Jak czarował rzeczywistość prezes Ekosystemu – sprawdzamy fakty

Paweł Karpiński, prezes spółki Ekosystem, udzielił dziś wywiadu, w którym tłumaczył, dlaczego od ponad roku Wrocław nie może rozstrzygnąć przetargu na odbiór śmieci. Przeanalizowaliśmy jego słowa. Część twierdzeń jest zasadna. Część jest niepełna lub wprost myląca. A jedno zdanie – o kompetencjach – brzmi wyjątkowo ironicznie w kontekście tego, co wiemy o wynikach spółki w sądach.

„Krytykują nas ludzie, którzy nie znają się na prawie zamówień publicznych”

To cytat z wywiadu. Prezes odniósł się do internetowej krytyki, sugerując, że pochodzi ona od osób niemających pojęcia o realiach przetargów publicznych. Zatrzymajmy się tutaj na chwilę.

Spółka Ekosystem prowadziła przetarg wartości ponad miliarda złotych. W jego toku przegrała szereg spraw przed Krajową Izbą Odwoławczą i sądami powszechnymi. W jednej z kluczowych spraw sądowych – dotyczącej odpowiedzialności za nieosiągnięcie poziomów recyklingu – Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok, w którym stwierdził wprost:

„Uzasadnienie skargi nie zawiera rozwinięcia tegoż zakresu zaskarżenia. Także na rozprawie skarżący w tej kwestii nie przedstawił swojego stanowiska. Sąd obowiązany jest do równego traktowania stron postępowania i nie może wyręczać pełnomocnika w prawidłowym formułowaniu zarzutów i uzasadnienia tychże w skardze.” (wyrok XXIII Zs 101/25, 15 października 2025 r.)

Innymi słowy: prawnicy Ekosystemu pojawili się na sali sądowej i nie przedstawili argumentów. Sąd nie mógł zastąpić profesjonalnego pełnomocnika. Sprawa została przegrana przez zaniedbanie. To nie jest kwestia trudnych przepisów – to błąd wykonawczy.

Podobnie przy próbie unieważnienia przetargu: KIO zakwestionowała decyzję spółki, wskazując, że nie uprawdopodobniła ona zdarzeń stanowiących podstawę unieważnienia, a według doniesień do Izby ponownie nie dostarczono wszystkich wymaganych dokumentów.

Pytanie, które warto zadać głośno: skoro kompetencja prawna miałaby być barierą dla oceny działań spółki – to jak ocenić samą spółkę w świetle tych wyroków?

„Poprzedni przetarg też trwał ponad rok i też był unieważniony”

Prezes Karpiński przywołał przetarg z 2023 roku jako precedens świadczący o tym, że długie postępowania to norma.

To twierdzenie jest prawdziwe – ale jednocześnie jest mistrzowskim przykładem selektywnej pamięci.

Tamten przetarg unieważniono z konkretnego powodu: oferty złożone przez firmy były zbyt drogie. Procedura zatem dotarła przynajmniej do etapu, w którym firmy złożyły oferty. Można je było ocenić. Można było podjąć decyzję.

Obecny przetarg nie dotarł nawet do tego punktu. Ekosystem przez ponad 400 dni nie był w stanie doprowadzić do ogłoszenia jednolitej specyfikacji warunków zamówienia (SWZ). Oferty nie zostały złożone. Nie zostały otwarte. Nie było czego porównywać.

Porównanie obu postępowań przez prezesa sugeruje, że historia się powtarza i że to normalne. W rzeczywistości obecna sytuacja jest gorsza – nie o stopień, lecz o jakość. Wcześniej przetarg był długi. Teraz przetarg jest zablokowany na etapie, który poprzednio nie sprawiał problemów.

„Nie straciliśmy ani jednego miesiąca”

To zdanie z wywiadu zasługuje na szczególną uwagę – bo jest nie tylko nieprawdziwe, ale wręcz odwrotne do tego, co dokumentują fakty. I to na wielu poziomach jednocześnie.

Zwłoka po wyroku KIO. Ekosystem unieważnił prowadzone postępowania przetargowe. Wykonawcy zaskarżyli tę decyzję. KIO wyrokiem z 9 marca 2026 r. uznała unieważnienie za podjęte z rażącym naruszeniem prawa i nakazała jego uchylenie oraz kontynuowanie postępowań. Było to orzeczenie jednoznaczne – nie pole do interpretacji, lecz nakaz. Wykonanie tego wyroku zajęło spółce ponad miesiąc.

Wyrok o danych mieszkańców – pół roku w szufladzie. To nie jedyna sprawa przed KIO, którą spółka zlekcważyła. We wrześniu 2025 r. Izba orzekła przeciwko Ekosystemowi w sprawie dotyczącej przekazywania firmom śmieciowym danych właścicieli nieruchomości. Pełnomocnicy spółki nie byli w stanie wykazać przed KIO, że interesy mieszkańców są właściwie chronione – i zarząd po prostu odpuścił odwołanie. Konsekwencja? Zamiast naprawić problem proceduralnie, spółka zaproponowała zaskakujące wyjście: uchwałę Rady Miejskiej, która zobligowałaby mieszkańców do podawania imienia, nazwiska, numeru telefonu i adresu e-mail pod rygorem grzywny do 5000 zł. Projekt trafił pod obrady w kwietniu 2026 r. – czyli ponad pół roku po wyroku. Eksperci wskazują, że proponowane przepisy wykraczają poza delegację ustawową i są niezgodne z RODO. Wyrok zapadł we wrześniu. Reakcja: sześć miesięcy milczenia, a potem nielegalny projekt uchwały.

Odwołanie Alby – i tak nie ma specyfikacji. Prezes w wywiadzie sugeruje, że to odwołanie złożone przez firmę Alba blokuje przetarg. To prawda – odwołanie formalnie wstrzymuje postępowanie. Ale jest w tym pewien szczegół. Gdyby Alba jutro wycofała swoje odwołanie, otwarcie ofert i tak by się nie odbyło. Dlaczego? Bo Ekosystem do dziś nie dysponuje ostateczną, gotową specyfikacją warunków zamówienia (SWZ). A gdy tylko taka specyfikacja powstanie – wykonawcy będą mogli złożyć do niej kolejne odwołania. Odwołanie Alby jest więc wygodnym ekranem, za którym kryje się znacznie bardziej fundamentalny problem: spółka nie skończyła roboty, którą powinna była skończyć dawno temu.

Historia, którą warto zobaczyć całą. Żeby w pełni zrozumieć, co kryje się za słowami „nie straciliśmy ani jednego miesiąca”, warto spojrzeć na historię wrocławskich przetargów śmieciowych:

Ogłoszenie Złożenie ofert Wynik
04.03.2013 07.05.2013 Wybór wykonawcy 17.05.2013
15.04.2016 08.06.2016 Wybór wykonawcy 21.06.2016
03.03.2020 03.09.2020 Wybór wykonawcy 15.09.2020 (pandemia, KIO się zamknęło)
12.04.2022 13.07.2022 Przetarg unieważniony
06.09.2022 20.01.2023 Przetarg unieważniony (zbyt drogie oferty)
14.06.2023 21.08.2023 Wybór wykonawcy 01.09.2023
03.2025 Po ponad 400 dniach: brak ofert, brak SWZ

Tak – zawsze były odwołania i pytania do specyfikacji. Tak jak wszędzie w Polsce przy przetargach tej skali. Ale jak widać z tabeli, nawet w czasie pandemii, gdy KIO dosłownie się zamknęło, Wrocław potrafił przeprowadzić przetarg od ogłoszenia do wyboru wykonawcy w sześć miesięcy. Obecne postępowanie po ponad 400 dniach nie dotarło nawet do złożenia ofert. To nie jest norma. To jest osobna kategoria porażki.

Żadnego miesiąca nie stracono. Pół miliarda złotych – wydano z wolnej ręki. Miesiąc zwłoki po wyroku KIO nakazującym działanie stracono. Sześć miesięcy bezczynności po wyroku w sprawie danych mieszkańców – też.

„Brakuje nam własnych instalacji, żeby ustabilizować rynek”

To jest jeden z nielicznych momentów wywiadu, w którym Karpiński mówi coś zasadniczo prawdziwego. Brak własnej infrastruktury przetwarzania odpadów rzeczywiście pozbawia miasto narzędzi do negocjowania cen i uniezależnienia się od oligopolu firm śmieciowych.

Ale jest pytanie, które w wywiadzie nie padło: kiedy to się miało zacząć zmieniać?

Przywołajmy przykład z innego polskiego miasta. Bydgoska komunalna spółka ProNatura podpisała umowę z NFOŚiGW na dofinansowanie budowy nowoczesnej sortowni w maju 2020 roku – w środku pandemii COVID-19. Mimo przesunięć spowodowanych covidem i wojną w Ukrainie, sortownia została odebrana zgodnie z planem pod koniec grudnia 2023 roku. Całość zajęła 3,5 roku. Koszt: 89 mln zł netto, z czego ponad 41 mln zł pokrył NFOŚiGW. Efekt: jedna z najnowocześniejszych linii sortowniczych w Polsce, osiągająca 90% skuteczności odzysku poszczególnych frakcji.

Wróćmy do Wrocławia. Kiedy skończyła się ta historia? Poprzednie przetargi Ekosystemu unieważniono z powodu zbyt wysokich cen na przełomie lat 2022–2023. Każdy rozsądny zarząd spółki komunalnej powinien był w tamtym momencie wyciągnąć jeden oczywisty wniosek: jesteśmy zakładnikami rynku, bo nie mamy własnych instalacji. Trzeba to zmienić.

Gdyby Ekosystem w 2022 roku podjął decyzję o inwestycji w sortownię, dziś moglibyśmy ją otwierać. Bydgoszcz pokazała, że 3,5 roku wystarczy. Pandemia nie przeszkodziła. Wola wystarczy. O ile poprawilibyśmy nasze wyniki sortowania odpadów? Zależnie od przepustowości – nawet o 5-6 punktów procentowych, co oznacza zmniejszenie kar za przekroczenie norm selektywnej zbiórki odpadów o grube miliony złotych.

Zamiast tego: kolejny przetarg, kolejne problemy, kolejne umowy z wolnej ręki. I dopiero teraz, po 411 dniach chaosu, prezes informuje, że powołano „zespół z naukowcami z Politechniki Wrocławskiej”, który ma przeanalizować sytuację i wydać rekomendacje.

Analiza zamiast działania. Raport zamiast instalacji. W Bydgoszczy w tym czasie śmieci już się sortują.

„56% recyklingu nie osiągniemy”

To zdanie pada w wywiadzie niemal mimochodem, bez komentarza. Ale jego konsekwencje są poważne.

Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł prawomocnie, że odpowiedzialność za nieosiągnięcie ustawowych poziomów recyklingu spoczywa na mieście – nie na wykonawcach. Miasto nie może przerzucić kar na firmy. Uznano, że wykonawcy nie mają realnego wpływu na to, jak mieszkańcy segregują odpady u źródła.

„Nie możemy obciążać wykonawców poziomami recyklingu” – kolejna zasłona dymna

W narracji prezesa Karpińskiego wyrok zakazujący przerzucania na firmy obowiązku osiągania poziomów recyklingu brzmi jak wyrok ostateczny. Sugestia jest prosta: prawo związało nam ręce, nic nie dało się zrobić. Sprawdziliśmy – to kolejna półprawda, która ma przykryć brak procesowej skuteczności spółki.

Wyroki nie są absolutne. Poglądy prawne, na które powołuje się Ekosystem, nie mają charakteru dogmatu. Orzecznictwo wskazuje wyraźnie: odpowiedzialność wykonawcy zależy od tego, jak precyzyjnie skonstruowano specyfikację (SWZ) i jakich argumentów zamawiający użył przed sądem, by bronić swoich zapisów. Innymi słowy – to nie prawo jest „złe”, to argumentacja spółki mogła być zbyt słaba, by przekonać sędziów.

Inne gminy nadal to robią. Podczas gdy we Wrocławiu ogłasza się niemożność, w wielu innych gminach wykonawcy wciąż są rozliczani z poziomów odzysku odpadów. Co więcej, istnieją wyroki potwierdzające taką praktykę, wydane już po głośnym orzeczeniu wrocławskim.

  • Przykład? Wyrok KIO z 9 stycznia 2026 r. (sygn. KIO 5301/25).

Izba potwierdziła w nim, że odpowiedzialność wykonawcy jest możliwa do utrzymania, o ile zamawiający potrafi ją profesjonalnie uzasadnić.

Zaniechanie zamiast walki. Dla mieszkańców Wrocławia można było wywalczyć znacznie bezpieczniejszy układ – choćby podział odpowiedzialności za kary finansowe między miasto a firmy. Taki „bezpiecznik” chroniłby portfele wrocławian przed milionowymi karami, które teraz w całości spadną na budżet miasta.

Spółka Ekosystem jednak nie podjęła w tym zakresie skutecznej walki. Wybrano najprostszą drogę: kapitulację przed roszczeniami firm i przerzucenie całego ryzyka na mieszkańców. Kolejny raz okazuje się, że to nie przepisy są barierą, ale brak determinacji i kompetencji w ich egzekwowaniu.

Kary za nieosiągnięcie poziomu 56% recyklingu zostaną opłącone z konta Wrocławia. Prezes nie wie, ile wyniosą – nie szacował. Wiemy natomiast, że przy skali wrocławskiego systemu mowa będzie o dziesiątkach milionów złotych. Ci, którzy za to zapłacą, nie mają nic wspólnego z przetargami, odwołaniami ani KIO. To mieszkańcy, ale nie w rachunkach za śmieci, bo to nielegalne. Zapłacimy za to z budżetu miasta – kosztem szkół, dróg i parków.

Prezes mistrzem zasłony dymnej ale kosztem rzetelnej informacji dla mieszkańców

Prezes Karpiński w wywiadzie jest sprawny retorycznie. Mówi o systemowych ograniczeniach – i w dużej mierze ma rację. Ale retoryka ta służy temu, by uwaga skupiała się na przepisach i firmach odwoławczych, a nie na tym, co spółka robiła lub czego nie robiła przez ostatnie lata.

Mamy ponad 400 dni bez rozstrzygnięcia. Mamy pół miliarda złotych wydane bez przetargu. Mamy przegrane sprawy sądowe z powodu błędów własnych prawników. Mamy brak jakichkolwiek działań inwestycyjnych, mimo że inne miasta – w czasie pandemii – budowały nowoczesną infrastrukturę. Mamy CBA w ponad 20 lokalizacjach.

I mamy prezesa, który wyjaśnia, że krytykują go ludzie niekompetentni.

Mieszkańcy Wrocławia zasługują na więcej niż wyjaśnienia. Zasługują na wyniki.