Wrocławianie, pobudka! Nie urządzajmy się w d****!
Jest jak powiedział Stefan Kisielewski: „to, że jesteśmy w d**** to jasne. Problemem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”. Wrocław jest od dłuższego czasu w ciężkim kryzysie. Rozwój miasta jest blokowany, a w niektórych obszarach notujemy regres. Stan miasta pod rządami Jacka Sutryka nie odpowiada aspiracjom mieszkańców. Wielu liczyło na to, że sprawę załatwi za nas prokurator albo centralne władze PO. Przeliczyli się.
Samo z siebie nie zmienia się nic i w efekcie znaczna część mieszkańców popada w apatię. Zamiast myśleć o lepszym prezydencie mówią: – Sutryk to przynajmniej już się nakradł, przyjdzie następny i będzie musiał najpierw ukraść swoje. Tłumaczymy sobie rzeczy niewytłumaczalne. Bo trudno jest zaakceptować, że nikt za nas nie zrobi we Wrocławiu porządku. Tę postawę wspiera władza i wspierające ją media, które lubią apatię i atomizację społeczeństwa.
Wrocławskie elity władzy wyczuły tę apatię i wzięły ją za przyzwolenie, by w kolonialny sposób eksploatować i drenować zasoby miasta na zasadzie „TKM”. Skorumpowany układ, którego uosobieniem jest Jacek Sutryk, ma również drugą twarz. To twarz Platformy Obywatelskiej, która cały czas uczestniczy w tym procesie. Powinniśmy być „wdzięczni” partii Donalda Tuska za prezydenta, który stał się symbolem korupcji i zepsucia władzy i całej klasy polityków samorządowych.
Jako mieszkańcy oswoiliśmy się z tą sytuacją i zajęliśmy innymi sprawami. Ten stan wzmagała trwająca konfrontacja polityczna w walce o funkcję Prezydenta RP i gorszące sceny związane z próbami stwierdzenia nieważności wyborów. Ta konfrontacja odsunęła sprawy Wrocławia na dalszy plan, jednak – szczęśliwie zarówno dla stolicy Dolnego Śląska jak i dla całej Polski – ten rozdział mamy już za sobą. Czas, by znów porozmawiać poważnie o Wrocławiu.
Gdy władza chroniła swoich obywatele zakrzyknęli: SOS Wrocław
We Wrocławiu miała już miejsce próba zebrania podpisów pod inicjatywą referendalną w sprawie odwołania Jacka Sutryka. Inicjatorem było SOS Wrocław, które powstało jako obywatelski zryw i niezgoda na to, jak bardzo partie polityczne nic nie chciały zrobić w sprawie odsunięcia od kluczowych spraw skompromitowanego prezydenta razem z szemraną ekipą, która go otacza. Inicjatywa zebrała olbrzymie poparcie, bo podpisy pod inicjatywą złożyło 33 000 mieszkańców. To olbrzymia rzesza ludzi. W tamtej konfrontacji okazała się to jednak niewystarczające. Przegraliśmy bitwę, jednak nie przegraliśmy wojny.
SOS Wrocław jest już inną organizacją niż jeszcze kilka miesięcy temu. Rozbudowaliśmy struktury, poprawiliśmy procedury, przeprowadziliśmy wewnętrzną debatę i nie uciekaliśmy od nazwania przyczyn niepowodzenia próby odwołania Jacka Sutryka na początku tego roku. Wiemy dobrze, co na to wpłynęło – chodzi tu zarówno o czynniki zewnętrzne jak i to, co nie zadziałało w naszej organizacji.
SOS Wrocław cały czas działa. Silniejszy niż kiedykolwiek. Nie jest już ruchem doraźnym, odpowiadającym na potrzebę zagospodarowania społecznej emocji. Konsekwentnie walczymy o sprawy mieszkańców i osiągamy nasze cele.
Jako jedyni pokazaliśmy, że potrafimy sprzeciwić się chciwości patodeweloperów. Zabiegamy o powrót do rewitalizacji i poprawy jakości życia mieszkańców zdegradowanych osiedli. Organizujemy debatę publiczną w postaci spotkań, debat czy planowanego na 13 września Niezależnego Kongresu Osiedlowego. Zorganizowaliśmy ponad 50 różnego rodzaju spotkań na większości wrocławskich osiedli. Pracowaliśmy z mieszkańcami, prowadziliśmy realny dialog, szerzyliśmy wiedzę o patologiach trawiących Wrocław. Liczni mieszkańcy pytali nas wówczas: kiedy kolejna próba odwołania Jacka Sutryka.
Złośliwi nadal będą mówić, że SOS to pospolite ruszenie. Ale tylko ślepota lub zła wola może tak postrzegać autentyczne zaangażowanie społeczne ludzi, którym siłę i energię daje miłość do miasta i jego mieszkańców a nie dążenie do realizacji własnych, partykularnych interesów. To wielka wartość, której nie da się przecenić.
Gdy obywatele śpią budzą się partyjne demony
Społeczna apatia jest dla polityków jak okazja, która czyni złodzieja. Afery tej władzy są widoczne jak na dłoni. Neo-para prezydencka Jacek Sutryk – Renata Granowska daje liczne powody, by budzić oburzenie i niesmak mieszkańców. Warto zwrócić uwagę, że pierwsza zastępczyni Sutryka jest jednocześnie przewodniczącą wrocławskiej Platformy Obywatelskiej i żelazną ręką trzyma struktury partii za twarz. Nie przeszkadzają afery, nie przeszkadzają wyroki sądów koleżeńskich.
Granowska trzyma mocno za twarz również klub KO w Radzie Miejskiej Wrocławia. W mniej lub bardziej bezwzględny sposób przekonała do siebie platformersów, radnych Nowoczesnej i miejskich aktywistów, z których zrobiła maszynkę do głosowania w swoim własnym interesie. Granowska, działając wspólnie i w porozumieniu z Jackiem Sutrykiem zabezpiecza mu tyły, zaciera tropy i zapewnia mu spokojne dotrwanie do końca kadencji. Tym samym stała się ważnym filarem kliki Sutryka.
Radni Koalicji Obywatelskiej, nawet ci wybrani na pierwszą kadencję, stali się częścią układu Sutryka i Granowskiej. Działają z nimi wspólnie i w porozumieniu zapewniając większość w Radzie Miejskiej. Obywatelskości można dziś szukać tylko w nazwie ich klubu, który każdego dnia staje się coraz bardziej Koalicją Poparcia Pary Prezydenckiej.
Neo-para prezydencka i jej liczne afery kompromitują Wrocław
A Para ma wiele grzechów na koncie. Nie tylko nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu na koszt podatnika – opłacone miejską kartą kredytową, w kraju i za granicą. Nie tylko kryminalne zarzuty za łapówkarstwo i oszustwa. To nie tylko śmianie się w oczy wyborcom przy łamaniu albo ośmieszaniu obietnic wyborczych tygodnie ledwie po uzyskaniu od mieszkańców głosów.
To również liczne konflikty interesów, wypłacanie kasy swojej rodzinie i bliskim politykom, udawane konkursy na prezesów spółek, krzyżowe zatrudnianie radnych miejskich w instytucjach wojewódzkich i wojewódzkich – w miejskich. To wysyłanie bliskich i rodziny na intratne posadki i stanowiska w zaprzyjaźnionych samorządach i spółkach. To przymykanie oka nie tylko na prowadzenie lewego komisu w urzędzie, ale także na realizowanie swoich interesów kosztem miasta całej rzeszy dyrektorów, prezesów i rzeczników.
To również oddanie władzy nad miastem i służalcza postawa względem deweloperów. Obecnie toczy się gra o olbrzymie pieniądze liczone w miliardach, nie w tysiącach. Te pieniądze powinny trafić do budżetu miasta, nie do kieszeni deweloperów. To kompromitujący spadek Śląska Wrocław do niższej ligi, ręczne sterowanie klubem i bardzo niejasne relacje oraz finansowanie świata sportu. To także powoli pełzająca afera śmieciowa, której pierwsze objawy zaczynamy już obserwować.
Ostatecznie to po prostu nieskończone zmarnowane szanse, na rozwój Wrocławia. Każdy dzień trwania tego układu to niepowetowane straty. Te szanse już do nas nie wrócą, bo Wrocław nierządem stoi.
Zabrzanie odwołali swoją prezydent za dużo mniejsze przewiny. Patologie zabrzańskiej władzy to mały pikuś w porównaniu z aferami wrocławskiej neo-pary prezydenckiej.
Nie urządzajmy się w ciemnym miejscu. Czas działać!
Apeluję do wszystkich środowisk politycznych we Wrocławiu, którym przyświecają jeszcze jakieś zasady. Ja wiem, że trwanie jest dla wielu wygodne. Że lepiej jest patrzeć z dystansu i oczyma widza oglądać tok zdarzeń. Że w razie czego to inni poniosą konsekwencje.
Ale właśnie dziś jest czas, by opowiedzieć się jednoznacznie i wziąć odpowiedzialność za miasto. Odpowiedzialnością wrocławskich środowisk politycznych i społecznych jest zrobienie porządku w naszym ukochanym mieście.
Bo nikt tego nie zrobi za nas. A z całą pewnością nie prokuratura.
Już nam Zabrze przykład dało jak zwyciężać mamy.
Autor tekstu: Piotr Uhle