Nie ma gdzie wywozić śmieci. Na co idą pieniądze z podwyżek?
Wrocław nie jest gorszy. Dlatego zasługujemy na prawdziwe PSZOK-i, a nie wymówki
Chcesz oddać cztery zużyte opony albo odpady poremontowe we Wrocławiu? Musisz wziąć dzień wolny, spakować samochód, stracić czas oraz paliwo w korkach i mieć nadzieję, że brama punktu nie będzie zamknięta, a kontener nie okaże się przepełniony.
Spójrzmy na twarde dane. Na całe, blisko 700-tysięczne miasto mamy zaledwie trzy lokalizacje Punktów Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Jednak co z tego, skoro nawet one nie funkcjonują normalnie:
- PSZOK przy ul. Janowskiej jest całkowicie zamknięty od 21 września.
- PSZOK przy ul. Szwajcarskiej jest regularnie, czasowo zamykany w ciągu dnia. Miejsce to jest tak małe, że z powodu przepełnienia i konieczności wymiany kontenerów, punkt po prostu wstrzymuje pracę.
Inne polskie miasta rozwiązują ten problem, udostępniając mieszkańcom gęstą sieć punktów zbiórki i elastyczne godziny otwarcia. We Wrocławiu utknęliśmy w absurdzie. Ktoś z magistratu powie, że przecież my też to mamy - w końcu funkcjonują u nas SZOP-y i SZOT-y. Owszem, mamy je, ale problem polega na tym, że bardzo często te zbiórki są po prostu odwoływane, a mieszkaniec, który pofatygował się ze swoimi śmieciami, zostaje z problemem na chodniku.
Wrocław może dogonić XXI wiek
Dziś sytuacja wygląda dramatycznie. PSZOK przy ul. Janowskiej jest zamknięty - miasto oficjalnie tłumaczy się koniecznością remontu. W rzeczywistości mieszkańcy i eksperci zadają proste pytanie: czy przypadkiem po prostu nie wyczerpały się roczne limity ilości odpadów, a urzędnicy wolą wywiesić tabliczkę z napisem "remont", by uniknąć trudnych pytań o to, co robią, aby ten limit trwale zwiększyć?
Z kolei punkt przy ul. Szwajcarskiej to logistyczny koszmar. Miejsce jest tak malutkie, że każda operacja wymiany wielkiego kontenera jest niebezpieczna dla osób postronnych. Efekt? Punkt jest regularnie zamykany w ciągu dnia. Przyjeżdżasz o 14:30 i dowiadujesz się, że nie możesz zostawić odpadów, bo nie wymieniono kontenerów na puste. Pracownicy na pytania zagniewanych mieszkańców jedynie rozkładają ręce. Ktoś przyjeżdża, chce wypełnić swój obowiązek, traci zdrowie i wraca z niczym. Tak to nie powinno działać!
Koszty ponoszone przez mieszkańców za wywóz śmieci drastycznie wzrosły, natomiast standard obsługi całkowicie leży. Spójrzmy na liczby. Czteroosobowa rodzina we Wrocławiu płaci około 220 zł miesięcznie. W skali roku to zawrotne 2640 zł! Dla porównania: w Warszawie taka sama rodzina płaci stawkę 85 zł miesięcznie, czyli 1020 zł rocznie. Zamiast zachęcać mieszkańców do odpowiedniej segregacji i dbania o środowisko, system po prostu im to utrudnia.
Łatki zamiast reformy
Od dawna słyszymy o problemach z systemem gospodarowania odpadami we Wrocławiu. Afera śmieciowa w mieście toczy się już niemal dwa lata i końca nie widać. Od dawna słyszymy zapowiedzi uporzątkowaniu systemu gospodarowania odpadami na miarę nowoczesnego i przemyślanego miasta. Tymczasem Wrocław jest podzielony na 6 sektorów, a przetargi na ich obsługę zdają się nie mieć końca. Czekamy, jednak już niecierpliwie.
To, co miasto oferuje nam w zamian, to punktowe, mało istotne w skali problemu rozwiązania - łatki, a nie systemowa reforma. Magistrat dumnie zapewnia o odbiorze tekstyliów i wysyła wozy SZOP-u i SZOT-u po drobne odpady, których nie można wyrzuć w miejscu zamieszkania. To dobre inicjatywy, ale nie rozwiązują głównego paraliżu. Nie rozumiem, dlaczego mieszkańcy mają zadowalać się działaniami wizerunkowymi, skoro konkretne problemy można rozwiązać już teraz.
Rozwiązań jest wiele - choćby mobilne PSZOK-i, które z powodzeniem funkcjonują w innych miastach takich jak Warszawa, Toruń lub Bydgoszcz. Czy radykalne zwiększenie ilości kursów odbierających odpady bezpośrednio od mieszkańców. Niestety, miasto ich najwyraźniej nie szuka.
Już teraz Wrocław może być bardziej przyjazny mieszkańcom
Musimy głośno domagać się rozwiązań korzystnych dla mieszkańców, a nie takich, które są wygodne z perspektywy tabel w miejskich spółkach. Liczę na to, że Wrocławianki i Wrocławianie dadzą znać odpowiedzialnym za ten chaos, że obecny stan jest nie do przyjęcia.
Z jakichś przyczyn władze jednak nic z tym nie robią. Trudno oprzeć się wrażeniu, że taki jest po prostu plan- miasto pozwala firmom śmieciowym na wszystko, a te bezlitośnie zaglądają nam w kieszeń. Czy możemy liczyć na to, że urzędnicy naprawią ten system sami z siebie? A może to my, mieszkańcy musimy wziąć sprawy w swoje ręce? Być może jedyną drogą dla Wrocławia jest już tylko referendum.
Wrocław nie musi wymyślać koła na nowo. Wystarczy przestać być ostatni w kolejce po dobre pomysły i zacząć traktować mieszkańców poważnie.


