Sutryk ponownie na ławie oskarżonych? Tym razem może pójść o Śląsk
Prokuratura po wieloletnim śledztwie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko byłemu prezydentowi Chorzowa, jego zastępcy i grupie urzędników. Zarzuty są poważne, a wśród nich niegospodarność na ponad 29 mln zł. Jeśli sąd podzieli tę ocenę, upowszechniona w Polsce praktyka finansowania zawodowego sportu przez samorządy może dobiec końca. Pytanie, które wrocławianie powinni sobie zadać, brzmi: co to oznacza dla miasta, które robi to samo od 2007 roku?
Chorzów: samorządowcy w roli działaczy sportowych
Akt oskarżenia objął 20 osób. Według prokuratury w latach 2011–2020 miasto wspierało Ruch Chorzów pożyczkami, obejmowaniem akcji i przetargiem na promocję, którego warunki miały przesądzić o wygranej klubu. Szkodę miasta wyceniono na ponad 29 mln zł, a szkodę miejskiej spółki, przez którą poszła jedna z pożyczek, na 12 mln zł. Niegospodarność jest zagrożona karą do 10 lat więzienia (art. 296 § 3 k.k.), a przy zbiegu przestępstw sąd może orzec karę łączną wyższą. Przy szkodzie o ogromnym rozmiarze – nawet do 25 lat.
Co to oznacza w praktyce? Że panowie samorządowcy bawili się w działaczy sportowych za pieniądze mieszkańców. Gdy pieniądze wpływają do spółki prawa handlowego, wychodzą spod kontroli społecznej. Nie wiadomo, na co zostały wydane i do kogo ostatecznie trafiły.
Przesłanki zarzutu są proste. Miasto obejmowało akcje spółki, która była na stałych stratach, bez uzasadnienia ekonomicznego. Biegły wskazał, że miasto nie odniosło z tego żadnej korzyści, a w razie upadku klubu jako akcjonariusz zostałoby zaspokojone na końcu. Do tego dochodzą pożyczki i ustawiony, zdaniem prokuratury, przetarg. Wszystko to mieści się w publicystycznym pojęciu niegospodarności.
Akt oskarżenia nie jest wyrokiem. Oskarżeni korzystają z domniemania niewinności i zapowiadają obronę.
Wrocław: te same mechanizmy od 2007 roku
Co wam to przypomina? Czy ten mechanizm funkcjonował tylko w Chorzowie?
Od 2007 r. z budżetu Wrocławia i miejskich instytucji szerokim strumieniem płyną pieniądze do Śląska Wrocław.
Były dotacje, były zwiększenia kapitału zakładowego, promocja miasta poprzez sport, były pożyczki. Pożyczały miejskie spółki, ale pożyczyło też miasto. Tak jak w 2023 roki, gdy rada miejskaprzegłosowała pożyczkę do 20 mln zł, z której klub dostał 13,3 mln zł i większości nie zwrócił.
Do tego dochodzą wykupy powierzchni reklamowych i lóż przez miejskie spółki: Zoo Wrocław zapłaciło klubowi w latach 2018–2022 ponad 4,5 mln zł. Kluczowe pytanie jest takie samo jak w Chorzowie: czy to zakup reklamy, czy dofinansowanie klubu z innej miejskiej kieszonki?
Widać też powtarzalny schemat. Miasto udziela pożyczki na bieżącą działalność, klub jej nie spłaca, termin przedłużają kolejne aneksy, a dług zamienia się na akcje. Tak było z częścią pożyczki z 2012 r., a w grudniu 2023 r. prezydent zarządzeniem zamienił 7,5 mln zł długu na nowe akcje, które objęła gmina, choć miała już około 99,5 proc. kapitału. Radni dowiedzieli się o tym po fakcie.
Prezydent jednoosobowo zdecydował o zmianie długu w akcje. Ta fikcja była konieczna by ukryć fakt, przed którym ostrzegali opozycyjni radni: klub nie będzie miał z czego pożyczki zwrócić. To bliźniacza sytuacja do tej z Chorzowa.
Czy była zgodna z prawem, ocenić może jedynie prokuratura i niezawisły sąd.
Radni podnosili ręce, ale wnioskodawcą był prezydent
Sutryk, jak urzędnicy w Chorzowie będzie stawiał argument, że to radni głosowali i się zgodzili, wiec to na nich spoczywa odpowiedzialność.. To prawda, ale to niczego nie zamyka. Projekty uchwał o pożyczkach i dokapitalizowaniu przygotowywał i wnosił prezydent miasta. On odpowiada za ich treść, a uchwały powinny być wcześniej sprawdzone pod względem zgodności z prawem. Głosowanie rady nie oczyszcza z odpowiedzialności kogoś, kto uzasadnił decyzję i przedstawił ją jako konieczną. A jeżeli wprowadził tym samym radnych w błąd – przewina jest tym większa.
To dlatego tytułowe pytanie nie jest retoryczne. Pożyczka z 2023 r. i konwersja długu na akcje to odpowiedzialność prezydenta Sutryka. Nie przesądzajmy o niczyjej winie, ale wszystkie te działania zasługują na sprawdzenie.
Dlaczego nie pozwolono nam kontrolować klubu
Radni opozycji próbowali szarpnąć za cugle i przeprowadzić kontrolę w klubie. Odmawiano nam dostępu do dokumentów, a spółka powoływała się na tajemnicę przedsiębiorstwa, choć jej właścicielem jest gmina, czyli mieszkańcy. Nawet komisja rewizyjna oraz zewnętrzna firma przygotowująca analizę kondycji finansowej spółki nie otrzymała dokumentów źródłowych. Dlatego dziś tak naprawdę nikt nie wie co tam się wydarzyło. Rada odrzuciła również propozycję powołania doraźnej komisji ds. zbadania sytuacji finansowej klubu.
Dziś mamy akt oskarżenia, w którym prokuratura dokonała oceny prawnej podobnych mechanizmów. Po jego opublikowaniu trudniej twierdzić, że takie działania nie wymagają analizy prawnej. Jest też wątek kontrolny – od lat kontrolę finansowania klubu prowadzi Najwyższą Izba Kontroli. Sprawdzane były nie tylko Finanse klubu ale także dokumenty w Urzędzie Miasta i szeregu jednostek powiązanych finansowo ze Śląskiem Wrocław. W czerwcu miasto miało otrzymać raport w tej sprawie z wnioskiem o odniesienie. Do dziś jego treści nie poznała opinia publiczna co budzi pytania o przyczyny tak dużej zwłoki.
Prokuratura ma narzędzia, których nie mamy my
Wiedza, którą tu przedstawiamy, jest powszechnie znana i dostępna w mediach, w odpowiedziach na interpelacje i w uchwałach rady. Ten tekst można traktować także jako publiczne przedstawienie faktów organom ścigania. Niegospodarność jest ścigana z urzędu, więc prokuratura we Wrocławiu może rozważyć wszczęcie postępowania, nie czekając na zawiadomienie.
Jeśli prokuratura podejdzie do sprawy poważnie i wykorzysta wszystkie narzędzia, nie przesądzając wyniku, dowiemy się prawdy. Prokuratura powinna w tej sprawie zażądać dokumentów, przesłuchać świadków, powołać biegłych i zabezpieczyć dowody. Wszystko to w ramach powziętego postępowania. Radni i dziennikarze tego nie mogą.
Chorzów to początek
Na razie to tylko akt oskarżenia i proces, którego wyniku nie znamy. Ale już teraz widać, że czas samowoli i szastania publicznymi pieniędzmi może się kończyć. Samorządowcy cytowani przez prasę mówią wprost, że jeśli byli prezydenci Chorzowa zostaną skazani, miasta w całym kraju zakręcą kurek zawodowym klubom, bo nikt nie będzie chciał zasiąść na ławie oskarżonych.
Fala egzekwowania odpowiedzialności za niegospodarność i nieliczenie się ze społecznymi pieniędzmi może popłynąć dalej i objąć wiele samorządów w Polsce. Wtedy ujawniona zostanie skala żerowania na majątku mieszkańców. Czy Wrocław będzie wśród nich? To zależy od tego, czy ktoś zada pytania, zanim zrobi to prokurator z Katowic.
W Chorzowie akt oskarżenia objął nie tylko prezydenta miasta a 20 osób zaangażowanych w ten proceder. Kto we Wrocławiu poza Jackiem Sutrykiem może się obawiać? Najlepiej wiedzą o tym sami zainteresowani.
Sprawiedliwość od polityków można egzekwować także na drodze obywatelskiej. Nie musimy godzić się na brak przejrzystości i ewidentne marnowanie publicznych pieniędzy. Nie trzeba czekać na koniec kadencji – jedynym demokratycznym narzędziem, które dałoby kres tej komedii jest referendum odwoławcze. Pokazał Kraków, pokazało Zabrze i pokazała Sobótka, że można. Da się.
Czy Wrocławianie pokażą swoją siłę? Czas pokaże.

