Hotel zamiast sąsiada. Dlaczego Wrocław oddał nasze centrum inwestorom z Airbnb? 

Wrocław przegrywa walkę o swoją przyszłość, stając się miastem drugiego wyboru, które bezpowrotnie traci kapitał ludzki na rzecz Warszawy a i względem innych metropolii przestaje być aż tak konkurencyjny. Dlaczego tak się dzieje? Bo Wrocław przestał być miastem do życia. Stał się placem zabaw dla turystów i maszynką do robienia pieniędzy dla rentierów.

Walizki jeżdżą na kółkach a młodzi wyjeżdżają z miasta

Znasz ten dźwięk. Plastikowe kółka walizki na schodach kamienicy o 23, o 2 w nocy, o 6 rano. Nie wiesz, kto mieszka za ścianą, bo nikt tam nie mieszka. Dziś wesele z Londynu, jutro wieczór kawalerski, pojutrze nikt. Sąsiad z naprzeciwka, który znał twoje imię i pilnował klucza, dawno się wyprowadził.

Wrocław się starzeje. Według Wrocławskiej Diagnozy Społecznej 2025 już 38,1% mieszkańców ma co najmniej 55 lat. Młodzi, którzy kończą tu uczelnie i chcieliby zostać, szukają mieszkania na rynku, na którym tanio nie było i nie jest. Najem krótkoterminowy nie jest jedyną przyczyną tego stanu rzeczy. Ale to jedna z tych, na które mamy realny wpływ. Skutek? Młodzi dorośli, zamiast zapuszczać tu korzenie, zderzają się z murem absurdalnych kosztów życia i pakują walizki. 

Kogo stać jeszcze na życie we Wrocławiu?

Wyobraź sobie, że kończysz wrocławską uczelnię i chcesz tu zostać. Zderzenie z rynkiem mieszkaniowym jest natychmiastowe: za wynajem zwykłej kawalerki, nierzadko zlokalizowanej na peryferiach, musisz oddać połowę swojej ciężko zarobionej pensji. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku rodzin. Aż 53,5% wrocławskich gospodarstw domowych ugina się pod ciężarem rat kredytów i pożyczek. 

Ekonomiczna pętla zaciska się na szyjach najsłabszych – w niemal co piątej wrocławskiej rodzinie (19,6%) brakuje pieniędzy na szkolne podręczniki, a blisko 36% nie stać na to, by wysłać dziecko na wakacje. Presja ekonomiczna niszczy zdrowie psychiczne najmłodszych, u których coraz częściej diagnozuje się objawy izolacji i depresji. W tym samym czasie, zaledwie kilka kilometrów dalej, tysiące mieszkań w centrum stoi pustych w środku tygodnia, czekając na weekendowych gości.

Dlaczego stoją puste? Zwykłych młodych rodzin na nie po prostu nie stać. Amerykańskie badanie z 2018 r. (Barron, Kung, Proserpio) wykazało, że podwojenie liczby ofert podnosi na rynku najmu krótkoterminowego czynsze średnio o ok. 1,8%, a ceny mieszkań o ok. 2,6%. W najpopularniejszych turystycznie rejonach efekt jest wyraźnie większy. 

Gdzie są ci mieszkańcy?

Wystarczy przejść się po Ołbinie, Śródmieściu, Starym Mieście czy okolicach placu Grunwaldzkiego. Kiedyś tętniące życiem osiedla, dziś coraz częściej przypominają komercyjne dekoracje dla mieszkańców, którzy – choć żyją tam całe życie – czują się na miejscu coraz bardziej obco. 

Coraz wyraźniejsze dla tych osiedli zjawisko turystyfikacji i szczególnie bolesne starzenie się społeczeństwa dosłownie wysysa z centrum życie. Zwykłe mieszkania w kamienicach są setkami przekształcane w patohotele, które pełnią tę funkcję bez pełnego opodatkowania, unikając ciężarów funkcjonowania na rynku. 

Efekt jest niszczycielski: stali mieszkańcy, nierzadko ci ubożsi, są systematycznie i bezwzględnie wypychani z centrum na obrzeża i poza miasto. Jeżeli nie wprost to przy wymianie pokoleniowej – dziedziczone mieszkania trafiają na rynek, flipowanie i patohotelarstwo krótkoterminowe. Zamiast sąsiada z naprzeciwka, masz w klatce schodowej niekończącą się paradę obcych ludzi z walizkami na kółkach.

Odzyskajmy kontrolę nad rynkiem mieszkaniowym

Czas powiedzieć wprost: koniec z tą wolną amerykanką. Mieszkania muszą służyć do mieszkania, a nie do generowania zysków jako nieopodatkowane hotele – choć żyjemy w takich czasach, że może to zabrzmieć niczym kontrowersyjna teza. Domagajmy się od prezydenta i władz miasta podjęcia radykalnych kroków prawno-podatkowych, które doprowadzą do wyraźnego rozdzielenia funkcji mieszkaniowej od hotelowej. Najem krótkoterminowy to pełnoprawna działalność gospodarczą i jako taka musi zostać obłożony odpowiednimi, znacznie wyższymi stawkami podatku od nieruchomości.

Gdy tylko Senat przyjmie, a prezydent RP podpisze ustawę o najmie krótkoterminowym – musimy we Wrocławiu rozpocząć debatę o granicach strefy wolnej od patohoteli w dawnych mieszkaniach. Strefę wyznaczy rada miasta, ale wnioskować o to może wyłącznie prezydent miasta. We wniosku zaś wyznaczać będzie granice takiej strefy. Zanim zostanie popełniony błąd pod dyktando lobby airbnb – siądźmy do realnej, obywatelskiej debaty. Wyciągnijmy wnioski z danych o tym w jakim tempie wyludniania się centrum miasta.

Nie musimy przy tym wyważać otwartych drzwi. Wystarczy spojrzeć na Berlin czy Barcelonę – miasta, które zrozumiały, że bez twardych regulacji czeka je zapaść demograficzna. Z sukcesem wprowadzono lub wprowadza się tam system ścisłych licencji oraz podwyższone opłaty dla właścicieli lokali na wynajem krótkoterminowy, skutecznie ucinając patologie tego rynku.

Albo zaczniemy działać dziś albo przegramy przyszłość miasta

Cel tych działań jest jasny i mierzalny: stymulowanie powrotu tysięcy lokali na rynek najmu długoterminowego. Tylko natychmiastowe zwiększenie podaży w ten sposób realnie obniży ceny i ulży portfelom stałych mieszkańców. Wrocław nie stanie się konkurencyjną metropolią wyłącznie dzięki kolejnym festiwalom czy kampaniom promocyjnym – potrzebuje inwestycji w przewidywalne, bezpieczne środowisko do życia. Czas odzyskać wrocławskie centrum dla Wrocławian. Zanim zostaną w nim już tylko turyści i inwestorzy.