Maria Janicka

Mam 21 lat i mieszkam z rodzicami, żeby nie ładować połowy wypłaty w cudzy kredyt za wynajem. Wrocław nie ma polityki mieszkaniowej dla młodych. Nie ma pieniędzy na nowe mieszkania tymczasem deweloperom pozwala napychać kieszenie a z centrum zrobiono mieszankę hotelu i akademika, w którym dotychczasowi mieszkańcy stają się dekoracją. Za kilka lat straty będą niemożliwe do nadrobienia, dlatego należy działać teraz.

Mieszkania dla młodych to nie ideologia. To warunek, by Wrocław w ogóle miał przyszłość. Miasto może się rozwijać tylko wtedy, gdy pozyskamy i zatrzymamy u siebie określonych ludzi. To my jesteśmy kapitałem intelektualnym i napędem tego miasta. Inaczej czeka nas los miasta emerytów: małe przychody, wysokie koszty utrzymania infrastruktury i drastyczny spadek jakości życia. To grozi zapadnięciem się Wrocławia do środka, implozją którą przeżyli mieszkańcy np. Detroit. Tymczasem polityka miejska to pasmo zaniechań, które uderza w nas najmocniej. Władze myślą krótko: dla nich liczy się przetrwanie od absolutorium do absolutorium.

Miasto na papierze, my w rzeczywistości

Wrocławski magistrat zdaje się w ogóle nas nie dostrzegać. Oficjalnie, według GUS, w mieście mieszka 674 tysiące osób. Prawda wygląda inaczej: z raportu Uniwersytetu Wrocławskiego wynika, że pod koniec 2022 roku żyło tu ponad 893,5 tysiąca ludzi. Ta niemal 220-tysięczna różnica to w dużej części my: studenci i młodzi pracownicy bez meldunku, a także cudzoziemcy. Każdego października musimy toczyć walkę o jakikolwiek pokój do wynajęcia. Miasto dostaje fundusze na 675-tysięczną populację, a jego infrastruktura dusi się pod ciężarem prawie 900 tysięcy osób.

Centrum tylko dla turystów, a my na obrzeża

Zamiast zatrzymać nas w centrum, władze pozwalają mu pustoszeć. Z danych meldunkowych z 2026 roku wynika, że od 2005 roku aż 21 z 48 wrocławskich osiedli zanotowało ubytek mieszkańców. Wyludniają się Powstańców Śląskich, Ołbin, Gajowice, Nadodrze i Szczepin. Co się dzieje z młodymi ludźmi zakładającymi rodziny? Jesteśmy wypychani na obrzeża, na Jagodno, Maślice czy do Leśnicy. Budujemy tam życie bez odpowiedniej infrastruktury, gdzie szkoły pękają w szwach, a autobusy jeżdżą za rzadko. To kluczowe, aby wreszcie zatrzymać odpływ rodzin, zarówno tych, które chcą mieć dzieci, jak i tych, które już je mają, do wrocławskiego „obwarzanka”.

Dlaczego musimy uciekać z centrum? Bo jako młodzi na starcie przegrywamy z brutalnym rynkiem i najmem krótkoterminowym. Śródmieście się wyludnia. Starsi mieszkańcy wymierają, a ich dzieci rzucają dziedziczone lokale na rynek najmu dla turystów. W efekcie centrum staje się wielkim hotelem i akademikiem. Na miejscu starych mieszkańców powinni pojawiać się nowi, młodzi ludzie, w ramach zwykłej, naturalnej wymiany pokoleń, a nie podmiany ludności na tymczasowych, niezakorzenionych bywalców. Takie krótkie pobyty pozbawiają nasze osiedla tożsamości. Centrum powinno tętnić autentycznym życiem, a nie przypominać scenografię dla turystów i tymczasowych najemców.

Miasto nie robi absolutnie nic, by temu realnie przeciwdziałać, a państwo dokłada cegiełkę, tworząc do niczego nienadającą się ustawę o najmie krótkoterminowym. Zamiast zastanowić się z czego wynika baby boom w gminach Kobierzyce, Siechnice, Długołęka, Miękinia czy Kąty Wrocławskie – miasto woli antagonizować mieszkańców, których dzieli tylko formalna granica. Szczuje się mieszkańców Wrocławia przeciwko ludziom, których nie stać było na założenie rodziny w granicach miasta. To w ich indywidualnych zachowaniach urzędnicy doszukują się przyczyn korków i niewydolności transportowej zamiast odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego Wrocław przegrał konkurencję o ich życiowe decyzje z gminami wokół? Czy ktoś przeanalizował to jak wysokość ceny mieszkań we Wrocławiu wpływa na tę sytuację?

Nikt nie myśli o naszej grupie wiekowej, a tu potrzebne są zdecydowane działania. Wystarczy spojrzeć na Barcelonę i Amsterdam. Tam po radykalnym ograniczeniu najmu krótkoterminowego czynsze spadły o 20%. To może i powinno stać się również przyszłością Wrocławia.

Miliony dla deweloperów, okruchy dla mieszkańców

Gdy apelujemy o rewitalizację i budownictwo komunalne, słyszymy, że „nie ma pieniędzy”. To kłamstwo. Program rewitalizacji wyznaczonych obszarów leży w urzędniczej szufladzie od 2021 roku, a petycję o przeznaczenie 160 milionów złotych rocznie na ten cel Rada Miejska po prostu odrzuciła.

W tym samym czasie miasto oddaje gigantyczne kwoty deweloperom. Zobaczmy, jak to działa w trybie specustawy „lex deweloper”. Działka, na której zgodnie z planem miasta nie można budować mieszkań, po decyzji Rady Miejskiej staje się terenem pod osiedle. Jej wartość rośnie wtedy dziesięcio-, a nawet kilkunastokrotnie. To nie jest efekt pracy dewelopera, który nie położył jeszcze ani jednej cegły, tylko skutek decyzji administracyjnej. Inwestor może na tym etapie zakończyć przedsięwzięcie, zarobić i zapomnieć o sprawie. Miasto zostaje z kosztami: szkołami, drogami i komunikacją.

SOS Wrocław policzył to na podstawie dokumentów z KRS-u w dwóch przypadkach:

  • ul. Lotnicza: wartość działki wzrosła z ok. 10 do ok. 80 mln zł. Przy podziale zaproponowanym przez SOS (połowa wzrostu na inwestycje towarzyszące) miasto dostałoby ok. 35 mln zł. Dostanie 9–10 mln, a ma tu powstać ok. 550 mieszkań.
  • ul. Armii Krajowej / Kwidzyńska: wartość działki wzrosła z 30 do ponad 300 mln zł. Przy tym samym podziale dla mieszkańców byłoby ok. 150 mln zł. Trafi do nich mniej niż 20 mln.

Tylko w tych dwóch przypadkach miasto przez swoje zaniechania straciło na rzecz inwestorów nawet 150 milionów złotych. Tymczasem zgłoszonych wniosków „lex deweloper” jest dziś kilkanaście. Czysto teoretycznie, odzyskując te pieniądze dla budżetu, można by uzyskać środki na budowę tysięcy nowych mieszkań dla młodych. Ale ktoś musiałby realnie chcieć we Wrocławiu zmienić.

Co roku na rynek trafia we Wrocławiu 8-9 tysięcy mieszkań deweloperskich. Wprowadzenie na rynek co roku nawet choćby 500 nowych, tanich, miejskich mieszkań na wynajem może mieć olbrzymi wpływ na stawki cen mieszkań i najmu. 

Stwórzmy plan dla dostępnych mieszkań dla młodych

Przeszkodą w stworzeniu sprawiedliwego Wrocławia nie są przepisy, lecz politycy i ich brak woli. Tryb „lex deweloper” się kończy, ostatnie wnioski są właśnie rozpatrywane, a zostanie nam Zintegrowany Plan Inwestycyjny (ZPI). To szansa, by odwrócić ten chory trend. Jako środowisko skupione wokół SOS Wrocław domagamy się konkretnych działań:

  • Powołanie miejskiego funduszu mieszkaniowego. Środki zasilające fundusz powinny pochodzić m.in. z renty planistycznej i kontrybucji od inwestorów przy przekształceniach w trybie ZPI a z czasem – z utrzymania nowego zasobu tanich mieszkań, które zamiast kieszenie deweloperów – będą pracowały na nowe, tanie mieszkania dla młodych. Do funduszu powinny trafiać również środki z podatku od nieruchomości pobieranego od obiektów zamieszkania zbiorowego.
  • Pobieranie renty planistycznej i społecznej partycypacji od deweloperów. Część zysków ze wzrostu wartości nieruchomości na skutek decyzji administracyjnych musi trafiać od deweloperów do miasta i być przeznaczana na budownictwo komunalne i czynszowe.
  • Najem Mieszkania dla Młodych – nowy program Miasta Wrocław. Dla najistotniejszych dla rozwoju miasta grup zawodowych powinniśmy drastycznie poszerzać ofertę taniego najmu mieszkań zarządzanego przez instytucje komunalne. Nie chodzi jednak o najem komunalny, socjalny, SIM czy TBS a o poszerzenie oferty na rynku o atrakcyjny najem. Studenci muszą otrzymać szansę na godny start w dorosłość, by później zostali w mieście (najlepiej możliwie blisko centrum), zamiast oddawać połowę pensji za wynajmowaną kawalerkę na peryferiach albo za granicą miasta.
  • Przywrócenie na rynek pustostanów w kamienicach komunalnych. Setki mieszkań czekają na najemców ze względu na opóźnienia w rozstrzygnięciach własnościowych czy niezbędne prace remontowe.
  • Koniec z krótkoterminowym wynajmem w centrum i turystyfikacją osiedli mieszkaniowych. Oczekujemy przywrócenia tych mieszkań na rynek długoterminowy, by zwiększyć ich podaż. Niech mieszkanie będzie mieszkaniem a hotel hotelem – z odpowiednią stawką podatku.
  • Uchwalenie Gminnego Programu Rewitalizacji. Wymagamy odpowiedniego budżetu na remonty kamienic i przeciwdziałanie wypychaniu z nich uboższych mieszkańców.

Rządzą nami elity, które wprowadziły mieszkaniowy feudalizm

Ci, którzy dziś rządzą, sami tego nie zmienią, bo zbyt chronią obecne grupy interesu. Polityka mieszkaniowa dla młodych musi stać się prawem, którego nie da się zlikwidować po najbliższych wyborach. Nie oczekuję, że ktoś da mi mieszkanie za darmo. Chcę po prostu uczciwych zasad: miasta, w którym polityka mieszkaniowa chroni mieszkańców, a nie spekulantów. Dopóki to inwestorzy będą dyktować warunki we Wrocławiu, my, wchodzący w dorosłość, zawsze będziemy zmuszeni do spłacania cudzych kredytów w zamian za wynajem klitki. Ta forma to współczesna pańszczyzna –  będziemy harować na ,,panów”, oddając im owoce naszej pracy za sam przywilej dachu nad głową. Taki system dusi nas każdego dnia, kradnie nam przyszłość, spokój i szanse na normalne założenie rodziny. Czy oczekujemy tak dużo? Czas z tym skończyć, bo bez młodych ludzi to miasto po prostu nie ma żadnej przyszłości.

Czy będą w stanie podjąć się tego obecne władze, które tak zżyły się z betonowym lobby, że aż deweloper reprezentował prezydenta z mównicy na sesji Rady Miejskiej Wrocławia? Czy zrobi to najwyższe kierownictwo urzędu, które z deweloperami regularnie spędza wolny czas a ich rodzina wprost była powiązana biznesowo z branżą budowlaną? A może zrobią to dla nas radni – gdy szef komisji architektury publicznie podejmuje się misji “odczernienia” wizerunku deweloperów i wprost lobbuje na ich rzecz, a szef komisji odpowiedzialnej za mieszkalnictwo został złapany z prospektem dewelopera podczas urabiania radnych osiedla by poparli jego inwestycję? A może zrobią to urzędnicy niższego rzędu, którzy regularnie stawiali interesy deweloperów nad interes mieszkańców?

Jak długo jeszcze pozwolimy im się wyzyskiwać?

Nikt z nich tego nie zrobi. Nie są w stanie, bo realizacja takiego programu oznacza wprost zatrzymanie wzrostu cen mieszkań albo ich obniżkę. Bo oznacza spadek wysokości czynszów. Bo oznacza wolność dla dziesiątek tysięcy młodych ludzi, których dziś wyzyskują elity, które przyssały się do władzy i fruktów, które pozyskują dzięki miejskim decyzjom. A dla mocodawców tych elit oznacza mniejszy zarobek i konieczność skupienia się na bardziej produktywnych formach zarabiania niż feudalne wyzyskiwanie młodych.

 

Tylko obywatele mogą zadbać o własny interes. A zrobią to tylko wtedy, gdy zła władza zostanie strącona z okupowanych stołków. Bo korzysta z przywilejów, by nasycić siebie i swoje otoczenie zamiast służyć mieszkańcom.

 

Nie chodzi nam przecież o darmowe mieszkania. Chodzi o elementarną sprawiedliwość. Czy my, młodzi podejmiemy wyzwanie by sięgnąć po to, co nam się po prostu należy? Czy wygra w nas oportunizm i przyzwyczajenie do tego, że starsze pokolenia dyktują nam zasady działania? Zapraszam do dyskusji