Kto chce zastąpić Sutryka? Będziesz zszokowany
Kraków pokazał, że referenda się zdarzają. Wrocław może być następny. Przy tej okazji warto przyjrzeć się galerii chętnych, którzy od dawna skromnie, bardzo skromnie czekają w kolejce po fotel w Sukiennicach. Zrobiliśmy dla Was research. Miejscami jest zabawnie. Będziecie zaskoczeni jak bardzo.
KO, czyli partia, która zawsze ma kogoś pod ręką
Michał Jaros to człowiek o wyjątkowo nieszczęśliwym życiorysie politycznym: dwukrotnie usunięty ze stawki przy zielonym stoliku, za każdym razem przez swoich. W 2018 roku partia wybrała inaczej. W 2024 roku, mimo poparcia licznych organizacji społecznych i ruchów oddolnych, Jaros ostatecznie nie wystartował. Wojsko czekało na rozkaz, wódz zszedł do kwatery wroga i zaczął współrządzić z tym samym Sutrykiem, którego przez lata wskazywał jako główny problem Wrocławia. Żołnierze zostali na polu bitwy. Dziś, gdy kampania ma się znowu zacząć, część z nich może być mniej chętna, żeby znowu pożyczać swój wizerunek człowiekowi, który raz już ich zostawił. Mimo to Jaros ma naturalne pole position: jest szefem największej partii w regionie, która regularnie zbiera tu solidne wyniki. Trudno go pominąć. Łatwo zrozumieć, dlaczego mu nie ufają.
Grzegorz Schetyna jest jedną z tych postaci, które w polskiej polityce nie umierają, tylko na jakiś czas zmieniają parter na pierwsze piętro. Wicepremier, minister spraw wewnętrznych, minister spraw zagranicznych, marszałek Sejmu, szef Platformy, senator. Kariera przyhamowała po aferze hazardowej i konflikcie z Donaldem Tuskiem, ale Schetyna trzyma się życia publicznego z zacięciem godnym lepszej sprawy. Z Wrocławiem związany od czasów studenckich, mocno zaangażowany w sport, co w praktyce oznaczało, że jego ludzie współrządzili Śląskiem Wrocław i doprowadzili klub do stanu, który dziś można opisywać wyłącznie eufemizmami. Schetyna ma wizerunek zakulisowego machera otoczonego doświadczonymi praktykami, którzy nie stronią od siłowych rozwiązań. Mówi się, że to właśnie jego szabla pozbawiła Jarosa funkcji marszałka województwa, kiedy ten po nią sięgał. Ironia polega na tym, że dziś Schetyna i Jaros blisko współpracują, bo Jarosowi brakowało właśnie tej szabli do uzbierania większości w partii. Polityka potrafi być naprawdę piękna.
Mateusz Jędrachowicz to teza kontrowersyjna, ale wrocławskie salony coraz częściej wymawiają to nazwisko przy okazji rozmów o najwyższych funkcjach w mieście, włącznie z teką wicemarszałka. Młody radny sejmiku, niezbyt wiele do powiedzenia, doświadczenie w realnej pracy jeszcze mniejsze, za to wynagrodzenie w Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, do której trafił wbrew wcześniejszym obietnicom nieobsadzania stanowisk bez konkursów, wynosi, jeżeli wierzyć dziennikarzom, bagatela 28 tysięcy miesięcznie. Drogi mieszkańcu Wrocławia, ile Ty zarabiasz miesięcznie dzięki swojej uczciwej pracy? Mniej? Trzeba było nosić teczkę i zapisać się do partii. Jędrachowicz to modelowy przykład działacza nowej generacji KO: wyprany z idei, pozbawiony kręgosłupa, ustawiony zawsze z wiatrem, niezależnie od tego, skąd ten wiatr akurat wieje. Gdzie ci młodzi, którzy mieli zdusić centaury?
Familia i urząd, czyli kto zadba o szafy z trupami
Środowisko urzędnicze będzie chciało wskazać swojego delfina. Tyle że dobre słowo Sutryka wychodzącego tylnym wyjściem jest warte tyle, co w swoim czasie warte było dobre słowo niemal każdego innego polityka obleganego przez prokuraturę. Odchodzący raczej w niesławie Sutryk będzie chciał jednak zachować wpływ na wybór następcy, bo trupy w szafie trzeba chronić, interesy przyjaciół zaopiekować, a dobre imię nie może być zbyt często szargane przez tego, kto przejmie biurko. A następca będzie miał na co narzekać. Naprawdę będzie miał na co.
Jakub Mazur to pierwszy typ samego Sutryka. Wieloletni pierwszy zastępca, wyznaczany jako ten, który przejąłby miasto w przypadku prawomocnego wyroku sądu. Mazur poza częstymi i, jak podkreślają znawcy tematu, drogimi wycieczkami zagranicznymi na koszt podatnika, specjalizuje się w relacjach z biznesem i z pewnością potrafi zbierać środki na kampanię. Firmę, którą wcześniej obsługiwała m.in. państwową spółkę Tauron, przepisał na żonę. Firma specjalizuje się w reklamie. Do listy osiągnięć należy doliczyć dyplom MBA ze stajni Collegium Humanum. Ponoć Mazur, w przeciwieństwie do swojego szefa, miał notatki i chodził na zajęcia. Wysoka poprzeczka.
Radosław Michalski to dyrektor departamentu marki miasta, erudyta wykształcony między innymi we Florencji, człowiek z doskonałymi relacjami z Kościołem katolickim i całym wrocławskim ekosystemem turystyczno-gastronomicznym: restauratorzy, hotelarze, atrakcje, to jego naturalne środowisko. Często wskazywany jako możliwy kandydat środowiska urzędowego. Doświadczony w kampaniach wyborczych: kierował ostatnią kampanią Rafała Dutkiewicza w 2014 roku. Przynajmniej do pierwszej tury, kiedy widmo porażki z Mirosławą Stachowiak-Różecką skłoniło wszystkich do gruntownej przebudowy sztabu. Cenne doświadczenie na przyszłość.
Piotr Wojtyczka to doświadczony człowiek w publicznym biznesie, który wywodzi się z kręgów konserwatywnych. Rodzina pochodzi z Lubina, on sam przez lata funkcjonował w stowarzyszeniu Sapere Aude, nieformalnej młodzieżówce Rafała Dutkiewicza. Później zacieśnił relacje z Robertem Pietryszynem i Adamem Burakiem, a gdy ekipa Adama Hofmana szła z PiSu w górę, zabrała ze sobą również Wojtyczkę. Mówiło się, że posiada apartament po sąsiedzku z Danielem Obajtkiem. Później prezes Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Po zmianie władzy zajął się prowadzeniem klubu i nowego bytu medialnego, Wrocławskich Faktów, w których posiada jedną trzecią udziałów. Na poparcie Lewicy liczyć nie może, za to cieszy się szacunkiem w części wrocławskiego PiSu. Jak widać, różne drogi prowadzą do wrocławskiej polityki.
Izabela Kalisz z domu Pieniążczak to kandydatura, która zaskoczy wielu, ale jest jedynym nazwiskiem, na które może postawić tzw. familia, czyli krąg młodych działaczy skupionych wokół Sutryka od jego kampanii w 2018 roku. Wszyscy wywodzą się ze stowarzyszenia Sapere Aude, wszyscy od tamtej pory robią znakomite kariery – dla części dyrektorskie funkcje w urzędzie to była pierwsza praca. Damian Żołędziewski jest dyrektorem departamentu Prezydenta, Izabela Kalisz dyrektorką biura, Maria Michułka przez lata była szefową biura nadzoru właścicielskiego, dziś jako wzięta prawniczka obsługuje szereg miejskich spółek, Krzysztof Szłapka jest wicedyrektorem biura komunikacji internetowej, Jan Bujak osiągnął swój cel i jest dyrektorem Departamentu Nieruchomości i Eksploatacji, a jego zastępcą jest Monika Witkowska, również członkini familii. Towarzystwo ma więc wiele do stracenia. Prywatnie Izabela Kalisz jest szwagierką Damiana Żołędziewskiego: jej siostra od lat zarabia na utrzymaniu Hali Stulecia, a wcześniej miała być rekruterką we wrocławskim oddziale Collegium Humanum. Co za przypadek, co za rodzina. Szanse Kalisz na prezydenturę są marne, a jej ewentualne starcie z Wojtyczką nosiłoby znamiona skandalu obyczajowego, jednak to jedyne, na co familia realnie może sobie pozwolić. Chodzi o wyhandlowanie etatów u nowego prezydenta.
Marek Nowara to znany wrocławski deweloper, który od dłuższego czasu prowadzi intensywną kampanię budującą jego wizerunek publiczny. Założył stowarzyszenie Vergo City wpływające na politykę mieszkaniową miasta, udziela wywiadów Radiu Wrocław i Wrocławskim Faktom, popiera budowę metra i maluje się na aktywistę i eksperta. W wywiadach nie pojawia się jednak wątek kontrowersyjnych inwestycji prowadzonych w trybie Lex Deweloper. Nie pojawia się też wątek biznesów prowadzonych z synem sekretarza miasta Włodzimierza Patalasa ani historia poprzedniej spółki deweloperskiej Inter-System, która seryjnie wygrywała przetargi na miejskie inwestycje, m.in. wrocławskie Afrykarium. Nie pada też nazwa powiązanej z nim kapitałowo firmy Aqua Serwis, która, jak sama pisze na swojej stronie, zarządza między innymi Aquaparkiem Wrocław i… wspomnianym wcześniej Afrykarium w ZOO. Bardzo wiele pominięć, jak na tak aktywnego medialnie człowieka.
PiS liczy głosy
Rozgrywka w obozie prawicy odbędzie się między kandydatami gangu tapirów a stronnikami posła Dworczyka i byłego premiera Morawieckiego. Pogodzić może ich kandydat niezależny od PiS ale… powiązany z ratuszem.
Łukasz Kasztelowicz w ostatnich wyborach zebrał 45 tysięcy głosów, choć przed głosowaniem niewielu umiało wymówić jego nazwisko. Prawnik, który w roli przewodniczącego klubu radnych chętnie korzysta z zawodowego arsenału. Lojalny działacz, który buduje nazwisko na konsekwentnym podnoszeniu partyjnej agendy PiSu w samorządzie.
Janusz Cieszyński to były minister w rządzie Morawieckiego i absolwent wrocławskiego XIV LO, co w pewnych kręgach uchodzi za wrocławski rodowód. Niewiele brakowało, by w 2023 startował do Sejmu właśnie z Wrocławia, partia zadecydowała jednak inaczej. Byłby ciekawym pomysłem na odświeżenie wizerunku PiSu w mieście po niezrozumiałych dla własnego elektoratu alpejskich kombinacjach przy poprzednich dwóch podejściach do inicjatywy referendalnej. Ciąży na nim praca w rządzie Mateusza Morawieckiego, która nadal wielu wyborcom kojarzy się po prostu źle.
Marek Mutor. Dziś rządzi Ossolineum, ale w przeszłości był radnym. Konserwatysta, jego kandydaturę ma wspierać zarówno Kazimierz Michał Ujazdowski jak i wrocławska Solidarność. A jeżeli Solidarność to i Jarosław Krauze, który zawsze stanowił nieformalne połączenie między obozem Jacka Sutryka a Prawem i Sprawiedliwością.
Lewica liczy stołki
Lewica będzie miała najwięcej do stracenia. Pięcioosobowy klub w Radzie Miejskiej przy śladowym poparciu to osobliwe osiągnięcie, możliwe wyłącznie dzięki układowi z Sutrykiem. Dlatego lewica podejmie wszelkie możliwe ruchy, by wpływ zachować. Warto też zaznaczyć, że stronnictwo starego aparatu partyjnego z PZPR, SDRP i Millerowskim SLD w krwiobiegu niedawno odbiło ważny przyczółek: z funkcji wicewojewody odwołano Piotra Kozdrowickiego, wywodzącego się z partii Roberta Biedronia, a wcześniej Nowoczesnej. Na to miejsce wsadzono Agnieszkę Mizę, zaprawioną w SLD-owskich walkach. Życzymy powodzenia w karierze.
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra pracy i polityki społecznej, to rodowita wrocławianka, która jakością wypowiedzi i zdolnością formułowania myśli wyprzedza o kilka długości całą stawkę polityków SLD i Nowej Lewicy w parlamencie. Polityczna singielka, wiele zawdzięczająca swojej szanowanej w środowisku kultury matce. Ze względu na jakość, intelekt i indywidualizm jest w partii nielubiana i trudno jej będzie znaleźć poparcie wewnątrz własnego stronnictwa. Partia nie lubi takich rzeczy.
Dominik Kłosowski to bardziej prawdopodobny kandydat betonowego skrzydła SLD. Ambitny, gorliwy obrońca swoich zwierzchników, w kuluarach Rady Miejskiej coraz częściej nazywany człowiekiem z wazeliny. Znany z prowadzenia Komisji Gospodarki Komunalnej, Mieszkaniowej, Transportu i Inicjatyw Gospodarczych w taki sposób, żeby przypadkiem się nie przepracowała, za to lojalnie realizowała wszystkie interesy prezydenta. Złapany na osiedlu Sołtysowice z prospektem dewelopera w ręku. Na kampanię mu z pewnością nie zabraknie.
Czy Bezpartyjni i PSL znajdą nowe otwarcie dzięki Renacie Granowskiej?
Renata Granowska, wyrzucona z PO i z funkcji wiceprezydenta Wrocławia, zachowuje dobre relacje z otoczeniem marszałka Gancarza i będzie zabiegać o nominację PSL lub Bezpartyjnych. Nie ma nic do stracenia: budowana mozolnie pozycja zaczęła się sypać, a tylko prezydencka lub parlamentarna szarża może uratować ją od marginalizacji. Immunitet poselski też nie zaszkodzi a mówi się, że w PSL są działacze, którzy widzieliby panią Granowską na „jedynce” listy do Sejmu.
Michał Rado, młody sołtys Bystrzycy i członek Zarządu Województwa Dolnośląskiego, to rosnąca nadzieja Bezpartyjnych. Media go lubią, kamery go lubią, kariera z roku na rok przyspiesza. Ostatnio zasłynął poparciem dla budowy spalarni odpadów. Ciekawy punkt w życiorysie kandydata na prezydenta dużego miasta.
Jerzy Michalak, sprawdzony kandydat Bezpartyjnych, po dwóch latach nadal ma w nazwie profilu na Facebooku słowa „kandydat na Prezydenta Wrocławia”. Oratorsko znakomity. Po poprzednich nieudanych próbach trudno go pominąć. Profil na Facebooku gotowy, to dobry start.
Razem i Konfederacja
Marta Stożek z Razem to ideowa posłanka formacji Adriana Zandberga. Karierę zaczęła od pewnego falstartu, ale pnie się po drabinie popularności. Zasłynęła zawiadomieniem do CBA w sprawie możliwej korupcji w Urzędzie Miejskim Wrocławia. We Wrocławiu to dość rzadka specjalność.
Krzysztof Tuduj z Konfederacji zaangażował się w ostatnią próbę odwołania Sutryka, choć jego głównym obszarem zainteresowań pozostaje obronność. Wobec słabego zaangażowania w lokalne sprawy poprzedniego kandydata Konfederacji, Roberta Grzechnika, Tuduj jest najbardziej prawdopodobnym wyborem partii Mentzena i Bosaka.
To wszystko tylko okruchy informacji, które dla Was zebraliśmy. Niektóre z wątków zasługują na dużo głębsze i szersze rozwinięcie. Śledźcie nasze profile, niebawem dalszy ciąg programu!
Obserwujemy. Notatki prowadzimy. Wy też możecie.

