W sobotnie przedpołudnie, 25 kwietnia 2026 roku, serce modernistycznego kompleksu na Wielkiej Wyspie wypełniło się transparentami i okrzykami sprzeciwu. Mieszkańcy, aktywiści z komitetu SOS Wrocław oraz lokalni radni spotkali się przy bramie dawnych basenów olimpijskich, by zaprotestować przeciwko budowie „pseudoakademika” na terenie historycznego stadionu pływackiego. Choć wyrok NSA z listopada ubiegłego roku przywrócił deweloperowi pozwolenie na budowę, wrocławianie nie zamierzają składać broni, walcząc o spójność urbanistyczną obiektu nagrodzonego w 1932 roku olimpijskim medalem.

Pomnik chciwości i bierności

Uczestnicy zgromadzenia zorganizowanego przez Grupę Inicjatywną Stadion Olimpijski, wyposażeni w transparenty skierowane zarówno do inwestora, jak i do władz miasta, wskazywali na ogromne zagrożenia, jakie niesie ze sobą ta inwestycja. Mowa nie tylko o zniszczeniu zabytkowej tkanki kompleksu, ale także o realnych problemach logistycznych: zablokowaniu korytarzy powietrznych, zagęszczeniu ruchu samochodowego oraz nieuchronnych konfliktach między nowymi lokatorami a organizatorami imprez masowych na Stadionie Olimpijskim. Na wydarzeniu nie zabrakło ludzi SOS Wrocław.

Po organizatorach wydarzenia głos zabrał Piotr Uhle, radny i przewodniczący SOS Wrocław, który w mocnych słowach podsumował obecną sytuację:

Za moimi plecami znajduje się pomnik chciwości dewelopera, który dla zysku jest w stanie rozjechać wszystkie wartości – historię, urbanistykę i spoistość społeczną. To również pomnik nieudolności i bierności instytucji samorządowych i rządowych – nadal nie ma całościowego planu miejscowego chroniącego kompleks olimpijski.

Radny zaapelował również o wzmożoną presję na Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego, licząc na to, że silny sygnał od społeczności lokalnej zmusi instytucje do podjęcia stanowczych kroków.

Walka o tożsamość Wielkiej Wyspy

Dla wielu zgromadzonych, w tym mieszkańców Biskupina i Sępolna, inwestycja na terenie dawnych basenów to przykład „zbrodni na mieście”. Oburzenie budzi nie tylko fakt zabudowy zielonych terenów rekreacyjnych, ale również tryb, w jakim deweloper przeforsował swoje racje. Marek Zalewski, szef Rady Osiedla Biskupin-Sępolno-Bartoszowice-Dąbie, podkreślał wagę społecznej mobilizacji w tym krytycznym momencie:

To co tutaj się dzieje to zbrodnia na mieście. Mieszkańcy muszą dowiedzieć się co tu się dzieje, by sprzeciw nie ruszył dopiero gdy deweloper postawi ściany i dach nowej inwestycji. A sprzeciw będzie znaczny, nie mam w tym zakresie wątpliwości.

Zalewski zaznaczył, że teren ten został zaprojektowany jako spójna całość z głębokim szacunkiem do przyrody, a dzisiejsza ekspansja deweloperska bezpowrotnie niszczy to unikatowe dziedzictwo.

Spacer śladami utraconego dziedzictwa

Po części oficjalnej i manifestacji pod płotem budowy, uczestnicy protestu ruszyli na spacer historyczny po zabytkowym kompleksie, który poprowadziła Aśka Grzelczyk. Spacerowicze mogli na własne oczy zobaczyć skalę zmian i poczuć klimat miejsca, które przez dekady służyło wszystkim wrocławianom jako przestrzeń wypoczynku i sportu.

Dla organizatorów z SOS Wrocław sobotnie wydarzenie to kolejny etap dziesięcioletniej batalii. Mimo że koparki ruszyły już z kopyta, aktywiści wierzą, że sprawczość wspólnoty sąsiadów zdoła jeszcze uratować Tereny Olimpijskie przed całkowitym zabetonowaniem. Pytanie postawione podczas protestu pozostaje otwarte: czy władze dla Wrocławia wybierą publiczne tereny rekreacyjne, czy ulegną deweloperskiej ekspansji na zabytkowym, zielonym obszarze?