Serafin ujawni przekręty rządu PO-PSL? Tym razem nie ma już nic do stracenia
Skazany na sześć lat bezwzględnego więzienia Władysław Serafin – wieloletni prezes Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych, były poseł PSL — nagrał nowe oświadczenie, które w ostatnich dniach obiegło media społecznościowe. To niecałe dwie minuty, ale warto się im przyjrzeć, bo dotykają mechanizmu, który znamy aż za dobrze z poziomu samorządów: milczenia w zamian za spokój.
Serafin: ujawnię mechanizmy wyprowadzania z budżetu setek milionów złotych
Serafin, zwracając się wprost do „działaczy PSL-u”, ostrzega ich przed „otwieraniem puszki Pandory” i zapowiada ujawnienie, „czemu miała służyć prywatyzacja Elewarru” – spółki skarbu państwa, wokół której już w 2012 roku wybuchła głośna „afera taśmowa PSL” (pisał o niej wtedy m.in. money.pl). Opisuje mechanizm, w którym prywatna agencja miała dokonywać zakupów, państwo wypłacać rolnikom pieniądze, a rolnicy – kierować całą dotację z powrotem do prywatnego podmiotu. Oskarża część działaczy PSL o udział w „zamachu na Elewarr” z 2012 roku, krytykuje Władysława Kosiniaka-Kamysza jako „trzymanego na pasku” przez „nowe PSL”, a Stefanowi Krajewskiemu zarzuca fikcyjność programu „Aktywne Wsie” i finansowania straży pożarnych. Zapowiada, że pokaże „nazwiska i mechanizmy” – bez wskazania terminu.
Trzeba to powiedzieć jasno: to twarde, niepoparte w nagraniu żadnymi dokumentami oskarżenia jednej strony konfliktu, wypowiedziane w sposób, który sam w sobie niczego nie dowodzi. Ale ich kontekst jest wart uwagi.
Skazany, więc szczery?
Serafin nagrywa to kilka dni po tym, jak Sąd Okręgowy Warszawa-Praga uznał go za winnego wszystkich zarzutów w wątku afery SKOK Wołomin i skazał na 6 lat więzienia, 240 tys. zł grzywny oraz obowiązek zapłaty 2,5 mln zł na rzecz syndyka. Wyrok jest nieprawomocny, obrona zapowiedziała apelację – ale człowiek, który przez trzy dekady był nietykalny, właśnie usłyszał, że jednak nie jest.
To rodzi pytanie, które wykracza daleko poza samego Serafina: czy tak wygląda mechanizm władzy w całej koalicji rządzącej – dopóki jesteś w środku, milczysz i korzystasz; kiedy przestajesz być potrzebny albo zostajesz skazany, nagle „nie masz nic do stracenia” i zaczynasz mówić? Ile takich nagrań czeka jeszcze w szufladzie, aż ich autor przestanie mieć powód, by je chować?
Czy to działa tak samo w samorządach?
Pytanie, które nas we Wrocławiu interesuje najbardziej, brzmi inaczej: czy opisywany przez Serafina mechanizm – państwo finansuje, prywatny podmiot przejmuje, kontrola formalnie istnieje, ale nikogo nie interesuje — ma swoje lokalne odpowiedniki? Czy w wydawaniu publicznych pieniędzy przez spółki miejskie i jednostki podległe samorządom działy się analogiczne rzeczy? W Wrocławiu nie musimy szukać daleko – od miesięcy dokumentujemy mechanizmy w gospodarce odpadami, gdzie publiczne pieniądze i nadzór właścicielski też bywały fikcją na papierze. Nagranie Serafina to przypomnienie, że wzorzec „kontrola istnieje, ale nikt jej nie egzekwuje” nie jest wyjątkiem – to metoda.
Collegium Humanum: 15 października zacznie się mówić głośno
To pytanie nabiera dla nas dodatkowej wagi w kontekście terminu, który właśnie się pojawił: 15 października 2026 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie rozpocznie się proces w aferze Collegium Humanum, w którym na ławie oskarżonych zasiądzie blisko 30 osób – w tym prezydent Wrocławia Jacek Sutryk. To sprawa fałszywych dyplomów wykorzystywanych do obsadzania stanowisk w spółkach państwowych i samorządowych – czyli dokładnie tego rodzaju patologii władzy, o której mówi Serafin, tylko przeniesionej na grunt lokalny.
Historia uczy, że najgłośniej mówią ci, którzy już zostali osądzeni albo widzą, że są następni w kolejce. Jeśli proces w Warszawie potwierdzi choćby część zarzutów prokuratury, może się okazać, że Serafin nie jest ostatnim, który zdecyduje się przerwać milczenie. Będziemy się temu przyglądać – także z perspektywy wrocławskiej.

