Kraków: koniec mitu wszechwładnej KO. Czas na Wrocław?
Piotr Uhle
Łukasz Gibała zdobył 61% głosów i będzie nowym prezydentem Krakowa. W stolicy Małopolski pospolite ruszenie obywateli zderzyło się z aparatem największej partii w Polsce i z aparatem państwa. Najważniejsze nie jest to, że wygrał Gibała, lecz że legł mit wszechwładnej KO. Czy Wrocław będzie w stanie powtórzyć sukces Krakowa?
Pospolite ruszenie przeciwko władzy
W Krakowie doszło do konfrontacji. Doszło do starcia pospolitego ruszenia obywateli, którzy zderzyli się nie tylko z aparatem największej partii w Polsce ale także z aparatem państwa.
To nie była konfrontacja KO z innymi partiami, którą śledzimy na co dzień w mediach. KO, której działacze są tak pewni siebie, że powtarzają tezy Donalda Tuska z 2011 roku. Mówią, że nie mają z kim przegrać, szczególnie po rozłamie w PiS. Tymczasem w Krakowie przegrali z obywatelami.
Wygrał Gibala z poparciem 64% wg. badań exit poll pracowni OGB. Bez poparcia wielkich polityków. I chyba dobrze, że o nie nie zabiegał – handlowanie głosami w starym, partyjnym stylu to nie jest standard nowoczesnego, uczciwego samorządu, o który wiele środowisk zabiega.
Warszawka w terenie nie pomaga
Konkurentka Gibały zdobyła tylko 36% głosów wg. badań exit poll pracowni OGB, które miała szersze wsparcie ze strony szeroko znanych postaci polskiej polityki. Donald Tusk nie tylko uczestniczył wraz z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem w ogłoszeniu jej kandydatury w ogrodach KPRM w Warszawie (co wzbudziło uzasadnione wątpliwości co do tego, czy KO nie chce do Krakowa wysłać po prostu namiestnika). Tusk przyjechał także do Krakowa, by wspierać swoją kandydatkę na Nowej Hucie. Frekwencja co prawda nie dopisała i trzeba było usuwać puste krzesła, by uniknąć kompromitacji, ale trzeba przyznać jedno: KO nie dysponuje większym aktywem niż Donald Tusk.
Piątkowską popierali także Radosław Sikorski (co prawda tak wystąpił na konferencji, że sąd musiał go zmusić do przeprosin), Andrzej Domański (co prawda budżet państwa się sypie, ale by kusić mieszkańców Krakowa fatamorganą – pieniądze się znajdą) Jakub Rutnicki (Minister Sportu obiecał następne 30 mln zł) czy Bartłomiej Sienkieiwcz. Na ostatniej prostej panika w sztabie KO musiała być tak wielka, że poprosili o wsparcie Aleksandrę Dulkiewicz, byłego prezydenta Jacka Majchrowskiego a nawet… odwołanego w referendum Aleksandra Miszalskiego! Na sam koniec tej maskarady przygalopował z warszawskiej stajni Roman Giertych, pouczając Krakowian komu warto, a komu nie warto ufać.
KO powtarza refren starych obietnic. I nikt w nie nie wierzy
Wszystko to miało opowiedzieć jedną historię: Gdy obywatele zagłosują zgodnie z życzeniem Koalicji Obywateli – na Kraków spadnie deszcz rządowych pieniędzy, który uzdrowi katastrofę finansów miejskich i pomoże rozwijać miasto. Nie mówiono co będzie, gdy zagłosują niezgodnie z ich życzeniem, ale wszyscy to doskonale rozumieli: nazywano Gibałą solistą, który nic dla Krakowa nie załatwi. Kazali nawet radnym KO podpisać lojalki, że nigdy z nim jako prezydentem współpracować nie zamierzają, czym zaprzeczyli idei samorządności jako takiej.
Mieszkańcy mieli jednak głowę na karku. Wiedzą, że gdy partia mówi, że zabierze to zabierze, a gdy mówi, że da to… mówi. Ten sam Radosław Sikorski, który poparł Piątkowską został nagrany w chwili szczerości, gdy mówił o deklaracjach składanych w kampanii, że “dwa razy obiecać to jak raz dotrzymać”. Krakowianie widzieli przecież te same obietnice o budowie metra czy metropolii krakowskiej dwa lata temu, gdy partia obywateli udzielała wsparcia Aleksandrowi Miszalskiemu. Złośliwy przypomni, że od ubiegłego roku oficjalny program KO to motto “cóż szkodzi obiecać”, my wskażemy po prostu, że wiarygodność składanych obietnic była po prostu zerowa.
Powiedzieli: nie dla uwikłania miasta w partyjne wojenki
Z drugiej strony Krakowianie wiedzieli też, że rządy KO nie są wieczne. Oczywistym było, że partia Donalda Tuska w najmniejszym wymiarze w rozwoju Krakowa nie pomoże (bo nie ma na to pieniędzy – ledwo starczyło by wesprzeć bliski rodzinnie premierowi Gdańsk). Jednak każdy zadał sobie pytanie z jakiej perspektywy rozmawiał będzie z kolejnym rządem nowy prezydent Krakowa. I czy ewentualne zaangażowanie w ideologiczne wojny pomoże rozwojowi miasta czy też mu zaszkodzi.
Koniec mitu wszechwładnej KO
Wybory w Krakowie to nie jest tylko lokalna sprawa. Nie piszemy tu o tym, że wyniki lokalnych wyborów wprost mogą przełożyć się na ogólnopolskie słupki. Na naszych oczach legł mit wszechwładnej KO. Legł mit dominacji koalicji obywateli w dużych miastach. Cena, którą zapłaci za swoją arogancję partia władzy będzie dużo wyższa, bo na Kraków patrzyła cała Polska.
I nie chodzi o to, że wygrał Gibała. Z Koalicją Obywateli wygrali sami obywatele. Pokazali, że mają podmiotowość i zdolność do wybierania zgodnie z własnym interesem a nie życzeniem, które płynie do nich z partyjnych centrali. To oni ocenią, czy Łukasz Gibała będzie dobrze rządził. I warszawskim politykom nic do tego.
Bo obywatele, gdy się dobrze zorganizują – będą w stanie wygrać z każdą partią w Polsce. Oczywiście mówimy tu o lokalnych wyborach – w plemiennej, rytualnej walce o rządy w Polsce wciąż wodzowie nie będą sobie mieli równych. Już za dwa tygodnie swoje zdanie wypowie Częstochowa. Ruszają się inne miasta.
Wrocław: do trzech razy sztuka?
Czy Wrocław będzie w stanie powtórzyć sukces Krakowa i uwolnić się od partyjnego dyktatu? Wszystko zależy od mieszkańców, którzy już dziś mogą rozpocząć rozmowę o tym, czy warto zakrzyknąć: do trzech razy sztuka! I skutecznie przeprowadzić inicjatywę odwołania Jacka Sutryka z funkcji prezydenta.
Tak się składa, że w najbliższych dniach rozpoczyna się proces, w którym prezydent Wrocławia jest oskarżony o łapownictwo i oszustwa w aferze Collegium Humanum. Miasto jest w tracie cyklu podwyżek, finanse przestały się dopinać a kolesie pławią się w luksusach kosztem zwykłych mieszkańców. Czy to będzie wystarczająca sprężyna, by strzaskać zakrzepłą skorupę układu, który podzielił się wpływami i sprywatyzował Wrocław? Tu najwięcej zależy, drogi czytelniku, od Ciebie.

