Odklejeni, czyli portret elity wrocławskiej w referendalnym świetle

Krakusi powiedzieli: miasto jest nasze, nie Krakówka. Jacek Sutryk narzeka, że obywatele chcą mu wywrócić stolik, i że miastem coraz trudniej się zarządza, bo ludzie nie dowierzają miastu. Jak to możliwe, że ludzie nie dowierzają miastu zarządzanemu przez człowieka z zarzutami za oszustwa? Kto mu wyjaśni tę tajemnicę?

Przez Polskę toczy się ferment zapowiadający obywatelską wiosnę ludów. Rzeszów, Łódź, Poznań, Gliwice, Częstochowa, Tarnów – sprzeciw wobec odklejonych władz może przejść do etapu otwartej konfrontacji na udeptanej ziemi – w referendum odwoławczym. A władze tych miast wcale nie są lepsze od wrocławskich. I nic dziwnego, że otrzymujemy tyle sygnałów, by wrócić do rozmowy o odsunięciu szkodników od władzy we Wrocławiu.

Jacek Sutryk wyjaśnił wrocławianom – w Radiu Rodzina i w programie Dariusza Wieczorkowskiego – czym w jego głowie jest referendum odwoławcze. Narzędziem „mniejszości”, która „może wywracać stolik właściwie permanentnie” i „destabilizować sytuację w mieście”. Mechanizmem, który „pewne polityczne czy około polityczne siły” mogą „wykorzystywać”. Sprawą, na którą „szkoda czasu”. To ton kogoś, kto uwierzył, że władza mu się należy, i kto szczerze nie rozumie, dlaczego coraz więcej ludzi ma w tej kwestii odmienne zdanie.

Co bardziej destabilizuje miasto: obywatele czy nieuczciwe, nieudolne rządy?

Fot. youtube.com/@DEWURADIO

Sutryk mówi, że inicjatywa referendalna destabilizuje miasto. Pytanie, co je stabilizowało przez ostatnie lata. Jego nieudolne, szkodliwe i nieuczciwe rządy czy działania ruchów obywatelskich? Jaki wpływ na wiarygodność, stabilność i wizerunek miasta ma ciężki akt oskarżenia dotyczący oszustw i łapownictwa, który wisi nad prezydentem Wrocławia niczym katowski topór?

Sutryk w Radiu Rodzina, próbował czerpać siłę z dwóch inicjatyw referendalnych, w których zabrakło podpisów w ustawowym czasie 60 dni. Biło od niego lekceważenie wobec kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców, którzy swoim podpisem wyrazili gotowość by podziękować mu za współpracę bez okresu wypowiedzenia.

Wydawał się nie dostrzegać, że lokalna debata publiczna była blokowana przez sieć układów i powiązań finansowych. Ta swoista cenzura ekonomiczna niszczy demokrację w mieście. Dlaczego? Bo porządni, uczciwi ludzie bali się, że zostaną zniszczeni przez władzę jak Janek Piontek z fundacji Weź Pomóż. Bo bali się represji.

Dzisiaj sytuacja w Polsce i we Wrocławiu jest jednak diametralnie inna. Krakusi pokazali, że się da. Za trzy miesiące pokażą, czy potrafią po odwołaniu złej władzy wybrać lepszą. Szczerze trzymam kciuki!

Wrocławskie elity chcą zdusić ideę prawa mieszkańców do miasta

Wrocławskie media głównego nurtu, z kilkoma światłymi wyjątkami, od dłuższego czasu powtarzały zachowania odwrotne niż można byłoby od nich oczekiwać. Zamiast stać po stronie słabszych – mieszkańców przeciwko silniejszym – władzy, skupiały się na umniejszaniu bądź etykietowaniu inicjatyw oddolnych. Sprawa nasilała się wraz ze wzrostem zagrożenia obecnej władzy. Gdy zagrożenie mijało – nadchodziła odwilż.

Jednak gdy Kraków powiedział: sprawdzam – i wygrał – kampania przyspieszyła. Portal tuwroclaw.com napisał, że ewentualne trzecie referendum we Wrocławiu byłoby „totalną kpiną z demokracji i kompletnym lekceważeniem woli Wrocławian”. Sutryk mówi o „bogatych ludziach”, którzy mogą finansować „taką działalność”. Powoli konstruuje się przekaz: ci, którzy zbierają podpisy, są narzędziem w cudzych rękach. Obcy. Prowokatorzy. Szaleńcy. Nie mogę się doczekać aż znów naślą na tych prowokatorów i szaleńców bojówkę Soku z Buraka.

Nie obawiam się tego z jednego powodu: władza nie ma już monopolu na informację. Przełamaliśmy ją prowadząc merytoryczną dyskusję na temat miasta w internecie i na ulicach Wrocławia. A gdy w uregulowanym nurcie rzeki raz powstanie wyłom – trudno jest go zatamować.

Strach zajrzał w oczy pseudoelicie Wrocławia

Z rezerwą przyjmowałem entuzjazm, który jako SOS Wrocław odbieramy od mieszkańców od tygodnia. Krakowskie referendum obudziło w mieszkańcach coś, czego dawno nie było: nadzieję, że naprawdę można powiedzieć – dość. Moja rezerwa nie wynikała z braku wiary w mieszkańców. Wynikała z tego, że dokładnie wiem, ile wysiłku kosztuje inicjatywa referendalna w dużym mieście i jak wygląda zbieranie podpisów. A także czym mogą grozić akolici prezydenta zaangażowanym w akcję osobom, które w jakiś sposób zależą od instytucji miasta lub ich sojuszników.

Ale dzięki wspomnianym wcześniej nerwowym reakcjom widzę co innego. Widzę, że tamci się przestraszyli. Strach zajrzał w oczy ludziom, którzy od lat żyją wygodnie w cieniu władzy, przekonani, że nie ma piekła i że rozliczenie nie przyjdzie. Wróciły koszmary. I w tym strachu widać odpowiedź na pytanie, które stawiałem sobie przez długi czas: o co im tak naprawdę chodziło z tą „stabilizacją”? O zarządzanie miastem – czy o spokojną prywatyzację miejskiego grosza bez żadnego ryzyka, że ktoś powie: sprawdzam?

Najlepiej pokazuje to narzekanie Sutryka, że „zarządzanie miastem staje się coraz trudniejsze”. Dlaczego? Bo trzeba „tłumaczyć, co jest prawdą, a co fake newsem”. Bo pojawia się „frustracja z powodu dyskutowania z oczywistymi faktami”. Innymi słowy: problem nie leży w finansach miasta, w długu, w kontraktach, w zarzutach prokuratorskich. Problem nie leży w tym, że władza wielokrotnie oszukała mieszkańców. Z Jackiem Sutrykiem na czele. Problem leży w ludziach, którzy o to pytają. Którzy mówią: sprawdzam. A to największy grzech.

No to jeżeli pan, Panie Prezydencie jest już taki zmęczony rządzeniem to może czas dać sobie spokój? Znajdą się na Pana miejsce lepsi. Poprzeczka wcale nie jest wysoko zawieszona.

Niczego nie zrozumieli

Fot. fb.com/sutrykjacek

Może i się przestraszyli. Może i przeciwdziałają. Ale nie wyciągnęli żadnych wniosków. Po wyborach prezydenckich w Polsce. Po referendum w Krakowie. Po tym, co stało się w Zabrzu i innych polskich miastach – elita władzy powinna coś zrozumieć. Że obywatele nie są bierni. Że cierpliwość ma granice. Że władza nie jest dożywotnim przywilejem.

Nie zrozumieli nic. Są pyszni, dumni i pewni siebie. Spoglądają na zwykłego mieszkańca z góry. Przyjmują tylko pochwały na swój temat. Inne głosy to „manipulacja ze strony sił destabilizujących”, gdy głos ten zaczyna przeszkadzać.

Rozumiem teraz lepiej, co czuli Krakusi obrażani przez „Krakówek” – elitę, która poczuła się władna do pouczania, co jest demokratyczne, a co „totalną kpiną z demokracji”. Tę samą rolę we Wrocławiu odgrywa dziś skompromitowana dekadą układów elita władzy, i innych instytucji.

Ta „elita” nie potrafiła się oczyścić po tym, co wyszło na jaw. Przeciwnie – utaplała się mocniej w tym syfie, bo trwanie układu jest warunkiem własnego bezpieczeństwa. Zepsuta elita władzy kryta przez unurzane w dziwnych relacjach media. Chwalone przez uzależnionych finansowo ludzi kultury. Zapraszane do wspólnych projektów przez zniewolone grantami środowisko pozarządowe, spółdzielnie mieszkaniowe, szkoły, przedsiębiorstwa, kluby sportowe. Zamknięty obieg. Wszyscy są sobie nawzajem winni milczenie.

A „prawdziwa cnota prawdy się nie boi” – mawiał Krasicki. Tylko że w tym przypadku trudno mówić o cnocie. Mówimy o człowieku, który z zarzutami o oszustwa i łapówkarstwo rządzi miastem i tłumaczy mieszkańcom, że to oni destabilizują miasto. Oni niczego nie zrozumieli. A skoro do tej pory nie zrozumieli – nie zrozumieją już nigdy.

Drogi mieszkańcu!

Pytam Cię wprost.

Czy czujesz się dobrze reprezentowany przez wrocławską elitę władzy? Czy sprawy w mieście idą w dobrą stronę? Czy władza daje Ci przestrzeń do współrządzenia miastem? Czy reprezentanci władzy mają do Ciebie szacunek? Czy wsłuchują się w Twoje potrzeby?

A może jest inaczej: zepsuta elita władzy uzależniła od siebie kolejne instytucje, upojona władzą marginalizuje obywateli, poniża myślących samodzielnie a zamiast służyć mieszkańcom – tłumaczy  im dlaczego nie mają racji?

Jak myślisz, dlaczego wszyscy razem mówią Ci, że referendum to „kpina z demokracji”, a ci, którzy uważają, że trzeba zacząć zbierać podpisy, to „szaleńcy i prowokatorzy”? Co będzie następnym krokiem po odebraniu ludziom prawa do odwoływania złej władzy? Może czas odebrać mieszkańcom prawo do jej wyboru? W końcu tylko przeszkadzają i zadają głupie pytania.

Pod skorupą tej zimnej i plugawej, pewnej siebie, szczelnej wrocławskiej „elity” – kryje się coś, czego ona się nie spodziewała. Ogień. Taki, który zniósł „Krakówek”. Który zniósł prezydentkę w Zabrzu i ruszył kilkunaście innych polskich miast. Który zaczyna być widoczny również we Wrocławiu. I może znieść tę władzę jak lawa.

Bo powiedzmy sobie serio: w czym Wrocławianie są gorsi od Krakusów?

Chcesz coś zmienić we Wrocławiu? Napisz do nas!

 

Piotr Uhle