Czego wstydzi się Jarosław Królewski?
Tydzień temu pochylaliśmy się nad możliwymi powiązaniami prezesa Wisły Kraków z prominentnymi politykami KO. Nie minęło kilka dni, gdy światło dzienne ujrzały nowe fakty, które zupełnie zmieniają perspektywę na zadymę nakręconą przez pana Jarosława Królewskiego kosztem Śląska Wrocław i grosza wrocławskiego podatnika. Niczym w znanej baśni ktoś musi w końcu wstać i powiedzieć: król jest nagi. Nomen omen.
Sponsor strategiczny i Sławomir Nowak
Otóż dzięki doniesieniom Marcina Torza wiemy dużo więcej o powiązaniach Wisły z jego sponsorem strategicznym i podmiotami kontrolowanymi przez polityków Koalicji Obywatelskiej. Firma Texom, bo o niej mowa ma specyficzne podejście do obsadzania rad nadzorczych. Dla siebie wzięła posadę w Radzie Nadzorczej Wisły Kraków. W swojej radzie nadzorczej zatrudniła… Sławomira Nowaka. Stało się to praktycznie w tym samym czasie, gdy w atmosferze olbrzymiego skandalu odwołany został jego proces dotyczący zarzucanej mu korupcji na olbrzymią skalę.
Powiecie, że to jeszcze nic nie znaczy. Co prawda Sławomir Nowak przez długie lata był najbliższym współpracownikiem Donalda Tuska i to za obecnej władzy fatalnie wyglądające śledztwo zostało skręcone, ale samo w sobie nie jest to inkryminujące. Choć na miejscu właścicieli Texomu zastanowiłbym się nad polityką kadrową w firmie, bo ta decyzja sprawia, że słowo „korupcja” będzie wielokrotnie wymieniane w bezpośrednim sąsiedztwie nazwy przedsiębiorstwa. A to nikomu nie pomaga.
Dobrze jest dobrze żyć z Koalicją Obywatelską?
Dlaczego zatem właściciele Texomu zdecydowali się na taką współpracę? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ale warto spojrzeć na fakty. Od czasu zmiany władzy w Polsce przedsiębiorstwo wyspecjalizowało się w zamówieniach publicznych. Buduje i remontuje komendy Policji, Straży Pożarnej, Zakłady Karne czy nawet siedzibę jednej z prokuratur. Wszystkie te instytucje podlegają politykom KO, którzy z Nowakiem przez lata znali się jak łyse konie.
Ciekawa koincydencja tyczy się również samego Krakowa. W mieście wiosną 2024 roku wybory wygrywa Aleksander Miszalski z KO. Texom zostaje sponsorem strategicznym Wisły i od razu otrzymuje szereg zleceń z miasta Krakowa i jednostek mu podległych. Za poprzednich, długoletnich rządów Jacka Majchrowskiego udało się Texomowi wygrać jeden miejski przetarg na 20 mln. Za obecnych – mimo krótkiego czasu – aż 4 i to na 150 mln.
Trzeba przyznać, że to dużo szczęścia jak na jedną firmę. Nie jest nam wiadome jak wywiązują się ze swoich zadań ale z pewnością na dojściu polityków KO do władzy w Polsce i w Krakowie Texom nie stracił. Stał się również bezpieczną przystanią dla byłego prominentnego polityka PO, którego kontakty i wiedza o politykach Koalicji Obywatelskiej jest trudna do przecenienia.
Prezes Królewski o niczym nie wiedział?
W reakcji na przedstawione fakty prezes Królewski wydał szereg niespójnych i nerwowych oświadczeń. Najpierw zasugerował, że nie będzie sprawy komentował, by nie budować jej zasięgów. Później, gdy zasięgi nadeszły – wydał z siebie dziwny wpis, w którym nie tylko obrażał osoby zadające uzasadnione pytania ale również próbował sprowadzić sprawę do absurdu, jednocześnie nie odnosząc się do zasadniczych pytań. Następnego dnia ponownie wkleił swoje oświadczenie sprzed kilku dni o dystansie do polityki, który powoduje jego brak poparcia dla inicjatywy referendalnej na rzecz odwołania Miszalskiego i jego kolesi.
W związku z tym, że jak widzę, od wczoraj, nieobdarzone zbyt dużą inteligencją organizmy, chcą mocno uwikłać mnie w sprawy polityczne tudzież kwestie referendalne napiszę w sposób możliwie klarowny jak jest mój w tej sprawie pogląd.
Gdyby to ode mnie zależało – po uprzednim…
— Jarosław Królewski (@jarokrolewski) March 22, 2026
Jednak trudno w ten dystans do polityki uwierzyć. Trudno uwierzyć, że Nowak, Miszalski, właściciele Texomu i Królewski nie wiedzieli o swoim istnieniu. Trudno uwierzyć, że nigdy ze sobą nie rozmawiali. A gdy w nieformalnych okolicznościach spotyka się zamawiający i wykonawca olbrzymich przetargów – porządnym ludziom włos na plecach się jeży. Szczególnie, że we władzach firmy zarabiających na publicznych zleceniach zasiada człowiek, za którym ciągnie się paskudna historia z korupcją w tle.
Tego wątku prezes Królewski mniej lub bardziej zgrabnie unika. Więc warto postawić mu pytanie: czy wiedział o zatrudnieniu Sławomira Nowaka w firmie Texom. Czy kiedykolwiek się z nim spotykał. Czy przedstawiciele firmy spotykali się w obecności lub za wiedzą prezesa Królewskiego z prezydentem Miszalskim bądź jego przedstawicielami. Czy wykorzystywane były do tego obiekty Wisły Kraków? Czy sponsoring firmy Texom dla Wisły Kraków miał jakikolwiek związek z wykonywaniem na rzecz Krakowa przetargów? To są pytania, które powinny zostać publicznie przecięte przez prezesa, który tak wiele mówił o tym, że gardzi dziwnymi układami.
Choć ewidentnie sam siedzi po uszy w bardzo specyficznej konfiguracji. Czy nie budzi ona, drogi czytelniku, Twoich wątpliwości? Czy nie są to szklarniowe wręcz warunki do przekroczenia granic pomiędzy zwykłym, nieładnym lobbingiem a karalną korupcją?
Czy dlatego unika odniesienia się do sedna sprawy? Czy dlatego nie może poprzeć referendum odwoławczego? Media donoszą, że w Koalicji Obywatelskiej prowadzone są już rozmowy o następcy Miszalskiego. Czy w procesie wyboru nowej, koronowanej głowy, Królewski chce odegrać główną rolę? W końcu to jego, królewskie skronie dużo bardziej zasługują na dźwiganie ciężaru korony niż umorusana głowa jakiegoś kmiota. Lubi o tym wspominać również w kontekście, że to jego Donald Tusk zaprosił do prestiżowej Rady Przyszłości przy polskim rządzie.
Pod płaszczykiem neutralności czai się lojalność wobec władzy
Referenda w Polsce mogą być dźwignią, która zacznie wyłamywać zęby umoszczonych na wygodnych tronach przedstawicieli koalicyjnej elity. Tak patrzy na nie Donald Tusk, który w równie nerwowych słowach co wspomniane wcześniej oświadczenia Królewskiego, odmówił obywatelskości inicjatywie referendalnej w Krakowie. Nazwał ją polityczną rozróbą PiS i Konfederacji. Czym potwierdził, że swoje najlepsze polityczne lata ma już za sobą. Nie ten słuch społeczny co kiedyś. I naród dużo bardziej świadomy.
Na starcie w Krakowie patrzy cała Polska. W blokach czekają kolejne inicjatywy obywatelskie. Referendum będzie ważne tylko wtedy, gdy do urn stawi się wystarczająca – niemała liczba mieszkańców. To gra, w której stronnictwo zmiany dąży do wysokiej frekwencji, stronnictwo kontynuacji – do tego, by wyborcy zostali w domach. I właśnie dlatego nie pozostawia przestrzeni na neutralność.
Wobec walki o frekwencję pozostają tylko dwie postawy. Otwarte poparcie dla referendum po jednej stronie – i zwalczanie referendum poprzez aktywną agitację za bojkotem, bierność, „neutralność”, zniechęcanie do walki, relatywizowanie, hamletyzowanie albo sofistykę po drugiej. Królewski swoją rzekomą neutralnością potwierdził, że już dawno temu zapisał się do obozu Miszalskiego. A jego deklaracja musi mieć znaczący wpływ na postawę licznych kibiców Wisły w mieście.
Nawet można byłoby go zrozumieć. Jak wytłumaczyłby się z tego Donaldowi Tuskowi, któremu doradza w Radzie Przyszłości? Jak wytłumaczyłby to swojemu sponsorowi strategicznemu, który na obecnej władzy zarabia krocie i przekazuje je na działalność klubu Królewskiego? Jak wytłumaczyłby się z tego Aleksandrowi Miszalskiemu, skromnemu kibicowi Wisły i jednemu z najpoważniejszych klientów strategicznego sponsora Królewskiego? Jak wytłumaczyłby się Sławkowi Nowakowi, gdyby na siebie przypadkiem wpadli?
Empatia to jedno. Fakty – drugie. Zachowanie Królewskiego może być w KO wiele warte. Czy prezydenturę? A może inne funcje? A może apanaże? Stawka jest wysoka i sięga daleko poza Kraków. Dlatego zamiast na wyborczym boisku toczona jest przy zielonym stoliku układów, wymiany korzyści i poparć.

Lojaliści KO lubią wygrywać przy zielonym stoliku
Podobnie przy zielonym stoliku toczona jest batalia przeciwko Śląskowi Wrocław. Poprzez awanturę, nacisk opinii publicznej i otwarte łamanie przepisów ligowych Królewski wygadał z korzyścią dla swojego nieprawomocną, milionową karę dla WKSu. Wywarł tak dużą presję na PZPNie i prezesie Kuleszy, że ten nie wytrzymał i zamiast kary podobne do analogicznych sytuacji we wcześniejszych orzeczeniach (od 20 do 50 tysiecy złotych) wlepiono wrocławskiemu klubowi okrągły milion.
Gdy obserwuję całą tę szopkę przypomina mi się sytuacja z niedawnego Pucharu Narodów Afryki. Kilka tygodni temu reprezentacja Senegalu wygrała 1:0 w finale tego turnieju z faworyzowanym Marokiem. Stało się mimo kontrowersyjnego rzutu karnego podyktowanego tak jakby miał pomóc w zwycięstwie faworytów. Nie udało się? W ubiegłym tygodniu sprawę rozstrzygnięto – a jak – na zielonym suknie. Komisja Odwoławcza afrykańskiej federacji piłkarskiej uznała, że faworytom należał się walkower. Czy w brudnej grze prowadzonej przez Wisłę chodziło o wprowadzenie w polskiej piłce afrykańskich standardów?
Dlaczego mamy do czynienia z przyzwoleniem na taką anarchię? Skąd bierność PZPN, Ministra Sportu oraz wrocławskich polityków KO? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że wszystkich łączy lojalność względem obecnej władzy.
Czas wykorzenić afrykańskie standardy
Wielokrotnie stawałem przeciwko patologiom trapiącym wrocławski samorząd. Również Śląsk Wrocław. I dlatego mam nie tylko prawo ale i obowiązek stanąć przeciwko patologii, która chcąc nie chcąc dotyka interesu wrocławskiego podatnika.
Afrykańskie standardy, w których kacykowie stojący na czele plemienia mogą wyrwać dla siebie więcej poprzez rozwiązania siłowe i układy powinny dobiec końca. Jakkolwiek szlachetne nie byłyby skronie noszące koronę. Jak bardzo prestiżowe i onieśmielające nie byłyby elity w miastach mówiące, że nie wypada buntować się przeciwko złej władzy. Jakkolwiek odwiecznie słuszna i wszechpotężna nie byłaby władza karmiąca wybranych i pozostawiająca na aucie niepokornych. Ludzie odzyskają władzę dla siebie.
I stanie się tak pomimo fałszywych autorytetów, którzy umiejętnie strojąc się w piórka autorytetów moralnych tkwią po uszy w standardach afrykańskich. Bo te autorytety choćby nawet najlepiej ubrane, jedzące najsmaczniejszy kawior i bywające na najbardziej znamienitych dworach – w swojej istocie – utrwalają afrykańskie standardy władzy. Czy opinia publiczna da na to swoją zgodę?
Piotr Uhle

