Wrocław wiele zyskał. SOS Wrocław podsumowuje największą oddolną akcję ostatnich lat.
Choć inicjatywa referendalna dotycząca odwołania prezydenta Jacka Sutryka nie zakończyła się wymaganym wynikiem, jej organizatorzy podkreślają: to nie porażka, lecz początek realnej zmiany. Podczas konferencji podsumowującej działania SOS Wrocław przedstawiono skalę społecznego zaangażowania, opisano napotkane trudności – także te związane z presją i agresją – oraz wskazano trwałe efekty inicjatywy, która zmusiła władze miasta do reakcji.
Wideo z konferencji: https://www.facebook.com/SOSWroclaw/videos/1170465941946957
Nadspodziewana mobilizacja i spełniona obietnica – mimo wyniku
„To było ogromne przedsięwzięcie” – Krystian Adamski
Krystian Adamski, otwierając konferencję, podsumował dwumiesięczną akcję zbierania podpisów:
– „Było to ogromne przedsięwzięcie logistyczne, w które zaangażowanych było kilkaset osób: wolontariuszy, koordynatorów i sympatyków. Zebraliśmy ponad 20 tysięcy podpisów. Zgodnie z obietnicą wszystkie karty przekazujemy dziś do PKW – niezależnie od wyniku.”
Jak dodał, choć liczba podpisów okazała się niewystarczająca, najważniejsze było dotrzymanie słowa i przeprowadzenie całej akcji zgodnie z zasadami:
– „Wierzymy, że to właśnie wierność zasadom odróżnia nas od obecnej władzy.”
„Nie osiągnęliśmy celu, ale osiągnęliśmy bardzo wiele” – głos Piotra Uhle
Wymuszone działania władz, nagłośnienie problemów, przełamanie milczenia
Piotr Uhle zaznaczył, że choć cel referendalny nie został spełniony, inicjatywa doprowadziła do szeregu realnych działań miasta, takich jak zwiększenie środków na rewitalizację czy nagły zwrot prezydenta wobec inwestycji Lex Deweloper przy ul. Zwycięskiej. W tym kontekście wspomniał również o tsunami Lex Deweloper, które nadchodzi wielkimi krokami oraz o aferze śmieciowej, której konsekwencje finansowe – jak zaznaczył – ostatecznie poniosą mieszkańcy.
– „Nie osiągnęliśmy sukcesu referendalnego, ale zmusiliśmy urząd do działania. Po zakończeniu inicjatywy wszystko może wrócić do ‘business as usual’, ale te efekty już się wydarzyły.”
Hejt, przemoc i nadużycia instytucji
Uhle zwrócił uwagę na bariery utrudniające zbiórkę, m.in. strach przed represjami oraz agresję wobec wolontariuszy:
– „Nasi wolontariusze byli obrażani, opluwani, szarpani, wywracano im stoliki. Doszło też do fizycznego ataku – czegoś, czego wcześniej we wrocławskiej polityce lokalnej nie było.”
Wskazał również działania Straży Miejskiej, wzywanie policji bez podstawy, brak legitymowania się funkcjonariuszy, a także próby zastraszania inicjatorów.
Układ władzy i problemy systemowe
Uhle odniósł się także do szerszego kontekstu funkcjonowania miasta:
– „Układ władzy obronił się niestety metodami, które trzeba nazwać brutalnymi. Wykorzystał słabość demokracji lokalnej, wykorzystał słabość obowiązujących przepisów.”
W dalszej części podkreślił brak spójnej strategii rewitalizacji oraz przypomniał o zbliżającym się akcie oskarżenia wobec prezydenta Jacka Sutryka.
Uhle przypomniał również sprawę miejskiej spółki Ekosystem, która – zamiast odpowiadać na pytania mieszkańców i radnych – skierowała zawiadomienie do prokuratury wobec niego za zadawanie niewygodnych pytań o funkcjonowanie systemu gospodarki odpadami. Podkreślił, że to symboliczny przykład tego, jak władze traktują kontrolę społeczną i jak bardzo potrzebna jest przejrzystość w spółkach komunalnych.
Zapowiedź walki o zmianę prawa
Wspomniał o przygotowanej propozycji zmian ustawy o referendum lokalnym:
– „To ustawa z 2000 roku. Powinna przewidywać na przykład możliwość podawania tylko ostatnich cyfr numeru PESEL albo składania podpisów elektronicznych.”
Uhle dodał również, że organizatorzy przeprowadzili jedyną dużą, jawną i otwartą debatę o przyszłości miasta, gromadząc przy jednym stole przedstawicieli wielu środowisk.
Wspólnota ponad podziałami – głos środowisk
Magdalena Gajewska-Królicka: „To początek dalszej współpracy”
Magdalena Gajewska-Królicka podkreśliła wyjątkową skalę współdziałania wielu środowisk:
– „Ta akcja pokazała, jak wiele środowisk potrafi działać razem: od ruchów lokatorskich i organizacji społecznych, przez Partię Razem i Konfederację, aż po mieszkańców walczących o swoje lokalne sprawy. To ma znaczenie. To dopiero początek.”
Wymieniła kilkanaście grup i społeczności, które włączyły się w działania – od Fundacji Weź Pomóż, przez partie polityczne, po inicjatywy mieszkańców.
Grażyna Wilk: „Dziękuję mieszkańcom i wolontariuszom. I… prezydentowi Sutrykowi”
Grażyna Wilk zwróciła się przede wszystkim do wolontariuszy:
– „Dziękuję wam za odwagę, za to, że walczyliście w nierównych warunkach i że pięknie o siebie dbaliście.”
Z ironią odniosła się do słów prezydenta:
– „Pan prezydent nazwał nas ‘najgorszymi’. Dzięki temu dowiedziałam się, że przynajmniej w tym jestem najlepsza.”
Jan Grabowski (Konfederacja): „Rzadko widzimy tak szeroką jedność”
Jan Grabowski podkreślił wyjątkowość porozumienia ponad podziałami:
– „Wrocław jest naszą wspólną sprawą. Rzadko kiedy mamy okazję oglądać od prawa do lewa wiele środowisk, które łączy jeden cel. Możemy się różnić w wielu poglądach, ale w wielu też jesteśmy spójni i wiele spraw możemy prowadzić razem.”
Zwrócił uwagę na pogarszającą się kondycję miasta:
– „Dziś Wrocław stał się pośmiewiskiem i jest na ustach wielu ludzi w całej Polsce, pokazując absurdy tego miasta. My nie chcemy się na to godzić.”
Alan Bielecki (Konfederacja): „Wrocław zasługuje na uczciwość”
Alan Bielecki podkreślił konieczność dalszego patrzenia władzy na ręce i budowania dialogu:
– „Wrocław zasługuje na dialog, jasne zasady i ludzi, którzy nie boją się patrzeć władzy na ręce.”
Jan Piontek (Fundacja Weź Pomóż): „To, co się udało, to połączenie ludzi”
Jan Piontek podkreślił zwrócenie uwagi na mieszkańców najbardziej pomijanych:
– „Udało się połączyć różne środowiska. Nauczyliśmy się docierać do człowieka na dole – do tych, którzy zwykle nie mają siły przebicia, ale najbardziej potrzebują być zauważeni. Ci mieszkańcy chcą być wysłuchani i są ważni.”
Wnioski: koniec akcji, początek ruchu
Konferencję zamknął Piotr Uhle, podkreślając, że SOS Wrocław wewnętrznie podejmie rozmowę o dalszej formie działalności, ale jedno jest pewne:
– „Mamy ogromny potencjał ludzi i idei. Ten potencjał nie zostanie zmarnowany.”
Organizatorzy zgodnie podkreślali, że mimo braku wyniku referendalnego:
- władza została zmuszona do reakcji,
- problemy miasta zostały nagłośnione jak nigdy,
- setki wolontariuszy pokazały, że obywatelska aktywność we Wrocławiu żyje,
- powstała współpraca, która nie zniknie wraz z końcem zbiórki.
Radni zdecydują jutro o przyszłości ośmiu zdegradowanych osiedli. Apel: „Głosujcie za rewitalizacją!”
Jutro Rada Miejska Wrocławia podejmie decyzję o petycji ws. wznowienia prac nad Gminnym Programem Rewitalizacji (GPR). To głosowanie może przesądzić o losie ośmiu zdegradowanych osiedli, dla których mieszkańcy i aktywiści zgromadzili 400 podpisów – apelując, by miasto w końcu podjęło realne działania.
Wideo z konferencji: https://www.facebook.com/SOSWroclaw/videos/1399654508427094

Rewitalizacja stoi w miejscu od 2021 roku
Podczas konferencji przedstawiciele inicjatywy SOS Wrocław przypomnieli, że Rada Miejska już w 2021 roku rozpoczęła prace nad GPR, jednak od tamtej pory „nic się realnie nie wydarzyło”.
Piotr Uhle zaznaczył, że w sierpniu aktywiści odwiedzili wszystkie osiem osiedli wskazanych jako zdegradowane – Ołbin, Plac Grunwaldzki, Kleczków, Nadodrze, Przedmieście Świdnickie, Przedmieście Oławskie, Księże i Brochów – i przeprowadzili lokalne konsultacje.
– „Te 400 podpisów nie poszło do niszczarki. Jutro Rada Miejska będzie je rozpatrywać i liczymy na realną decyzję” – podkreślił.
„To krok milowy. Mieszkańcy odzyskają sprawczość”
Liderka petycji, Grażyna Wilk, mówiła, że przyjęcie programu może odwrócić negatywne trendy na całych obszarach miasta.
– „Przywrócenie prac nad GPR byłoby krokiem milowym dla dużej zmiany. Mieszkańcy w końcu poczują sprawczość, poczują się u siebie na własnych podwórkach” – podkreśliła.
Zwróciła uwagę, że same remonty budynków nie wystarczą:
– „Remonty nie zatrzymają wymiany ludności, nie rozwiążą problemów ze szczurami i bezpieczeństwem. Jeszcze nie jest za późno, by zachować lokalne wspólnoty.”
„To są piękne miejsca – dziś urągające standardom europejskiego miasta”
Silny apel płynął także ze strony mieszkańców.
Dariusz Hajduk mówił o potrzebie przywrócenia godnego standardu życia na zdegradowanych podwórkach:
– „Chciałoby się czuć dumę, ale to, co widzimy dziś, urąga wszelkim standardom miasta europejskiego. Brud, szczury, nieoświetlone podwórka – tak nie powinien wyglądać Wrocław w 2025.”
Dodał, że to od jutrzejszej decyzji zależy, czy sytuacja zacznie się realnie zmieniać:
– „Jeśli radni chcą pokazać charakter, to jest ten moment. To nie są duże pieniądze, a możemy wreszcie poczuć się bezpiecznie i godnie.”
„Uchwała pozwoli ludziom odzyskać godność”
Maja Kraszewska podkreśliła dramatyczne warunki, w jakich wiele osób mieszka do dziś.
– „Wielokrotnie chodziłam po klatkach kamienic, które powinny być objęte rewitalizacją. Sama urodziłam się w takiej klatce, gdzie moja sąsiadka na trzecim piętrze nadal ma toaletę na zewnątrz” – mówiła.
Wskazała, że stawką głosowania jest elementarna jakość życia:
– „Uchwała, która może zostać jutro przyjęta, pozwoli ludziom odzyskać godność.”
„Dziura w chodniku nie ma barw partyjnych”
Chrystian Lubczyk wezwał radnych do ponadpartyjnej odpowiedzialności:
– „Zachęcam wszystkich radnych ponad podziałami. Dziura w chodniku nie ma barw partyjnych – głosowanie za rewitalizacją jest dla dobra Wrocławia i jego mieszkańców.”
20 mln zł rocznie dla każdego osiedla. „To inwestycja w ludzi, nie tylko w mury”
Na zakończenie Piotr Uhle podkreślił, że rewitalizacja musi obejmować zarówno infrastrukturę, jak i społeczne odbudowywanie wspólnot.
– „Chodzi o 20 mln zł rocznie na każde z osiedli. W pięć lat możemy je wyprowadzić na zupełnie inny poziom. To nie tylko pieniądze na mury – to środki na przywracanie do funkcjonowania całych społeczności.”
Zaapelował również, by radni pamiętali, że prawdziwa rewitalizacja nie może oznaczać wypierania mieszkańców:
– „Wymiana ludności to nie jest rewitalizacja – to gentryfikacja. Wierzę, że każdy radny, patrząc na dane o wyludniających się osiedlach, zagłosuje jutro za.”

Wrocław na zakręcie: debata SOS Wrocław pokazała, jak mocno miasto czeka na zmianę
Wrocław czeka na przełom. Debata SOS Wrocław pokazała, jak bardzo mieszkańcy chcą zmiany
Trwające śledztwo wobec Jacka Sutryka i jego otoczenia otworzyło nowy etap w debacie o przyszłości Wrocławia. Zorganizowana przez SOS Wrocław dyskusja, moderowana przez Marcina Torza, zgromadziła przedstawicieli sześciu środowisk politycznych i społecznych: Jerzego Michalaka, Adriana Prokopczyka, Grażynę Wilk, Krzysztofa Tuduja, Piotra Uhle oraz Mateusza Żaka. To było jedno z najostrzejszych, najbardziej merytorycznych i – co rzadkie – ponadpartyjnych spotkań o mieście od lat.
W tle pytanie, które coraz głośniej zadają mieszkańcy: co dalej z Wrocławiem po Sutryku?
Rozgrzewka? Nie tym razem. Metro rozpala salę od pierwszych minut
Dyskusja ruszyła od tematu, który od lat polaryzuje wrocławian – metra. Czy Wrocław naprawdę go potrzebuje? A jeśli tak, to jakiego?
- Jerzy Michalak: „Metro jest konieczne, ale tylko jako element systemu z koleją. To musi być kręgosłup całej aglomeracji.”
- Mateusz Żak przyznał, że kiedyś był sceptyczny: „Dziś widzę, że nie mamy alternatywy. Tylko mówmy uczciwie – 500 mln zł za kilometr to realny koszt.”
- Piotr Uhle wskazał konkret: „Możemy budować dwie linie jednocześnie – wschód–zachód z pieniędzy centralnych i ukośną z udziałem deweloperów oraz sprzedaży gruntów.”
W kontrze do entuzjastów stanęła Grażyna Wilk, przypominając o rekordowym zadłużeniu miasta:
„Powinniśmy wykorzystać kolej i to, co już istnieje. Tuneli nie udźwigniemy finansowo.”
Dla Adriana Prokopczyka kluczowe jest coś innego:
„Najpierw naprawmy MPK i przyspieszmy tramwaje. Metro nie naprawi chaosu, który mamy dziś.”
Miasto zabudowane po sufit. Panel o urbanistyce bez ogródek
Gdy mikrofon powędrował do rozmówców w temacie deweloperki, sala od razu wyczuła ostrzejszy ton rozmowy.
Krzysztof Tuduj uderzył pierwszy:
„Wrocław wygląda, jakby ktoś planował go z zamkniętymi oczami. Zabudowane korytarze powietrzne, brak parkowania, brak dróg. To nie jest rozwój.”
Adrian Prokopczyk dodał:
„Urbanistyka to struktura na dekady. Raz popełniony błąd zostaje na pokolenia.”
Grażyna Wilk mówiła o gdańskich standardach, których Wrocław dziś nie spełnia:
„Tam deweloperzy do inwestycji dokładają szkoły czy instytucje kultury. U nas? Dostają wszystko, a dają niewiele.”
Piotr Uhle postawił diagnozę wprost:
„Wrocław stworzył układ równych i równiejszych. Mamy deweloperów uprzywilejowanych i odrzuconych. To trzeba przeciąć jak mieczem.”
Śmieci: „system na granicy załamania”
Temat gospodarki odpadami wywołał reakcje z sali jeszcze przed pierwszą odpowiedzią. Mieszkańcy Wrocławia dobrze wiedzą, jak źle wygląda sytuacja.
Jerzy Michalak:
„System śmieciowy jest na krawędzi. Lata zaniedbań, brak przetargów, nagłe zastępstwa. Tak się nie zarządza dużym miastem.”
Piotr Uhle przypomniał najboleśniejszy fakt:
„Dwa przegrane procesy, do końca kadencji – około 100 milionów złotych kar. Wrocław płaci za błędy własnego magistratu.”
Mateusz Żak mówił o potrzebie spalarni i nowych PSZOK-ów,
Adrian Prokopczyk o podziemnych śmietnikach i zatrudnianiu więcej pracowników do oczyszczania miasta,
a Grażyna Wilk przyniosła głos ulicy – Ołbin tonący w odpadach.
Najmocniejsza metafora padła od Tuduja:
„Milion szczurów – to najlepsze podsumowanie pracy magistratu.”
Śląsk Wrocław: wszyscy za prywatyzacją
W przeciwieństwie do poprzednich tematów, panel o przyszłości Śląska Wrocław przyniósł niespodziewanie szeroką zgodę.
Krzysztof Tuduj: „Piłkę nożną powinni prowadzić fachowcy, nie urzędnicy.”
Adrian Prokopczyk: „Sprzedajmy stadion, jeśli trzeba. Niech zniknie ciężar dla budżetu.”
Grażyna Wilk: „Kultura dostaje trzy razy mniej niż klub piłkarski. To absurd.”
Piotr Uhle: „40 etatów administracyjnych, polityczne nominacje, krewni i znajomi. To Football Manager na publicznych pieniądzach.”
Żak i Michalak zgodnie opowiedzieli się za modelem: inwestor prywatny + złota akcja miasta.
Rady osiedli: największy niewykorzystany potencjał
Niepozorny temat okazał się jednym z najważniejszych.
Wrocław ma ok. 800 radnych osiedlowych, ale ich realna sprawczość jest znikoma.
Michalak wspominał ideę WBO i proponował, aby wybory organizować tam, gdzie mieszkańcy faktycznie chcą głosować.
Żak podkreślił wypalenie radnych i brak decyzyjności.
Uhle powiedział jasno:
„Miasto nawet nie odpowiedziało sobie na pytanie, po co mu rady osiedli. A to są ludzie, którzy mogą zmieniać Wrocław oddolnie.”
Wilk wskazała na absurd równego finansowania małych i dużych osiedli.
Tuduj odwołał się do zasady pomocniczości:
„To, co można zrobić na poziomie osiedla, nie powinno zależeć od magistratu.”
Kto powinien rządzić Wrocławiem po Sutryku?
Drugi blok debaty stał się najciekawszym fragmentem spotkania. Paneliści mówili o cechach przyszłego lidera miasta – zaskakująco podobnie.
- Żak: „Prezydent musi dobrać ludzi mądrzejszych od siebie.”
- Michalak: „Pokora. Bez tego władza uderza do głowy.”
- Uhle: „Prezydent musi być silny wobec silnych. Nie wobec mieszkańców.”
- Wilk: „Ktoś spoza układów. Kto naprawdę słucha.”
- Prokopczyk: „Ktoś, kto staje po stronie słabszych.”
- Tuduj: „Lider, który nie boi się audytów i trudnych decyzji.”
To nie był konkurs na hasła wyborcze. To była lista zarzutów wobec tego, jak funkcjonuje dziś miasto.
Czy urząd da się odpolitycznić? Tu padły najmocniejsze słowa
W tej części debaty pojawiły się oskarżenia dotyczące zatrudniania „po linii partyjnej”, układów w spółkach miejskich i politycznej blokady stanowisk.
Piotr Uhle powiedział jedno z najmocniejszych zdań całej debaty:
„Wrocław to nie jest łup. Nie możemy mieć sytuacji, w której wynik konkursu jest znany zanim się zacznie.”
Grażyna Wilk przyznała otwarcie, że nawet na stanowiska niskiego szczebla w spółkach miejskich wejście „z ulicy” jest praktycznie niemożliwe.
Prokopczyk podkreślił problem gerrymanderingu w wyborach do rady miejskiej.
Michalak bronił modelu „bezpartyjnego prezydenta”, który potrafi rozmawiać z każdym rządem.
Tuduj przypomniał, że polityka to troska o dobro wspólne, a nie o „pociotków”.
Szczury, parkowanie i budżet obywatelski – głos oddany mieszkańcom
W końcowej części debaty głos zabrali mieszkańcy. Pytania były ostre i konkretne.
Szczury
- Michalak: przykład Budapesztu.
- Żak: więcej szczurołapów i budki dla kotów.
- Prokopczyk: podziemne pojemniki.
- Uhle: „To musi być wojna prowadzona systemowo, a nie akcje pozorowane.”
Parkowanie
- Wilk: pełna strefa płatnego parkowania + ochrona podwórek.
- Tuduj: parkingi wielopoziomowe, także jako schrony.
- Żak: Park & Ride + walka z wrakami.
Budżet obywatelski
- Michalak: powrót do małych projektów osiedlowych.
- Żak: przebudowa systemu, który dziś... generuje podejrzane PESEL-e.
Wnioski są jednoznaczne. Wrocław chce resetu
Debata SOS Wrocław nie była akademicką wymianą zdań.
Była sygnałem, że mieszkańcy i liderzy społeczni mają dość obecnego modelu rządzenia.
Z rozmów wynika jasno:
- Wrocław nie potrzebuje kosmetyki – potrzebuje gruntownej zmiany modelu zarządzania.
- Największe problemy miasta – urbanistyka, śmieci, transport, Śląsk Wrocław – są efektem wieloletnich zaniedbań.
- Najważniejsze hasła debaty to: transparentność, uczciwość, profesjonalizm, partnerstwo z mieszkańcami.
SOS Wrocław zapowiada kolejne debaty.
Po tej pierwszej widać jedno: dyskusja o przyszłości miasta dopiero się zaczyna – i nie da się jej już zatrzymać.
Afera śmieciowa we Wrocławiu: 40 milionów strat i zawiadomienie do prokuratury

Podczas wtorkowej konferencji prasowej radny Piotr Uhle z ruchu SOS Wrocław zapowiedział złożenie zawiadomienia do prokuratury w sprawie możliwości popełnienia przestępstw na szkodę Gminy Wrocław i miejskiej spółki Ekosystem. Jak twierdzi, w wyniku opóźnień i nieprawidłowości przy przetargu na zagospodarowanie odpadów, miasto poniosło już ponad 40 milionów złotych strat. Uhle i jego współpracownicy podkreślają, że mimo prób zastraszenia – nie zamierzają się wycofać.
Wideo z konferencji: https://www.facebook.com/
40 milionów złotych szkody i ryzyko wzrostu opłat dla mieszkańców
„Mieszkańcy ponoszą już dzisiaj konsekwencje opóźniającego się przetargu. Ponad 40 milionów złotych miasto Wrocław przesunęło na zagospodarowanie odpadów z tak zwanej wolnej ręki — to są dodatkowe koszty, które ponosimy i to wynika wprost z działań spółki” — powiedział Piotr Uhle.
Radny ostrzegł, że jeśli obecna sytuacja się utrzyma, stawki za odbiór odpadów mogą wzrosnąć nawet do 70 złotych miesięcznie od osoby.
„Dla czteroosobowej rodziny to 1500 złotych rocznie więcej. To jest dobry rower dla dziecka, którego po prostu nie kupicie przez błędy urzędników” — dodał.
„Nie damy się zastraszyć”
Uhle ujawnił, że wobec niego podejmowane są próby wywierania presji, w tym zawiadomienie złożone do prokuratury przez spółkę Ekosystem.
„Mimo wielu prób zastraszenia mnie, nie ma takiej możliwości, by ktoś tego typu metodami wpłynął na moje działania. Mam obywatelską i cywilną odwagę, by tę sprawę zanieść do właściwych organów” — zapewnił radny.
Podobne stanowisko przedstawił Marek Zalewski, były członek rady nadzorczej Ekosystemu:
„Nie damy się zastraszyć. Próby uciszania krytyki i odsuwania osób zadających pytania są nie do przyjęcia” — mówił.
Bezczynność prezesa Ekosystemu i brak reakcji Rady Miejskiej
Radny Uhle zarzucił prezesowi spółki Ekosystem, Pawłowi Karpińskiemu, ukrywanie dokumentów i brak współpracy z radnymi:
„Konsekwentnie odmawia się nam wglądu do dokumentów, które powinny być publiczne. To pokazuje, że coś jest do ukrycia” — stwierdził.
Skrytykował również brak reakcji przewodniczącej Rady Miejskiej Wrocławia:
„Trzy tygodnie temu wnioskowałem, by Rada Miejska złożyła zawiadomienie do prokuratury. Do dziś nie wykonano żadnego ruchu. To jest obowiązek, nie wybór.”
Historia uciszania krytyki i zwolnienia sygnalistów
Marek Zalewski wskazał na niepokojące przypadki zwalniania pracowników sygnalizujących nieprawidłowości:
„Zwalniana jest sygnalistka, mimo negatywnej opinii związku zawodowego. Zarzuty wobec niej są absurdalne. Widzimy, że próby wyjaśnienia sprawy kończą się represjami wobec osób, które zadają pytania” — mówił.
Zalewski przypomniał również, że sam został niespodziewanie odwołany z rady nadzorczej w grudniu ubiegłego roku, tuż przed planowanymi pytaniami o przetargi.
Zawiadomienie do prokuratury

Na zakończenie konferencji Uhle poinformował, że złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstw na szkodę gminy i spółki Ekosystem.
Zawiadomienie obejmuje podejrzenia:
-
przekroczenia uprawnień,
-
niegospodarności,
-
prześladowania sygnalisty,
-
zakłócania przetargu publicznego
„To jest sprawa, która dopiero się rozkręca. Ale mamy obowiązek działać – nie dla siebie, tylko dla mieszkańców Wrocławia” — podsumował radny.
PRZEDŁUŻENIE AKCJI „GOTOWI NA ZIMĘ”
PRZEDŁUŻENIE AKCJI „GOTOWI NA ZIMĘ”
Fundacja Weź Pomóż wraz ze Stowarzyszeniem SOS Wrocław informują o przedłużeniu działania punktu wydawania pomocy w ramach akcji „Gotowi na zimę”, który znajduje się w siedzibie fundacji przy ul. Poznańskiej 48 we Wrocławiu.
W odpowiedzi na duże zapotrzebowanie oraz liczne prośby mieszkańców, punkt pozostanie otwarty również w najbliższym tygodniu i będzie otwarty aż do 23 listopada. Najbliższy tydzień będzie zorganizowany według poniższego harmonogramu.
Każdego dnia obowiązuje określony zakres dostępnych darów:
HARMONOGRAM WYDAWANIA DARÓW
NIEDZIELA (9:00–13:00)
- ciepłe ubrania i buty na zimę
- środki czystości, pieluchy, papier toaletowy
PONIEDZIAŁEK (14:00–18:00)
- chemia gospodarcza
- środki higieniczne
- wentylatory domowe
- środki czystości, pieluchy, papier toaletowy
WTOREK – Narodowe Święto Niepodległości
Brak wydawania darów.
ŚRODA (14:00–18:00)
- taborety i stołki medyczne, nakładki na toalety
- środki czystości, pieluchy, papier toaletowy
CZWARTEK (14:00–18:00)
- wózki inwalidzkie i chodziki (konieczne zaświadczenie od lekarza)
- środki czystości, pieluchy, papier toaletowy
PIĄTEK (14:00–18:00)
- buty i kurtki zimowe
- środki czystości, pieluchy, papier toaletowy
Zapraszamy wszystkie osoby w potrzebie, a także tych, którzy chcieliby wesprzeć akcję darami rzeczowymi lub wolontariatem.
Kontakt i miejsce:
Fundacja Weź Pomóż
ul. Poznańska 48, Wrocław
„Razem możemy więcej. Nikt nie powinien marznąć.”
Dlaczego należy odwołać Jacka Sutryka i Radę Miejską Wrocławia?
Dlaczego należy odwołać Jacka Sutryka?
- Zarzuty karne. Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk usłyszał zarzuty dotyczące korupcji i oszustwa w związku z tzw. aferą Collegium Humanum.
- Służba wybranym, nie wszystkim. Sutryk konsekwentnie realizuje interesy wybranych deweloperów, zamiast działać w imię dobra wspólnego mieszkańców. W szczególności wspiera grupy spekulantów gruntami, którzy budują swoje fortuny na bliskich relacjach z urzędnikami miejskimi. Koszty tej polityki ponoszą mieszkańcy oraz dziedzictwo historyczne Wrocławia – przykładem są choćby tereny olimpijskie.
- Brak kompetencji w gospodarce odpadami. Zaniechania w tworzeniu miejskich kompetencji i przeciągane przetargi na zagospodarowanie odpadów doprowadziły do zapaści w systemie czystości miasta. Wrocław tonie w brudzie i szczurach, a w przyszłym roku mieszkańców mają czekać drastyczne podwyżki opłat – nawet do 70 zł od osoby. Czteroosobowa rodzina zapłaci 280 zł miesięcznie, czyli 3360 zł rocznie – prawie dwukrotnie więcej niż obecnie.
- Arogancja władzy. Prezydent wykazuje butę i lekceważenie wobec mieszkańców, nierzadko pozwalając sobie na obraźliwe komentarze i publiczne ataki na osoby, które się z nim nie zgadzają.
- Kolesiostwo i partyjniactwo. Obietnice transparentnych konkursów na stanowiska w miejskich spółkach pozostały pustymi deklaracjami. Konkursy – jeśli w ogóle są ogłaszane – często mają z góry znanych zwycięzców, wyłanianych spośród osób powiązanych politycznie lub towarzysko z otoczeniem prezydenta.
- Upadek Śląska Wrocław. Sutryk doprowadził piłkarski Śląsk do pierwszej ligi, a miasto – do „drugiej ligi” w jakości życia. Jednocześnie utrzymuje się „eldorado” dla sportowych działaczy. Kuriozalnym przykładem były wielomilionowe dotacje dla Śląska Wrocław Piłka Ręczna, przyznane w konkursie, w którym wygrać mogła tylko spółka zarządzana przez Wojciecha Granowskiego – męża Renaty Granowskiej, pierwszej zastępczyni Sutryka.
- „Dojenie” miasta przez układ towarzyski. Urząd i miejskie spółki stały się źródłem synekur dla „tłustych kotów” Sutryka. Stołki w radach nadzorczych wymieniane są w ramach politycznych układów, a pieniądze podatników trafiają do rad programowych, zarządów i komisji – często fikcyjnych lub zbędnych. W efekcie powstała „partia 127 dyrektorów i pluton prezesów” – sieć stanowisk, które służą głównie zaspokajaniu finansowych potrzeb zaplecza prezydenta.
- Brak wizji rozwoju miasta. W obliczu zmian gospodarczych i technologicznych Sutryk nie przedstawił spójnej wizji rozwoju Wrocławia. Miasto traci tempo inwestycyjne, a lokalna gospodarka pozostaje bez realnego wsparcia.
- Fiasko polityki transportowej. Pomimo ogromnych wydatków udział transportu zbiorowego w podróżach po mieście spadł z prawie 28% w 2018 r. do nieco ponad 21% w 2024 r.
- Propaganda zamiast dialogu. Prezydent stworzył wokół siebie aparat propagandowy, który zamiast rzetelnie informować mieszkańców – skupia się na budowaniu kultu jednostki i autopromocji.
Dlaczego należy odwołać Radę Miejską Wrocławia?
- Bierność wobec afery Sutryka. Minął rok od postawienia prezydentowi zarzutów, a radni wciąż nie podjęli skutecznych działań rozliczających. Nie wezwali go do rezygnacji, a wręcz przeciwnie – udzielili mu wotum zaufania za okres, w którym rektor Collegium Humanum był zatrudniony na kontrowersyjnej umowie z Wrocławskim Parkiem Technologicznym, uznanej przez prokuraturę za łapówkę o wartości 80 tys. zł.
- Reprezentowanie interesów deweloperów. Rada przestała działać w imieniu mieszkańców, a coraz częściej w interesie deweloperów i spekulantów gruntowych. Odrzucenie projektu uchwały „Wrocław przeciw patodeweloperom” pozbawiło miasto nawet 4 mld zł potencjalnych wpływów, które mogłyby zasilić budżet, a trafią do kieszeni wybranych firm.
- Konflikty interesów i powiązania z branżą. Radni nadzorujący sektor deweloperski są z nim powiązani w sposób budzący poważne wątpliwości. Dominik Kłosowski został przyłapany na lobbowaniu na rzecz dewelopera, a Sebastian Lorenc prowadził kampanię wyborczą finansowaną przez tajemniczego „darczyńcę”, którym – jak się później okazało – był jeden z największych deweloperów w mieście.
- Dorabianie w instytucjach podległych marszałkowi. Wielu radnych uzyskało dodatkowe, dobrze płatne posady w jednostkach samorządowych lub instytucjach kultury podległych marszałkowi województwa. Przykładowo: Agnieszka Dusza otrzymała etat w Urzędzie Marszałkowskim, Izabela Duchnowska została wicedyrektorką Teatru Polskiego, a Sebastian Lorenc – wiceprezesem Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego. Takie powiązania podważają ich niezależność.
- Zdrada niezależnych wyborców. Radni, którzy obiecywali niezależność od prezydenta, w praktyce weszli w jego orbitę polityczną. Robert Suligowski, Sławomir Czerwiński, Agnieszka Dusza, Izabela Duchnowska, Tadeusz Grabarek i Magdalena Razik-Trziszka stali się politycznym zapleczem skompromitowanego prezydenta, czym zawiedli zaufanie wyborców.
- Brak audytów w spółkach komunalnych. Rada nie zrealizowała obietnicy przeprowadzenia niezależnych audytów w miejskich spółkach, mimo licznych sygnałów o nieprawidłowościach i nepotyzmie.
- Zamknięcie się na mieszkańców. Rada Miejska nadal pozostaje instytucją hermetyczną i niedostępną. Mieszkańcy wciąż nie mają realnej możliwości zabierania głosu podczas sesji, a konsultacje społeczne są traktowane czysto formalnie.
Nie zatrzymacie referendum pięścią i kopaniem w twarz!
Wolontariusz SOS Wrocław został pobity i skopany po głowie za poglądy polityczne.

Wrocław traci miliony na decyzjach „Lex Deweloper”
Stowarzyszenie SOS Wrocław ujawniło spekulację gruntami na ogromną skalę, w której prywatni inwestorzy mieli zarobić dziesiątki milionów złotych kosztem mieszkańców. Według przedstawionych wyliczeń, na dwóch inwestycjach realizowanych w trybie tzw. Lex Deweloper, Wrocław miał stracić nawet 150 milionów złotych, a podobnych projektów w przygotowaniu ma być ponad 30. Przedstawiciele SOS Wrocław zażądali dymisji prezydenta Jacka Sutryka i Rady Miejskiej, jednocześnie przypominając o prowadzonej właśnie zbiórce podpisów pod inicjatywą referendalną.
Wideo z konferencji: https://www.facebook.com/
Spekulacja i handel gruntami
- Mamy do czynienia ze spekulacją gruntami na niespotykaną wcześniej skalę. Do tej spekulacji prywatni przedsiębiorcy wykorzystali Urząd Miejski i Radę Miejską Wrocławia - rozpoczął Piotr Uhle, radny miejski, przewodniczący SOS Wrocław. Samorządowiec przypomniał, że dyskusja nad nadchodzącym tsunami Lex Deweloper zaczęła się w lutym tego roku, gdy zwrócono uwagę na nieuczciwy podział zysków ze wzrostu wartości działki - na korzyść inwestora, kosztem mieszkańców.
- Inwestor, po przekształceniu działki w trybie tzw. “Lex Deweloper”, zyskuje olbrzymi wzrost wartości nieruchomości, nawet dziesięcio czy kilkunastokrotny - przypomniał radny Uhle.
- Bez postawienia jednej cegły czy wykopania jednej łopaty ziemi. I na tym etapie inwestor może zakończyć inwestycje, wyjechać i zapomnieć w ogóle o sprawie - kontynuował.
Wyliczenia podważane - SOS Wrocław mówi sprawdzam
- Nasze wyliczenia dotyczące wzrostu wartości nieruchomości były wielokrotnie podważane. No to w tym momencie mamy sytuację, kiedy możemy powiedzieć, sprawdzam - powiedział przewodniczący SOS Wrocław, Piotr Uhle.
- I wychodzi na to, że Piotr Uhle i inni radni, którzy o tym mówili oraz inicjatywa SOS Wrocław mieli rację - powiedział Marek Zalewski, przewodniczący Rady Osiedla, Biskupin-Sępolno-Bartoszowice-
- Przy ul. Lotniczej wzrost wartości nieruchomości to jest 70 milionów złotych, czyli z działki, która była warta 10, działka jest warta 80 milionów. Nasza propozycja SOS Wrocław uchwały Lex Deweloper zakładała 50% zysku z tego wzrostu wartości nieruchomości dla mieszkańców, na inwestycje towarzyszące. Byłoby to prawie 35 milionów na inwestycje, z tego można wybudować szkoły, przedszkola, bardzo dużo inwestycji towarzyszącej. Zamiast tego będzie około 9, maksymalnie 10 milionów. - powiedział radny osiedlowy.
- Natomiast przy kolejnej inwestycji przy ulicy Armii Krajowej i ul. Kwidzyńskiej wartość działki wzrosła z 30 milionów do ponad 300, czyli wzrost o 270 milionów. Przy naszej propozycji byłoby to dodatkowe 150 milionów złotych dla mieszkańców, na inwestycje dodatkowe. A będzie mniej niż 20 milionów. - kontynuował.
- Mieszkańcy miasta są ograbiani z dziedzictwa. Te pieniądze mogłyby służyć mieszkańcom, a służą zupełnie komuś innemu - grzmiał przewodniczący rady osiedla.
Inwestycje kosztem okolicznym mieszkańców
- Przy ulicy Lotniczej ma powstać około 550 mieszkań. Tutaj nasuwają się pytania, jak okoliczna infrastruktura zniesie dodatkowych mieszkańców? Czy została odpowiednio zabezpieczona infrastruktura transportu publicznego oraz drogowego? Już dzisiaj w godzinach szczytu w tamtym miejscu jest problem z korkami. Tworzą się spore utrudnienia - powiedział Wiktor Kostecki, Ruch Narodowy Wrocław - Konfederacja.
- Jaki te inwestycje będą miały wpływ na okoliczne osiedla, na okolicznych mieszkańców, którzy tam mieszkają. Ponieważ infrastruktura nie jest przystosowana na taką przepustowość, na taką ilość ludzi tam zamieszkujących. Czy miasto zabezpieczyło odpowiednie fundusze ze sprzedaży tych działek na rozbudowę tej infrastruktury? - kontynuował Wiktor Kostecki.
Miasto powinno dbać o mieszkańców, nie o deweloperów
- Za pieniądze ze wzrostu wartości gruntu można zrobić bardzo wiele pozytywnych rzeczy, na przykład wybudować 500 mieszkań komunalnych i to co roku. - punktowała Grażyna Wilk, radna osiedla Ołbin.
- Dlatego powinniśmy zacząć traktować deweloperów z większą asertywnością, bo tak duże pieniądze pozwolą w przyszłości rozwiązać bardzo wiele problemów miasta i to każdego roku - kontynuowała
Radny Piotr Uhle przypomniał: - To są wielkie pieniądze, które można wygenerować dla miasta, ponieważ w kolejce stoi ponad 30 podobnych wniosków, a wiemy z informacji, które krążą nieoficjalnie w mieście, że może być ich znacznie więcej. My mówimy o miliardach złotych, które mogą pozwolić nawet na budowę na przykład pierwszej linii metra w mieście.
Poważne zastrzeżenia do transparentności i uczciwości Rady Miejskiej
- Komisja Architektury i Rozwoju Przestrzennego, której przewodniczy radny Sebastian Lorenc, odgrywa tutaj kluczową rolę w kształtowaniu Miejskiej Polityki Przestrzennej. Z dostępnych informacji wynika, że jako były wiceprezydent Wrocławia, radny Lorenc oparł swoją kampanię wyborczą na promowaniu faktu, iż miasto dzięki jego staraniom uzyskało prawie 3 miliony złotych od prywatnego darczyńcy na remont około 30 lokali komunalnych. Jak się okazało później, środki te pochodziły od podmiotu powiązanego z branżą deweloperską. Tego rodzaju zależności finansowe rodzą uzasadnione pytanie o bezstronność radnego Sebastiana Lorenca w kierowaniu komisją opiniującą kluczowe decyzje dotyczące zagospodarowania przestrzennego oraz inwestycji mieszkaniowych. Trudno oczekiwać, że osoba współpracująca z deweloperami będzie w stanie skutecznie bronić interesu publicznego przed naciskiem inwestorów. - powiedział Krystian Adamski, radny osiedla Jagodna.
- Również niepokojąca sytuacja dotyczy komisji do spraw gospodarki komunalnej i mieszkaniowej, której przewodniczy radny Dominik Kłosowski. W czasie pełnienia mandatu radnego był widziany na posiedzeniu Rady Osiedla, gdzie z materiałami promocyjnymi w ręku aktywnie zachwalał projekty inwestycyjne konkretnego dewelopera. Takie działania można jednoznacznie uznać za formę lobbingu, które w przypadku osób pełniących funkcję publiczną nie powinny mieć miejsca. Zamiast stać na straży interesów mieszkańców i pełnić rolę bezstronnego pośrednika między społecznością, lokalną a inwestorem, radny Kłosowski najprawdopodobniej wcielił się w rolę rzecznika prywatnego biznesu. - punktował Krystian Adamski.
- Tak skonstruowany układ władzy rodzi uzasadnione obawy, że interesy deweloperów są dzisiaj traktowane priorytetowo kosztem dobra wspólnego i realnych potrzeb mieszkańców - podsumował.
Prezydent miasta i Rada Miejska w interesie deweloperów
- W sytuacji w której władze powinny bronić naszych interesów bronią interesów innych podmiotów. W sytuacji w której dobro wspólne jest zagrożone, nie mamy gwarancji, że interesy mieszkańców są odpowiednio chronione i zabezpieczone. - argumentował Piotr Uhle. - I myślę, że odpowiednie organy, powinny przyjrzeć się temu, czy przy dotychczasowych procesach nie doszło do niegospodarności i działania na szkodę miasta w olbrzymim zakresie. - kontynuował
- To są tylko dwie inwestycje, na których miasto straciło 150 milionów złotych, a są następne w kolejce. Nie można pozwolić na to, aby ci ludzie decydowali o tym, jakie rzeczy się we Wrocławiu buduje i kto na tym zarabia. Ci ludzie nie spełniają po prostu kryteriów, żeby to robić. Ci ludzie powinni zostać odwołani, a jeżeli mają trochę honoru, powinni dzisiaj złożyć dymisję, ale ja nie mam złudzeń. - powiedział.
- Jeżeli te pieniądze nie trafiają do miasta, to gdzie one trafiają? I w czyim interesie to tak naprawdę się dzieje? - Dlaczego większość radnych miejskich głosowała na sesji Rady Miejskiej w interesie deweloperów, a nie w interesie mieszkańców? I dzisiaj chciałbym z tego miejsca zaapelować. Panie prezydencie Młyńczak, to jest moment, aby podał się pan do dymisji. Nie dość, że wprowadzaliście w błąd Radę Miejską wtedy, to wprowadziliście w błąd Radę Miejską w trakcie ostatniej sesji. Dokładnie te wyliczenia, które przedstawiliśmy, weryfikują się z rzeczywistością. - grzmiał radny Piotr Uhle.
- I dlatego organizujemy referendum. Dlatego codziennie na ulicach są dziesiątki wolontariuszy SOS Wrocław, którzy dołączyli się do akcji zbiórki podpisów pod inicjatywą referendalną. Zbierają podpisy i zapraszam serdecznie, by dzisiaj - w interesie naszych dzieci, w interesie przyszłości Wrocławia - również się podpisać. Do zobaczenia na mieście! - zachęcił Piotr Uhle.
Fundacja Weź Pomóż: Dlaczego Wrocław niszczy własne społeczeństwo obywatelskie?
Wrocław zerwał współpracę z fundacją Weź Pomóż, która każdego tygodnia wydaje żywność i dary niemal 1500 mieszkańcom Wrocławia i okolic. Urzędnikom nie wystarczyło jednak samo rozwiązanie umowy. Postanowili również bezpardonowo zaatakować fundację i jej działaczy za pomocą nieprawdziwych informacji przedstawionych na specjalnie zwołanej konferencji prasowej.
- Od 12 lat działam dla mieszkańców, którzy potrzebują pomocy - mówił Jan Piontek, prezes fundacji Weź Pomóż. - A dziś mnie się po prostu niszczy, niszczy się tych ludzi tutaj. Takie fundacje stowarzyszenia, które naprawdę potrafią działać dla ludzi. Bo fundacja działa dla ludzi i będzie działać, choćbyśmy mieli wydawać żywność i dary na ulicy - zaznaczył społecznik.
- Zarzuty przedstawiane przez miasto są nieprawdziwe. Jesteśmy oczerniani. - mówił Jan Piontek. - Nie jest prawdą, że stwierdzono problemy sanitarne w magazynach z żywnością. Regularnie i pozytywnie przechodzimy kontrolę SANEPIDu. Mieliśmy problem i prowadziliśmy dezynfekcję w magazynach przedmiotów przeznaczonych na dary, które nie są żywnością. Chodzi o asortyment taki jak balkoniki, wózki dziecięce, pieluchy itp.
Prezes zwrócił również uwagę, że nieprawdziwe są zarzuty miasta dotyczące rozliczenia miejskiej dotacji. - Rozliczyliśmy się z każdej złotówki. Kontrolerzy mieli pełen dostęp do budynków, które były wykorzystywane na cele realizacji projektu. Nie pozwolimy się zniszczyć - mówił Jan Piontek.

- Miasto po raz kolejny pokazało, że władza jest silna wobec słabych, ale słaba wobec silnych - mówił Piotr Uhle, przewodniczący SOS Wrocław. - Fundacja przez wiele lat zbudowała wokół siebie sieć przyjaciół, darczyńców, wolontariuszy, którzy poświęcają swój prywatny czas, aby walczyć o lepsze warunki, lepszą jakość życia dla osób, które są w bardzo trudnej sytuacji. Ta wartość stworzona tutaj przez działaczy aktywistów, wolontariuszy fundacji Weź Pomóż może zostać zaprzepaszczona ze względu na to, że egzekwuje się co do litery każdy zapis, bez wzięcia pod uwagę tego ile znaczy ta działalność dla miasta - zaznaczył Uhle.

- Pracuję tutaj, ponieważ chcę i lubię pomagać ludziom. Wkładamy mnóstwo pracy, żeby to wszystko odbywało się odpowiednio. Jest nas tu 10, czasami 15 osób. Pakujemy paczki ludziom, przekazujemy żywność - mówiła pani Ewa Kolankiewicz, wolontariuszka pracująca dla fundacji od 10 lat. - Była pandemia, wydawaliśmy wtedy z samochodów, w czasie deszczu pamiętam było zimno, a jednak kolejki do samochodu stały, ludzie potrzebowali tej żywności. Następnie była powódź. My tutaj gotowaliśmy posiłki. Przygotowywaliśmy, żeby pomóc ludziom, którzy na wałach pracowali.
- 65 tysięcy złotych na pół roku to nie są środki, które pozwalają na to, żeby sfinansować jakąś żywność i tak dalej, to jest bieżąca działalność - powiedział Piotr Uhle. - 65 tysięcy złotych na pół roku to jest tyle, ile wydano na wyposażenie jednego gabinetu wiceprezydenta, a tutaj przez pół roku jest robiona taka robota. To są jedne z najlepiej wydanych pieniędzy w mieście. Jeżeli za 65 tysięcy przez pół roku ponad tysiąc osób ma tego typu pomoc, to zastanówmy się, kto te pieniądze po prostu wydają efektywniej fundacja czy urząd?
Jeżeli strony nie dojdą do porozumienia to w poniedziałek działacze fundacji spodziewają się działań o charakterze eksmisyjnym prowadzonym przez Agencję Mienia Wojskowego, właściciela nieruchomości, z której korzysta Fundacja.
Chcesz wesprzeć fundację WeźPomóż.pl? Zerknij na ich stronę: https://wezpomoz.pl/
Dlaczego po raz drugi podjęto próbę odwołania prezydenta i rady miejskiej?
Dzisiejszym gościem Telewizji Echo24 był radny miejski Piotr Uhle (SOS Wrocław).
- Dlaczego po raz drugi podjęto próbę odwołania prezydenta Jacka Sutryka i Rady Miejskiej Wrocławia?
- Patologie w ratuszu – od układów deweloperskich, przez kryzys śmieciowy, aż po upadek Śląska Wrocław.
- Rosnące opłaty za odpady – nawet 70 zł od osoby!
- Kolesiostwo i partyjniactwo zamiast wsłuchiwania się w głos mieszkańców.
- Czy rada naprawdę stoi po stronie wrocławian?
KOLEJNA PRÓBA
- Ze względu na to, że wszystkie sprawy, na które zwracaliśmy uwagę przy podejściu na początku roku, nie tylko nie ustały, ale napęczniały - patologie związane z rynkiem deweloperskim, z rynkiem śmieciowym, z całą sytuacją działaczy sportowych we Wrocławiu i niespotykanym zakresem kolesiostwa we Wrocławiu, tylko i wyłącznie napęczniały w międzyczasie. Spadł Śląsk Wrocław do pierwszej ligi. W międzyczasie cały czas mamy nierozstrzygnięty przetarg na zagospodarowanie odpadów. Jest zagrożenie podwyżką nawet do 70 złotych od osoby w przyszłym roku. Mamy tsunami Lex Developer, a w tym wszystkim Rada Miejska Wrocławia miała cały szereg okazji do tego, żeby powiedzieć dość, zawnioskować do prezydenta, żeby zrezygnował z funkcji, nie udzielić mu wotum zaufania, być może opowiedzieć się, czy są po stronie mieszkańców, czy po stronie deweloperów i za każdym razem wybierała źle.
CO DALEJ?
- Myślę, że dzisiaj byłoby bardzo poważnym błędem, żeby zacząć rozmowę o kandydatach na prezydenta, ze względu na to, że referendum nie jest o tym, czy Sutryk jest lepszy od Iksińskiego albo Igregowskiego, tylko czy we Wrocławiu ma rządzić ekipa, która jest uzależniona od takich grup interesów (...). Dlatego, bo chwilę temu Zabrze pokazało, jak zwyciężać mamy. Czyli dało się wybrać kandydata bezpartyjnego, ani z PiSu, ani z Platformy. Na końcu oczywiście z poparciem PiSu. Ze względu na to też, że wszyscy zgromadzili się przeciwko kandydatce Platformy w tamtym miejscu i to jest też jakby zrozumiałe, bo chwilę temu została odwołana prezydentka z Platformy, jeżeli chodzi o Zabrze. I to jest przykład na to, jak można w odpowiedzialny sposób budować alternatywę do rządów, które zostały w tamtym miejscu po prostu skompromitowane. I dzisiaj moim zdaniem powinniśmy rozmawiać o tym i przeprowadzić szeroką debatę. Jaki powinien być prezydent? Jakie powinien po Sutryku nasz nowy prezydent rozwiązać sprawy? Czyli powinien być to człowiek niezależny od różnego rodzaju grup interesów i grup wpływu. To powinien być człowiek, który ma doświadczenie w realnym zarządzaniu, a nie być średniego szczebla urzędnikiem, który po prostu odbija się od każdej sytuacji, kiedy musi patrzeć nieco dalej niż perspektywa najbliższego budżetu. To musi być człowiek, który ma na tyle silny charakter, że nie podda się różnego rodzaju partyjnym czy wręcz partyjniackim wpływom. To musi być osoba, która otacza się ludźmi na podstawie kryterium kompetencji.


















