Dwanaście prac dla nowych wiceprezydentów

KO wzięła pełną odpowiedzialność za zarządzanie Wrocławiem, odnowiła sojusz z Jackiem Sutrykiem i wyciszyła wewnętrzną opozycję. Nowi wiceprezydenci – Mateusz Żak i Grzegorz Roman- dostali konkretne teki. Mają teraz udowodnić, że to realna zmiana, a nie tylko polityczny lifting. Dlatego przygotowaliśmy listę dwunastu spraw, które odpowiedzą na to pytanie.

Nie ma czasu na sto dni spokoju

Wiele osób zastanawia się, czy to nie czas na nowe otwarcie — czy nie warto przytępić ostrza krytyki, dać chwilę spokoju nowym wiceprezydentom i spróbować nawiązać współpracę.

Jesteśmy innego zdania. Miasto jest rozpędzone, a ludzie Koalicji Obywatelskiej współrządzą nim już od ośmiu lat. Nie ma mowy o odkładaniu spraw na później, bo cały szereg z nich pali się w rękach i krytycznie szkodzi miastu. O tym, czy będzie możliwa jakakolwiek forma współpracy, zadecyduje postawa nowych wiceprezydentów i ich ekipy.

Herkules kontra układ

Przygotowaliśmy listę dwunastu prac — niczym antyczne dwanaście prac Herkulesa. Choć w urzędzie problemy, nierozwiązane sprawy i trupy w szafach piętrzą się niczym w stajni Augiasza, można je rozwiązać i nie potrzeba do tego herkulesowej siły.

Herkulesowym wysiłkiem dla działaczy KO będzie jednak stanięcie po stronie prawdy, wartości, uczciwości i dotrzymywania słowa wyborcom. Na każdego uczciwego działacza przypadną bowiem czterej inni, którzy z układu żyją, przyjdą do gabinetu i powiedzą: ale przecież tak się nie da. I niech dwa razy zastanowi się każdy, kto na ten układ podniesie rękę. Jak mawia stare powiedzenie – nec Hercules contra plures, w wolnym tłumaczeniu: i Herkules d*pa, kiedy ludzi kupa.

Jak więc z pierwszą pracą poradzą sobie koalicyjne herosy?

Praca pierwsza: prawdziwe audyty

Żądanie przeprowadzenia rzetelnych audytów w miejskich spółkach i instytucjach nie jest kaprysem opozycji – to zobowiązanie, które KO i Platforma Obywatelska złożyły wyborcom własnoręcznie podpisanym dokumentem.

W porozumieniu zawartym między Platformą Obywatelską a Jackiem Sutrykiem w trakcie kampanii wyborczej w 2024 roku znalazł się wyraźny punkt: audyty we wszystkich spółkach miejskich, przeprowadzone przez niezależne podmioty, z raportem otwarcia dostępnym publicznie. Bez owijania w bawełnę: KO weszła do ratusza z tym dokumentem w ręku i przez rok nic z nim nie zrobiła.

Co więcej – na początku 2025 roku radni KO mieli wezwać prezydenta Sutryka do przeprowadzenia obiecanych audytów. Klub radnych Naprawmy Przyszłość skierował bowiem pod obrady Rady Miejskiej specjalną uchwałę, która miała przypomnieć o złożonym mieszkańcom obietnicom. Niektórzy radni KO odważyli się projekt uchwały poprzeć, jednak KO zagłosowała w swojej masie przeciw. Przyszły wiceprezydent Mateusz Żak – również. Wyniki poniżej.

Tymczasem to, co ujawniły cząstkowe kontrole, powinno elektryzować każdego mieszkańca Wrocławia. Minimalna kwota, jaką miejskie spółki wpłaciły na rzecz Śląska Wrocław w latach 2021–2024, wyniosła 21 mln zł. Samo Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji wydało 7 mln zł na promowanie przy klubie akcji „Pij kranówkę”. Kontrowersje wywołuje też ukryte finansowanie Śląska z czynszów mieszkańców Towarzystwa Budownictwa Społecznego — co najmniej 400 tys. zł trafiło do klubu bez wiedzy i zgody lokatorów. Przedstawicielka fundacji Obywatel TBS skomentowała to wprost: gdyby nie audyt Grant Thornton, nikt nigdy by się o tym nie dowiedział.

A co z samym audytem Grant Thornton? Raport oparty był nie na dokumentach źródłowych, lecz na materiałach przygotowanych przez pracowników spółki. Jego wyniki nie są ogólnodostępne — klub zasłonił się tajemnicą przedsiębiorcy. Co więcej, zestawienie danych z raportu z odpowiedziami udzielonymi przez poszczególne spółki komunalne prowadzi do poważnych wniosków — liczby nie układają się w spójny obraz. Audyt, który miał rozjaśnić sytuację, tylko ją zaciemnił.

Pierwsze z planowanych działań kontrolnych – to prowadzone przez Komisję Rewizyjną Rady Miejskiej – upadło na samym starcie, bo Śląsk Wrocław odmówił udostępnienia dokumentów. Komisja nie otrzymała ich nawet do wglądu. Skandaliczne jest jednak nie tylko zachowanie klubu, ale i reakcja KO: posiadając samodzielną większość w Radzie Miejskiej, klub nie był w stanie wymusić podstawowej przejrzystości od spółki, której miasto jest właścicielem w blisko stu procentach.

Jak wskazywał radny Jakub Nowotarski, w spółkach miejskich przez lata dochodziło do licznych nieprawidłowości: sojusznicy prezydenta zasiadali w radach programowych, pobierając wynagrodzenia za fikcyjne usługi, spółki płaciły na zawodowy sport w sposób całkowicie nieprzejrzysty, a sprawa TBS ciągnie się nierozwiązana od lat.

Audyty – prawdziwe, oparte na dokumentach źródłowych, zlecone niezależnym podmiotom i dostępne publicznie – to nie polityczna fanaberia. To warunek minimalny wiarygodności KO. Jeżeli nowi wiceprezydenci nie doprowadzą do ich przeprowadzenia, sami przypieczętują odpowiedzią na pytanie, które zadają sobie wrocławianie: czy cokolwiek się naprawdę zmieniło. I czy jest w nowych wiceprezydentach wola i ta herkulesowa siła niezbędna, by przeciwstawić się układom kolegów i koleżanek z własnej partii.

Ciąg dalszy nastąpi.