Polityczna przepaść pokolenia Z. Kiedy on i ona żyją na różnych planetach

Dwie trzecie Polaków poniżej trzydziestki nie żyje w relacji, z której mogłyby urodzić się dzieci. W poprzednich tekstach cyklu pisaliśmy o tym, jak państwo zawiodło w kwestii mieszkań, rynku pracy i edukacji, oraz jak zmieniły się kulturowe normy dotyczące rodzicielstwa. Teraz czas na wątek, o którym publicystyka demograficzna mówi jakby mniej chętnie: rosnąca polityczna przepaść między młodymi kobietami a młodymi mężczyznami. Przepaść, która sprawia, że coraz trudniej uformować parę – a bez pary nie ma dzieci. Współczynnik dzietności w Polsce wynosi 1,068. Czas zobaczyć, co za tym stoi.

Przepaść, której nie widać w GUS-ie

Sondaż YouGov na zlecenie Fundacji TUI, przeprowadzony w 2025 roku na 6,7 tys. osób z siedmiu krajów europejskich, przynosi niepokojący obraz: tylko 38% młodych Polaków uważa, że demokracja w Polsce funkcjonuje dobrze. Ale za tym odczytem zbiorczym kryje się zjawisko, które sondaże rzadko pokazują z podziałem na płeć: młode Polki i młodzi Polacy nie tylko inaczej oceniają bieżącą sytuację – coraz częściej żyją w odrębnych politycznych światach.

Analiza danych z badania European Election Studies 2024, obejmującego 27 krajów i niemal 25 tys. wyborców, opublikowana w Journal of European Public Policy w marcu 2025 roku, pokazuje, że historyczne sukcesy partii skrajnie prawicowych w wyborach do Parlamentu Europejskiego wśród młodych wyborców były przede wszystkim zjawiskiem męskim – wśród młodych kobiet tego przesunięcia nie zaobserwowano. Gallup odnotował w 2024 roku gwałtowny wzrost liczby młodych Amerykanek, które określają swoje poglądy jako liberalne – szczególnie wyraźny w zestawieniu z rówieśnikami płci męskiej. Według danych Financial Times, przytaczanych przez PBS NewsHour, kobiety w wieku 18–30 lat w Stanach Zjednoczonych są o 30 punktów procentowych bardziej liberalne od mężczyzn w tym samym wieku. NBC News pisało w 2025 roku, że przepaść między kobietami a mężczyznami z pokolenia Z w kwestiach politycznych i kulturowych jest znacznie głębsza niż we wszystkich starszych kohortach pokoleniowych.

W Polsce wzorzec jest podobny: według badania „Stan młodych 2025″ (Fundacja Ważne Sprawy/More in Common) 45% młodych nie czuje się reprezentowanych przez żadną partię – przy czym 47% mężczyzn i 43% kobiet. Jednocześnie dane wyborcze są czytelne: Konfederacja i PiS ciągną wśród młodych mężczyzn, Lewica i KO – wśród młodych kobiet.

Kobiety: nierówność, która wróciła z Trybunału

Po stronie kobiet geneza polskiego rozdźwięku jest stosunkowo czytelna. Strajk Kobiet z 2020 roku, wywołany wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego zaostrzającym przepisy aborcyjne, był pierwszym doświadczeniem politycznym pokoleniowym dla setek tysięcy młodych Polek. Podobny efekt miał globalny ruch #MeToo, który w Polsce – choć słabszy niż na Zachodzie – przeniknął do świadomości pokolenia studiującego. Badania SocLab z 2025 roku potwierdzają, że młode Polki są dziś wyraźnie bardziej krytyczne wobec tradycyjnych modeli rodziny i instytucji państwowych niż ich rówieśnicy.

Te doświadczenia nie wzięły się znikąd: luka płacowa, niedoreprezentowanie kobiet w organach władzy, nierówny podział pracy opiekuńczej, przemoc domowa, bariery awansu zawodowego. To są realne zjawiska, które każdego roku opisuje i mierzy GUS, OECD i Eurostat. Kobiety znalazły w feminizmie język, który tłumaczy ich trudności jako problemy strukturalne – nie indywidualne porażki.

Mężczyźni: poczucie marginalizacji, które nie jest prostacką bzdurą

Tu wchodzimy na teren, który polskie media publiczne i liberalne środowiska akademickie mają tendencję do kwitowania jednym słowem: „manosfera”. I kończą analizę. To błąd – i to podwójny. Po pierwsze, bo odpycha od rozmowy mężczyzn, którzy mają do niej prawo. Po drugie, bo wypycha ich na margines, w którym zamiast otwarcie rozmawiać o wyzwaniach świata – zostawia ich w ramionach niektórych twórców contentu, którzy pęczniejące pretensje ochoczo monetyzują.

Tymczasem za wejściem młodych mężczyzn w świat antyfeminizmu stoi nie głupota, lecz konkretne doświadczenie poczucia marginalizacji w dystrybucji prestiżu. Narracja o konieczności naprawiania historycznych krzywd wyrządzonych kobietom przez mężczyzn, spada na pokolenie, które nie wyrządziło tych krzywd. Przeciwnie –  samo boryka się z prekaryzacją pracy, trudnościami mieszkaniowymi i kryzysem sensu. To nie trafia w próżnię. Trafia na ziemię, na której wyrastają poglądy, które nas od siebie nawzajem oddalają zamiast zbliżać.

Raport Klubu Jagiellońskiego „Przemilczane nierówności. O problemach mężczyzn w Polsce” dokumentuje zjawiska, które rzadko goszczą w głównonurtowej debacie: mężczyźni żyją krócej, częściej giną w wypadkach przy pracy, częściej popełniają samobójstwa, rzadziej kończą studia wyższe, gorzej wypadają w systemie edukacji. A mimo to w sferze publicznej dominuje przekaz, że to kobiety są grupą defaworyzowaną – i tylko o nich należy mówić.

Do tego dochodzą konkretne, instytucjonalne asymetrie. Wiek emerytalny: kobiety przechodzą na emeryturę w wieku 60 lat, mężczyźni w 65. Alieanacja rodzicielska: ojcowie, którzy tracą kontakt z dziećmi po rozwodzie, przegrywają tę walkę w sądach rodzinnych nieproporcjonalnie często. Mecenas Paweł Suski z Fundacji Tato.Net szacuje, że ponad 70% spraw o ograniczenie lub pozbawienie praw rodzicielskich kończy się decyzją niekorzystną dla ojca. Nie chcemy w tym miejscu rozstrzygać o powodach. Zauważamy zjawisko.

I wreszcie kwestia, którą za naszą wschodnią granicą widać szczególnie ostro: asymetria obowiązku obrony kraju. W razie konfliktu zbrojnego mężczyźni będą musieli nadstawiać karku za cały kraj – kobiety będą mogły, jeśli zechcą. To nie jest abstraktyjna filozofia równości. To życie lub śmierć. I to pokolenie widzi, że nikt mu za to nie dziękuje – a gdy próbuje o tym mówić, słyszy, że jest uprzywilejowane.

Dochodzi do tego zjawisko selektywnej równości. Parytety i kwoty są egzekwowane z żelazną konsekwencją tam, gdzie prestiż jest wysoki: zarządy spółek, rady nadzorcze, listy wyborcze, składy paneli eksperckich, fotele rektorskie. Nikt jednak nie wymaga parytetu płci wśród górników, hutników, monterów sieci energetycznych, hydraulików, śmieciarzy, budowlańców ani strażaków. Kiedy praca jest niebezpieczna, brudna lub fizycznie wyczerpująca – równość przestaje być pilna. Kiedy praca daje władzę lub prestiż – nagle staje się pierwszoplanowym zagadnieniem moralnym. Ten dualizm jest dostrzegany przez młodych mężczyzn nie jako abstrakcyjny argument filozoficzny, lecz jako codzienne doświadczenie.

Na koniec – podwójne wiązanie kulturowe. Młody mężczyzna powinien być „prawdziwym mężczyzną”, ale jednocześnie powinien „pohamować swoje ambicje” i nie zdominować rozmowy. Powinien pokazywać emocje – ale Szymon Hołownia, który płakał publicznie w trakcie kampanii wyborczej, doczekał się fali kpin w internecie, ze strony i prawicy, i centrolewicy. Podobnie było, gdy wyciekły informacje o jego depresji – nie dość, że w czasie kryzysu psychicznego został zmarginalizowany we własnej formacji politycznej, to gdy sprawa została ujawniona – stał się obiektem powszechnych kpin i lekceważenia.

Młodzi mężczyźni uczeni są, że powinni popierać równość płci – ale jeżeli w rozmowie poruszą kwestię przemilczanych nierówności dotykających mężczyzn, spotkają się nie ze zrozumieniem, lecz z zawstydzaniem i zarzutem mansplainingu. Na ten grunt wchodzą autorytety manosfery – nie jako przyczyna alienacji, lecz często jako jedyny płomyk nadziei, na który mogą liczyć.

Korea Południowa: ostrzeżenie z krańca korkociągu, w który wpadamy

Polska jest na wczesnym etapie procesu, który Korea Południowa przerabia już od dekady. Współczynnik dzietności w Korei Południowej wyniósł w 2023 roku 0,72 – najniższy w historii pomiarów na świecie – i wzrósł nieznacznie do 0,75 w 2024 roku. Jednocześnie tamtejsza polaryzacja płciowa wśród młodych jest bezprecedensowa. Koreańscy mężczyźni w wieku 18–29 lat przesunęli się bardziej w prawo niż jakakolwiek inna demograficzna grupa na świecie, a po stronie kobiet odpowiedzią stał się ruch 4B: deklaracja rezygnacji z heteroseksualnych związków, małżeństwa i rodzicielstwa jako formy protestu przeciwko patriarchalnemu systemowi. W wyborach prezydenckich 2025 roku niemal 60% kobiet w ich dwudziestych latach życia głosowało na kandydata lewicowego, podczas gdy niemal 40% młodych mężczyzn popierało konserwatystę.

Badania Carnegie Endowment z 2025 roku wskazują, że antyfeminizm wśród młodych Koreańczyków napędzają: przekonanie o braku dyskryminacji kobiet, lęk ekonomiczny, rosnąca luka aspiracyjna i zmieniająca się dynamika rynku matrymonialnego – kobiety coraz częściej odmawiają wejścia w małżeństwo. Jak piszą badacze z Oxford Academic, sprzeciw młodych koreańskich mężczyzn wobec równościowych polityk wynika z przepaści między oczekiwaną od nich rolą żywiciela rodziny a ekonomiczną niemożnością jej wypełnienia.

Koreańskie doświadczenie jest zatem przestrogą precyzyjną: polaryzacja polityczna między płciami nie jest neutralna demograficznie. Jest ona jednym z mechanizmów, który – obok kryzysu mieszkaniowego i zmiany norm kulturowych – sprawia, że pary po prostu nie powstają.

USA: kiedy linia na wykresie zamienia się w ścianę

Stany Zjednoczone są w połowie drogi między Polską a Koreą. Kobiety w wieku 18–30 lat są tam o 30 punktów procentowych bardziej liberalne od mężczyzn w tym samym przedziale wiekowym. NBC News pisało w 2025 roku, że przepaść między kobietami a mężczyznami z pokolenia Z jest znacznie głębsza niż we wszystkich starszych kohortach pokoleniowych. Po wyborach 2024 roku, gdy Donald Trump wygrał z poparciem młodych mężczyzn, a Kamala Harris – młodych kobiet – badania pokazały skok w liczbie par, które deklarują, że polityczne poglądy partnera są dla nich „nieakceptowalną” różnicą.

Wykres The Economist porównujący kraje stawia USA obok Korei jako jeden z bardziej spolaryzowanych przypadków. Polska jest tuż za nimi – z tym że historia jest odmienna, jej polaryzacja narasta szybciej, a jej system wsparcia instytucjonalnego dla par i rodzin jest słabszy.

Polityka wchodzi do sypialni

Badanie z Uniwersytetu w Kolonii, opisane przez WP Wiadomości w czerwcu 2026 roku, pokazuje, że orientacja polityczna jest dziś jednym z kluczowych filtrów doboru partnerów. Efekt jest szczególnie silny wśród osób o wyrazistych poglądach: silnie prawicowi mężczyźni i silnie lewicowe kobiety rzadko tworzą pary. Co więcej, gdy spojrzeć w badania CBOS-u głębiej możemy zaobserwować, że wśród najmłodszych Polaków odsetek osób nieaktywnych seksualnie jest faktycznie zauważalnie wyższy wśród prawicowych mężczyzn (40% wobec 25% w grupie zwolenników lewicy) i wśród kobiet o poglądach lewicowych (34% wobec 23% w grupie o poglądach prawicowych).

To nie jest anegdota z Tindera. To mechanizm demograficzny. W populacji, gdzie dwie trzecie ludzi przed trzydziestką nie żyje w trwałej relacji – jak pisaliśmy w poprzednim tekście cyklu – każde dodatkowe zawężenie puli potencjalnych partnerów ma konsekwencje. Jeśli ideologiczna nieprzekraczalna bariera odcina od siebie dwa sektory pokolenia, które i tak mają problem z uformowaniem par – dzietność spada dalej.

Autorzy badania EES 2024 piszą wprost, że „polaryzacja postaw może prowadzić do wzrostu wskaźników odrzucenia między płciami, pogorszenia jakości relacji osobistych i wzrostu samotności – a tendencja ta może również wpływać na wzorce demograficzne, wpływając na wskaźniki urodzeń i rozwodów”.

Żadna polityka prorodzinna nie zastąpi pary

Poprzednie teksty cyklu wskazywały na odpowiedzialność państwa i samorządu oraz na kulturowe przemiany norm rodzicielskich. Ten tekst dodaje trzeci wymiar: strukturalna polaryzacja polityczna między kobietami a mężczyznami, nasilona przez algorytmy mediów społecznościowych i wzmocniona polskim kontekstem – sporem o aborcję, ruchem #MeToo, wojną za wschodnią granicą – ogranicza zdolność tworzenia par, zanim jeszcze w głowie pojawi się pytanie o mieszkanie i dziecko.

Żaden transfer pieniężny, bon żłobkowy ani ulga podatkowa nie zadziała na parę, która nigdy nie zdążyła powstać, bo on i ona żyli w bąblach algorytmu, który nagradzał go za oburzenie na feminizm, a ją za oburzenie na patriarchat.

Nie chodzi o to, żeby kobiety i mężczyźni myśleli tak samo. Różnorodność poglądów jest zdrowa i cenna. Chodzi o to, że system, który zamienia normalne różnice w nieprzekraczalne barwy plemienne, niszczy społeczną tkankę, z której wyrastają relacje – i dzieci. Żadna polityka demograficzna, ani krajowa, ani wrocławska, nie jest kompletna, dopóki nie bierze tego pod uwagę.

To ciche żniwo, które pobiera budowana od lat przez największe partie polaryzacja. Dzieci, które się nie urodziły, już się nigdy nie urodzą. A słupki, które budowano na nienawiści nie będą wieczne. Tylko od nas – Polek i Polaków – zależy czy pozwolimy sobie na dalsze manipulowanie w imię partyjnych interesów.

Wierzę, że zdamy ten egzamin. Kraków wskazał nam drogę.

 

Tekst jest trzecim z cyklu poświęconego przyczynom kryzysu demograficznego. Poprzednie części: „Kryzys demograficzny nie wziął się znikąd. Ktoś za niego odpowiada” oraz „Dzieci, których nie ma. Co ma z tym wspólnego kultura?” – dostępne na soswroclaw.pl

Źródła: Milosav i in., Journal of European Public Policy (2025) – tandfonline.com · Gallup, Exploring Young Women’s Leftward Expansion (2024) – gallup.com · Kamisar/Bowman, NBC News (2025) – nbcnews.com · Fundacja Ważne Sprawy/More in Common, Stan młodych 2025waznesprawy.org · Carnegie Endowment, The Fight Over Gender Equality in South Korea (2025) – carnegieendowment.org · Maastricht Diplomat, The Youth Will Decide (2025) – maastrichtdiplomat.org · Oxford Academic, Anti-Gender Politics, Economic Insecurity, and Right-Wing Populism (2024) – academic.oup.com · WP Wiadomości (2026) – wiadomosci.wp.pl · Klub Jagielloński, Przemilczane nierównościklubjagiellonski.pl · YouGov/Fundacja TUI (2025), cyt. za: J. Bielecki, Rzeczpospolita, 07.07.2025 · GUS, Polska w liczbach 2026