Referendum nie jest celem samym w sobie. Jak uratować miasto przed kryzysem?

Piotr Uhle

Stan naszego miasta z każdym miesiącem pogarsza się na tyle, że wymaga to podjęcia stanowczych działań naprawczych. Zanim jednak po raz trzeci we Wrocławiu narodzi się inicjatywa referendalna, musimy chłodno ocenić sytuację i nasze siły. Bo referendum nie jest celem samym w sobie. To środek do uratowania miasta przed zepsutymi politykami.

SOS Wrocław jest środowiskiem ludzi, których połączyła troska o miasto. Chcemy uratować nasz ukochany Wrocław przed degradacją i pogorszeniem jakości życia mieszkańców. Naszą misją jest odzyskać miasto dla mieszkańców, bo prezydent i Rada Miejska Wrocławia przestali ich reprezentować. Zamiast tego – reprezentują interesy partyjniaków i grup interesu.

Jak władza ignoruje głos mieszkańców

Obywatele mają wiele narzędzi, którymi mogą wpływać na miasto. Mogą się publicznie wypowiadać na absolutoryjnej sesji Rady Miejskiej, mogą domagać się od władz dotrzymywania obietnic, mogą brać udział w konsultacjach społecznych, mogą pisać wnioski i petycje, mogą pisać projekty obywatelskich inicjatyw uchwałodawczych. Mogą głosować w budżecie obywatelskim czy też partycypować w Programie Inicjatyw Lokalnych.

Każda z tych procedur zawiodła. Mieszkańcy na sesji Rady nazywani byli przez ważnego urzędnika pajacami. Słowo dane przez władzę warte jest tyle co nic – pokazała to kpina z konkursów na prezesów i wiceprezesów spółek miejskich. Głosy mieszkańców w konsultacjach społecznych są lekceważone. Wnioski, skargi i petycje – odrzucane jak w przypadku programu Rewitalizacja TERAZ. Obywatelskie inicjatywy uchwałodawcze są odrzucane jak w przypadku uchwały Wrocław przeciw patodeweloperom. Głosowanie w budżecie obywatelskim bada prokuratura, bo głosować miały osoby w wieku ponad 200 lat. A Programem Inicjatyw Lokalnych władza manipuluje, gdy tylko nie chce realizować konkretnej inwestycji.

Z narzędzi demokratycznych pozostaje zatem tylko referendum. Nie jest ono jednak celem samym w sobie. Jest środkiem do osiągnięcia celu. Mamy unikatowe doświadczenia z poprzednich prób oraz sojuszniczych sił samorządowych z innych miast Polski. Aby rozpocząć tego typu działania trzeba dokładnie wsłuchać się w tętno społecznych emocji miasta.

Dlatego nie palimy się by natychmiast i za wszelką cenę rozpoczynać zbiórkę podpisów. Dostrzegamy bardzo poważne powody, by taki proces zorganizować, jednak trzecie podejście ma sens tylko wtedy, gdy będzie miało realne szanse powodzenia.

Poważne błędy i władza, która sama generuje konflikt

Obserwując to, co dzieje się w zarządzaniu miastem, trudno nie zauważyć narastających problemów. Prezydent w Ratuszu realnie pracuje niewiele, a jego zastępcy skupiają się na podróżach po świecie i uprawianiu polityki, zamiast na realnym rozwiązywaniu spraw wrocławian. Działania doraźne nie mogą jednak na dłuższą metę zastępować rzetelnej, codziennej pracy.

Paradoksalnie, to właśnie obecna władza swoimi decyzjami robi najwięcej, by doprowadzić do społecznego buntu. To nie mieszkańcy czy organizacje pozarządowe szukają konfliktu – on jest budowany odgórnie. Przykłady można mnożyć: kontrowersje wokół spalarni, powszechne kolesiostwo, bezwstydne łamanie wyborczych obietnic czy ograniczanie ludziom prawa do wypowiedzi.

Trudno o zaufanie, gdy dochodzi do tak kuriozalnych sytuacji, jak ta, gdy deweloper reprezentował prezydenta przed Radą Miejską. Coraz częściej mamy też do czynienia z retoryką, w której Jacek Sutryk wskazuje „obywateli gorszego sortu”, co pogłębia tylko podziały w mieście. I nie pomaga mu w tym ciążący na nim akt oskarżenia za korupcję i oszustwa.

Chłodna kalkulacja: czy mamy siły na referendum?

Stawka jest najwyższa – odzyskanie miasta spod rządów partyjniaków i grup interesu. Zwracamy na to uwagę od dłuższego czasu i rzeczywistość tylko te obserwacje potwierdza – nie tylko w postaci wspomnianego dewelopera ale również szeroko zakrojonej akcji Prokuratury Krajowej i CBA w aferze śmieciowej.

Mimo tych wszystkich uchybień, musimy zadać sobie pytanie: czy to już moment na referendum? Referendum nie jest bowiem celem samym w sobie – jest jedynie narzędziem, i to niezwykle wymagającym do skutecznego wykorzystania.

Znamy realia i wiemy, że kolesiom z magistratu nie podoba się krytyka, dlatego próbują nas i innych aktywistów zastraszać. Wiemy, że rzeczywistość demokracji i wolności jest daleka od ideału. Wiemy, że natychmiast znajdzie się wielu dyspozycyjnych względem władzy menedżerów medialnych. Zrobią wiele, by ruchy obywatelskie zmarginalizować, wyśmiać, sprowadzić na margines. Widzieliśmy to we Wrocławiu, widzieliśmy w Krakowie. Na temat tego ostatniego KRRiTV przygotowała cały raport, nie zostawiając na prorządowych mediach suchej nitki.

Zanim podejmiemy decyzję czy ponownie wyjść na ulice, musimy mieć pewność, że ta akcja nie zakończy się fiaskiem. Uważnie analizujemy sytuację w innych miastach i po wydarzeniach w Krakowie, rozmawiamy o referendum w naszym mieście, ale z dużą dawką ostrożności.

Fundamenty gospodarki miejskiej wymagają naprawy

Sama zmiana na stanowisku prezydenta nie uzdrowi natychmiast miejskich finansów i usług. Kluczowe obszary funkcjonowania Wrocławia wymagają systemowej przebudowy. Zła polityka śmieciowa nie może bezkarnie drenować naszych kieszeni. Skala zaniedbań jest ogromna, o czym świadczy pół miliarda złotych wydane bez przetargu na śmieci i ponad 400 dni paraliżu – sprawa, w której większość Jacka Sutryka w Radzie Miejskiej powiedziała wprost: nie ma czego badać.

Do tego dochodzi polityka kadrowa i finansowa w spółkach miejskich, która coraz bardziej przypomina zamknięty układ. Wszyscy pamiętamy sytuację, w której byli wiceprezydenci dostali przed zwolnieniem olbrzymie nagrody, a chwilę później znaleźli intratne posady w miejskich spółkach, na stanowiskach stworzonych wprost dla nich.

Jednocześnie KO straciła ambicję by sytuację we Wrocławiu radykalnie poprawić – zamiast tego stworzono stanowisko wiceprezesa Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej specjalnie dla Mateusza Jędrachowicza – zausznika partyjnej władzy. Wszyscy ci ludzie będą zarabiali dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie a zwykły mieszkaniec nie będzie miał z tego żadnej korzyści.

To jaskrawy dowód na to, jak bardzo odklejona od problemów zwykłych ludzi jest dzisiejsza elita wrocławska, co widać szczególnie ostro w referendalnym świetle. By to zmienić potrzebujemy pewnego minimum programowego, które odpowie na potrzeby i obserwacje mieszkańców.

Najpierw ogólnomiejska debata

Aby trzecia inicjatywa miała rację bytu, to sami mieszkańcy muszą jednoznacznie wyrazić opinię, że mają dość tej nieudolności i zepsuciu. Decyzja o uruchomieniu procedury musi wynikać z oddolnej, powszechnej potrzeby, a nie z ambicji poszczególnych osób.

Zanim jednak podejmiemy kroki formalne, to, w jaki sposób chcemy obronić sprawy wrocławian, powinno być przedmiotem szerokiej, ogólnomiejskiej debaty. Musimy wypracować wspólną wizję naprawy miasta. Prawdziwym testem naszej dojrzałości będzie odpowiedź na pytanie, czy jako obywatele potrafimy się zjednoczyć i odzyskać nasze miasto z rąk polityków. Dopiero gdy będziemy gotowi na tę debatę i pewni naszych sił, przyjdzie czas na ostateczne decyzje.

I chciałbym aby ten tekst został potraktowany do zaproszenia do takiej debaty.