrowych układów z biznesem.

Łukasz Pawłowski postawił tezę, że samorządowcy wspierani przez KO mogą stać się pierwszą, bo odwoływalną ofiarą tego kryzysu obozu władzy Donalda Tuska. W jego opinii staną się wręcz „zwierzyną łowną”. Procesy ogólnopolskie są oczywiście bardzo ważne, jednak nie wolno ich oderwać od lokalnych kontekstów. Prezydenci Częstochowy, Łodzi, Krakowa czy Wrocławia ciężko bowiem pracują na to, by ich powaga i zdolność do sprawowania funkcji mogła być skutecznie podważana.

Wiele wskazuje na to, że jesienią tego roku tworzy się w Polsce po raz pierwszy od wielu lat podatny grunt na nową wiosnę samorządowych wspólnot obywatelskich. Ta energia, której istnienie jest już obiektywnym faktem, może zostać skanalizowana by dokonać niezbędnych zmian albo sprzeniewierzona. Czy znajdzie swoje ujście w inicjatywach referendalnych? A czym innym jest referendum niż wyrazem obywatelskiego sprzeciwu?

Egzamin dojrzałości dla ruchów obywatelskich

Ruchy obywatelskie zdają dziś bowiem w Polsce egzamin dojrzałości. Większość z nich funkcjonuje na rynku 10 i więcej lat. To dość czasu, by zbudować struktury, wizję zmian i ideę łączącą mieszkańców. Chwila słabości władzy największych partii nie będzie trwała wiecznie. Liderzy ruchów obywatelskich muszą dziś wsłuchać się w słowa samego Donalda Tuska, który mówił, że władzę bierze się sobie samemu. Oczekiwanie, aż ktoś tę władzę im wręczy to naiwność i proszenie się o partyjne kłopoty dla własnego miasta.

Jak poradzą sobie z tym egzaminem obywatele? Pokażą najbliższe miesiące.

Autor tekstu: Piotr Uhle


Komunikat Komitetu Referendalnego SOS Wrocław

Zawiadomienie

Dnia 23 marca 2025 r. stwierdzono naruszenie ochrony danych osobowych polegające na zagubieniu przez wolontariusza kart zawierających dane osobowe. Zagubione karty obejmowały 11 podpisów z danymi osobowymi, takimi jak imię, nazwisko, PESEL , adres zamieszkania. Podpisy były zbierane w dn. 20.03.2025 r. w rejonie skrzyżowania Nowowiejskiej i Wyszyńskiego we Wrocławiu.

Do naruszenia doszło w trakcie transportu kart z podpisami przez wolontariusza. Pomimo podjętych działań, kart nie odnaleziono.

Kategorie danych, które uległy naruszeniu:

  • Dane identyfikacyjne: imię, nazwisko, PESEL, adres zamieszkania

Zagubienie kart może prowadzić do nieuprawnionego dostępu do danych osobowych przez osoby trzecie, co stwarza ryzyko naruszenia prywatności osób, których dane dotyczą. Potencjalne konsekwencje obejmują możliwość wykorzystania danych do celów niezgodnych z prawem, takich jak kradzież tożsamości lub nieautoryzowany kontakt, a także brak możliwości realizowania swoich praw w zakresie danych osobowych (osoby, których dane dotyczą np. nie mogą skutecznie wnioskować o zaprzestanie przetwarzania ich danych osobowych).

Środki podjęte w celu zaradzenia naruszeniu:

  • Natychmiastowe działania: Po stwierdzeniu naruszenia niezwłocznie poinformowano wolontariusza o konieczności zachowania szczególnej ostrożności w przyszłości. Podjęto próbę odnalezienia kart poprzez przeszukanie trasy, na której doszło do zagubienia.
  • Działania zapobiegawcze: przypomniano wolontariuszom o konieczności bezzwłocznego dostarczania kart z podpisami do siedziby Komitetu. Powiadomiono osoby, których dane dotyczą poprzez wydanie publicznego komunikatu.
  • Powiadomienie organu nadzorczego: zawiadomienie zostało skierowane do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych w terminie 72 godzin od stwierdzenia naruszenia, zgodnie z art. 33 ust. 1 RODO.

Zalecenia dla osób, których dane dotyczą.

W najbliższym czasie warto wzmocnić czujność, a wszelkie podejrzane działania zgłaszać na Policję, np.:

  • jeżeli otrzymają Państwo od kogoś maila lub inną wiadomość zawierającą Państwa dane osobowe, gdy te dane nie były wcześniej udostępnione tej osobie,
  • jeżeli po zmianie danych do logowania będą Państwo mieli problem z korzystaniem z bankowości elektronicznej, z tożsamości elektronicznej (mObywatel), z publicznych usług elektronicznych (np. Internetowe Konto Pacjenta, ZUS PUE itp.) itp.

Kontakt w sprawie naruszenia:

W razie pytań lub potrzeby uzyskania dodatkowych informacji prosimy o kontakt z administratorem danych pod adresem

Komitet Referendalny SOS Wrocław
Karola Miarki 6-10 lok. 12
50-306 Wrocław
komitetreferendalny@soswroclaw.pl

 

 

 


Rewitalizacja TERAZ! Wrocławianie zasługują na rzetelny program rewitalizacji

Przywrócenia prac nad Gminnym Programem Rewitalizacji domagają się aktywiści i aktywistki SOS Wrocław oraz mieszkańcy Wrocławia. Grażyna Wilk, radna osiedlowa z Ołbina rozpoczęła zbiórkę pod petycją „Rewitalizacja TERAZ”, w której zwraca uwagę na niedokończoną przez prezydenta miasta oraz radnych robotę na specjalnie zwołanej konferencji prasowej na jednym z ołbińskich podwórek.

Kliknij tutaj >> Podpisz petycję <<

Wrocław nadal bez programu rewitalizacji

- Wrocław nadal nie ma programu rewitalizacji – mówi Grażyna Wilk. - Rada miasta przystąpiła do jego sporządzenia w 2021 roku i nic. Prezydent przez 4 lata nic nie zrobił. Kleczków Nadodrze, Ołbin, Plac Grunwaldzki, Przedmieście Świdnickie, Trójkąt, Księże i Brochów wszędzie tam urzędnicy stwierdzili, że potrzebne są intensywne i skoordynowane działania. Mimo to programu brak, a problemy wskazane sześć lat temu nadal są aktualne. A niektóre się pogłębiają.

Symbole Wrocławia: Życie jak w świecie według Kiepskich a zamiast krasnala - szczur

Aktywistka opisała najważniejsze problemy, które samo miasto zdiagnozowało na terenie ośmiu wspomnianych osiedli. – Chodzi o zjawiska społeczne takie jak bezrobocie, przestępczość czy niski poziom uczestnictwa mieszkańców w życiu publicznym i zjawiska techniczne takie jak zły stan techniczny budynków, a w niektórych, tak to nie żart, brak łazienek i toalet – informowała Grażyna Wilk.

Jednak to nie koniec miejskich problemów w oczach aktywistki. - Konieczne jest uporządkowanie miejsc gromadzenia odpadów i zabezpieczenie ich utrzymania w czystości.  A jaki jest symbol Wrocławia? Krasnal? Nie. Na osiedlach zdegradowanych tym symbolem są szczury – zwróciła uwagę radna z Ołbina. - Wrocław musi zwiększyć intensywność oraz innowacyjność działań deratyzacyjnych. W przeciwnym razie niebawem na pamiątkowych breloczkach krasnala zastąpi szczur – dodała Wilk.

Rewitalizacja: chcemy kompleksowej a nie wyspowej. Dla wszystkich, nie tylko dla swoich

Aktywiście mają świadomość, że w mieście jakiś czas temu w końcu coś się ruszyło, jeżeli chodzi o środki na remonty. Jednak w ich opinii nikt nie próbuje do sprawy podejść kompleksowo. - Dziś rewitalizacja prowadzona jest głównie w charakterze technicznym. My to nazywamy rewitalizacją wyspową. Zapomina się o tym, że cały ten proces ma mieć charakter nie czysto techniczny, ale również społeczny i prowadzić do określonej zmiany w życiu społeczności lokalnych – mówił Piotr Uhle, radny Wrocławia.

Samorządowiec zwrócił również uwagę na konieczność stosowania obiektywnych metod w rozdzielaniu środków. – Chcemy by mieszkańcy wiedzieli, gdzie spodziewać się inwestycji na podstawie obiektywnych przesłanek, a nie na podstawie tego, że ktoś jest lepiej dogadany z miastem. Do tego potrzebne są obiektywne programy – zaznaczył Uhle i dodał, że przeciętnie na każde zdegradowane osiedle Wrocław powinien przeznaczać 20 mln zł rocznie przez 5 lat, by osiągnąć realną zmianę.

Świadkowie historii: na osiedlu zmieniają się niektóre elewacje, zmienia się charakter osiedla a w podwórkach nadal brud

W spotkaniu udział wzięli Piotr Wilczyński i Dariusz Hajduk, aktywiści SOS Wrocław. Wilczyński: - jako świadkowie historii pojawiamy się tutaj, mianowicie poznałem Darka ponad 35 lat temu na ulicy Klary Zetkin. Mieliśmy pierwszą, wspólną stację. Teraz ta ulica nazywa się Daszyńskiego. To były czasy, kiedy w Śląsku Wrocław grał Darek Zelik, Jarek Zyskowski, Paweł Wójcik, Adam Wójcik świętej pamięci i Maciek Zieliński, to byli juniorzy. A tutaj po dzielnicy w piwiarniach grasował nasz quasimodo wrocławski, Jaś Pawie Oczko. To były jego dzielnice – mówił Wilczyński.

Wilczyński nie zostawił suchej nitki na polityce przestrzennej miasta na osiedlach śródmiejskich. - Niewiele się zmieniło, oprócz tego, że w miejscach, gdzie były dziury między budynkami, pojawiły się plomby, pojawiły się też plomby w miejscach, które były dostępne dla wszystkich. Na Żeromskiego dawne Kino Polonia zostało zabudowane olbrzymią plombą, która bardzo mocno wniknęła tutaj w podwórko, zmieniając jego charakter – dodał aktywista.

Jego obserwacje uzupełnił Dariusz Hajduk, dziś radny osiedla Kuźniki, ale przez długie lata mieszkaniec Śródmieścia. - Wydaje się nam, że brakuje tutaj gospodarza, tak jak gospodarza, który przeszedłby się tymi podwórkami, popatrzył, co jest potrzebne ludziom i znalazł rozwiązania, które tak naprawdę są proste. Zwróćmy uwagę, jak wygląda tutaj teren, jak wyglądają dojazdy do tych ulic – dodaje. Po czym skupia się na infrastrukturze: - Dlaczego ulica Nowowiejska do dzisiaj nie jest wyremontowana? Dlaczego chowamy się za fasadami, za pięknymi budynkami biurowymi, galeriami handlowymi, dlaczego fasadowość Wrocławia jest tak mocna, przy tak trudnym problemie życia nas wszystkich, przecież my się tu wychowaliśmy.

Łódź, Gdańsk i Bydgoszcz mogą. Dlaczego nie Wrocław?

Podobne programy jak postulowany przez aktywistów ma szereg miast w Polsce. Co dzięki nim można osiągnąć? - Inspiracja przykładami innych miast i tutaj jako ten przykład stawiamy EC1, który jest realizowany w Łodzi. Gdy już zajmiemy się bezpieczeństwem, pracą, remontami i porządkiem, zadajmy sobie pytanie co dalej. Potrzebne są tereny zielone, tereny rekreacyjne, miejsca spotkań i kultury. To właśnie w tych miejscach budują się relacje. Zresztą tutaj właśnie ten przykład mamy namacalny, tutaj u naszych kolegów. Dzięki temu są wzmacniane więzi społeczne i tożsamość lokalna – mówił Damian Daszkowski, wiceprzewodniczący SOS Wrocław. - Konieczne jest rozwój lokalnych ośrodków integracji społecznej. Utworzenie filii instytucji kultury na obszarach objętych Gminnym Programem Rewitalizacyjnym, a także relokacja wybranych komórek organizacyjnych, takich jak urząd miasta oraz spółek miejskich na tereny osiedli zdegradowanych – dodał aktywista

Jak program rewitalizacji pomoże zachować lokalną przedsiębiorczość i dawne zawody?

- Jest też wiele takich miejsc, które łezka w okół się kręci, kiedy przechodzę koło nieistniejącego warzywniaka, nieistniejącego rusznikarza czy pani, która prowadziła swój mały biznes krawiecki. Niestety jest tak, że wszystkie te małe biznesy upadają, bo nie funkcjonuje prawo pierwokupu – mówił Dariusz Hajduk, zaznaczając, że takie możliwości może nadawać program rewitalizacji.

Ten głos rozwinął Damian Daszkowski - Chcemy oddziaływać tutaj na wsparcie lokalnych biznesów, czyli narzędzia ustawowe: prawo pierwokupu, miejscowy plan rewitalizacji, zwolnienia podatkowe, uproszczenie administracyjne, których obecnie dość mocno w tych osiedlach właśnie brakuje.  Co z lokalnym biznesem? Liczne galerie handlowe w centrum, brak dbałości miasta o infrastrukturę osiedli zdegradowanych powodują zamieranie lokalnej przedsiębiorczości i aktywności gospodarczej. Osiedla te często mają niewielką liczba punktów handlowych i gastronomicznych. Jedyne co się obecnie rozwija na tego rodzaju osiedlach to są Żabki.  Uchwalenie Gminnego Programu Rewitalizacji pozwoli uruchomić szereg narzędzi niedostępnych poza procedurą ustawową. To jest wprowadzenie szczególnych regulacji np. zwolnień z podatków lokalnych, uproszczenie procedur administracyjnych czy preferencji w dostępie do środków publicznych dla projektów na obszarze podjętym rewitalizacji.

Piotr Uhle: Konkretny plan i budżet

Kończąc konferencję prasową, radny miejski Piotr Uhle podsumował: „Zadań i spraw jest bardzo, bardzo dużo, bo Gminny Program Rewitalizacji powinien być duży i kompleksowy”. Zwrócił uwagę, że czas gra na naszą niekorzyść. “Potrzebujemy jak najszybciej uchwalić Gminny Program Rewitalizacji z budżetem, i to jest nasza propozycja, 20 mln zł na każde rewitalizowane osiedle. Co roku, przez 5 lat. Po takiej interwencji jesteśmy w stanie przeprowadzić daleko idącą i realną zmianę, która będzie miała charakter kompleksowy,” zaproponował Piotr Uhle.
Zasygnalizował, że ostateczne rozwiązania powinny powstać w procesie partycypacyjnym z udziałem mieszkańców. “My dzisiaj dajemy katalog i propozycje, a nie konkretne rozwiązania, bo to mieszkańcy muszą o tym postanowić w procesie bardzo deliberatywnym, w procesie bardzo partycypacyjnym.”


Referendum we Wrocławiu: Czas na głos mieszkańców?

Konfederacja popiera pomysł referendum w sprawie odwołania prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka – to sygnał, że dyskusja o przyszłości miasta nabiera tempa. Radny Piotr Uhle w rozmowie z telewizją Echo24 wskazuje na narastające problemy: od tsunami Lex Developer, przez chaos w gospodarce odpadami, po kontrowersje wokół prywatyzacji Śląska Wrocław. Czy mieszkańcy odzyskają wpływ na swoje miasto? Kluczowe będzie szerokie poparcie różnych środowisk.

Wrocław, stolica Dolnego Śląska, od lat zmaga się z wyzwaniami, które wpływają na jakość życia mieszkańców. W ostatnich miesiącach debata o zarządzaniu miastem przybiera na sile, a idea referendum w sprawie odwołania prezydenta Jacka Sutryka wraca z nową energią. W rozmowie z Dariuszem Wieczorkowskim w telewizji Echo24 radny Piotr Uhle z klubu Naprawmy Przyszłość podkreślił, że referendum to szansa na przywrócenie mieszkańcom realnego wpływu na miasto. Choć poparcie Konfederacji, zapowiedziane przez posła Krzysztofa Tuduja, jest istotnym krokiem, Uhle zaznacza, że sukces zależy od zaangażowania różnych środowisk, które łączy troska o uczciwość i przejrzystość w zarządzaniu Wrocławiem.

Konfederacja popiera referendum, ale potrzeba szerszego konsensusu

W rozmowie z Echo24 poseł Krzysztof Tuduj ogłosił, że Konfederacja popiera ideę referendum w sprawie odwołania prezydenta Sutryka. Jeśli we wrześniu uda się osiągnąć porozumienie między różnymi siłami politycznymi i społecznymi, zbiórka podpisów mogłaby rozpocząć się już w październiku. Radny Piotr Uhle, komentując tę deklarację, podkreślił, że poparcie dużej siły politycznej to ważny sygnał, ale samo w sobie nie wystarczy. „Liczę na głosy wszystkich środowisk, które odwołują się do wartości takich jak uczciwość, walka z układami i troska o to, by miasto nie zostało zdominowane przez interesy deweloperów” – stwierdził Uhle.

Poprzednia próba organizacji referendum na początku roku zakończyła się niepowodzeniem, co pokazuje, że deklaracje to za mało – potrzebne są realne działania i szeroka koalicja. Uhle apeluje o refleksję do wszystkich, którym zależy na dobru Wrocławia. „Referendum to narzędzie, które pozwala mieszkańcom odzyskać głos w sprawach miasta. Musimy działać razem, by tym razem się udało” – przekonywał radny. Kluczowe będzie zaangażowanie nie tylko polityków, ale także organizacji społecznych i samych mieszkańców, którzy odczuwają skutki złego zarządzania miastem.

Tsunami Lex Developer zalewa Wrocław

Jednym z głównych problemów, na które wskazuje radny Uhle, jest tzw. „tsunami Lex Developer”. Chodzi o specustawę mieszkaniową, która umożliwia deweloperom realizację inwestycji z pominięciem miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Jak zauważył Uhle, we Wrocławiu procedowanych jest obecnie około 30 wniosków w ramach Lex Developer, z których niektóre budzą poważne kontrowersje. „Ostrzegaliśmy przed tym zjawiskiem już na początku roku, a teraz widzimy jego skutki” – mówił radny w Echo24.

Masowe inwestycje deweloperskie, często realizowane wbrew interesom mieszkańców, prowadzą do chaosu urbanistycznego, braku infrastruktury towarzyszącej i utraty zielonych terenów. Uhle podkreśla, że Wrocław potrzebuje zrównoważonego rozwoju, a nie niekontrolowanej ekspansji deweloperów. „Miasto nie może być oddane w ręce tych, którzy stawiają zysk ponad jakość życia” – stwierdził. Problem Lex Developer to jeden z argumentów za referendum, które mogłoby zmobilizować mieszkańców do wyrażenia sprzeciwu wobec obecnej polityki urbanistycznej.

Chaos w gospodarce odpadami: 36 milionów z inwestycji na śmieci

Kolejnym palącym problemem jest fatalna sytuacja w gospodarce odpadami. Jak wskazał Uhle, miasto musiało przesunąć aż 36 milionów złotych z puli przeznaczonej na inwestycje, by pokryć koszty zagospodarowania odpadów. Przyczyną były opóźnione przetargi i brak obowiązujących umów z wykonawcami, co zmusiło władze do działania w trybie „z wolnej ręki”. „Ostrzegaliśmy, że tak będzie, jeśli nie podejmiemy działań na czas. Teraz płacimy za to wysoką cenę” – tłumaczył radny.

Te środki mogły zostać przeznaczone na nowe drogi, remonty szkół czy rozwój komunikacji miejskiej. Zamiast tego, mieszkańcy Wrocławia borykają się z rosnącymi kosztami wywozu śmieci i chaosem organizacyjnym. Problem ten pokazuje, jak decyzje władz miasta wpływają na codzienne życie wrocławian. Referendum mogłoby stać się platformą do dyskusji o lepszym zarządzaniu zasobami miasta i priorytetach, które służą mieszkańcom, a nie doraźnym rozwiązaniom.

Kontrowersje wokół prywatyzacji Śląska Wrocław

Radny Uhle zwrócił również uwagę na niejasności związane z prywatyzacją klubu piłkarskiego Śląsk Wrocław. Jak zauważył, niektóre oferty w tym procesie budzą podejrzenia o „polityczne naznaczenie”. „Sprawa prywatyzacji Śląska każe się zastanowić, czy wszystko odbywa się w sposób przejrzysty” – mówił w Echo24. Choć szczegóły wciąż czekają na pełne ujawnienie, już teraz pojawiają się pytania o to, czy decyzje podejmowane przez miasto służą interesom publicznym, czy raczej wąskim grupom wpływu.

Śląsk Wrocław to nie tylko klub sportowy, ale także ważny element tożsamości miasta. Kontrowersje wokół jego prywatyzacji wzmacniają poczucie, że Wrocław potrzebuje transparentnego zarządzania, w którym kluczowe decyzje są podejmowane z myślą o mieszkańcach. Uhle podkreśla, że referendum mogłoby być okazją do wyrażenia sprzeciwu wobec „dziwnych układów” i domagania się uczciwości w zarządzaniu miastem.

Czas na mieszkańców – dlaczego referendum jest ważne?

Idea referendum, o której mówi radny Uhle, to nie tylko kwestia odwołania prezydenta Sutryka, ale przede wszystkim szansa na przywrócenie mieszkańcom wpływu na przyszłość Wrocławia. „Jacek Sutryk to zły prezydent” – stwierdził Uhle, wskazując na narastające problemy, które dotykają miasto. Od chaosu urbanistycznego, przez niegospodarność, po brak przejrzystości w kluczowych decyzjach – wrocławianie coraz częściej odczuwają skutki tych zaniedbań.

Aby referendum mogło się udać, potrzebna jest jednak szeroka koalicja. Poparcie Konfederacji to dopiero początek – kluczowe będzie zaangażowanie innych środowisk politycznych, organizacji społecznych i samych mieszkańców. Jak zauważył Uhle, poprzednia próba referendum pokazała, że deklaracje to za mało – potrzebne są konkretne działania i mobilizacja. „Wszyscy, którzy mają świadomość problemów Wrocławia, powinni się zastanowić, czy to nie jest właściwy moment” – apelował radny.

Referendum to nie tylko narzędzie polityczne, ale także sposób na włączenie mieszkańców w proces decyzyjny. Wrocław zasługuje na transparentne zarządzanie, zrównoważony rozwój i priorytety, które odpowiadają potrzebom wrocławian. Czy mieszkańcy wykorzystają tę szansę? To zależy od nas wszystkich. Jeżeli kiedyś jest czas, by mieszkańcy Wrocławia wzięli sprawy w swoje ręce, to teraz! Dołącz do SOS Wrocław lub po prostu przyjdź na jedno z naszych spotkań osiedlowych i pokaż, że los miasta nie jest Ci obojętny. Razem możemy zatrzymać chaos urbanistyczny, niegospodarność i brak transparentności. Wspólnie możemy zmienić nasze osiedla i całe miasto. Bo Wrocław zasługuje na lepsze zarządzanie – działaj, by Twój głos został usłyszany!


Dolnośląskie skutki rekonstrukcji rządu: wzmocniony Jaros, osłabiony Szełemej

Pod osłoną miesięcy urlopowych Donald Tusk przeprowadził przegrupowanie w swoim gabinecie by przygotować się do konfrontacji z formacjami opozycyjnymi. Zanim jednak marsza niczym preludium do bitwy wybiją wojenne werble – przyjrzyjmy się skutkom, które przeprowadzone zmiany dotkną Wrocław i Dolny Śląsk.

Jaros zostaje i lekko poszerza kompetencje w nowym megaresorcie

https://www.facebook.com/JedrachowiczPL

Od dłuższego czasu szerzyły się plotki o rychłej śmierci rządowej kariery Michała Jarosa. Środowiska bliskie wrocławskiemu ratuszowi sugerowały, że jego pozycja jest poważnie zagrożona i wraz z likwidacją Ministerstwa Rozwoju i Technologii zlikwidowany może zostać również wiceminister Jaros.

Konsekwencje tej likwidacji miały być dalekosiężne i przekładać się na przyszłość wewnętrznej rozgrywki w partii Donalda Tuska, dziś pogrążonej głębokim kryzysem wynikającym z uciekającego niczym powietrze z przebitego balona poparcia. Otóż Jaros miał być pozbawiony funkcji, jego licznie obsadzający spółki skarbu państwa i samorządu poplecznicy – publicznie wychłostani, poddani upokorzeniu i skierowani w niebyt a samorządowcy z jego rekomendacji – zmarginalizowani i wycinani z list w nadchodzących wyborach.

Tymczasem stało się inaczej. Jaros, choć o jego dokonaniach jako wiceministra mieszkańcy Wrocławia mogą mieć wiedzę w najlepszym wypadku ograniczoną, przechodzi do wzmocnionego turboministerstwa. To oznacza bliższy kontakt z otoczeniem Donalda Tuska, rozszerzoną odpowiedzialność i portfel kompetencji.

Na wieść o braku odwołania Jarosa z pewnością wiele butelek z szampanem zostało włożonych z powrotem do lodówki. Ale tam nadal się chłodzą i czekają na swój czas, bo lider najsilniejszej w regionie formacji politycznej pozwala poniżać swój zarząd wojewódzki miejskim radnym z Wrocławia związanym z Renatą Granowską. Ci bowiem – podobnie jak ich polityczna patronka – nie stawili się na wezwanie ciał statutowych własnej partii. Ta demonstracja lekceważenia to policzek wymierzony w otoczenie Jarosa i test dla jego ludzi – czy wobec tak ewidentnej prowokacji zostaną wymierzone konsekwencje?

Z pewnością defensywna postawa platformersów od Jarosa to woda na młyn i nadzieja po stronie jego przeciwników. A bardzo jej potrzebują, bo stronnicy Granowskiej i Szełemeja są dziś w głębokiej defensywie a rekonstrukcja zebrała obfite żniwo wśród wrogów Jarosa. Otoczenie prezydenta Wałbrzycha w grze o rekonstrukcję przegrywa 0:3.

https://www.facebook.com/roman.szelemej

Nieoczywisty przegrany: Roman Szełemej

Roman Szełemej po raz kolejny nie został ministrem zdrowia. Platformiane wróbelki próbują lansować przesłanie, że po raz kolejny wybrał Wałbrzych nad ministerialne stanowisko. Prawda jest taka, że po raz kolejny musi obejść się smakiem i pogłębia się jego marginalizacja w partii. Niegdyś obdarzony darem dostępu do ucha Donalda Tuska, dziś – nawet jego polityczny patron, czyli Tomasz Siemoniak, od tego ucha się oddala.

Czy ma na to wpływ fakt, że to właśnie Szełemej rekomendował Tuskowi poparcie Jacka Sutryka? A może to problemy z prokuratorskim śledztwem w sprawie wyprowadzenia z budowy wałbrzyskiej Starej Kopalni 17 mln zł przez zorganizowaną grupę przestępczą? A może zataczająca coraz szersze kręgi aferę, w której prokurator stawia zarzuty za ustawianie przetargów na wałbrzyskie śmieci?

https://x.com/MSWiA_GOV_PL

Tomasz Siemoniak schodzi ze świecznika w atmosferze porażki

Były już szef MSWiA i poseł ziemi wałbrzyskiej traci wpływy po kompromitujących go wydarzeniach na zachodniej granicy. Niewystarczająca reakcja na aroganckie zachowanie niemieckich służb, znacznie spóźniona reakcja w postaci przywrócenia kontroli na granicach oraz oddanie inicjatywy w tworzeniu przebiegu zdarzeń Ruchowi Obrony Granic Roberta Bąkiewicza to tylko niektóre z problemów Siemoniaka, z którymi będzie musiał sobie radzić w nowej roli.

Jego pozycja przy Donaldzie Tusku jest zbyt mocna, by pozbawić go funkcji, dlatego pozostanie koordynatorem służb specjalnych. To silna pozycja, jednak pozostawiająca dużo mniej narzędzi do budowania pozycji politycznej, wpływania na dolnośląskie wydarzenia oraz wspieranie intryg tworzonych przez środowisko prezydenta Wałbrzycha.

Szełemej przegrywa po raz trzeci: Bielawska poza rządem

Polityczka KO była wymieniana jako potencjalna kandydatka do ministerialnego awansu na wiceszefową resortu edukacji. Posłanka Sylwia Bielawska to bliska współpracowniczka Szełemeja, w latach 2018-2023 była jego zastępczynią.

Polityczki Polski 2050 oraz KO były wymieniane jako potencjalne kandydatki do ministerialnych awansów – na szefową resortu kultury oraz wiceszefową Ministerstwa Edukacji. Leo miała odmówić Tuskowi objęcia funkcji i zasłaniała się sytuacją rodzinną, ale brak awansu dla Bielawskiej to kolejny policzek wymierzony w środowisko Romana Szełemeja. To trzecia porażka prezydenta Wałbrzycha w grze o rekonstrukcję rządu i wyznacznik siły politycznej jego stronników w Platformie Obywatelskiej.

Czy stanowisko straci wojewoda Anna Żabska?

https://www.instagram.com/annazabska/

Na stanowiska szefa MSWiA wraca Marcin Kierwiński. W PO mówi się, że jest niezadowolony ze stylu pełnienia funkcji przez wojewodę Annę Żabską, szczególnie jej kontrowersyjnych decyzji kadrowych w obsadzaniu rad społecznych placówek służby zdrowia. Zamiast specjalistów obsadzać miała osoby związane z PiS oraz obecną wiceprezydent Wrocławia, Renatą Granowską.

Kierwiński – jak głosi obiegowa opinia – cenił sobie współpracę z Maciejem Awiżeniem, poprzednikiem Żabskiej na stanowisku Wojewody Dolnośląskiego. Szef MSW ma świadomość, że jego kariera wisiała na włosku, gdy okazało się, że gminy nie otrzymały na czas środków na przeciwdziałanie skutkom powodzi. Awiżeń zasłonił przełożonego własnym ciałem i choć nie zawinił – oddał stanowisko z klasą, bez zbędnego w tamtym momencie zamieszania. Marcin Kierwiński jako zaprawiony działacz struktur Platformy potrafi docenić takie gesty. Zupełnie niepodobne do obecnego rozgrywania za pomocą urzędu wojewody wewnętrznych wojenek w PO, które dziś zamiast lać oliwę na spienione partyjne fale – dolewają jej do ognia.

Lojalny Piotr Borys uratował stołek

Polityk z Lubina zostaje na stanowisku wiceministra sportu, choć wsławił się tylko przygotowaniem alibi dla Renaty Granowskiej, gdy ta uciekała przed sądem koleżeńskim.

To element strategii, którą stosują w Warszawie politycy PO – Panu Bogu świeczkę, a diabłu – ogarek. W ten sposób znacznie skurczone i zmarginalizowane środowisko Grzegorza Schetyny w PO otrzymało sygnał, że jeszcze może być w partii do czegoś potrzebne.

Kropiwnicki zostaje, ale bez wpływu KGHM?

https://www.facebook.com/rkropiwnicki

Robert Kropiwnicki zostaje mimo olbrzymich problemów wizerunkowych oraz systematycznych ataków przeprowadzanych na jego majątek i jego powiązania z prezydentem Legnicy, Maciejem Kupajem. Prezydent Legnicy poza ostatnimi kontrowersjami wokół blokowania przywrócenia połączenia kolejowego ze Złotoryją w ostatnich miesiącach był oskarżany przez media o sprzyjanie politykom i biznesmenom od lat związanych z tzw. księstwem lubińskim, czyli miedziowym gigantem – KGHM.

Wielu nazwałoby jednak to zwycięstwo pyrrusowym. Dlaczego? Bo wiele wskazuje na to, że spod nadzoru Ministerstwa Aktywów Państwowych pod skrzydła KPRM przenosi się nadzór nad szeregiem kluczowych i strategicznych spółek Skarbu Państwa. Czy z KGHM-em i PGE na czele? Dowiemy się niebawem a konsekwencje tych decyzji będą dla regionu znaczące, bo wspomniane spółki to najwięksi państwowi gracze na dolnośląskim rynku.

Rekonstrukcja na Dolnym Śląsku bez trzęsienia ziemi. Kto na nią liczył?

Dokonane przez Donalda Tuska zmiany świadczą jednak przede wszystkim o krótkiej ławce nieskompromitowanych, posiadających zdolność do podejmowania realnej pracy i lojalnych względem lidera PO polityków. Na Dolnym Śląsku obyło się bez trzęsienia ziemi, które zapowiadały środowiska związane z prezydentem Jackiem Sutrykiem. Nie dziwota, że stronnicy królewicza na włościach wrocławskich szukają nadziei w cudzych potknięciach. Z pewnością trudno jest odnaleźć im ją we własnych sukcesach bo tych szukać trzeba ze świecą.

/red. soswroclaw.pl/


Obywatele przeciw patodeweloperom: oddajcie 50% zysku społecznościom lokalnym

Połowy zysku na gruncie domagają się od deweloperów społecznicy i radni osiedlowi z terenu całego miasta. Ich zdaniem to nawet 5 mld zł, za które może wzmocnić budżet Wrocławia i rozwiązać wiele lokalnych problemów. SOS Wrocław zaczyna zbiórkę podpisów pod obywatelską inicjatywą uchwałodawczą regulującą te kwestie pod nazwą „Wrocław przeciw patodeweloperom”.

We Wrocławiu odbyła się konferencja prasowa zorganizowana przez SOS Wrocław, podczas której przedstawiciele rad osiedli, radni miejscy oraz aktywiści miejscy zaapelowali o wprowadzenie systemowych zmian w procesie inwestycyjnym związanym z ustawą Lex Developer. Spotkanie, które miało miejsce na wrocławskim Rynku, było odpowiedzią na narastające problemy związane z intensywną zabudową miasta, brakiem transparentności w planowaniu inwestycji oraz niewystarczającym uwzględnianiem interesów lokalnych społeczności. Uczestnicy konferencji przedstawili konkretne propozycje, które mają na celu ochronę mieszkańców przed chaotyczną urbanizacją oraz zapewnienie, że zyski płynące z inwestycji będą sprawiedliwie dzielone między deweloperów a miasto.

Uhle: dość ograbiania mieszkańców z ich pieniędzy

Radny miejski Piotr Uhle, otwierając konferencję, przypomniał o ostrzeżeniach, które SOS Wrocław formułowało cztery miesiące wcześniej w tym samym miejscu. „Niemal cztery miesiące temu ostrzegaliśmy o nadchodzącej fali, tsunami wniosków w trybie Lex Developer. Zwracaliśmy uwagę, że zobowiązania i obciążenia dla społeczności lokalnych, które z tego wynikają, mogą być znaczne” – powiedział Uhle. Podkreślił, że obecna sytuacja potwierdza wcześniejsze obawy: „Oczekiwania deweloperów, jeśli chodzi o intensywność zabudowy w miejscach do tego nieprzygotowanych, są ogromne”. Radny zwrócił uwagę na ogromne zyski, jakie przynoszą decyzje administracyjne zmieniające przeznaczenie działek. „Zmienia się przeznaczenie działek w taki sposób, że zwiększają swoją wartość nawet 10-12, a w niektórych przypadkach nawet ponad 20-krotnie. Działki warte 10 milionów złotych po przekształceniu mogą być warte 110-120, a nawet ponad 200 milionów złotych” – wyjaśnił.

Uhle wskazał również na ryzyko spekulacji na rynku nieruchomości: „Nie wszystkie firmy zajmują się przygotowaniem działki pod inwestycje mieszkaniowe. Są już dogadane z inwestorami, którzy te działki kupią, czyli mamy do czynienia z spekulacją, z ograbianiem mieszkańców z wartości dodanej, wypracowanej przez pokolenia”. Radny zaproponował, aby 50% wzrostu wartości działek było przeznaczane na inwestycje publiczne, takie jak drogi, ścieżki rowerowe, parki czy edukacja. „Te pieniądze leżą na ulicy, wystarczy je dobrze wynegocjować, dbając o interes mieszkańców” – podkreślił.

Magdalena Gajewska: Mieszkańcy zasługują na transparentność

Przewodnicząca Rady Osiedla Sołtysowice, Magdalena Gajewska, zwróciła uwagę na brak przejrzystości w procesie inwestycyjnym. „Coraz częściej dowiadujemy się o planach inwestycyjnych nie z oficjalnych źródeł, ale z nieoficjalnych kanałów. Zamiast jasnych procedur mamy domysły i chaos informacyjny” – mówiła. Gajewska krytykowała praktyki związane z Lex Developer, które pozwalają omijać plany miejscowe i dialog społeczny: „Procedury, które powinny chronić interes mieszkańców, bywają ignorowane lub traktowane jako formalność”. Podkreśliła, że mieszkańcy często dowiadują się o inwestycjach zbyt późno, by mieć realny wpływ na ich kształt. „Nie sprzeciwiamy się rozwojowi miasta, wręcz przeciwnie. Chcemy, by był mądry, odpowiedzialny, oparty na dialogu z mieszkańcami. Apelujemy, aby procesy inwestycyjne były w pełni transparentne, a konsultacje społeczne realne” – dodała.

Damian Daszkowski: wprowadźmy standardy skandynawskie

Wiceprezes SOS Wrocław, Damian Daszkowski, odniósł się do nierównowagi w podziale zysków między deweloperami a mieszkańcami. „Od pionierskich czasów procedury apelowaliśmy, aby zysk deweloperów był dzielony na rzecz mieszkańców” – powiedział. Porównał sytuację we Wrocławiu do standardów zachodnich: „W krajach skandynawskich deweloperzy są zobligowani przekazać od 75 do 85% zysków na inwestycje towarzyszące. W Polsce średnio przeznaczają 5%, co jest karygodne”. Daszkowski apelował o zrównoważony rozwój i transparentność: „Mieszkańcy zamiast 50% wzrostu wartości nieruchomości otrzymują kilka procent, bo resztę inkasują deweloperzy. Czas najwyższy to uporządkować”.

Marek Zalewski: Nie wrzucamy wszystkich deweloperów do jednego worka

Przewodniczący Rady Osiedla Biskupin – Sępolno – Bartoszowice – Dąbie, Marek Zalewski, podkreślił skalę problemu związanego z Lex Developer. „W tej chwili mamy złożonych około 30 wniosków w ramach ustawy Lex Developer, a kolejne są składane” – poinformował. Zwrócił uwagę, że ustawa miała ułatwiać budownictwo mieszkaniowe w odpowiednich miejscach, ale w praktyce prowadzi do nadmiernego dogęszczania działek. „Mówimy o zakładach pracy, na które pracowały pokolenia Wrocławia, jak Hutmen, Pollena czy FAT” – zauważył. Zalewski zaproponował, by 50% wzrostu wartości działek było przeznaczane na inwestycje publiczne, co pozwoliłoby uniknąć problemów takich jak korki, brak placów zabaw czy zatłoczone szkoły. „Nie wrzucamy wszystkich deweloperów do jednego worka. Są tacy, którzy postępują uczciwie, ale jest grupa, która próbuje maksymalizować zyski, nie partycypując w kosztach” – podkreślił.

Dariusz Hajduk: Powołujemy społeczny komitet przeciw patodeweloperom

Radny osiedla Kuźniki, Dariusz Hajduk, poinformował, że powołany został społeczny komitet „Wrocław przeciw patodeweloperom”. „Jego zadaniem będzie przeprowadzenie obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej wyznaczającej kierunki dla prezydenta miasta” – wyjaśnił. Komitet postuluje m.in. podział zysków między mieszkańców a deweloperów na poziomie 50:50, wpisywanie inwestycji w lokalny ład urbanistyczny oraz pełną transparentność konsultacji społecznych. „Wszystkie rozpoczęte procedury powinny być dostępne w publicznym rejestrze, a prezydent powinien przeprowadzać obligatoryjne konsultacje miejskie” – dodał Hajduk.

- „Postulat Komitetu Społecznego „Wrocław przeciw patodeweloperom” ustanawia jasne zasady gry – wzbogaciłeś się decyzją administracyjną o miliony złotych bez wbicia łopaty w ziemię? – więc podziel się tymi środkami z mieszkańcami.

Zasada 50% partycypacji mieszkańców umożliwi inwestycje transportowe, edukacyjne, dla zieleni. Niech z tego powstaną nowe mosty, osie inkubacji, szkoły, drogi. Wystarczy zmiana myślenia i staje się to bardzo proste. To nowa nadzieja dla miasta Wrocławia. Potężny zastrzyk dla miejskiego budżetu.

Wrocław w wyniku wprowadzenia zasady 50/50 mógłby poważnie myśleć o budowie tysięcy mieszkań komunalnych, które po zmianach prawa mogłyby wejść w życie” – skwitował radny.

Krystian Adamski: „Rozwój musi być odpowiedzialny”

Sekretarz zarządu osiedla Jagodno, Krystian Adamski, podkreślił, że nie jest przeciwnikiem inwestycji mieszkaniowych, ale apeluje o ich odpowiedzialne planowanie. „Nie chcemy zatrzymać rozbudowy miasta, wręcz przeciwnie, chcemy, aby Wrocław stał się przykładem optymalnego rozwoju” – powiedział. Jako przykład negatywnych skutków chaotycznej zabudowy wskazał osiedle Jagodno: „Powstała nowa część miasta bez szkoły, dróg, chodników, miejsc parkingowych, zieleni rekreacyjnej czy wydajnego transportu publicznego”. Adamski postulował wprowadzenie systemowych rozwiązań, takich jak podatek od wzrostu wartości nieruchomości, wzorowany na standardach europejskich. „Priorytetem musi być infrastruktura publiczna realizowana przed lub równolegle z budową osiedli” – podkreślił.

Tomasz Waniowski: mieszkańcy są gospodarzami miasta

Świeżo wybrany członek zarządu SOS Wrocław, Tomasz Waniowski, zaprosił mieszkańców do aktywnego udziału w dialogu na temat inwestycji. „Odwiedzimy wszystkie miejsca, gdzie planowane są inwestycje w trybie Lex Developer. Będziemy na Nowym Dworze, Psim Polu, Grabiszynku, Pilczycach, by rozmawiać z mieszkańcami” – zapowiedział. Podkreślił, że Wrocław zasługuje na lepszy model rozwoju: „Nie możemy pozwolić, by w trybie Lex Developer powstawały inwestycje, które szkodzą miastu, zaburzają krajobraz i nie dbają o dobro wspólne”.

Na zakończenie konferencji ogłoszono rozpoczęcie zbiórki podpisów pod obywatelską inicjatywą uchwałodawczą. Jej celem jest wprowadzenie zasad takich jak: przeznaczanie połowy wzrostu wartości nieruchomości na inwestycje publiczne, wpisywanie się inwestycji w ład przestrzenny oraz zapewnienie transparentnych konsultacji. „Chcemy obronić miasto przed chaotyczną zabudową, korkami i dać mieszkańcom szansę na wartość dodaną” – podsumowano.

SOS Wrocław zachęca mieszkańców do śledzenia strony internetowej i mediów społecznościowych organizacji, by być na bieżąco z działaniami na rzecz zrównoważonego rozwoju miasta. „Wrocław zasługuje na coś dużo lepszego niż to, co widzimy obecnie” – zakończył Waniowski.

 


Patodeweloperka panoszy się we Wrocławiu. Skończmy z okradaniem mieszkańców!

Wrocław staje przed wyzwaniem związanym z inwestycjami deweloperskimi realizowanymi w ramach specustawy mieszkaniowej, tzw. Lex Developer. Radny Piotr Uhle z Klubu Naprawmy Przyszłość alarmuje, że mechanizm ten prowadzi do niekontrolowanej zabudowy, spekulacji gruntami i ogromnych zysków dla deweloperów kosztem mieszkańców. Jakie konsekwencje niesie intensywna zabudowa i co mogą zrobić wrocławianie, by chronić swoje miasto?

Problem niekontrolowanych inwestycji

Wrocław staje się areną dynamicznych zmian urbanistycznych, które budzą coraz większe obawy mieszkańców. Kluczowym problemem są inwestycje realizowane w ramach specustawy mieszkaniowej, zwanej Lex Developer. Mechanizm ten umożliwia deweloperom omijanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, co prowadzi do powstawania nowych osiedli na terenach nieprzeznaczonych pierwotnie pod budownictwo mieszkaniowe. Radny Piotr Uhle z Klubu Naprawmy Przyszłość, w rozmowie z telewizją ECHO24, podkreśla powagę sytuacji: „Mieliśmy w zeszłym tygodniu poważną debatę na temat tego, w jaki sposób patodeweloperzy okradają mieszkańców z ich wartości dodanej, wypracowanej przez lata”. Grupa SOS Wrocław, aktywnie działająca na Facebooku, organizuje akcję na czterech osiedlach w weekend 5-6 lipca 2025 roku, aby zaprotestować przeciwko „chciwości patodeweloperów i ich niekontrolowanych inwestycji”. Uhle popiera tę inicjatywę, wskazując na potrzebę solidarności mieszkańców w walce o sprawiedliwe zagospodarowanie przestrzeni miejskiej. W tle pojawiają się pytania o transparentność procesów decyzyjnych oraz rzeczywiste korzyści dla lokalnej społeczności.

Mechanizm Lex Developer: Zyski kosztem mieszkańców

Lex Developer, czyli specustawa mieszkaniowa, pozwala na realizację inwestycji mieszkaniowych z pominięciem miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego oraz zapisów studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Jak wyjaśnia radny Uhle: „Lex Developer pozwala realizować inwestycje z pominięciem, w uproszczeniu, planu miejscowego zapisów studium, na przykład na terenach przeznaczonych na przemysł, albo na usługi, albo na terenach wojskowych, kolejowych, etc. Można wtedy budować mieszkania, mieszkania są oczywiście dużo bardziej zyskowne”. Taka zmiana przeznaczenia gruntów prowadzi do ogromnego wzrostu ich wartości. Według radnego, działka warta 10 milionów złotych po przekształceniu może osiągnąć wartość nawet 110-120 milionów złotych. „Przekształcenie tych działek sprawia, że zyskują bardzo na wartości. Działka warta 10 mln zł po przekształceniu może być warta 110-120” – mówi Uhle. We Wrocławiu złożono ponad 20 wniosków w trybie Lex Developer, które mogą przynieść deweloperom zyski rzędu 3-4 miliardów złotych. Radny podkreśla, że tak ogromne pieniądze są generowane „jedną decyzją administracyjną”, co budzi poważne pytania o sprawiedliwość podziału tych zysków.

Zagrożone tereny: Gdzie powstają nowe osiedla?

Inwestycje w trybie Lex Developer koncentrują się głównie w południowej, zachodniej i północnej części Wrocławia. Radny Uhle wymienia kluczowe lokalizacje, które budzą szczególne obawy: „Najpoważniejszy wniosek jest przygotowywany i cały czas lobowany przez różnych polityków, urzędników, biznesmenów na terenie Sołtysowic, teren dawnej cukrowni i obozu pracy. Tam pierwotnie było przewidzianych ponad 6 tysięcy mieszkań”. Inne problematyczne obszary to teren FAT-u, gdzie planowana jest zabudowa o powierzchni 80 tysięcy metrów mieszkań, Maślice przy ulicy Północnej, okolice Grobli Kozanowskiej, tereny między Żernicką a Rogowską, przy Strzegomskiej oraz na Różance przy ul. Wywrotnej, gdzie, jak mówi Uhle, „ktoś chce nam postawić Środę Śląską”.Te lokalizacje, często o znaczeniu historycznym lub przemysłowym, są przekształcane w intensywnie zabudowane osiedla mieszkaniowe. Szczególnie niepokojący jest fakt, że decyzje o takich inwestycjach podejmowane są w sposób nieprzejrzysty, a mieszkańcy często dowiadują się o nich na bardzo późnym etapie.

Brak transparentności: Tajemnicze „targi” w urzędzie

Proces decyzyjny związany z inwestycjami w trybie Lex Developer budzi poważne wątpliwości. Radny Uhle wskazuje na brak przejrzystości: „Trwają w tym momencie targi, kto, co dostanie. Organizowane są dziwne spotkania, organizowane są dziwne rodzaje ruchy, które sprawiają, że sprawa jest tylko mniej transparentna”. Mieszkańcy otrzymują jedynie szczątkowe informacje, a niektóre działania, takie jak roznoszenie ulotek deweloperów przez radnych, budzą podejrzenia o brak bezstronności. Uhle zauważa: „Niektórzy radni chodząc ulotkami dewelopera budując poparcie w radach osiedli”.Brak publicznego rejestru wniosków w trybie Lex Developer dodatkowo utrudnia mieszkańcom dostęp do informacji. „Nie ma żadnego rejestru z informacją, kto wystąpił na przykład o decyzje środowiskowe dla tych inwestycji” – podkreśla radny. Grupa SOS Wrocław już w lutym apelowała o utworzenie takiego rejestru, ostrzegając przed „tsunami Lex Developer”. Bez transparentności proces inwestycyjny staje się polem do spekulacji i potencjalnych nadużyć.

Konsekwencje intensywnej zabudowy: Miasto na skraju chaosu

Intensywna zabudowa planowana w ramach Lex Developer może mieć katastrofalne skutki dla infrastruktury miejskiej. Radny Uhle porównuje ją do zabudowy znanej z państw południowoamerykańskich lub wschodnioazjatyckich, wskazując na potencjalne problemy: „Najbardziej uderza mnie szczerze mówiąc chciwość, ze względu na to, że na niektórych z tych inwestycji wskazuje się intensywność zabudowy taką, którą znamy albo z takich państw południowo-amerykańskich. Na przykład z intensywną się zabudowy, podobną jak Medellín”. Wśród kluczowych zagrożeń wymienia przeciążenie układu komunikacyjnego, brak miejsc parkingowych oraz niewystarczającą infrastrukturę szkolną i usługową. „Wyobraźmy sobie, że cały ruch z tego nowego osiedla na Sołtysowicach miałby przez ulicę Poprzeczną wjeżdżać do Okrzei. Przecież to jest cały północny wschód Wrocławia wyłączony tak naprawdę z ruchu, bo nie będzie się dało tam tędy przejechać” – ostrzega radny. Problemy komunikacyjne są już widoczne w takich miejscach jak ulica Grabiszyńska czy okolice FAT-u, gdzie ruch na obwodnicy śródmiejskiej jest daleki od płynnego.

Propozycja rozwiązania: Sprawiedliwy podział zysków

Radny Uhle proponuje konkretne rozwiązanie, które mogłoby złagodzić negatywne skutki Lex Developer. Jego zdaniem, 50% wzrostu wartości nieruchomości w wyniku zmiany przeznaczenia gruntu powinno być przeznaczane na zadania publiczne. „50% wzrostu wartości nieruchomości idzie na zadania publiczne. (…) Na przykład na przebudowę układu komunikacyjnego w okolicy, na rozbudowy szkoły, na poprawę infrastruktury zielonej. Być może warto byłoby pomyśleć o rozbudowywaniu potencjałów w kontekście mieszkań komunalnych” – mówi Uhle.Obecne podejście miasta, które negocjuje umowy dające mieszkańcom maksymalnie kilkanaście procent wzrostu wartości nieruchomości, radny uważa za niewystarczające. „Do tej pory prezydent negocjował umowy, także zamiast tych 50%, uzyskiwaliśmy maksymalnie kilkanaście procent wzrostu wartości nieruchomości” – krytykuje. Za 3-4 miliardy złotych, które mogłyby wpłynąć do budżetu miasta, można by rozwiązać wiele problemów, takich jak budowa nowych szkół, tunelu kolejowego czy poprawa infrastruktury zielonej.

Rola mieszkańców: Solidarność osiedlowa i referendum

Mieszkańcy Wrocławia mają kluczową rolę w kształtowaniu przyszłości swojego miasta. Grupa SOS Wrocław planuje akcję protestacyjną na czterech osiedlach w weekend 5-6 lipca 2025 roku, aby zwrócić uwagę na problem niekontrolowanych inwestycji. Radny Uhle zachęca do większej aktywności społecznej: „Mieszkańcy mogą po prostu zacząć marnować jeszcze więcej życia w korkach”. Podkreśla, że ostateczna decyzja należy do Rady Miejskiej i prezydenta, ale presja społeczna może wpłynąć na bardziej sprawiedliwe rozstrzygnięcia.W rozmowie pojawiła się także kwestia potencjalnego referendum w sprawie odwołania władz miasta. Uhle pozostaje ostrożny, ale nie wyklucza takiej możliwości: „Pożyjemy, zobaczymy. Na dzisiaj wydaje mi się, że byłoby to błędem, ale rzeczywiście coś w polityce ma to do siebie, że jest dynamiczna i zmienna”. Wskazuje na „głęboki stan dekadencji” w urzędzie miasta i sugeruje, że obecna władza spieszy się z „dopinaniem” spraw istotnych dla różnych grup interesów przed końcem kadencji.

Czas na działanie

Problem inwestycji w trybie Lex Developer to jedno z największych wyzwań stojących przed Wrocławiem. Brak transparentności, intensywna zabudowa i niewystarczające korzyści dla mieszkańców budzą uzasadnione obawy. Radny Piotr Uhle apeluje o wprowadzenie sprawiedliwych zasad, takich jak przeznaczanie 50% wzrostu wartości gruntów na cele publiczne, oraz o większą przejrzystość procesu inwestycyjnego. „Za 3-4 miliardy złotych można bardzo wiele problemów rozwiązać” – podkreśla.Grupa SOS Wrocław, wspierana przez radnego, wzywa mieszkańców do działania. Akcja planowana na 5-6 lipca 2025 roku to dopiero początek walki o miasto przyjazne dla jego mieszkańców, a nie dla spekulacji deweloperskich. Czy wrocławianie zdołają wpłynąć na decyzje władz i ochronić swoje osiedla przed chaosem urbanistycznym? Klucz do zmiany leży w ich rękach.

 


Weekendowe Akcje SOS Wrocław: Czas na Walkę z Patodeweloperami! 

 SOS Wrocław organizuje serię spotkań na czterech osiedlach, by wspólnie przeciwstawić się chciwości patodeweloperów i ich niekontrolowanym inwestycjom w ramach Lex Developer. W nadchodzący weekend, 5-6 lipca 2025 r., mieszkańcy zjednoczą siły, by zaproponować rozwiązania i chronić przyszłość miasta. 
Plan Akcji:
Co nas czeka?
Podczas spotkań mieszkańcy, prowadzeni przez Piotra Uhle, omówią skutki niekontrolowanej zabudowy, zaproponują moratorium na nowe decyzje w trybie Lex Developer oraz podział zysków (50/50) na potrzeby lokalnych społeczności. To także szansa na budowanie solidarności osiedlowej i wspólne działanie na rzecz zrównoważonego rozwoju Wrocławia.
Jak się zaangażować?
Zapraszamy wszystkich członków i sympatyków SOS Wrocław do udziału. Prosimy o potwierdzenie obecności na kontakt@soswroclaw.pl do piątku, 4 lipca 2025 r., podając wybraną akcję. Kontakt: 690878781.
Nie przegapcie okazji, by wspólnie zadbać o przyszłość naszego miasta!