Awans Śląska. Nie zmarnujmy go w imię kolesiostwa.
Śląsk Wrocław wraca do Ekstraklasy. To dobra wiadomość – i nie tylko sportowa. Ale zanim wrocławscy decydenci zaczną wypinać pierś do orderów, warto przypomnieć, skąd właściwie przyszliśmy i co nam grozi, jeśli nie wyciągniemy wniosków.
Awans jest faktem. I ma swoją cenę.
Sezon w pierwszej lidze dobiegł końca sukcesem. Awans, który jeszcze w styczniu niewielu uważało za realny, stał się faktem. Zarząd klubu – mimo ogromu trudności, braku jednoznacznego wsparcia ze strony miejskich decydentów i atmosfery permanentnego kryzysu – ustabilizował sytuację i osiągnął cel.
Należy to powiedzieć wprost, bo w tym środowisku rzadko pada.
Powrót do Ekstraklasy oznacza również konkretne pieniądze. W nadchodzącym sezonie Śląsk może liczyć nawet na 15 milionów złotych z praw do transmisji telewizyjnych. Ekspozycja medialna przekłada się na atrakcyjność sponsorską – a ta w pierwszej lidze była po prostu nieporównywalna. Klub zyskuje nowe możliwości. I właśnie dlatego teraz – nie za rok, nie po następnym sezonie – należy zadać twarde pytania o to, co dalej.
40 milionów złotych – czekamy na rozliczenie
W budżecie miasta na rok 2026 zaplanowano dla Śląska łącznie 40 milionów złotych. Sama kwota nie dziwi – klub jest miejską własnością i wymaga finansowania. Dziwi co innego: ani prezes spółki, ani urzędnicy miejscy nie przedstawili Radzie Miejskiej rzetelnych wyliczeń dotyczących faktycznej sytuacji finansowej klubu. Pieniądze zaplanowano, ale bez transparentnego uzasadnienia.
Do tego dochodzi sprawa raportu Grant Thornton – dokumentu, który miał opisywać kondycję Śląska, a którego wnioski okazały się rozbieżne z rzeczywistymi przepływami finansowymi między klubem a spółkami komunalnymi. Ta nierzetelność nie jest kwestią przeszłości. Będzie rzutować na wiarygodność finansowania klubu przez kolejne lata.
Dlatego oczekujemy na podsumowanie co klub zrobił z przekazanymi pieniędzmi do dzisiaj. I co zamierza z nimi zrobić do końca roku. Czas na sprawozdanie i to dużo bardziej szczegółowe niż pierwsza prezentacja prezesa Jezierskiego.
Byliśmy po stronie klubu. I dlatego pytamy.
SOS Wrocław należy do nielicznych, którzy w najtrudniejszym momencie stanęli po stronie klubu – wtedy, gdy był on bezpardonowo atakowany, a miejscy decydenci zachowywali dziwne milczenie. Pisaliśmy o tym, czego wstydzi się Jarosław Królewski. Tłumaczyliśmy, dlaczego wojna o Śląsk jest również naszą wojną. Ci sami, którzy wtedy milczeli lub szkodzili – dziś będą pierwsi do świętowania.
Nie o wyścig zasług jednak chodzi. Chodzi o coś ważniejszego: o to, żeby sukces nie stał się pretekstem do powrotu starych nawyków.
Demony wyczuwają pieniądze
Sukces i perspektywa nadchodzących środków uruchomi mechanizmy, które dobrze znamy. Dziwne usługi doradcze. Agenci sportowi z nieoczywistymi kontraktami. Faktury za świadczenia, których wartości nie sposób zweryfikować. To wszystko już było. I doprowadziło do konkretnego skutku: klub z budżetem rzędu 80 milionów złotych rocznie nie był w stanie utrzymać się w Ekstraklasie.
Zanim więc politycy i działacze, którzy chcą, żeby „w Śląsku było jak było”, zaczną dyktować warunki nowego otwarcia – niech najpierw odpowiedzą na kilka prostych pytań:
- Dlaczego klub z tak dużym budżetem spadł do pierwszej ligi?
- Na co konkretnie szły pieniądze?
- Którzy agenci zarobili najwięcej i na jakich warunkach?
- Czy wszystkie zakontraktowane usługi były realnie świadczone, a klub faktycznie na nich korzystał?
To nie są pytania złośliwe. To są pytania, których zadanie jest obowiązkiem każdego, kto poważnie traktuje publiczne pieniądze.
Prywatyzacja: debata musi się zacząć teraz
Awans to też właściwy moment, żeby rozpocząć poważną rozmowę o przyszłości właścicielskiej klubu. Śląsk Wrocław może być wart znacznie więcej niż dziś – ale tylko wtedy, gdy będzie zarządzany przejrzyście, a jego finanse będą w porządku. Tylko tak można przeprowadzić dobrą prywatyzację – taką, która przyniesie miastu realną wartość, a nie kolejną rundę strat pokrywanych z miejskiej kasy.
A wydatki pokrywające wygenerowaną stratę są szczególnie bolesne. Nie tworzą żadnej wartości. Są dowodem na to, że coś poszło fundamentalnie nie tak.
Nie może być jak było. Bo wiemy, jak to się kończy.
SOS Wrocław monitoruje wydatki publiczne i rozliczalność wrocławskich decydentów. Jeśli chcesz wiedzieć więcej – obserwuj nas i dołącz do społeczności.

