Przełom w sprawie Terenów Olimpijskich? Sprostowanie MKDiN

Przełom w sprawie Terenów Olimpijskich? Sprostowanie MKDiN

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego sprostowało podane pierwotnie informacje, że kontynuowanie prac budowlanych na terenie dawnych basenów olimpijskich jest nielegalne bez nowych uzgodnień. 

AKTUALIZACJA:

Dyrektor Departamentu Ochrony Zabytków Jakub Makowski przysłał sprostowanie, w którym sam przyznał, że pismo z 25 maja zawierało błędną informację. Departament - jak napisał wprost - nie wiedział o wyroku NSA z 4 listopada 2025 r. Po zapoznaniu się z nim zmienił stanowisko: pozwolenie konserwatorskie zostało "skonsumowane" przez pozwolenie na budowę i inwestor nie potrzebuje nowego.

Podkreślamy - nie my popełniliśmy błąd. Opublikowaliśmy oficjalne pismo organu państwowego opatrzone kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Że Departament Ochrony Zabytków MKiDN nie wiedział o kluczowym wyroku NSA w najgłośniejszej sprawie konserwatorskiej ostatnich lat - to jest problem tego Departamentu, nie nasz.

Przepraszamy Was za przedwczesny optymizm. Nie przepraszamy za opublikowanie oficjalnego dokumentu.

Pozostałe ścieżki są nadal aktywne - wniosek o stwierdzenie nieważności decyzji 708/2020, postępowania przed prokuraturą, RDOŚ, UNESCO i ICOMOS.

Jeden dokument nas nie zatrzymuje. Walczymy dalej.

Co znalazło się w pierwotnym piśmie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego?

25 maja 2026 r. Jakub Makowski, Dyrektor Departamentu Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, odpisał nam na wniosek z 12 maja 2026 r., dotyczący kontroli inwestycji przy Stadionie Olimpijskim. Wniosek został przygotowany w ramach naszej współpracy z Grupą Inicjatywną Stadion Olimpijski.

Dokument stwierdza wprost: pozwolenie konserwatorskie wydane przez Miejskiego Konserwatora Zabytków we Wrocławiu decyzją z 7 września 2020 r. utraciło ważność z dniem 31 grudnia 2022 r. W konsekwencji dalsze prowadzenie robót budowlanych przy zabytku wpisanym do rejestru zabytków wymaga uzyskania nowego pozwolenia konserwatorskiego. Organem właściwym do jego wydania jest Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków.

Słowo "wymaga" nie jest sugestią. To stwierdzenie prawnego faktu, zapisanego przez organ nadrzędny w systemie ochrony zabytków.

Przełom, który potwierdziło samo ministerstwo

W Faktach TVP Wrocław Piotr Uhle powiedział jasno: - Ta interpretacja jest przełomowa. Liczymy na to, że Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków wyciągnie z tego konkretne wnioski i nie dopuści do tego, aby sprzęt budowlany wjechał na teren olimpijski.

Grupa Inicjatywna Stadion Olimpijski, która od lat dokumentuje kolejne etapy tej sprawy i alarmuje opinię publiczną, od razu wskazała istotę rzeczy: pismo MKiDN nosi kwalifikowany podpis elektroniczny Dyrektora Departamentu, opatrzone jest datą i sygnaturą. To nie jest opinia prawna ani komentarz. To jest urzędowe stanowisko organu nadrzędnego w systemie ochrony zabytków.


Czy damy się zabetonować? Decyzje dla całego miasta zaczynają się na osiedlach - powstaje plan ogólny

Plan Ogólny Wrocławia. Decyzje dla całego miasta zaczynają się na osiedlach

Mieszkańcy Sołtysowic od ponad roku alarmują, że ich osiedle stanie się drugim Jagodnem. Deweloper, który chciał postawić tam ponad 6000 mieszkań w trybie lex deweloper, zmienił strategię. Teraz Plan Ogólny Wrocławia przygotowano dokładnie tak, że sam nie mógłby przewidzieć lepszych warunków.

Osiedle, które ma się potroić

Sprawa nie jest nowa. Firma deweloperska przymierzała się do zakupu terenów przy alei Poprzecznej od 2018 roku, gdy mówiła o 3000 mieszkań. W lutym 2025 roku kupiła kolejne 12 hektarów ziemi między torami kolejowymi a ulicą Sołtysowicką, płacąc ponad 55 milionów złotych. W najnowszych oficjalnych dokumentach mowa jest już o 6500 lokalach. Zakładając, że w każdym mieszkaniu osiedlą się średnio dwie osoby, za Koroną zamieszka co najmniej 13 tysięcy ludzi. Tyle, co w małym mieście. Sołtysowice liczyłyby wówczas trzykrotnie więcej mieszkańców niż dziś, przy układzie komunikacyjnym z lat pięćdziesiątych.

Deweloper przekonywał, że ma dla miasta dobrą ofertę. Na swój koszt miałby postawić wiadukt i wybudować szkołę. "Skala prywatnych środków, jakie planujemy przeznaczyć na miejską infrastrukturę w tym rejonie jest bezprecedensowa nie tylko w skali Wrocławia, lecz także i kraju" - zapewniał prezes spółki. Nie precyzował jednak, gdzie dokładnie wiadukt miałby powstać.

Ratusz uspokajał. Potem sam zmienił plan

Gdy w marcu 2025 roku Radio Wrocław pytało o te plany, rzecznik Urzędu Miasta uspokajał: obowiązujący miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego nie pozwala na jakąkolwiek zabudowę w tym rejonie. Dosłownie stwierdził, że może tam powstać "budka z kebabem, toi-toi i ścieżki rowerowe". Miasto wydało jednak deweloperowi dwie decyzje środowiskowe, obejmujące dziewięć budynków o wysokości do 14 kondygnacji, a w procesie była już kolejna, trzecia. Kiedy w lutym 2024 roku Rada Osiedla Sołtysowice zakwestionowała te działania, Urząd Miasta odpowiedział, że przekracza swoje kompetencje.

Gdy temat zelektryzował opinię publiczną, wiceprezydent Jakub Mazur stwierdził, że "nieuczciwe jest niepokojenie mieszkańców Sołtysowic i budowanie polityczno-wyborczej sensacji" oraz że ani prezydent, ani sprzyjający mu radni nigdy nie pozwolą na zabudowanie tego miejsca. Na wcześniejszy alarmujący post Rady Osiedla miasto odpisało, że "działania polityczne i populistyczne są tutaj niepotrzebne".

Tymczasem deweloper zrezygnował z drogi przez lex deweloper - ścieżki, która wymagała zgody Rady Miejskiej. Zamiast tego w projekcie Planu Ogólnego Wrocławia dla terenów wokół alei Poprzecznej pojawiła się możliwość intensywnej zabudowy wielorodzinnej. Obowiązujący MPZP przewidywał tam tereny zielone i ograniczenie zabudowy. Teraz plan ogólny otwiera drogę do budowy kilkunastopiętrowych bloków z ograniczeniem terenów biologicznie czynnych. Przygotowany prawdopodobnie tak, jak deweloper by sobie tego życzył.

Mieszkańcy mówią "nie". Radni osiedla mówią "nie". Miasto robi swoje

Rada Osiedla Sołtysowice zdecydowanie sprzeciwia się tej skali inwestycji, a jej uchwały sprzeciwu zapadały jednogłośnie. Rada Osiedla wskazuje na realia: w godzinach szczytu przejazd aleją Poprzeczną na odcinku nieco ponad kilometra trwa niekiedy nawet godzinę, bo szlabany na przejeździe kolejowym zamykają się co kilka minut. Problem ten jest znany od lat i wciąż nierozwiązany. Przepustowość dróg nie wzrosła, a zaproponowany plan ogólny dla tej części osiedla na sprowadzi kilkadziesiąt razy więcej nowych mieszkańców, niż liczy ono teraz.

Rada Osiedla uchwaliła swój sprzeciw już w kwietniu 2023 roku, w momencie gdy wszczęto postępowanie w trybie lex deweloper. Miasto odpowiedziało, że organ doradczy przekracza kompetencje. Rada zwróciła się o wsparcie do radnych miejskich, mediów i mieszkańców, zapowiadając protest do Rady Miejskiej.

Podczas trwających konsultacji nad Planem Ogólnym mieszkańcy zgłaszają konkretne postulaty: zwiększenie powierzchni biologicznie czynnej, ograniczenie wysokości zabudowy, zmniejszenie jej intensywności, zachowanie zielonego charakteru tej części osiedla, a do tego dokończenie Alei Północnej z wiaduktem nad torami, przebudowa alei Poprzecznej i ulicy Sołtysowickiej, nowe przedszkole i szkoła oraz wyznaczenie działki pod przychodnię zdrowia. I jasna kolejność: najpierw infrastruktura, dopiero potem nowa zabudowa.

Zabudowa Sołtysowic to nie tylko sprawa jednego osiedla

Przytoczone tereny wokół alei Poprzecznej nie są sprawą jednego osiedla. Plan Ogólny będzie dokumentem wyznaczającym kierunek rozwoju całego Wrocławia na kolejne dekady. To od niego zależy, czy za kilka lat obudzimy się w mieście projektowanym pod jakość życia mieszkańców, czy pod maksymalizację możliwości zabudowy.

Mieszkańcy nie mówią "nie" rozwojowi. Mówią "nie" sytuacji, w której decyzje planistyczne o skali całego miasta są przygotowywane z pominięciem tych, którzy w tym mieście żyją. I pytają, kto tak naprawdę decyduje o tym, co znajdzie się w dokumencie, który ma obowiązywać przez lata.

Dlatego warto zainteresować się konsultacjami i poświęcić chwilę na analizę projektu. Jeśli mieszkańcy nie będą uczestniczyć w takich procesach, decyzje zapadną bez nich, a skutki tych decyzji zostaną z nami na dziesięciolecia.

Przyjdź, zabierz głos. Spotkajmy się w niedzielę o 10:00 przy targowisku na Młynie przy ul. Poprzecznej. Do zobaczenia!

Magdalena Gajewska-Królicka

 


Sparta mówi jasno: Olimpijski to stadion, nie osiedle mieszkaniowe

Sparta mówi jasno: Olimpijski to stadion, nie osiedle mieszkaniowe

WTS Sparta Wrocław zabrała głos w sprawie inwestycji planowanej na Terenach Olimpijskich. Klub jednoznacznie sprzeciwia się budowie mieszkaniowego apartamentowca, przedstawianego opinii publicznej jako akademik. To ważny moment w walce o zachowanie sportowego, historycznego i społecznego charakteru jednego z najcenniejszych miejsc Wrocławia.

Głos Sparty wzmacnia sprzeciw mieszkańców

To, o czym mieszkańcy, społecznicy i SOS Wrocław mówią od dawna, dziś wybrzmiewa także ze strony jednego z najważniejszych klubów sportowych w mieście. WTS Sparta Wrocław jasno wskazuje, że planowana inwestycja nie jest żadnym naturalnym uzupełnieniem kompleksu sportowego, lecz przedsięwzięciem mieszkaniowym, które może trwale zmienić charakter Terenów Olimpijskich.

Klub w swoim stanowisku napisał - „Olimpijski to kompleks sportowy, a nie osiedle mieszkaniowe!” - i trudno o bardziej precyzyjne podsumowanie tej sprawy. Stadion Olimpijski, jego otoczenie, dawne baseny i tereny rekreacyjne nie są pustą działką czekającą na monetyzację. To fragment dziedzictwa Wrocławia, przestrzeń sportu, pamięci, wypoczynku i wielopokoleniowych doświadczeń mieszkańców.

Apartamentowiec przebrany za akademik

Od początku tej historii problemem jest nie tylko sama skala zabudowy, ale również sposób jej przedstawiania. Inwestycja określana jako akademik w praktyce budzi uzasadnione pytania o rzeczywisty charakter przedsięwzięcia. Mieszkańcy mówią wprost o „pseudoakademiku”, czyli apartamentowcu ukrytym pod bardziej akceptowalną społecznie nazwą.

W kwietniu mieszkańcy, aktywiści i lokalni radni protestowali przy bramie dawnych basenów olimpijskich. Wtedy Piotr Uhle, przewodniczący SOS Wrocław, mówił - „Za moimi plecami znajduje się pomnik chciwości dewelopera, który dla zysku jest w stanie rozjechać wszystkie wartości - historię, urbanistykę i spoistość społeczną”. Dziś stanowisko Sparty potwierdza, że obawy te nie są przesadą ani lokalnym kaprysem. To realny konflikt o przyszłość całego kompleksu.

Zagrożenie dla sportu, mieszkańców i organizacji imprez

Sparta zwraca uwagę na konsekwencje, które mogą pojawić się po wybudowaniu mieszkań w bezpośrednim sąsiedztwie obiektów sportowych. Klub ostrzega, że nowi lokatorzy mogą zacząć zgłaszać roszczenia dotyczące hałasu, ruchu, treningów czy wydarzeń sportowych. To scenariusz dobrze znany z innych miast: najpierw powstaje zabudowa mieszkaniowa przy obiektach sportowych, a potem sport staje się „uciążliwością”.

WTS pisze wprost, że podobne procesy w Europie potrafiły wypychać, a nawet niszczyć sport. Wrocław nie może dopuścić, by żużel, treningi dzieci i młodzieży, imprezy masowe czy rekreacyjny charakter tego miejsca zostały podporządkowane interesowi dewelopera.

Miasto musi wybrać: interes publiczny czy beton

Tereny Olimpijskie potrzebują ochrony, a nie dalszego rozszarpywania przez kolejne inwestycje. Potrzebują planu, który jasno powie: to miejsce jest sportowe, rekreacyjne, historyczne i publiczne. Nie jest rezerwą pod apartamenty.

Dlatego stanowisko WTS Sparta Wrocław ma tak duże znaczenie. Pokazuje, że sprzeciw wobec tej budowy nie jest głosem jednej grupy mieszkańców. To coraz szerszy front obrony Wrocławia przed chaotyczną, krótkowzroczną i szkodliwą zabudową.

Stadion Olimpijski nie potrzebuje apartamentowca udającego akademik. Potrzebuje ochrony, szacunku i decyzji władz miasta, które wreszcie staną po stronie mieszkańców, historii i sportu.


Betonowy wyrok na historii. Mieszkańcy Wrocławia protestują na Terenach Olimpijskich

W sobotnie przedpołudnie, 25 kwietnia 2026 roku, serce modernistycznego kompleksu na Wielkiej Wyspie wypełniło się transparentami i okrzykami sprzeciwu. Mieszkańcy, aktywiści z komitetu SOS Wrocław oraz lokalni radni spotkali się przy bramie dawnych basenów olimpijskich, by zaprotestować przeciwko budowie „pseudoakademika” na terenie historycznego stadionu pływackiego. Choć wyrok NSA z listopada ubiegłego roku przywrócił deweloperowi pozwolenie na budowę, wrocławianie nie zamierzają składać broni, walcząc o spójność urbanistyczną obiektu nagrodzonego w 1932 roku olimpijskim medalem.

Pomnik chciwości i bierności

Uczestnicy zgromadzenia zorganizowanego przez Grupę Inicjatywną Stadion Olimpijski, wyposażeni w transparenty skierowane zarówno do inwestora, jak i do władz miasta, wskazywali na ogromne zagrożenia, jakie niesie ze sobą ta inwestycja. Mowa nie tylko o zniszczeniu zabytkowej tkanki kompleksu, ale także o realnych problemach logistycznych: zablokowaniu korytarzy powietrznych, zagęszczeniu ruchu samochodowego oraz nieuchronnych konfliktach między nowymi lokatorami a organizatorami imprez masowych na Stadionie Olimpijskim. Na wydarzeniu nie zabrakło ludzi SOS Wrocław.

Po organizatorach wydarzenia głos zabrał Piotr Uhle, radny i przewodniczący SOS Wrocław, który w mocnych słowach podsumował obecną sytuację:

Za moimi plecami znajduje się pomnik chciwości dewelopera, który dla zysku jest w stanie rozjechać wszystkie wartości - historię, urbanistykę i spoistość społeczną. To również pomnik nieudolności i bierności instytucji samorządowych i rządowych - nadal nie ma całościowego planu miejscowego chroniącego kompleks olimpijski.

Radny zaapelował również o wzmożoną presję na Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego, licząc na to, że silny sygnał od społeczności lokalnej zmusi instytucje do podjęcia stanowczych kroków.

Walka o tożsamość Wielkiej Wyspy

Dla wielu zgromadzonych, w tym mieszkańców Biskupina i Sępolna, inwestycja na terenie dawnych basenów to przykład „zbrodni na mieście”. Oburzenie budzi nie tylko fakt zabudowy zielonych terenów rekreacyjnych, ale również tryb, w jakim deweloper przeforsował swoje racje. Marek Zalewski, szef Rady Osiedla Biskupin-Sępolno-Bartoszowice-Dąbie, podkreślał wagę społecznej mobilizacji w tym krytycznym momencie:

To co tutaj się dzieje to zbrodnia na mieście. Mieszkańcy muszą dowiedzieć się co tu się dzieje, by sprzeciw nie ruszył dopiero gdy deweloper postawi ściany i dach nowej inwestycji. A sprzeciw będzie znaczny, nie mam w tym zakresie wątpliwości.

Zalewski zaznaczył, że teren ten został zaprojektowany jako spójna całość z głębokim szacunkiem do przyrody, a dzisiejsza ekspansja deweloperska bezpowrotnie niszczy to unikatowe dziedzictwo.

Spacer śladami utraconego dziedzictwa

Po części oficjalnej i manifestacji pod płotem budowy, uczestnicy protestu ruszyli na spacer historyczny po zabytkowym kompleksie, który poprowadziła Aśka Grzelczyk. Spacerowicze mogli na własne oczy zobaczyć skalę zmian i poczuć klimat miejsca, które przez dekady służyło wszystkim wrocławianom jako przestrzeń wypoczynku i sportu.

Dla organizatorów z SOS Wrocław sobotnie wydarzenie to kolejny etap dziesięcioletniej batalii. Mimo że koparki ruszyły już z kopyta, aktywiści wierzą, że sprawczość wspólnoty sąsiadów zdoła jeszcze uratować Tereny Olimpijskie przed całkowitym zabetonowaniem. Pytanie postawione podczas protestu pozostaje otwarte: czy władze dla Wrocławia wybierą publiczne tereny rekreacyjne, czy ulegną deweloperskiej ekspansji na zabytkowym, zielonym obszarze?


Bitwa o Stadion Olimpijski: SOS Wrocław i mieszkańcy rzucają wyzwanie deweloperowi. Czy GINB uratuje dziedzictwo przed "pseudoakademikiem"?

Bitwa o Stadion Olimpijski: SOS Wrocław i mieszkańcy rzucają wyzwanie deweloperowi. Czy GINB uratuje dziedzictwo przed "pseudoakademikiem"?

Wrocław stanął przed jedną z najważniejszych prób ochrony swojej tożsamości architektonicznej i przyrodniczej w ostatnich dekadach. Konflikt o tereny przy Stadionie Olimpijskim, trwający już niemal dziesięć lat, wszedł w decydującą fazę. Stowarzyszenie SOS Wrocław, łącząc siły z Grupą Inicjatywną Stadion Olimpijski, podjęło bezprecedensowy krok prawny, by zatrzymać budowę ogromnego gmachu w miejscu historycznych basenów. To już nie tylko lokalny spór o działkę – to walka o interes narodowy, ochronę zabytków światowej klasy i prawo mieszkańców do oddychania czystym powietrzem. Czy głos tysięcy wrocławian i unikalne przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego zdołają powstrzymać betoniarskie maszyny?

Dziesięć lat walki o każdy metr historii

Spór o działkę położoną w sercu kompleksu Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu nie jest nowym zjawiskiem, jednak ostatnie wydarzenia nadały mu dramatycznego tempa. Przez lata mieszkańcy z bólem obserwowali, jak dawny, tętniący życiem otwarty basen popada w ruinę. Obiekt, który niegdyś był perłą rekreacyjną miasta, stał się ofiarą zaniedbań, co otworzyło furtkę dla komercyjnych planów inwestycyjnych. Deweloper, firma Dolnośląskie Inwestycje, zamierza w tym miejscu postawić budynek o ogromnej kubaturze, który oficjalnie ma pełnić funkcję prywatnego akademika.

Dla wielu obserwatorów nazwa „akademik” jest jedynie listkiem figowym mającym przykryć rzeczywisty charakter inwestycji, która w praktyce może stać się kolejnym luksusowym apartamentowcem, niedostępnym dla zwykłych studentów, a niszczącym charakter Wielkiej Wyspy. Speaker 1, wprowadzając w temat, zauważył, że basen popadł w kompletną ruinę, a deweloper chce tam postawić budynek pełniący funkcję prywatnego akademika. Ta zmiana funkcji terenu z rekreacyjno-sportowej na mieszkalno-usługową budzi ogromny sprzeciw nie tylko aktywistów, ale i ekspertów od urbanistyki.

Wrocławianie pamiętają ten teren jako przestrzeń otwartą, zieloną i służącą społeczności. Próba „wciśnięcia” tam nowoczesnego, masywnego gmachu jest postrzegana jako zamach na integralność historycznego kompleksu sportowego, który został zaprojektowany jako spójna całość. Konflikt ten stał się symbolem szerszego problemu Wrocławia – tzw. betonozy i przedkładania interesu inwestorów nad dobro wspólne i ochronę zabytków.

Urbanistyczny paraliż i zagrożenie dla ekosystemu miasta

Przeciwnicy inwestycji podnoszą szereg argumentów merytorycznych, które wykraczają daleko poza estetykę. Jednym z kluczowych aspektów jest naruszenie struktury urbanistyczno-architektonicznej tego rejonu. Stadion Olimpijski wraz z otoczeniem to przemyślana kompozycja, w której wolne przestrzenie i niecki basenowe pełniły istotną rolę funkcjonalną. Speaker 2 wyraził zdecydowany sprzeciw wobec planowanej inwestycji, argumentując, że - jest to po prostu zaburzenie bardzo przemyślanej tkanki i struktury urbanistyczno-architektonicznej. Włożenie kubaturowej zabudowy do w miejsce niecek, czyli zaburzenie też przepływu powietrza.

Kwestia przepływu powietrza jest dla Wrocławia, borykającego się z problemem smogu i wysp ciepła, kluczowa. Tereny Stadionu Olimpijskiego są jednym z najważniejszych „korytarzy napowietrzających” miasto. Zastąpienie otwartej przestrzeni wysokim budynkiem może realnie wpłynąć na pogorszenie warunków klimatycznych w tej części Wrocławia. Eksperci ostrzegają, że raz zniszczony układ urbanistyczny jest niemożliwy do odtworzenia, a skutki środowiskowe będą odczuwalne przez dekady.

Dodatkowo, Jan Jerzmański przedstawił drastyczne porównanie przedwojennego basenu i planowanej inwestycji. Jego analiza pokazuje, jak brutalnie nowa architektura odcina się od historycznego dziedzictwa. Deweloper, zdaniem krytyków, stosuje taktykę faktów dokonanych - ten obiekt (...) był oczywiście w skandalicznym stanie, takim półruiny. Wyjmujemy ten obiekt i wstawiamy w to miejsce budynek mieszkalny. Takie podejście całkowicie ignoruje potencjał rewitalizacyjny tego miejsca i sprowadza wartość terenu jedynie do liczby metrów kwadratowych powierzchni użytkowej.

Stanowisko dewelopera: Wyrok sądu jako tarcza

Z drugiej strony barykady stoi firma Dolnośląskie Inwestycje. Jej przedstawiciele oraz prezes Dariusz Wilczewski konsekwentnie unikają bezpośredniej debaty przed kamerami, wybierając drogę pisemnych oświadczeń. Ich głównym argumentem jest legalność działania potwierdzona przez wymiar sprawiedliwości. Inwestor czuje się pewnie, posiadając w ręku wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z listopada ubiegłego roku.

W oświadczeniu odczytanym przez Speakera 3, firma jednoznacznie deklaruje, że sprawa jest zamknięta. - Sprawa legalności inwestycji została zatem definitywnie zamknięta i nie istnieją podstawy do jej ponownego kwestionowania w innym trybie. Deweloper podkreśla również, że inwestycja jest w pełni zgodna z obowiązującym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego (MPZP), a sam basen od wielu lat był obiektem martwym i niefunkcjonalnym.

Dla inwestora obecny stan działki – czyli wspomniana „półruina” – jest argumentem za nową zabudową. Spółka stoi na stanowisku, że wprowadzenie tam nowej funkcji ożywi teren i zakończy okres jego degradacji. Jednak aktywiści z SOS Wrocław i Grupy Inicjatywnej wskazują, że to właśnie doprowadzenie do takiego stanu było celowym działaniem (lub zaniechaniem), mającym ułatwić zmianę przeznaczenia terenu. Mimo prawomocnych wyroków, strona społeczna uważa, że w procesie wydawania pozwoleń doszło do zignorowania wyższych wartości, jakimi jest dziedzictwo narodowe.

SOS Wrocław wkracza do gry: Artykuł 161 KPA jako ostatnia nadzieja

Przełom w sprawie nastąpił 19 marca 2026 roku. Stowarzyszenie SOS Wrocław, wykorzystując swoją podmiotowość prawną, złożyło w imieniu mieszkańców formalny wniosek do Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego (GINB) o uchylenie pozwolenia na budowę tzw. pseudoakademika (Decyzja Prezydenta Wrocławia nr 842/2021). To ruch odważny, ponieważ opiera się na nadzwyczajnej procedurze przewidzianej w art. 161 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego.

Przepis ten stosuje się w sytuacjach wyjątkowych, gdy w żaden inny sposób nie można zapobiec poważnym szkodom dla ważnych interesów państwa. Speaker 6 wyjaśnił, że - w szczególnie uzasadnionych dla interesu państwa, w tym na przykład dla dziedzictwa narodowego, przypadkach można uchylić każdą decyzję administracyjną, ale musi to być podejmowane na szczeblu krajowym. To właśnie ochrona dziedzictwa narodowego stała się fundamentem wniosku SOS Wrocław.

Wniosek dokumentuje, że realizacja inwestycji doprowadzi do unicestwienia stuletniego kompleksu, którego wartość potwierdziły liczne instytucje: Narodowy Instytut Dziedzictwa, Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków oraz Wojewódzka Rada Ochrony Zabytków. Aktywiści podkreślają, że tereny Olimpijskie leżą w bezpośrednim sąsiedztwie Hali Stulecia, wpisanej na listę UNESCO. Ich zniszczenie nie jest zatem problemem lokalnym, ale stratą dla kultury całej Polski i Europy. Zgodnie z art. 5 Konstytucji RP, ochrona dziedzictwa jest obowiązkiem państwa, a wniosek SOS Wrocław ma ten obowiązek urzędnikom przypomnieć.

Biurokracja czy walka o zasady? Odpowiedź GINB

Droga do uchylenia decyzji nie jest jednak usłana różami. Główny Urząd Nadzoru Budowlanego w pierwszej odpowiedzi wykazał się dużą powściągliwością, sugerując, że nie jest organem właściwym do rozpatrywania tego typu spraw. Według wyjaśnień odczytanych w materiale TVP3, - Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego nie jest organem właściwym do prowadzenia postępowań w sprawie uchylenia decyzji o pozwolenie na budowę wydanej przez organ pierwszej instancji. Urząd wskazuje, że organem wyższego stopnia wobec prezydenta miasta jest wojewoda.

SOS Wrocław nie zgadza się z taką interpretacją, uznając ją za unikanie odpowiedzialności w sprawie o najwyższym ciężarze gatunkowym. Stowarzyszenie podnosi, że artykuł 161 KPA daje właśnie Głównemu Inspektorowi kompetencje do interwencji, gdy zawiodą inne szczeble administracji, a interes państwa jest zagrożony. Speaker 6 wyraził nadzieję, że - liczymy na to, że inspektor pochyli się nad tym wnioskiem, przeanalizuje go dokładnie, weźmie pod uwagę wszystkie czynniki i przychyli się do tej sprawy.

To starcie na argumenty prawne pokazuje, jak skomplikowana jest walka o miasto. Z jednej strony mamy sztywne procedury i urzędniczy dystans, z drugiej – obywatelską determinację i poszukiwanie sprawiedliwości w przepisach, które rzadko są używane. Sprawa trafiła również do wiadomości Ministerstwa Kultury oraz Ministerstwa Sportu, co nadaje jej charakteru politycznego w najlepszym tego słowa znaczeniu – jako troski o dobro publiczne na szczeblu rządowym.

Mobilizacja wrocławian: Każdy mail ma znaczenie

W tej batalii prawo to nie wszystko. Równie ważny jest głos opinii publicznej. Grupa Inicjatywna Stadion Olimpijski oraz SOS Wrocław wezwały wszystkich mieszkańców do aktywnego działania. Speaker 4 zaapelował do każdego wrocławianina o napisanie maila do Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego z prośbą o wycofanie szkodliwej decyzji z obiegu prawnego. Argumentacja jest prosta: - ona jest szkodliwa. Ona jest szkodliwa dla kultury. Ona jest szkodliwa dla środowiska. Ona jest szkodliwa dla społeczności.

Pod petycją w obronie terenów Olimpijskich podpisało się już ponad 4400 osób, ale to dopiero początek. Aktywiści wierzą, że masowy sprzeciw obywatelski może skłonić urzędników w Warszawie do odważniejszego działania. W mediach społecznościowych SOS Wrocław czytamy: - Udostępniajcie. Każdy, kto to widzi, może pomóc. To wezwanie do solidarności ponad podziałami, bo Stadion Olimpijski należy do wszystkich wrocławian, a nie do jednego dewelopera.

Sukces tej inicjatywy zależy od tego, czy uda się przekształcić oburzenie w konkretne działania. Presja ma sens – to właśnie dzięki niej sprawa basenów przy Stadionie Olimpijskim wciąż żyje w mediach i na biurkach decydentów, mimo że deweloper chciałby ją uznać za dawno zakończoną.

Czy Wrocław ocali swoją duszę?

Obecnie piłka jest po stronie Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Decyzja, którą podejmie, będzie miała znaczenie wykraczające poza granice Wrocławia. Będzie to sygnał dla innych miast i innych deweloperów: czy w Polsce prawo chroni dziedzictwo narodowe i interes społeczny, czy też jest narzędziem ułatwiającym realizację komercyjnych celów kosztem zabytków i przyrody?

Stadion Olimpijski to nie tylko beton i trawa – to emocje, historia sportu i płuca Wrocławia. Walka SOS Wrocław pokazuje, że obywatele nie są bezbronni, nawet w starciu z wielkim kapitałem i prawomocnymi wyrokami. Wykorzystanie art. 161 KPA to nowa ścieżka, która może stać się wzorem dla innych ruchów miejskich w Polsce.

Dziś patrzymy na ręce urzędników i mówimy do dewelopera: sprawa nie jest zamknięta. Będziemy walczyć o Stadion Olimpijski do samego końca, bo wierzymy, że Wrocław zasługuje na coś więcej niż kolejny szklano-betonowy kloc w miejscu historycznej perły. Zachęcamy wszystkich do śledzenia naszych działań, udostępniania informacji i wysyłania maili do GINB. Wspólnie możemy zatrzymać niszczenie kompleksu olimpijskiego i przekazać go przyszłym pokoleniom w nienaruszonym stanie.

Do dewelopera mówimy wprost: wiemy, że czytacie. Sprawa nie jest zamknięta. SOS Wrocław – działamy dla Was, działamy dla Wrocławia!

Fot. TVP3 Wrocław