Pod osłoną miesięcy urlopowych Donald Tusk przeprowadził przegrupowanie w swoim gabinecie by przygotować się do konfrontacji z formacjami opozycyjnymi. Zanim jednak marsza niczym preludium do bitwy wybiją wojenne werble – przyjrzyjmy się skutkom, które przeprowadzone zmiany dotkną Wrocław i Dolny Śląsk.
Jaros zostaje i lekko poszerza kompetencje w nowym megaresorcie

Od dłuższego czasu szerzyły się plotki o rychłej śmierci rządowej kariery Michała Jarosa. Środowiska bliskie wrocławskiemu ratuszowi sugerowały, że jego pozycja jest poważnie zagrożona i wraz z likwidacją Ministerstwa Rozwoju i Technologii zlikwidowany może zostać również wiceminister Jaros.
Konsekwencje tej likwidacji miały być dalekosiężne i przekładać się na przyszłość wewnętrznej rozgrywki w partii Donalda Tuska, dziś pogrążonej głębokim kryzysem wynikającym z uciekającego niczym powietrze z przebitego balona poparcia. Otóż Jaros miał być pozbawiony funkcji, jego licznie obsadzający spółki skarbu państwa i samorządu poplecznicy – publicznie wychłostani, poddani upokorzeniu i skierowani w niebyt a samorządowcy z jego rekomendacji – zmarginalizowani i wycinani z list w nadchodzących wyborach.
Tymczasem stało się inaczej. Jaros, choć o jego dokonaniach jako wiceministra mieszkańcy Wrocławia mogą mieć wiedzę w najlepszym wypadku ograniczoną, przechodzi do wzmocnionego turboministerstwa. To oznacza bliższy kontakt z otoczeniem Donalda Tuska, rozszerzoną odpowiedzialność i portfel kompetencji.
Na wieść o braku odwołania Jarosa z pewnością wiele butelek z szampanem zostało włożonych z powrotem do lodówki. Ale tam nadal się chłodzą i czekają na swój czas, bo lider najsilniejszej w regionie formacji politycznej pozwala poniżać swój zarząd wojewódzki miejskim radnym z Wrocławia związanym z Renatą Granowską. Ci bowiem – podobnie jak ich polityczna patronka – nie stawili się na wezwanie ciał statutowych własnej partii. Ta demonstracja lekceważenia to policzek wymierzony w otoczenie Jarosa i test dla jego ludzi – czy wobec tak ewidentnej prowokacji zostaną wymierzone konsekwencje?
Z pewnością defensywna postawa platformersów od Jarosa to woda na młyn i nadzieja po stronie jego przeciwników. A bardzo jej potrzebują, bo stronnicy Granowskiej i Szełemeja są dziś w głębokiej defensywie a rekonstrukcja zebrała obfite żniwo wśród wrogów Jarosa. Otoczenie prezydenta Wałbrzycha w grze o rekonstrukcję przegrywa 0:3.

Nieoczywisty przegrany: Roman Szełemej
Roman Szełemej po raz kolejny nie został ministrem zdrowia. Platformiane wróbelki próbują lansować przesłanie, że po raz kolejny wybrał Wałbrzych nad ministerialne stanowisko. Prawda jest taka, że po raz kolejny musi obejść się smakiem i pogłębia się jego marginalizacja w partii. Niegdyś obdarzony darem dostępu do ucha Donalda Tuska, dziś – nawet jego polityczny patron, czyli Tomasz Siemoniak, od tego ucha się oddala.
Czy ma na to wpływ fakt, że to właśnie Szełemej rekomendował Tuskowi poparcie Jacka Sutryka? A może to problemy z prokuratorskim śledztwem w sprawie wyprowadzenia z budowy wałbrzyskiej Starej Kopalni 17 mln zł przez zorganizowaną grupę przestępczą? A może zataczająca coraz szersze kręgi aferę, w której prokurator stawia zarzuty za ustawianie przetargów na wałbrzyskie śmieci?

Tomasz Siemoniak schodzi ze świecznika w atmosferze porażki
Były już szef MSWiA i poseł ziemi wałbrzyskiej traci wpływy po kompromitujących go wydarzeniach na zachodniej granicy. Niewystarczająca reakcja na aroganckie zachowanie niemieckich służb, znacznie spóźniona reakcja w postaci przywrócenia kontroli na granicach oraz oddanie inicjatywy w tworzeniu przebiegu zdarzeń Ruchowi Obrony Granic Roberta Bąkiewicza to tylko niektóre z problemów Siemoniaka, z którymi będzie musiał sobie radzić w nowej roli.
Jego pozycja przy Donaldzie Tusku jest zbyt mocna, by pozbawić go funkcji, dlatego pozostanie koordynatorem służb specjalnych. To silna pozycja, jednak pozostawiająca dużo mniej narzędzi do budowania pozycji politycznej, wpływania na dolnośląskie wydarzenia oraz wspieranie intryg tworzonych przez środowisko prezydenta Wałbrzycha.
Szełemej przegrywa po raz trzeci: Bielawska poza rządem
Polityczka KO była wymieniana jako potencjalna kandydatka do ministerialnego awansu na wiceszefową resortu edukacji. Posłanka Sylwia Bielawska to bliska współpracowniczka Szełemeja, w latach 2018-2023 była jego zastępczynią.
Polityczki Polski 2050 oraz KO były wymieniane jako potencjalne kandydatki do ministerialnych awansów – na szefową resortu kultury oraz wiceszefową Ministerstwa Edukacji. Leo miała odmówić Tuskowi objęcia funkcji i zasłaniała się sytuacją rodzinną, ale brak awansu dla Bielawskiej to kolejny policzek wymierzony w środowisko Romana Szełemeja. To trzecia porażka prezydenta Wałbrzycha w grze o rekonstrukcję rządu i wyznacznik siły politycznej jego stronników w Platformie Obywatelskiej.
Czy stanowisko straci wojewoda Anna Żabska?

Na stanowiska szefa MSWiA wraca Marcin Kierwiński. W PO mówi się, że jest niezadowolony ze stylu pełnienia funkcji przez wojewodę Annę Żabską, szczególnie jej kontrowersyjnych decyzji kadrowych w obsadzaniu rad społecznych placówek służby zdrowia. Zamiast specjalistów obsadzać miała osoby związane z PiS oraz obecną wiceprezydent Wrocławia, Renatą Granowską.
Kierwiński – jak głosi obiegowa opinia – cenił sobie współpracę z Maciejem Awiżeniem, poprzednikiem Żabskiej na stanowisku Wojewody Dolnośląskiego. Szef MSW ma świadomość, że jego kariera wisiała na włosku, gdy okazało się, że gminy nie otrzymały na czas środków na przeciwdziałanie skutkom powodzi. Awiżeń zasłonił przełożonego własnym ciałem i choć nie zawinił – oddał stanowisko z klasą, bez zbędnego w tamtym momencie zamieszania. Marcin Kierwiński jako zaprawiony działacz struktur Platformy potrafi docenić takie gesty. Zupełnie niepodobne do obecnego rozgrywania za pomocą urzędu wojewody wewnętrznych wojenek w PO, które dziś zamiast lać oliwę na spienione partyjne fale – dolewają jej do ognia.
Lojalny Piotr Borys uratował stołek
Polityk z Lubina zostaje na stanowisku wiceministra sportu, choć wsławił się tylko przygotowaniem alibi dla Renaty Granowskiej, gdy ta uciekała przed sądem koleżeńskim.
To element strategii, którą stosują w Warszawie politycy PO – Panu Bogu świeczkę, a diabłu – ogarek. W ten sposób znacznie skurczone i zmarginalizowane środowisko Grzegorza Schetyny w PO otrzymało sygnał, że jeszcze może być w partii do czegoś potrzebne.
Kropiwnicki zostaje, ale bez wpływu KGHM?

Robert Kropiwnicki zostaje mimo olbrzymich problemów wizerunkowych oraz systematycznych ataków przeprowadzanych na jego majątek i jego powiązania z prezydentem Legnicy, Maciejem Kupajem. Prezydent Legnicy poza ostatnimi kontrowersjami wokół blokowania przywrócenia połączenia kolejowego ze Złotoryją w ostatnich miesiącach był oskarżany przez media o sprzyjanie politykom i biznesmenom od lat związanych z tzw. księstwem lubińskim, czyli miedziowym gigantem – KGHM.
Wielu nazwałoby jednak to zwycięstwo pyrrusowym. Dlaczego? Bo wiele wskazuje na to, że spod nadzoru Ministerstwa Aktywów Państwowych pod skrzydła KPRM przenosi się nadzór nad szeregiem kluczowych i strategicznych spółek Skarbu Państwa. Czy z KGHM-em i PGE na czele? Dowiemy się niebawem a konsekwencje tych decyzji będą dla regionu znaczące, bo wspomniane spółki to najwięksi państwowi gracze na dolnośląskim rynku.
Rekonstrukcja na Dolnym Śląsku bez trzęsienia ziemi. Kto na nią liczył?
Dokonane przez Donalda Tuska zmiany świadczą jednak przede wszystkim o krótkiej ławce nieskompromitowanych, posiadających zdolność do podejmowania realnej pracy i lojalnych względem lidera PO polityków. Na Dolnym Śląsku obyło się bez trzęsienia ziemi, które zapowiadały środowiska związane z prezydentem Jackiem Sutrykiem. Nie dziwota, że stronnicy królewicza na włościach wrocławskich szukają nadziei w cudzych potknięciach. Z pewnością trudno jest odnaleźć im ją we własnych sukcesach bo tych szukać trzeba ze świecą.
/red. soswroclaw.pl/