Odrzucona petycja, odrzucony dialog. Czy Wrocław naprawdę chce reformy Rad Osiedli?

Magdalena Gajewska-Królicka

Rada Miejska Wrocławia odrzuciła petycję w sprawie wzmocnienia roli rad osiedli, mimo że własna komisja rekomendowała jej uwzględnienie. W głosowaniu za petycją opowiedziało się jedynie 3 radnych, 6 było przeciw, a 13 wstrzymało się od głosu. Decyzja stawia pod znakiem zapytania szczerość zapowiadanej od miesięcy reformy.

Czy Wrocław rzeczywiście chce rozmawiać o reformie Rad Osiedli, czy jedynie sprawia takie wrażenie? Ostatnia sesja Rady Miejskiej daje niestety powody do poważnych wątpliwości.

Radni miejscy odrzucili petycję z postulatami przygotowanymi podczas Niezależnego Kongresu Osiedlowego – dokumentu wypracowanego przez mieszkańców, część obecnych i byłych Radnych Osiedlowych, społeczników oraz osoby od lat zaangażowane w funkcjonowanie lokalnego samorządu. Nie był to dokument napisany zza biurka. Powstał na podstawie doświadczeń ludzi, którzy każdego dnia mierzą się z problemami funkcjonowania osiedli i najlepiej wiedzą, gdzie obecny system zwyczajnie nie działa. Warto podkreślić, że sama komisja merytoryczna rozpatrująca petycję zarekomendowała jej uwzględnienie stosunkiem głosów 2 do 0, przy 3 wstrzymujących się. Mimo to podczas głosowania na sesji plenarnej rekomendacja komisji nie została podtrzymana.

Argument o „błędzie prawnym”

Najbardziej zaskakuje jednak uzasadnienie tej decyzji. Radny Sławomir Czerwiński z klubu Lewica Naprzód, w imieniu którego zgłosił stanowisko „bez opinii”, wskazał między innymi na brak podstawy prawnej dla postulatu sesji hybrydowych. Tę wątpliwość rozwinął radny Robert Suligowski, przekonując, że petycja zawiera błąd prawny i deklarując wstrzymanie się od głosu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to argument chybiony w odniesieniu do całości dokumentu. Petycja nie jest przecież projektem uchwały ani aktem prawa miejscowego. Jej celem nie jest tworzenie gotowych przepisów, lecz wskazanie kierunku zmian i zwrócenie uwagi na problemy wymagające rozwiązania. To właśnie później rolą organów miasta jest przełożenie takich postulatów na poprawne pod względem prawnym rozwiązania.

Zgadzam się, ale się wstrzymam

Równie zaskakujące były głosy radnych, którzy deklarowali, że zgadzają się z częścią postulatów, ale nie ze wszystkimi, dlatego postanowili wstrzymać się od głosu. Radna Martyna Stachowiak, przewodnicząca komisji rozpatrującej petycję, wprost przyznała podczas sesji – zgadzam się w większości co do zasady, niekoniecznie zgadzam się co do poszczególnych rozwiązań – po czym wyjaśniła, że ze względu na brak możliwości głosowania nad poszczególnymi punktami osobno nie jest w stanie poprzeć całości dokumentu. Takie podejście prowadzi do prostego pytania: czy naprawdę łatwiej odrzucić cały dokument niż rozpocząć rozmowę o tych propozycjach, z którymi samemu się zgadza?

Przecież właśnie na tym polega dialog. Nie trzeba akceptować każdego przecinka, aby uznać, że przedstawione problemy są realne i wymagają wspólnej pracy. Odrzucenie petycji nie oznacza odrzucenia kilku punktów. Oznacza odrzucenie inicjatywy obywatelskiej przygotowanej przez środowisko, które działa na rzecz wrocławskich osiedli.

Reforma zapowiadana od miesięcy

To szczególnie zastanawiające w kontekście wielokrotnie zapowiadanej kompleksowej reformy Rad Osiedli. Od miesięcy słyszymy o potrzebie zmian. Tymczasem konkretów wciąż brakuje. Jedyną szerzej omawianą inicjatywą był projekt uchwały dotyczącej konsultacji społecznych przygotowany przez dwóch radnych miejskich. Rada Miejska nie zdecydowała się jednak na jego przyjęcie, a sam projekt koncentrował się przede wszystkim na zmianach granic osiedli. To ważny temat, ale z pewnością nie najważniejszy.

Prawdziwe problemy Rad Osiedli leżą gdzie indziej. To ograniczone kompetencje, niewystarczająca sprawczość, niejasne finansowanie, brak nowoczesnych narzędzi komunikacji, niedostateczna cyfryzacja oraz niewystarczający wpływ na decyzje dotyczące najbliższego otoczenia mieszkańców. Właśnie o tym mówiła petycja. O sprawach fundamentalnych.

Paradoks partycypacji

Nie sposób nie zauważyć pewnego paradoksu. Z jednej strony słyszymy zapewnienia o chęci współpracy z mieszkańcami i wzmacniania partycypacji społecznej. Z drugiej, gdy oddolne środowisko przedstawia wizję zmian, wypracowaną wspólnie przez część praktyków samorządu osiedlowego, dokument zostaje odrzucony – mimo pozytywnej rekomendacji własnej komisji Rady Miejskiej. Trudno uznać to za zachętę do obywatelskiego zaangażowania.

Warto odnotować też głos radnego Suligowskiego, który zakwestionował reprezentatywność środowiska stojącego za petycją, mówiąc wprost – nie mam wrażenia, żeby to był głos całego środowiska – w odpowiedzi na co radny Piotr Uhle zastrzegł, że nigdy nie twierdził, jakoby petycja była głosem całego środowiska osiedlowego, a jedynie efektem pracy merytorycznej kilkudziesięciu osób, w większości radnych osiedlowych.

Punkt wyjścia, który zamknięto na starcie

Nikt rozsądny nie twierdzi, że memorandum Niezależnego Kongresu Osiedlowego było dokumentem idealnym. Być może część zapisów wymagała doprecyzowania, część zmian, a część dalszej analizy. Ale właśnie temu powinien służyć dialog. Rolą władz miasta nie jest oczekiwanie od mieszkańców gotowych projektów legislacyjnych, lecz prowadzenie rozmowy z tymi, którzy dostrzegają problemy i proponują kierunki ich rozwiązania.

Największą wartością tej petycji nie były poszczególne zapisy. Był nią fakt, że przedstawiciele wielu osiedli wspólnie wypracowali wizję zmian. Można było potraktować ją jako punkt wyjścia do stworzenia rzeczywiście kompleksowej reformy. Zamiast tego większość Rady Miejskiej postanowiła zamknąć temat już na starcie – w głosowaniu petycję poparło jedynie 3 radnych, 6 było przeciw, a aż 13 wstrzymało się od głosu, przy 37 radnych uprawnionych do głosowania i 27 obecnych na sali.

Jeżeli tak ma wyglądać dialog z mieszkańcami, trudno nie zadać pytania: czy zapowiadana reforma Rad Osiedli rzeczywiście ma powstać wspólnie z mieszkańcami, czy będzie jedynie kolejnym projektem przygotowanym bez uwzględnienia doświadczeń osób, które od lat społecznie pracują na rzecz swoich osiedli?

Wrocław potrzebuje dziś odwagi do rozmowy, a nie odwagi do odrzucania społecznych inicjatyw. Reforma Rad Osiedli nie wydarzy się sama. Nie powstanie również bez ludzi, którzy tworzą je od środka. Odrzucenie petycji nie zamyka dyskusji o przyszłości osiedli. Pokazuje jednak, że przed nami wciąż daleka droga do prawdziwego partnerstwa.