Afera śmieciowa: Drastyczne podwyżki uderzą w mieszkańców
Afera śmieciowa: Drastyczne podwyżki uderzą w mieszkańców
Wrocławianie, łapcie się za portfele. Sutryk i jego kolesie chcą wyciągnąć z nich 90 mln zł rocznie. A to dopiero początek. Podwyżki o 38% jeszcze przed rozstrzygnięciem przetargu na odbiór odpadów. Kolesie, którzy chwilę temu dostali warte setki tysięcy złotych, stworzone dla nich stołki szykują podwyżki, które dla przeciętnej czteroosobowej rodziny mogą sięgnąć prawie 800 zł. Na wyższe koszty życia szykujcie się już od 1 września.
Dziura w budżecie i umowy z wolnej ręki
Po ponad roku nieudolności miasto musi zawrzeć kolejne umowy na odbiór odpadów z wolnej ręki. By to zrobić – musi zabezpieczyć pieniądze w budżecie. Ten pod rządami Jacka Sutryka i jego kolesi zaczął pękać w szwach. Dlatego już w przyszłym tygodniu sięgną do Waszych kieszeni.
W budżecie na ten rok brakło ponad 60 mln zł by podpisać umowy. Połowę tej kwoty wyciągnięto z niewykorzystanej rezerwy na inwestycje – czyli pieniądze, które miały służyć uniezależnieniu się od dyktatu firm śmieciowych. Drugą połowę zamierzają pokryć z olbrzymiej podwyżki opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi.
Awanse i nagrody zamiast odpowiedzialności
Od półtora roku ostrzegamy przed tym scenariuszem. Urzędnicy nie wykorzystali danego im czasu od 2022 roku i doprowadzili do sytuacji, w której jedynym rozwiązaniem jest zwiększenie wysokości opłat. To tym bardziej kompromitujące, że dosłownie w ubiegłym miesiącu bardzo dobrze płatną posadkę otrzymał były wiceprezydent, który jest współodpowiedzialny za obecny chaos – Michał Młyńczak. Nie dość, że na odchodne dostał bardzo wysoką nagrodę liczoną w grubych dziesiątkach tysięcy złotych to został w nagrodę prezesem i dostał bardzo wysoką podwyżkę.
Niewygodne uchwały przepychane pod osłoną wakacji
Wszystkiego tego dowiadujemy się z uchwały, którą chyłkiem pod obrady Rady Miejskiej Wrocławia skierował prezydent. Pominął przy tym Komisję Główną Rady, czym po raz kolejny okazał lekceważenie dla tego organu, który reprezentuje przecież wszystkich mieszkańców Wrocławia. To nie pierwszy przypadek, gdy podwyżki przepychane są z pominięciem zwyczajowego trybu i pod osłoną wakacji. Urzędowi politycy i macherzy uważają bowiem, że sezon ogórkowy osłoni ich machinacje. Naszą rolą jest to, by im się to nie udało.
Budżetowa matematyka, która się nie spina
Przygotowany projekt obnaża również chaos w systemie zagospodarowania odpadami. Otóż zwiększenie planu dochodów budżetu o 30 mln zł w 4 miesiące obowiązywania podwyżki nie pasuje do żadnych oficjalnych danych.
Gdybyśmy bowiem przyjęli, że wszyscy mieszkańcy segregują odpady a podstawą do wyliczenia wysokości dochodów jest liczba mieszkańców zameldowanych (603 000) – otrzymalibyśmy dochody w ciągu 4 miesięcy w wysokości około 38 mln zł. Weźmy jednak poprawkę na około 55 000 mieszkańców objętych Kartą Dużej Rodziny. Dla nich opłata wynosi mniej o 40%. Również po tej poprawce otrzymujemy wzrost dochodów o około 36,5 mln zł. Rocznie mówilibyśmy zatem o kwocie niemal 110 mln zł.
A wiemy przecież, że nie wszyscy mieszkańcy segregują odpady. Wiemy również, że wg. różnych szacunków mieszkańców we Wrocławiu mamy nie 603 000 a niemal 900 000. Dodatkowo musimy pamiętać, że lwią część opłaty za śmieci pokrywają właściciele nieruchomości niezamieszkałych – firmy, urzędy i inne instytucje.
Oznacza to, że we wrocławskim systemie gospodarowania odpadami mamy olbrzymi chaos i dzieje się to mimo wielkich pieniędzy wydawanych na pensje kolesi zarządzającym tym bałaganem. Jak to możliwe, że zamiast uszczelnić system próbuje się przerzucić jego koszty na uczciwie płacących mieszkańców? Dlaczego urzędnicy i kolesie Sutryka idą na łatwiznę kosztem zwykłych Wrocławian? I kto na tym korzysta?
Kto zyskuje na dyktacie śmieciowym? W tle śledztwo CBA
Z pewnością nie tracą na tym firmy śmieciowe, które po raz kolejny bez przetargu otrzymają grube pieniądze. Pieniądze, które w znacznej mierze powinniśmy byli przeznaczyć na zwiększenie niezależności Wrocławia od dyktatu śmieciowego oligopolu poprzez stworzenie własnych kompetencji do zagospodarowania odpadów, np. budowę sortowni czy biogazowni. Zamykamy sobie ścieżkę do tego procesu przez rozwlekłe procedury, nieudolność urzędników oraz prawników reprezentujący Ekosystem oraz gminę a także przejadanie pieniędzy przeznaczonych na inwestycje.
Należy w tym miejscu zadać pytanie czyim interesom służą Sutryk i jego kolesie. Wycierają sobie usta służbą dla mieszkańców. Ale realnie na ich działaniach mieszkańcy tracą a korzystają firmy śmieciowe. Nic dziwnego, że prokuratura i CBA zabezpieczyło w trakcie przeszukania siedziby miejskiej spółki Ekosystem tak olbrzymie ilości dowodów w sprawie wrocławskiej afery śmieciowej.
Koniec uników. Czas na trudne pytania do prezydenta
Dlatego dziś zwracamy się do Jacka Sutryka oraz namaszczonych przez niego kolesi o pilne wyjaśnienia tego skąd taka horrendalna podwyżka.
- Ile osób realnie płaci za odpady?
- Ile z nich segreguje?
- Ile pozyskujemy pieniędzy z nieruchomości niezamieszkałych?
- Ile z nich wyszło z naszego systemu i podpisało bezpośrednio umowy z firmami śmieciowymi, co jest dla tych przedsiębiorstw bardzo korzystne?
- Jaki jest i będzie realny koszt zagospodarowania odpadów na ten rok i na jakich warunkach to zagospodarowanie będzie się odbywało?
- Jakie kroki podjęto, by uchronić mieszkańców przed tak fatalnymi rozwiązaniami?
- Jaką odpowiedzialność wyciągnięto wobec osób, które doprowadziły nas do tego momentu?
Koniec migania się. Czas na odpowiedzi i to jeszcze przed sesją Rady Miejskiej Wrocławia, która już za tydzień.
Referendum nie jest celem samym w sobie. Jak uratować miasto przed kryzysem?
Referendum nie jest celem samym w sobie. Jak uratować miasto przed kryzysem?
Piotr Uhle
Stan naszego miasta z każdym miesiącem pogarsza się na tyle, że wymaga to podjęcia stanowczych działań naprawczych. Zanim jednak po raz trzeci we Wrocławiu narodzi się inicjatywa referendalna, musimy chłodno ocenić sytuację i nasze siły. Bo referendum nie jest celem samym w sobie. To środek do uratowania miasta przed zepsutymi politykami.
SOS Wrocław jest środowiskiem ludzi, których połączyła troska o miasto. Chcemy uratować nasz ukochany Wrocław przed degradacją i pogorszeniem jakości życia mieszkańców. Naszą misją jest odzyskać miasto dla mieszkańców, bo prezydent i Rada Miejska Wrocławia przestali ich reprezentować. Zamiast tego – reprezentują interesy partyjniaków i grup interesu.
Jak władza ignoruje głos mieszkańców
Obywatele mają wiele narzędzi, którymi mogą wpływać na miasto. Mogą się publicznie wypowiadać na absolutoryjnej sesji Rady Miejskiej, mogą domagać się od władz dotrzymywania obietnic, mogą brać udział w konsultacjach społecznych, mogą pisać wnioski i petycje, mogą pisać projekty obywatelskich inicjatyw uchwałodawczych. Mogą głosować w budżecie obywatelskim czy też partycypować w Programie Inicjatyw Lokalnych.
Każda z tych procedur zawiodła. Mieszkańcy na sesji Rady nazywani byli przez ważnego urzędnika pajacami. Słowo dane przez władzę warte jest tyle co nic – pokazała to kpina z konkursów na prezesów i wiceprezesów spółek miejskich. Głosy mieszkańców w konsultacjach społecznych są lekceważone. Wnioski, skargi i petycje – odrzucane jak w przypadku programu Rewitalizacja TERAZ. Obywatelskie inicjatywy uchwałodawcze są odrzucane jak w przypadku uchwały Wrocław przeciw patodeweloperom. Głosowanie w budżecie obywatelskim bada prokuratura, bo głosować miały osoby w wieku ponad 200 lat. A Programem Inicjatyw Lokalnych władza manipuluje, gdy tylko nie chce realizować konkretnej inwestycji.
Z narzędzi demokratycznych pozostaje zatem tylko referendum. Nie jest ono jednak celem samym w sobie. Jest środkiem do osiągnięcia celu. Mamy unikatowe doświadczenia z poprzednich prób oraz sojuszniczych sił samorządowych z innych miast Polski. Aby rozpocząć tego typu działania trzeba dokładnie wsłuchać się w tętno społecznych emocji miasta.
Dlatego nie palimy się by natychmiast i za wszelką cenę rozpoczynać zbiórkę podpisów. Dostrzegamy bardzo poważne powody, by taki proces zorganizować, jednak trzecie podejście ma sens tylko wtedy, gdy będzie miało realne szanse powodzenia.
Poważne błędy i władza, która sama generuje konflikt
Obserwując to, co dzieje się w zarządzaniu miastem, trudno nie zauważyć narastających problemów. Prezydent w Ratuszu realnie pracuje niewiele, a jego zastępcy skupiają się na podróżach po świecie i uprawianiu polityki, zamiast na realnym rozwiązywaniu spraw wrocławian. Działania doraźne nie mogą jednak na dłuższą metę zastępować rzetelnej, codziennej pracy.
Paradoksalnie, to właśnie obecna władza swoimi decyzjami robi najwięcej, by doprowadzić do społecznego buntu. To nie mieszkańcy czy organizacje pozarządowe szukają konfliktu – on jest budowany odgórnie. Przykłady można mnożyć: kontrowersje wokół spalarni, powszechne kolesiostwo, bezwstydne łamanie wyborczych obietnic czy ograniczanie ludziom prawa do wypowiedzi.
Trudno o zaufanie, gdy dochodzi do tak kuriozalnych sytuacji, jak ta, gdy deweloper reprezentował prezydenta przed Radą Miejską. Coraz częściej mamy też do czynienia z retoryką, w której Jacek Sutryk wskazuje "obywateli gorszego sortu", co pogłębia tylko podziały w mieście. I nie pomaga mu w tym ciążący na nim akt oskarżenia za korupcję i oszustwa.
Chłodna kalkulacja: czy mamy siły na referendum?
Stawka jest najwyższa – odzyskanie miasta spod rządów partyjniaków i grup interesu. Zwracamy na to uwagę od dłuższego czasu i rzeczywistość tylko te obserwacje potwierdza – nie tylko w postaci wspomnianego dewelopera ale również szeroko zakrojonej akcji Prokuratury Krajowej i CBA w aferze śmieciowej.
Mimo tych wszystkich uchybień, musimy zadać sobie pytanie: czy to już moment na referendum? Referendum nie jest bowiem celem samym w sobie – jest jedynie narzędziem, i to niezwykle wymagającym do skutecznego wykorzystania.
Znamy realia i wiemy, że kolesiom z magistratu nie podoba się krytyka, dlatego próbują nas i innych aktywistów zastraszać. Wiemy, że rzeczywistość demokracji i wolności jest daleka od ideału. Wiemy, że natychmiast znajdzie się wielu dyspozycyjnych względem władzy menedżerów medialnych. Zrobią wiele, by ruchy obywatelskie zmarginalizować, wyśmiać, sprowadzić na margines. Widzieliśmy to we Wrocławiu, widzieliśmy w Krakowie. Na temat tego ostatniego KRRiTV przygotowała cały raport, nie zostawiając na prorządowych mediach suchej nitki.
Zanim podejmiemy decyzję czy ponownie wyjść na ulice, musimy mieć pewność, że ta akcja nie zakończy się fiaskiem. Uważnie analizujemy sytuację w innych miastach i po wydarzeniach w Krakowie, rozmawiamy o referendum w naszym mieście, ale z dużą dawką ostrożności.
Fundamenty gospodarki miejskiej wymagają naprawy
Sama zmiana na stanowisku prezydenta nie uzdrowi natychmiast miejskich finansów i usług. Kluczowe obszary funkcjonowania Wrocławia wymagają systemowej przebudowy. Zła polityka śmieciowa nie może bezkarnie drenować naszych kieszeni. Skala zaniedbań jest ogromna, o czym świadczy pół miliarda złotych wydane bez przetargu na śmieci i ponad 400 dni paraliżu – sprawa, w której większość Jacka Sutryka w Radzie Miejskiej powiedziała wprost: nie ma czego badać.
Do tego dochodzi polityka kadrowa i finansowa w spółkach miejskich, która coraz bardziej przypomina zamknięty układ. Wszyscy pamiętamy sytuację, w której byli wiceprezydenci dostali przed zwolnieniem olbrzymie nagrody, a chwilę później znaleźli intratne posady w miejskich spółkach, na stanowiskach stworzonych wprost dla nich.
Jednocześnie KO straciła ambicję by sytuację we Wrocławiu radykalnie poprawić – zamiast tego stworzono stanowisko wiceprezesa Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej specjalnie dla Mateusza Jędrachowicza – zausznika partyjnej władzy. Wszyscy ci ludzie będą zarabiali dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie a zwykły mieszkaniec nie będzie miał z tego żadnej korzyści.
To jaskrawy dowód na to, jak bardzo odklejona od problemów zwykłych ludzi jest dzisiejsza elita wrocławska, co widać szczególnie ostro w referendalnym świetle. By to zmienić potrzebujemy pewnego minimum programowego, które odpowie na potrzeby i obserwacje mieszkańców.
Najpierw ogólnomiejska debata
Aby trzecia inicjatywa miała rację bytu, to sami mieszkańcy muszą jednoznacznie wyrazić opinię, że mają dość tej nieudolności i zepsuciu. Decyzja o uruchomieniu procedury musi wynikać z oddolnej, powszechnej potrzeby, a nie z ambicji poszczególnych osób.
Zanim jednak podejmiemy kroki formalne, to, w jaki sposób chcemy obronić sprawy wrocławian, powinno być przedmiotem szerokiej, ogólnomiejskiej debaty. Musimy wypracować wspólną wizję naprawy miasta. Prawdziwym testem naszej dojrzałości będzie odpowiedź na pytanie, czy jako obywatele potrafimy się zjednoczyć i odzyskać nasze miasto z rąk polityków. Dopiero gdy będziemy gotowi na tę debatę i pewni naszych sił, przyjdzie czas na ostateczne decyzje.
I chciałbym aby ten tekst został potraktowany do zaproszenia do takiej debaty.





