Kompromitujący rok nieudolności – afera śmieciowa
Minął rok od ogłoszenia przetargu a Ekosystem nadal nie potrafi go rozstrzygnąć. Szczęśliwego finału nadal nie widać nawet na horyzoncie. Kto na tym korzysta?
Trudno w to uwierzyć, ale właśnie minął rok od ogłoszenia przez miejską spółkę Ekosystem przetargów na zagospodarowanie odpadów we Wrocławiu. Wartość postępowań była gigantyczna – nawet 1 miliard 50 milionów złotych. Miały one uporządkować system odbioru i zagospodarowania odpadów na kolejne lata. Zamiast tego stały się symbolem chaosu, prawnych porażek i rosnących wątpliwości dotyczących sposobu zarządzania jedną z najdroższych usług komunalnych w mieście.
Minęło dwanaście miesięcy. Przetarg wciąż nie został rozstrzygnięty. A lista wydarzeń, które w tym czasie się wydarzyły, przypomina raczej kronikę kryzysu niż opis sprawnie prowadzonego postępowania.
Miliardowy przetarg, który utknął
System gospodarowania odpadami w dużym mieście to jedna z najdroższych usług publicznych. Nic więc dziwnego, że przetarg o wartości ponad miliarda złotych budzi ogromne zainteresowanie branży. W przypadku Wrocławia miał on wyłonić firmy odpowiedzialne za odbiór i zagospodarowanie odpadów w kolejnych latach. Problem w tym, że po roku od jego ogłoszenia miasto wciąż stoi w tym samym miejscu.
W międzyczasie mieszkańcy już zapłacili za ten chaos. W ubiegłym roku Rada Miejska musiała przesunąć dodatkowe ponad 40 mln zł na system gospodarki odpadami, aby utrzymać jego funkcjonowanie. Oznacza to jedno: koszty rosną, a stabilnego rozwiązania nadal nie widać. W normalnie działającym systemie przetarg tej skali byłby kluczowym elementem porządkowania finansów miasta. We Wrocławiu stał się raczej symbolem przeciągającego się kryzysu.
Porażki w sądach
Jednym z najbardziej kompromitujących wątków ostatniego roku są sprawy sądowe dotyczące systemu śmieciowego. Spółka Ekosystem przegrała między innymi spór dotyczący odpowiedzialności za niespełnienie norm segregacji odpadów. Sprawa została rozpatrzona przez Sąd Okręgowy w Warszawie, a uzasadnienie wyroku nie pozostawia złudzeń co do jakości przygotowania skargi.
W sentencji czytamy:
„Uzasadnienie skargi nie zawiera rozwinięcia tegoż zakresu zaskarżenia. Także na rozprawie skarżący w tej kwestii nie przedstawił swojego stanowiska.
Sąd Okręgowy uznał, że tak sprecyzowane żądania w zakresie kosztów nie nadają się do rozpoznania, tym bardziej biorąc pod uwagę, że strona skarżąca była zastępowana przez profesjonalnego pełnomocnika. Sąd obowiązany jest do równego traktowania stron postępowania i nie może wyręczać pełnomocnika w prawidłowym formułowaniu zarzutów i uzasadnienia tychże w skardze”
(wyrok XXIII Zs 101/25, 15 października 2025 r.).
W świecie prawników taka konkluzja oznacza jedno – sprawa została fatalnie przygotowana. Sąd wprost wskazuje, że nie jest od tego, aby uzupełniać argumentację strony reprezentowanej przez profesjonalnego pełnomocnika. W przypadku spółki zarządzającej miliardowym systemem gospodarowania odpadami trudno nie zadać pytania: czy to zwykła nieudolność, czy już coś więcej?
Unieważniony przetarg… i kolejne fiasko
Pod koniec ubiegłego roku spółka Ekosystem zdecydowała się na krok radykalny – unieważnienie przetargu. Decyzja o unieważnieniu postępowania tej skali powinna być przygotowana z najwyższą starannością. W grze uczestniczą bowiem potężne firmy, które nie wahają się korzystać z narzędzi prawnych, aby walczyć o kontrakty warte setki milionów złotych.
Tymczasem w poniedziałek spółka przegrała kolejną sprawę – tym razem przed Krajową Izbą Odwoławczą. KIO zakwestionowała decyzję o unieważnieniu przetargu. W uzasadnieniu wskazano, że spółka nie uprawdopodobniła zdarzeń, które miały stanowić podstawę unieważnienia postępowania. Co więcej – według informacji pojawiających się w przestrzeni publicznej – do Izby ponownie nie dostarczono wszystkich wymaganych dokumentów.
Czy tak działa instytucja, której zależy na szybkim i skutecznym zakończeniu postępowania przetargowego? Pytanie staje się jeszcze bardziej zasadne, gdy uświadomimy sobie jedną rzecz. Brak rozstrzygnięcia przetargu oznacza konieczność zawierania umów z wolnej ręki, czyli w trybie niekonkurencyjnym. A to rozwiązanie, które dla firm śmieciowych bywa wyjątkowo wygodne.
Sygnalistka zamiast nagrody dostała zwolnienie
Zamiast wyciągać wnioski z kolejnych problemów, spółka Ekosystem zdecydowała się na walkę z osobami, które alarmowały o nieprawidłowościach. Jedną z nich była pracowniczka, która informowała o problemach w spółce. Została zwolniona z pracy pod zarzutem wysyłania maili ze skrzynki służbowej na prywatną. Sprawa szybko trafiła pod lupę instytucji kontrolnych. Państwowa Inspekcja Pracy stwierdziła, że działania spółki były bezprawne. Sygnalistka została przywrócona do pracy. Kontrola PIP wskazała jednoznacznie, że spółka naruszyła przepisy. W normalnej organizacji byłby to moment refleksji. We Wrocławiu był to raczej kolejny rozdział konfliktu.
Zawiadomienie na radnego
Spółka złożyła także zawiadomienie do prokuratury na radnego miejskiego Piotra Uhle, który od miesięcy domaga się ujawnienia informacji o sytuacji przetargu i systemie gospodarowania odpadami. Cała sprawa zaczęła się na początku ubiegłego roku, gdy radni – Piotr Uhle, Jakub Nowotarski i Jakub Janas – rozpoczęli kontrolę w siedzibie spółki. Pojawia się więc pytanie: czy działania spółki miały powstrzymać kolejne kontrole i presję ze strony organizacji społecznych? Stowarzyszenie SOS Wrocław nie tylko wnioskowało o kontrolę Najwyższej Izby Kontroli, ale również złożyło zawiadomienie do organów ścigania o możliwym przekroczeniu uprawnień przez urzędników. Chodziło o podejrzenie działania w celu uzyskania korzyści majątkowej w związku z przygotowaniem przetargu.

Do spółki wchodzi CBA
W pewnym momencie sprawa przybrała zupełnie inny wymiar.
Do siedziby spółki Ekosystem weszli funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego, działający na polecenie Prokuratury Krajowej. Zabezpieczano dokumenty związane z funkcjonowaniem spółki.
W przestrzeni publicznej pojawiały się uspokajające komunikaty mówiące o „czynnościach kontrolnych”. Problem w tym, że nie były to zwykłe kontrole administracyjne.
Funkcjonariusze wykonywali czynności procesowe – zabezpieczali materiały dowodowe. Takie działania nie są podejmowane na podstawie czyjegoś widzimisię. Wymagają wcześniejszych materiałów operacyjnych i decyzji prokuratury.
To oznacza, że sprawa została potraktowana przez państwowe instytucje jako poważna. Czy służby obawiały się fałszowania dokumentów lub niszczenia dowodów? Tego dziś jeszcze nie wiemy. Odpowiedzi przyniosą dopiero kolejne etapy postępowania.
Rok chaosu
Podsumowanie ostatnich dwunastu miesięcy jest brutalne. Przez rok Wrocław – działając poprzez spółkę Ekosystem – nie potrafił rozstrzygnąć przetargu na odbiór i zagospodarowanie odpadów.
Po kolejnych porażkach prawnych finał nadal nie jest nawet widoczny na horyzoncie. Miasto będzie więc zmuszone podpisać kolejne umowy w trybie niekonkurencyjnym.
To rozwiązanie wyjątkowe i w praktyce bardzo kontrowersyjne. W wielu przypadkach może stanowić podstawę do podważenia legalności takich działań. Jednocześnie spółka znalazła czas na inne działania.
Nowe biura i wielkie inwestycje
Ekosystem wynajął nowe biura w prestiżowym biurowcu. Tymczasem działka, na której znajduje się dotychczasowa siedziba spółki, odgrywa istotną rolę w planowanych inwestycjach deweloperskich w tej części miasta. To jednak nie wszystko. Spółka doprowadziła również do usunięcia stoczni rzecznej z dzierżawionego nabrzeża przy ul. Michalczyka. Teren ten także jest interesujący dla inwestorów planujących nowe projekty. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w tej historii priorytety zostały ustawione w dość osobliwy sposób.
Najdroższe śmieci w Polsce
Najbardziej bolesny wymiar całej sprawy odczuwają mieszkańcy. Wrocław należy dziś do miast z najdroższym systemem gospodarki odpadami w Polsce. Analizy pokazują, że różnice w cenach potrafią być ogromne. Przykład przywołany przez infor.pl jest wymowny. Jedna z firm za kompleksową usługę odbioru i zagospodarowania bioodpadów:
- we Wrocławiu wyceniała tonę na 1310 zł,
- w Chrzanowie – na 746 zł.
Różnica jest gigantyczna. Oznacza to, że mieszkańcy Wrocławia w praktyce finansują dumping cenowy firm śmieciowych w innych miastach.
Zapowiedź podwyżek
W listopadzie ubiegłego roku prezydent Wrocławia Jacek Sutryk zapowiedział w Radiu Rodzina kolejne podwyżki opłat za śmieci. Jednocześnie zapewniał, że nie będą one miały nic wspólnego z działaniami miasta. Trudno jednak nie postawić kilku podstawowych pytań. Jeżeli to nie miasto wskazuje kierunek działania spółki Ekosystem – to kto to robi? Jeżeli to nie mieszkańcy korzystają na obecnym modelu – to kto korzysta?
Po roku chaosu, sądowych porażek, konfliktów z sygnalistami i wizyty służb specjalnych mieszkańcy Wrocławia nadal nie wiedzą, kiedy – i czy w ogóle – system gospodarowania odpadami w ich mieście zacznie działać w sposób przejrzysty, stabilny i uczciwy. Na razie wiadomo jedno. Rachunki za śmieci z pewnością nie będą niższe.
Śmieciowa ośmiornica pod politycznym parasolem? CBA, prokuratura i wrocławska afera śmieciowa.
Od kilku lat wokół systemu gospodarowania odpadami we Wrocławiu narastają pytania o przejrzystość przetargów, powiązania polityczne oraz rolę największych firm śmieciowych. To, co początkowo wyglądało na spór o ceny i organizację systemu, dziś przeradza się w poważną sprawę badana przez służby państwowe. Akcja CBA i zabezpieczenie dokumentów w wielu miejscach pokazują, że w grę mogą wchodzić znacznie poważniejsze mechanizmy niż tylko administracyjna nieudolność.
Początek alarmu: SOS Wrocław i walka o dane
Od 2022 roku ludzie związani z ruchem SOS Wrocław zwracają uwagę na problem z gospodarką odpadami w mieście. Początkowo byliśmy nieliczni, a nasz głos był lekceważony. Zamiast rzeczowej dyskusji pojawiały się ataki, próby zastraszania oraz nasyłanie organów ścigania.
Konsekwentnie wskazywaliśmy, że sytuacja budzi poważne wątpliwości, zwłaszcza że przed opinią publiczną ukrywano kluczowe dane. Gdy po nieudanym przetargu podniesiono mieszkańcom ceny do obecnej, horrendalnej wysokości, zwracaliśmy uwagę na konieczność przebudowy całego systemu oraz na pojawiające się nieprawidłowości.
Na początku ubiegłego roku grupa radnych – z udziałem Piotra Uhle, Jakuba Janasa i Jakuba Nowotarskiego – rozpoczęła kontrolę w związku z opóźnieniem przetargu oraz zamieszaniem kadrowym w spółce Ekosystem. Domagaliśmy się prawdy i dostępu do dokumentów. Najpierw spółka, a później wiceprezydent Młyńczak konsekwentnie odmawiali ich udostępnienia.
Już jako SOS Wrocław zawiadomiliśmy Najwyższą Izbę Kontroli oraz prokuraturę.
Polityka i biznes wokół odpadów
Polityką odpadową szczególnie zainteresowały się dwie polityczki z naszego regionu – Renata Granowska oraz Anna Sobolak.
W przypadku tej pierwszej pojawia się kontekst rodzinny i biznesowy. Jej mąż – poza kontrowersyjną posadą, która przynosiła dochody kosztem instytucji opiekuńczej – był prezesem klubu piłki ręcznej Śląska Wrocław. Na koszulkach tego klubu można było znaleźć logotypy sponsorów, w tym dwóch największych firm zarabiających na wrocławskich śmieciach.
Właścicielem klubu jest spółka oraz stowarzyszenie związane z najbliższym otoczeniem Renaty Granowskiej – małżeństwem Rybczaków. Agnieszka Rybczak jest radną i przewodniczącą Rady Miejskiej Wrocławia. Jej mąż – poza działalnością sportową – do niedawna był wspólnikiem Wojciecha Granowskiego w spółce importującej włoski sprzęt sportowy. Co ciekawe, sprzęt tej marki najprawdopodobniej trafi również do zawodowego Śląska Wrocław w piłce nożnej.
Z kolei Anna Sobolak, posłanka z okolic Wrocławia, była bardzo aktywna w sprawach związanych z branżą odpadową i podejmowała interwencje dotyczące obszarów zainteresowania firm śmieciowych. Jednocześnie jej mąż przez wiele lat pełnił funkcję wiceprezesa miejskiej spółki Ekosystem, która organizuje przetargi na odbiór odpadów we Wrocławiu.
Jak informowała niedawno „Gazeta Wyborcza”, już po zakończeniu pracy w spółce wystawiał faktury jednej z firm, które wygrywają przetargi na odbiór odpadów w mieście. Faktury opiewały na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Pytana o tę sytuację posłanka odpowiadała retorycznie: „To co, cieciem ma być?”.
Presja, zawiadomienia i próby uciszania sprawy
W tym czasie wszyscy zainteresowani twardo trzymali wspólną linię. Spółka zawiadomiła prokuraturę, twierdząc, że radny Piotr Uhle – domagający się dostępu do informacji – utrudnia przetarg.
Sygnalistkę, która informowała o ryzykach w przetargu nie tylko zwolniono z pracy, ale również skierowano wobec niej organy ścigania. Klub Śląsk Wrocław – piłka ręczna – przestał eksponować logotypy spółek śmieciowych, a wielu obserwatorów uznało, że sprawa została wyciszona.
Akcja CBA i początek śledztwa
Tymczasem sprawa eksplodowała miejskim politykom w twarz. Centralne Biuro Antykorupcyjne wraz z Prokuraturą Krajową przeprowadziło szeroko zakrojoną akcję. W ponad dwudziestu lokalizacjach zabezpieczono duże ilości dokumentów oraz nośników danych.
To bardzo poważna operacja. Tego typu działania nie są podejmowane w ciemno. Służby wchodzą w tak szeroką akcję dopiero wtedy, gdy istnieją mocne podstawy i rozbudowana wiedza operacyjna. Zabezpieczone materiały mają teraz zostać uzupełnione o materiał dowodowy.
Kolejne etapy postępowania to przesłuchania, ewentualne zarzuty oraz – w dalszej perspektywie – skierowanie aktu oskarżenia do sądu.
Kto znalazł się w kręgu zainteresowania służb
Z zakresu działań można wnioskować, że dokumenty musiał udostępniać Paweł Karpiński, prezes Ekosystemu, a także największe spółki śmieciowe działające w mieście.
W licznych publikacjach pojawia się również nazwisko posłanki Sobolak wraz z mężem. Z kolei wizyta CBA w klubie Śląsk Wrocław – piłka ręczna – prowadzi do przypuszczeń, że interesy małżeństwa Granowskich oraz Rybczaków także znalazły się pod lupą śledczych.
Mechanizm politycznego parasola
Jak taki układ mógł funkcjonować we Wrocławiu? Jednym z powodów jest fakt, że część wspomnianych osób pełni ważne funkcje polityczne, które dają realny wpływ na funkcjonowanie instytucji publicznych.
Wiceprezydent Renata Granowska – poza silną pozycją w urzędzie – dysponuje również zapleczem w Radzie Miejskiej. Choć sama nie jest radną, wpływ ten realizuje poprzez przewodniczącego klubu radnych Koalicji Obywatelskiej – Roberta Leszczyńskiego.
To on miał być wykonawcą politycznej woli zaplecza ratusza. Wzmocniony pozycją swojej politycznej patronki wykorzystywał wszystkie dostępne metody, by zdyscyplinować radnych wybranych z list Koalicji Obywatelskiej. Dzięki temu władze miasta mogły liczyć na stabilną większość nawet przy najbardziej kontrowersyjnych decyzjach.
W takim układzie spokojni mogli być również ci, którzy zarabiali ogromne pieniądze na wrocławskim systemie gospodarowania odpadami.
Polityczne zależności i stanowiska
Jednak każdemu wiernemu żołnierzowi należy się zapłata. Czy dlatego żona Roberta Leszczyńskiego otrzymała niedawno intratne stanowisko w Starostwie Powiatowym?
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element tej układanki. Starosta powiatu był wcześniej społecznym asystentem posłanki Anny Sobolak – tej samej, której mąż zarabiał duże pieniądze na firmach śmieciowych obsługujących Wrocław, a wcześniej współorganizował przetargi na odbiór odpadów.
Leszczyński nie poszedł w ślady Sobolak i nie zapytał publicznie, czy jego żona „ma być cieciem”. Stwierdził natomiast, że ujawnienie sprawy to próba politycznego ataku na jego osobę.
Przetarg jako złoty interes
Dziś wiemy, że przeciągający się przetarg jest znakomitym interesem dla firm śmieciowych. Zarabiają one ogromne pieniądze na chaosie i nieudolności wrocławskiej administracji.
Skala tej nieudolności jest na tyle spektakularna, że coraz częściej pojawia się pytanie: czy był to jedynie brak kompetencji, czy też celowy sabotaż systemu?
Czy Wrocław stanie się symbolem afery?
Na szczęście wymiar sprawiedliwości zaczął działać, a młyny sprawiedliwości powoli zaczęły mielić. Sprawa nie zakończy się szybko. Należy spodziewać się kolejnych jej etapów i nowych informacji o niepokojących powiązaniach biznesu, polityki i publicznych pieniędzy.
Pojawia się jednak pytanie o skalę problemu. Czy okaże się, że Wrocław – niczym Palermo – stanie się symbolem powiązań o charakterze mafijnym?
Niektórzy z bohaterów tej afery starają się dziś o kierownicze funkcje i wpływy w rządzącej Koalicji Obywatelskiej. Jeśli zdobędą realną władzę w strukturach partii, pojawia się obawa, że „śmieciowa ośmiornica” jeszcze mocniej oplącze miasto.
Odpowiedź na to pytanie poznamy już wkrótce.



