Pierwsza praca dla Grzegorza Romana: wyjaśnić aferę śmieciową
Pierwsza praca dla Grzegorza Romana: wyjaśnić aferę śmieciową
Nowy wiceprezydent Wrocławia z ramienia Koalicji Obywatelskiej, Grzegorz Roman, dostał konkretną tekę i konkretne zadanie. Pierwsze z sześciu prac, które dla niego przygotowaliśmy, jest zarazem najpilniejsze: wyjaśnienie afery śmieciowej, która od ponad roku paraliżuje jeden z najdroższych systemów komunalnych w Polsce. Czas na działania, prawdę i odpowiedzi - dość mącenia wody i stawiania zasłon dymnych.
424 dni, pół miliarda, żaden przetarg nierozstrzygnięty
Wrocław ma problem z odpadami od dawna. Ale to, co dzieje się od marca 2025 roku, przekracza wszelkie dotychczasowe standardy nieudolności. Miejska spółka Ekosystem ogłosiła przetargi na odbiór, transport i zagospodarowanie odpadów w sześciu sektorach miasta o łącznej wartości ponad miliarda złotych. Od ogłoszenia przetargu 12 marca 2025 roku minęło już 424 dni - żaden z przetargów nie został rozstrzygnięty. Zaplanowane na 7 maja otwarcie ofert nie odbyło się. Ekosystem przesunął je na koniec maja. Jeśli pojawią się kolejne odwołania - a historia nie napawa optymizmem - termin znów się oddali.
W tym czasie miasto trzykrotnie ratowało się umowami z wolnej ręki: w czerwcu 2025 roku za około 136 mln zł, w październiku za 192 mln zł, a w marcu 2026 roku za 204 mln zł. Łącznie ponad pół miliarda złotych trafiło do firm śmieciowych bez konkurencyjnego trybu, bez kar za nieosiągnięcie poziomów recyklingu i bez ujawnienia szczegółów mieszkańcom.
Tryb z wolnej ręki jest prawnie zarezerwowany dla sytuacji wyjątkowych i niemożliwych do przewidzenia. We Wrocławiu, gdzie odwołania towarzyszą każdemu przetargowi od kilkunastu lat, trudno mówić o nieprzewidywalności.
Nieudolność czy coś więcej?
Sama skala porażek prawnych budzi poważne pytania. Ekosystem przegrał szereg spraw przed Krajową Izbą Odwoławczą i sądami powszechnymi. W jednym z wyroków Sąd Okręgowy w Warszawie stwierdził wprost, że skarga spółki - reprezentowanej przez profesjonalnego pełnomocnika - nie zawierała rozwinięcia zarzutów ani na piśmie, ani na rozprawie. Sąd odmówił wyręczania prawnika. Efekt: odpowiedzialność za nieosiągnięcie poziomów recyklingu, zamiast spoczywać na wykonawcach, zostaje po stronie miasta. A za 2026 rok obowiązuje poziom 56 procent - jego nieosiągnięcie oznacza wielomilionowe kary.
Pytanie, które zadaje sobie coraz więcej wrocławian, brzmi: czy to jeszcze zwykła niekompetencja, czy może celowe działanie? Gdy przetarg się nie kończy, umowy z wolnej ręki - bez przetargu, bez konkurencji - stają się jedyną opcją. A na takim układzie ktoś zarabia. Szczodrze.
Smaczku dodaje sprawie fakt, że spółka aktualizując warunki zamówienia... nie wykonała wyroku KIO. Prezydent Młyńczak grzmiał, że niewykonanie wyroku to polityczna gra na czas. Należy rozumieć, że na tej grze tracą mieszkańcy a zyskują firmy śmieciowe. Co z tą wiedzą zrobi prezydent Młyńczak jako osoba publiczna? A może zostawi swojemu następcy "trupa" w szafie?
CBA i prokuratura już w aktach sprawy
Sprawy nie traktują poważnie wyłącznie radni koalicji Sutryka, którzy w głosowaniu 19 do 10 odrzucili wniosek o powołanie specjalnej komisji śmieciowej. Za to bardzo poważnie traktuje ją Prokuratura Krajowa. Funkcjonariusze CBA weszli do siedziby Ekosystemu i zabezpieczali materiały dowodowe w ramach czynności procesowych - nie zwykłej kontroli administracyjnej.
Stowarzyszenie SOS Wrocław zawiadomiło prokuraturę o możliwym przekroczeniu uprawnień i działaniu w celu uzyskania korzyści majątkowej przy przygotowaniu przetargu. Wcześniej Państwowa Inspekcja Pracy stwierdziła, że spółka bezprawnie zwolniła sygnalistkę, która alarmowała o nieprawidłowościach.
Wrocław płaci najwięcej, dostaje najmniej jasności
Wrocław należy dziś do miast z najdroższym systemem odpadów w Polsce. Ten sam wykonawca przetwarza tonę bioodpadów w Chrzanowie za 746 zł, a we Wrocławiu za 1310 zł - niemal dwa razy drożej. Wrocławianie dopłacają do usług w innych miastach, bo tam jest konkurencja, a tu - oligopol chroniony przez niemoc lub wygodę zarządzających miastem.
Czego oczekujemy od Grzegorza Romana
Pierwsza praca dla nowego wiceprezydenta jest prosta do opisania, trudna do wykonania - bo uderza w interesy ludzi dobrze zakorzenionych w wrocławskim układzie. Oczekujemy pełnego wyjaśnienia okoliczności, w których pół miliarda złotych trafiło do firm bez przetargu. Oczekujemy rzeczywistej współpracy z organami ścigania, a nie komunikatów uspokajających. I oczekujemy rozstrzygnięcia przetargu - prawdziwego, z wynikiem - zanim mieszkańcy dostaną kolejny rachunek za śmieci droższy niż poprzedni. Czy jedynym sposobem będzie wymiana całej kadry kierowniczej w Ekosystemie? Tylko jeżeli sięgnie się po fachowców a nie po kolesi.
Grzegorz Roman i Koalicja Obywatelska wzięli za Wrocław pełną odpowiedzialność. Czas sprawdzić, czy to coś zmienia.
Co właściwie dzieje się ze sprawą Jacka Sutryka?
Co właściwie dzieje się ze sprawą Jacka Sutryka?
Prezydent Wrocławia od miesięcy zasiada na ławie oskarżonych – przynajmniej w teorii. W praktyce nie zasiada nigdzie, bo do pierwszej rozprawy jeszcze nie doszło. Sprawa się przeciąga, prokurator się zmienia, sąd się zmienia. A Sutryk rządzi miastem dalej. Czy to tylko biurokratyczny pech?
Sprawa sądowa – kronika opóźnień
Śląski wydział Prokuratury Krajowej skierował pierwszy akt oskarżenia do sądu pod koniec listopada 2025 roku. Objął 29 osób oskarżonych o 67 przestępstw, w tym prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka, byłych europosłów oraz byłych komendantów Państwowej Straży Pożarnej. Akt oskarżenia liczył 623 strony (źródło: Bankier.pl/PAP).
W połowie grudnia 2025 roku Sąd Okręgowy w Katowicach, do którego pierwotnie trafiła sprawa, wniósł o przekazanie jej do Warszawy – argumentując, że 32 spośród 76 świadków mieszka w stolicy, a na Śląsku tylko kilku. W styczniu 2026 roku katowicki sąd apelacyjny zgodził się, powołując się na tzw. ekonomikę procesową (źródło: Bankier.pl).
W lutym 2026 roku wylosowano sędziego. Padło na Dariusza Łubowskiego z Sądu Okręgowego w Warszawie – człowieka z 30-letnim stażem, specjalistę od międzynarodowego prawa karnego. Problem w tym, że nominacja nastąpiła dosłownie kilka dni po tym, jak sędzia Łubowski został odwołany z kierowania sekcją postępowania międzynarodowego przez prezes sądu Beatę Najjar. Odwołanie zbiegło się z polityczną burzą wokół jego decyzji o uchyleniu Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Marcina Romanowskiego. Łubowski twierdził przed Krajową Radą Sądownictwa, że spotykają go szykany i represje – i że wylosował sprawę o blisko 300 tomach akt, od której nie mógł się odwołać (źródło: Radio Wrocław, Rzeczpospolita).
Do dziś nie wyznaczono daty pierwszej rozprawy.
Kompromitujące tłumaczenia Sutryka przed prokuratorem
Sutryk od początku konsekwentnie powtarzał: będę się tłumaczył w sądzie, tam udowodnię niewinność. Tymczasem to, co zeznał prokuratorom, zostało opisane przez Newsweek i Gazetę Wyborczą w osobie redaktora Marcina Rybaka. Obraz, który się z tych zeznań wyłania, jest – łagodnie mówiąc – niecodzienny.
Ile studiował? Jeden albo dwa semestry – nie pamiętał dokładnie. Jak nazywał się kierunek? Nie pamiętał. Jak wyglądały zaliczenia? Zdawał tylko egzamin końcowy, ale nie pamiętał, czy dostał link, czy logował się na stronie. Z kim studiował? Nie pamiętał, nie interesował się. Kiedy odebrał dyplom? Nie pamiętał. Jaka była pora roku? Też nie wiedział.
Jedynym materialnym dowodem na uczestnictwo w zajęciach okazały się dwa quizy. Pierwszy zawierał sześć pytań o PR i marketing. Drugi – 10 pytań o ład korporacyjny, z których Sutryk odpowiedział poprawnie na osiem. Do testu podchodził pięć razy. Prokuratura twierdziła, że prezydent nie wziął udziału w żadnych zajęciach i nie zdał żadnego egzaminu.
Zapytany o rewers dyplomu – gdzie widnieją zaliczone przedmioty i zajęcia praktyczne – nie wiedział, co się tam znajduje. Inni absolwenci z jego rocznika wiedzieli. Nikt ze środowiska studenckiego nie zgłosił się jako świadek wspólnej nauki z prezydentem Wrocławia, mimo wielokrotnych publicznych apeli dziennikarzy i komentatorów.
Jak w 43 dni zdobyć uprawnienia do "zarobienia" pół miliona z publicznych pieniędzy?
Oficjalny rok akademicki w Collegium Humanum, na który Jacek Sutryk miał być zapisany, zaczął się 1 października 2019 roku. Zajęcia ruszyły 5 października. Tymczasem umowa o świadczenie nauki nosi datę 10 października – a więc została zawarta już po starcie roku i po rozpoczęciu zajęć. Ale prokuratura ustaliła, że nawet ta data jest fikcyjna.
Zgodnie z ustaleniami śledczych – opisanymi przez Newsweek na podstawie zeznań prezydenta i materiałów z akt – umowa datowana na październik 2019 roku w rzeczywistości powstała pół roku później, pod koniec kwietnia 2020 roku. Dowodem miały być analizy wskazujące, kiedy tekst dokumentu został wygenerowany w systemie komputerowym uczelni. 21 kwietnia 2020 roku Sutryk spotkał się osobiście z rektorem. Następnego dnia – 22 kwietnia – przelał na konto uczelni 9 500 złotych za oba semestry studiów. Bez odsetek za siedmiomiesięczne opóźnienie, bez żadnego wyjaśnienia.
43 dni później, 2 czerwca 2020 roku, odebrał dyplom MBA. Trzy tygodnie przed pozostałymi studentami z rocznika. Sesja egzaminacyjna dla innych miała się zacząć 20 czerwca. Tydzień po odebraniu dyplomu Sutryk pojawił się już jako członek rady nadzorczej Regionalnego Centrum Gospodarki Wodno-Ściekowej w Tychach. Ten sam dyplom otworzył mu drzwi do rady nadzorczej Śląskiego Centrum Logistycznego w Gliwicach i Kolei Dolnośląskich. Łącznie w trzech spółkach zarobił prawie pół miliona złotych).
Mechanizm był prosty: Sutryk z kilkoma innymi prezydentami miast zorganizowali sobie dodatkowy zarobek, zatrudniając się nawzajem w spółkach miejskich. Prezydent Wrocławia zatrudniał kolegę z Tychów, prezydent Tychów trafiał do Wrocławia. Dyplom MBA był biletem wstępu – wymaganym formalnie, zdobytym, jak twierdzi prokuratura, w sposób korupcyjny.
Pytania, na które nie ma odpowiedzi
Sprawa Sutryka rodzi pytania, które nie dotyczą tylko jego samego. Dlaczego zmieniono naczelnika delegatury Prokuratury Krajowej w Katowicach – tej samej instytucji, która wszczęła i prowadziła to postępowanie – w kluczowym momencie proceduralnym?
Dlaczego wątek Wrocławskiego Parku Technologicznego nie jest kontynuowany? Według aktu oskarżenia były rektor Collegium Humanum Paweł Cz. zeznał prokuratorowi wprost: „Nie wykonywałem żadnych prac opisanych w temacie umowy zlecenia" – chodzi o fikcyjny kontrakt w WPT, który miał być łapówką za dyplom Sutryka (źródło: Wrocław.Wyborcza.pl). Tymczasem na liście oskarżonych ani nawet podejrzanych nie figuruje Maciej Potocki – prezes WPT, który ze strony spółki zawierał bądź zlecał zawarcie tych umów z rektorem. Dlaczego?
Dlaczego bohaterowie wrocławskich układów nadal zarządzają miejskim mieniem? Marian D., którego nazwisko pojawia się w kontekście wrocławskich powiązań, wciąż pełni funkcję na lotnisku. Mechanizm – jak opisuje Wrocław.Wyborcza.pl – polegał na opłacaniu popleczników ze spółek publicznych i umacnianiu za to ich lojalności. W sprawę zaangażowani byli bardzo ważni urzędnicy na dworze Jacka Sutryka. Urząd refinansował studia i szkolenia w Collegium Humanum o wartości setek tysięcy złotych. Nic się nie zmieniło. Układ trwa, choć urzędników na studia wysyła się dziś w mieście niechętnie. Stracili uczciwi pracownicy, poza tym nic się nie zmieniło. Układ trwa.
Dlaczego sąd odmówił Gazecie Wrocławskiej wglądu do aktu oskarżenia, stosując argumentację podobną do linii obrony samego Sutryka – o domniemaniu niewinności, ochronie dobrego imienia i przedwczesności ocen (źródło: Gazeta Wrocławska)? Czy sprawa zostanie przeprowadzona za zamkniętymi drzwiami?
Dwie prędkości jednego państwa
Warto zestawić ze sobą dwa obrazy. Gdy prokuratura badała podpisy Szymona Hołowni – politycznego rywala obecnej koalicji – organy państwa działały błyskawicznie. Decyzja zapadła w krótkim czasie i wywołała polityczną burzę. Tymczasem prezydent miasta z aktem oskarżenia liczącym setki stron czeka na pierwszą rozprawę bez podanego terminu. Mamy uzasadnione wątpliwości, czy sprawa zakończy się przed końcem obecnej kadencji Sutryka. Jeśli nie – to wygrana jest dla układu. Dla wrocławian oznacza to coś prostego: przez całą kadencję ich miastem rządzi człowiek z aktem oskarżenia w szufladzie, a sprawiedliwość może zaczekać w kolejce między wnioskami o odroczenie i zmianami właściwości sądów.
Wrocław zasługuje na więcej. W szczególności na odpowiedzi.
Tekst oparty na publicznie dostępnych materiałach prasowych i procesowych. O winie lub niewinności oskarżonych orzeknie sąd.

Afera śmieciowa: Pół miliarda bez przetargu, 407 dni paraliżu. Większość Sutryka mówi: nie ma czego badać
Pół miliarda bez przetargu na śmieci, 407 dni paraliżu. Większość Sutryka mówi: nie ma czego badać
Nie będzie speckomisji śmieciowej w Radzie Miejskiej Wrocławia. Radni lojalni wobec Sutryka nie chcą się przepracowywać i poparli wniosek o jej odrzucenie.
Wniosek zgłosił wiceprezydent Michał Młyńczak. Poparło go 19 radnych Koalicji Obywatelskiej, 10 było przeciw, dwoje wstrzymało się od głosu. Komisja, która miała zbadać, dlaczego od ponad roku nie da się we Wrocławiu rozstrzygnąć przetargu na odbiór śmieci i dlaczego miasto wydaje setki milionów złotych z wolnej ręki, nie powstanie. Większość rządząca uznała, że nie ma czego badać.
407 dni, pół miliarda i ani jednego rozstrzygniętego przetargu

Liczby, które przytoczył wnioskodawca Piotr Uhle (klub Naprawmy Przyszłość), są wprost porażające. Postępowania przetargowe na odbiór, transport i zagospodarowanie odpadów komunalnych w sześciu sektorach Wrocławia ogłoszono w marcu 2025 roku. Po 407 dniach żadne z nich nie zostało rozstrzygnięte. Spółka Ekosystem przegrała szereg spraw przed Krajową Izbą Odwoławczą i sądami powszechnymi. W tym czasie miasto trzykrotnie zawierało umowy z wolnej ręki: w czerwcu 2025 r. na ok. 136 mln zł, w październiku 2025 r. na 192 mln zł, w marcu 2026 r. na 204 mln zł. Łącznie ponad pół miliarda złotych — bez konkurencyjnego trybu, bez kar za nieosiągnięcie poziomów recyklingu, na warunkach, których szczegółów miasto nie ujawnia.
Tryb z wolnej ręki, jak wynika z prawa zamówień publicznych, zarezerwowany jest dla sytuacji wyjątkowych i niemożliwych do przewidzenia. We Wrocławiu, gdzie odwołania towarzyszą każdemu kolejnemu przetargowi od kilkunastu lat, „nieprzewidywalność" to argument trudny do utrzymania.
Jest jeszcze drugie dno. Już w 2026 roku miasto ma ustawowy obowiązek osiągnąć 56-procentowy poziom recyklingu odpadów komunalnych. Niewypełnienie progu oznacza wielomilionowe kary. Sądy w toku postępowań ustaliły, że odpowiedzialności za nieosiągnięcie poziomów tym razem nie udało się przerzucić na wykonawców — zostanie ona w całości po stronie miasta. Eksperci wskazują, że kluczowy wyrok został wydany na skutek nieudolności i niekompetencji spółki w trakcie sprawy sądowej. Więcej o tym przeczytacie w tekście "Kompromitujący rok nieudolności – afera śmieciowa". W uzasadnieniu do wyroku czytamy:
"Uzasadnienie skargi nie zawiera rozwinięcia tegoż zakresu zaskarżenia. Także na rozprawie skarżący w tej kwestii nie przedstawił swojego stanowiska.
Sąd Okręgowy uznał, że tak sprecyzowane żądania w zakresie kosztów nie nadają się do rozpoznania, tym bardziej biorąc pod uwagę, że strona skarżąca była zastępowana przez profesjonalnego pełnomocnika. Sąd obowiązany jest do równego traktowania stron postępowania i nie może wyręczać pełnomocnika w prawidłowym formułowaniu zarzutów i uzasadnienia tychże w skardze”
(wyrok XXIII Zs 101/25, 15 października 2025 r.).
Trudno też wytłumaczyć różnice cenowe. W Chrzanowie ten sam wykonawca, co we Wrocławiu, przetwarza tonę bioodpadów za 746 zł. We Wrocławiu — za 1310 zł. Niemal dwa razy więcej u tej samej firmy. Wrocławianie zrzucają się na śmieci w Chrzanowie, bo tam jest konkurencja a w stolicy Dolnego Śląska - oligopol i nieudolna spółka organizująca przetargi.

Co miała robić komisja
Projekt klubu Naprawmy Przyszłość zakładał powołanie ciała, które przez pół roku zająłby się systemem odpadowym całościowo: oceną jego funkcjonowania, analizą zamówień publicznych, sytuacji finansowej, otoczenia rynkowego, a na końcu — wypracowaniem rekomendacji obniżenia kosztów i stawki opłaty dla mieszkańców. Raport miał trafić do rady do końca października 2026 r.
Uhle podkreślał, że nie chodzi o powielanie pracy komisji rewizyjnej, której tegoroczny plan kontroli obejmuje wyłącznie spółkę Ekosystem. Komisja doraźna miała patrzeć szerzej: na cały system. Intencję wnioskodawca wyłożył wprost, odwołując się do napisu w sali sesyjnej: „Być narodowi użytecznym. I my dzisiaj zdajemy pewnego rodzaju test czy egzamin, czy nam się chce pracować na to, żeby być użytecznym, czy po prostu chodzi o to, żeby użytecznym byli inni, a nam było wygodnie".
Linia obrony większości: „polityczna gra na czas"
Klub Koalicji Obywatelskiej, który w radzie ma zdecydowaną większość, zajął stanowisko negatywne. Przewodniczący Robert Leszczyński sugerował, że wnioskodawca raport ma już właściwie napisany i że komisja byłaby ciałem do „hucpy politycznej". Krytyczne uwagi wniosła Komisja Statutowa: zakres działania komisji uznano za zbyt szeroki jak na ciało doraźne.
Najmocniejsze stanowisko zajął jednak wiceprezydent Michał Młyńczak — i to on dwukrotnie wnosił o odrzucenie projektu. „Ta podkomisja, co do której pan radny Uhle dzisiaj składa, to jest polityczna gra na czas" — mówił. „Panu poprzez tą podkomisję zależy na kontynuowaniu w ciągłym, w trybie permanentnym tego, aby nie doprowadzić po prostu do finałowych rozstrzygnięć przetargowych i grać dalej na czas. Grać dalej na to, aby wprowadzać medialny szum, chaos i w tym zakresie pełną manipulację".
Riposta Uhlego była najmocniejszym momentem debaty. - Jeżeli pan uważa, że moje intencje są takie, żeby wpłynąć na wynik przetargu, to proszę iść i zawiadomić prokuraturę. Normalnie bym tak powiedział, tylko już to zrobiliście. Problem jest taki, że to nie do moich drzwi załomotało CBA, tylko do innych drzwi panie prezydencie — odpowiedział wiceprezydentowi.
PiS: koalicji nie chce się pracować

Projektowi klubu Uhlego poparcia udzieliło Prawo i Sprawiedliwość. Przewodniczący Łukasz Kasztelewicz stawiał diagnozę bez ogródek: „Coś się źle dzieje w Ekosystemie. Powinniśmy to sprawdzić. Nie wiem, dlaczego taka wielka obrona". I dalej: „Wiadomo, że są pewne procedury prawne. (...) Ale to już trwa półtora roku. Wszystko przegrywacie, czego się nie tkniecie".
Pod adresem KO Kosztelewicz nie owijał w bawełnę. - Wam się po prostu nie chce pracować w Radzie Miejskiej. (...) Jedyne co możecie robić, to po prostu głosować za, za, za wszystkimi projektami suflowanymi przez pana prezydenta".
Sympatię dla projektu wyraził też Sławomir Śmigielski (Lewica), zarazem przewodniczący komisji rewizyjnej. „Coś jest na rzeczy, ewidentnie coś jest na rzeczy" — mówił o branży, w której „nie pies merda ogonem, ale ogon merda psem". Andrzej Kilijanek (KO) zaproponował alternatywę — sesję nadzwyczajną poświęconą wyłącznie odpadom — i złożył wniosek formalny o informacje od prezydenta dotyczące spalarni i miejskiego przedsiębiorstwa wywozu odpadów. Dominik Kłosowski (Lewica) opowiadał się za przywróceniem MPO przynajmniej na ćwiartce miasta, mówiąc o Wrocławiu jako „zakładniku kilku podmiotów".
Anatomia głosowania

Za odrzuceniem zagłosowało 19 radnych KO. Przeciw odrzuceniu — czyli za powołaniem komisji — 10 osób: trzyosobowy klub Naprawmy Przyszłość (Janas, Nowotarski, Uhle), siedmioro radnych PiS (Kasztelowicz, Kilijanek, Krzeszowiec, Kurczewski, Olbert, Piwoński oraz Śmigielski). Wstrzymały się dwie osoby — Dominika Kontecka i Krzysztof Zalewski. Pięcioro radnych obecnych nie wzięło udziału w głosowaniu.
Co znaczące, Dominik Kłosowski, który w trakcie debaty mówił o wrocławskim oligopolu firm śmieciowych i postulował powrót do MPO, ostatecznie zagłosował za odrzuceniem projektu wraz z klubem KO.
Co dalej i czego nie będzie
Po odrzuceniu uchwały jedynym ciałem, które oficjalnie pochyla się nad systemem, pozostaje zespół powołany przy spółce Ekosystem — czyli przy podmiocie, który sam jest przedmiotem zarzutów. Komisja rewizyjna zbada w 2026 roku samą spółkę, ale nie cały system. Przetargi, których nie udało się rozstrzygnąć przez 407 dni, pozostają nierozstrzygnięte. Umowy z wolnej ręki — kontynuowane.
A pytanie, które debata pozostawia bez odpowiedzi, brzmi prosto: jeśli największy klub w radzie sam przyznaje, że problem odpadowy jest realny — „sprawy odpadowe są nam w klubie bliskie i wiemy, jak ważna to jest rzecz", jak deklarował Leszczyński — to dlaczego odrzucił jedyne narzędzie systemowej analizy poza samą spółką? I komu na rękę jest, by analiza skupiła się tam, gdzie kontrolowani sami sobą rządzą?
Mieszkańcy Wrocławia, którzy ostatecznie zapłacą za ten paraliż w opłacie śmieciowej, odpowiedzi na te pytania nie usłyszeli.

Ilustracje, poza wynikiem głosowania, zostały wygenerowane za pomocą narzędzi AI.
KO i Lewica chcą zlikwidować CBA. Czy obronią układ we Wrocławiu?
KO i Lewica chcą zlikwidować CBA. Czy obronią układ we Wrocławiu?
Sejm uchwalił ustawę likwidującą Centralne Biuro Antykorupcyjne, które przestanie istnieć 1 października 2026 r., a jego kompetencje zostaną rozdzielone pomiędzy Policję, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Krajową Administrację Skarbową. Rząd zapewnia, że „żadna sprawa nie zginie, żadna sprawa nie przepadnie”. Moment podjęcia decyzji budzi jednak poważne wątpliwości – CBA prowadzi bowiem liczne, wielowątkowe śledztwa korupcyjne dotyczące osób pełniących najwyższe funkcje publiczne, w tym również na Dolnym Śląsku. W efekcie pojawia się pytanie, czy likwidacja wyspecjalizowanej służby antykorupcyjnej nie osłabi postępowań, które mogą dotyczyć wpływowych środowisk politycznych.
Likwidacja CBA w trakcie prowadzonych śledztw
Sejm uchwalił ustawę likwidującą CBA, które przestanie istnieć z dniem 1 października 2026 r., a jego kompetencje zostaną rozdzielone pomiędzy Policję, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Krajową Administrację Skarbową. Jednocześnie rząd zapewnia, że „żadna sprawa nie zginie, żadna sprawa nie przepadnie”.
Likwidacja wyspecjalizowanej, niezależnej formacji antykorupcyjnej następuje w momencie, gdy CBA prowadzi liczne, wielowątkowe śledztwa o charakterze korupcyjno-oszustwczym, w których figurują osoby piastujące najwyższe funkcje publiczne.
Zgodnie z zasadą nemo iudex in causa sua oraz regułą unikania pozorów, taka zbieżność czasowa rodzi uzasadnione podejrzenie, że celem zmiany organizacyjnej jest osłabienie lub przeniesienie (z potencjalną utratą ciągłości dowodowej) postępowań, które mogłyby objąć dalsze kręgi decydentów. Przeniesienie akt do innych służb (nawet z formalnym zapewnieniem kontynuacji) niesie ryzyko rozproszenia materiału dowodowego, zmiany taktyki operacyjnej oraz utraty specjalizacji CBA w zakresie przestępczości gospodarczej i korupcji elitarnej.
Najgłośniejsze akcje CBA o podłożu politycznym
Przypomnę najgłośniejsze akcje CBA o podłożu politycznym:
W dniu 14 listopada 2024 r. funkcjonariusze CBA zatrzymali Jacka Sutryka, prezydenta Wrocławia, na polecenie Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Zarzuty obejmowały m.in.:
• przestępstwo korupcyjne (wręczenie korzyści majątkowej),
• posługiwanie się fałszywym dyplomem ukończenia studiów podyplomowych MBA na uczelni Collegium Humanum,
• trzy czyny oszustwa na szkodę spółek Skarbu Państwa i samorządowych (wyłudzenie wynagrodzeń z rad nadzorczych w łącznej wysokości blisko 500 tys. zł).
Sprawa jest częścią szeroko zakrojonej afery Collegium Humanum, w której CBA udokumentowało zorganizowaną grupę przestępczą wystawiającą fikcyjne dyplomy w zamian za łapówki. Zatrzymany równocześnie Marian Dymalski (były przewodniczący rady nadzorczej Portu Lotniczego Wrocław) usłyszał zarzuty m.in. pośrednictwa w przyjmowaniu korzyści majątkowych i organizowania fałszywych dokumentów. Sąd Okręgowy w Katowicach uznał zatrzymanie za zasadne i celowe, obniżając jedynie kwotę poręczenia majątkowego.
Zatrzymanie prezydenta Częstochowy
W dniu 25 lutego 2026 r. (zaledwie kilkanaście dni przed uchwaleniem ustawy likwidacyjnej) CBA zatrzymało prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka w śledztwie korupcyjnym prowadzonym przez Śląski Wydział Prokuratury Krajowej.
Zarzuty dotyczą przestępstwa korupcyjnego (art. 228 lub 229 k.k.). Zatrzymanie powiązane jest z szerszym postępowaniem wobec byłego wicemarszałka województwa śląskiego Bartłomieja S. (zatrzymanego już w październiku 2024 r.).
Sąd Rejonowy Katowice-Wschód nie przychylił się do wniosku o tymczasowe aresztowanie, jednak Prokuratura złożyła zażalenie. Prezydent został zawieszony w prawach członka partii Lewica.
CBA we Wrocławiu w 2026 r. – afera śmieciowa
CBA we Wrocławiu w 2026 r. – akcja z 5–6 marca 2026 r. dotycząca gospodarki odpadami komunalnymi (tzw. „afera śmieciowa”)
W dniach 5 i 6 marca 2026 r. funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeprowadzili szeroko zakrojoną operację na terenie Wrocławia oraz ościennych powiatów Dolnego Śląska. Działania odbywały się na polecenie Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach.
Przeszukania w kilkunastu lokalizacjach, w tym bezpośrednio w Urzędzie Miasta Wrocław oraz w komunalnej spółce Ekosystem (odpowiedzialnej za odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych).
• Zabezpieczenie obszernej dokumentacji oraz nośników pamięci (m.in. teczki osobowe pracowników, uchwały Rady Miejskiej, notatki z kolegiów, dokumenty przetargowe z lat 2019–2025).
• Kontynuacja operacji 6 marca 2026 r. – agenci CBA weszli do siedziby sekcji piłki ręcznej WKS Śląsk Wrocław, gdzie dalej zabezpieczano dokumenty związane ze sprawą.
Akcja jest kolejną odsłoną tzw. afery śmieciowej we Wrocławiu. Wśród podmiotów objętych zainteresowaniem CBA znalazła się spółka, której prezesem był Paweł Karpiński – były radny i bliski współpracownik prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, Jacek Dobrzyński, potwierdził publicznie, że działania są kontynuowane i nie ograniczają się do jednego dnia.
Działania te miały miejsce zaledwie kilka dni przed uchwaleniem przez Sejm ustawy likwidującej CBA z dniem 1 października 2026 r., co stanowi wyraźny przykład, że Biuro nadal prowadziło aktywne operacje antykorupcyjne na terenie Wrocławia w pierwszej połowie 2026 roku.
Czy likwidacja CBA to „zabezpieczenie” skorumpowanych polityków i ich interesów?

Damian Daszkowski





