Za co oni biorą diety? Czy Wrocław wydał 50 000 zł by wyrzucić je do kosza?

Za co oni biorą diety? Czy Wrocław wydał 50 000 zł by wyrzucić je do kosza?

Jeszcze nie zdążył osiąść kurz na rozpętanej debacie o reformie rad osiedli gdy w fotel wbiła nas kolejna wiadomość. Otóż projekt uchwały skierowany pod obrady Rady Miejskiej Wrocławia mógł kosztować… prawie 50 tysięcy złotych. Ale to nie koniec – ten złotymi zgłoskami wypisany projekt uchwały zostanie najprawdopodobniej zdjęty z porządku obrad, bo… postanowiła tak większość klubu KO. Dziwisz się? Kto żyje we Wrocławiu – w cyrku się nie śmieje.

Radni dostają dietę, bo pracują dla miasta, prawda?

Ale wróćmy do początku. Uchwałę o likwidacji 26 osiedli pod obrady Rady Miejskiej Wrocławia skierowała przewodnicząca Agnieszka Rybczak, jednak prawdziwymi wnioskodawcami są radni Komisji Osiedli, Partycypacji, Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego w Radzie Miejskiej Wrocławia.

Uchwała wzbudziła kontrowersje, jednak w swoich zapisach nie jest skomplikowana. Przeciwnie – doświadczonym radnym praca nad nią zajęłaby kilka godzin. A w komisji są specjaliści, na przykład praktykujący prawnik, Robert Suligowski. Radni za swoją pracę w komisjach pobierają dietę, która ma wyrównać im koszty czasu przeznaczonego na pracę na rzecz społeczności lokalnej.

Dodatkowo każda komisja jest obsługiwana przez Biuro Rady Miejskiej Wrocławia, w którym funkcjonuje Zespół Prawno – Proceduralny. Pracują w nim legislatorki i legislatorzy – doświadczeni i świetni w swoim fachu. Urząd zatrudnia radców prawnych i ekspertów, którzy regularnie wykonują prace na rzecz lokalnej legislatywy.

Jednak wszystko wskazuje, że to nie radni w ramach swojej diety, nie urzędnicy i prawnicy w ramach swoich obowiązków napisali projekt uchwały.

Dla kogo umowa na 48 tysięcy?

W Urzędowym Rejestrze Umów znajdujemy umowę UD-1-WSS/2026. Przedmiot umowy? Dzieło w postaci opracowania Statutu Rad Osiedli wraz z załącznikiem w postaci Ordynacji Wyborczej do rad osiedli. Wartość umowy brutto? Bagatelka – 48000 zł. Kto wykonał to niezwykle wartościowe dzieło? To tajemnica – rejestr umów tej informacji nie zawiera.

Wykonaliśmy rozeznanie wśród kilku prawników. Projekt, który powstał wyceniają przeciętnie na kilka tysięcy złotych. Być może nie byli aż tak kompetentni jak specjalista bądź specjalistka zatrudniona przez Urząd Miejski Wrocławia? A może w grę wchodziły inne czynniki, nieujawnione w Centralnym Rejestrze Umów? Chętnie się dowiemy.

Dlatego do Prezydenta Wrocławia skierowane zostało zapytanie, w którym padają następujące pytania:

  1. Czy umowa UD-1-WSS/2026 zawarta 16 kwietnia br. w przedmiocie „Dzieło w postaci opracowania Statutu Rad Osiedli wraz z załącznikiem w postaci Ordynacji Wyborczej do rad osiedli” dotyczyło przygotowania projektu uchwały lub/i załącznikami do niego, który został skierowany do prac Rady Miejskiej Wrocławia z drukiem 827A/26?
  2. Jaki był szczegółowy opis przedmiotu umowy?
  3. Kto był wykonawcą umowy i w jakim trybie został do jej wykonania wybrany? Proszę o udostępnienie niezbędnej dokumentacji.
  4. Czy przedmiot umowy został wykonany w całości oraz został opłacony? Proszę o udostępnienie rachunków do umowy.
  5. Dlaczego projekt uchwały zlecono na zewnątrz podczas gdy tut. Urząd zatrudnia wykwalifikowaną i wyspecjalizowaną w legislacji samorządowej kadrę?

A jakie jest Twoje zdanie? Czy radni powinni pisać uchwały w ramach swoich obowiązków, za które otrzymują diety czy też urząd powinien płacić równowartość niezłego używanego samochodu za projekt uchwały, który najprawdopodobniej wyląduje w koszu na śmieci?


Reformę osiedli znów zaczynają od końca - wstępne uwagi do projektu zmian

WSTĘPNE UWAGI

do projektu zmian w statutach osiedli i podziale Wrocławia na osiedla

skierowanym pod obrady Rady Miejskiej Wrocławia do konsultacji

Zarząd Stowarzyszenia SOS Wrocław, działające na rzecz transparentności samorządu, ochrony tożsamości lokalnej i realnego wzmocnienia samorządności osiedlowej, po zapoznaniu się z projektem uchwały w sprawie zmian w podziale Wrocławia na osiedla oraz z projektem wzorcowego Statutu Osiedla, przedstawia niniejsze stanowisko w ramach konsultacji społecznych ogłoszonych uchwałą Rady Miejskiej Wrocławia.

Stowarzyszenie docenia fakt objęcia konsultacjami zarówno projektu nowego podziału na osiedla, jak i wzorcowego statutu. Jednocześnie nie możemy pozostać obojętni wobec poważnych uchybień proceduralnych i merytorycznych, które – naszym zdaniem – dyskwalifikują przedłożony projekt w jego obecnej postaci i wymagają istotnych korekt.

Oceny krytyczne i zastrzeżenia

  1. Brak instrumentów finansowych i za mało kompetencji – konsultacje bez treści

Projekt reformy ponownie – podobnie jak wszystkie poprzednie zmiany w ciągu ostatnich 35 lat – ogranicza się do reorganizacji granic osiedli, nie proponując żadnego realnego wzmocnienia ich kompetencji finansowych. Tymczasem samorządność osiedlowa bez własnych zasobów jest samorządnością jedynie na papierze. Projekt nie zawiera propozycji wprowadzenia ani zwiększenia żadnego z poniższych instrumentów:

  • funduszu osiedlowego o charakterze inwestycyjnym,
  • funduszu infrastruktury osiedlowej,
  • mechanizmów partycypacji budżetowej o wiążącym charakterze,
  • prawa osiedla do dysponowania częścią wpływów z podatków lokalnych z obszaru osiedla.

Stowarzyszenie stoi na stanowisku, że organizowanie konsultacji społecznych w sprawie granic osiedli bez jednoczesnego przedstawienia oferty wzmocnienia ich kompetencji finansowych jest działaniem pozornym. Mieszkańcy pytani o granice i nazwy osiedli nie są informowani o tym, że za tymi zmianami nie idą żadne nowe uprawnienia. Takie konsultacje nie spełniają standardu rzetelności wymaganego przez art. 5a ustawy o samorządzie gminnym.

Nadal brak tak istotnych zapisów jak możliwość komunikowania się z dzielnicowym bez pośrednictwa WCRS, składania interpelacji osiedlowych, brak zapewnionego głosu na sesjach Rady Miejskiej Wrocławia i wielu innych postulowanych zmian.

✘  OCENA: NEGATYWNA

  1. Obowiązek przeprowadzenia wyborów przy liczbie kandydatów równej liczbie mandatów

Projekt nowego statutu (§ 63 ust. 2) nakazuje przeprowadzenie wyborów nawet w sytuacji, gdy liczba kandydatów jest równa liczbie mandatów – mandat uzyskuje wówczas kandydat, który otrzymał co najmniej jeden ważny głos. Rozwiązanie to rodzi poważne wątpliwości z punktu widzenia zasady równości wyborów i proporcjonalności wymagań.

W wyborach do rad gmin przepisy Kodeksu wyborczego przewidują możliwość uproszczonej procedury i objęcia mandatu bez głosowania, gdy lista kandydatów jest równa liczbie mandatów. Ustanawianie dla wyborów do rad osiedli wymogów surowszych niż dla wyborów do organów gminy jest rozwiązaniem nieracjonalnym i generuje zbędne koszty administracyjne.

Stowarzyszenie postuluje powrót do rozwiązania, które w razie równej liczby kandydatów i mandatów uznaje kandydatów za wybranych bez konieczności przeprowadzania głosowania, jako rozwiązania prostszego, tańszego i spójnego z powszechnym systemem wyborczym.

✘  OCENA: NEGATYWNA

  1. Ryzyko upolitycznienia Rad Osiedli – przepisy o klubach radnych

Projekt nowego statutu wprowadza nową instytucję – kluby radnych (§ 22). Rozwiązanie to, przeniesione bezpośrednio z regulaminów rad gmin, budzi poważne obawy o spójność z naturą samorządu osiedlowego. Stowarzyszenie dostrzega następujące ryzyka:

  • Kluby radnych osiedlowych będą naturalnie tworzone wzdłuż linii partyjnych, co doprowadzi do przeniesienia antagonizmów z polityki ogólnomiejskiej i ogólnopolskiej na poziom osiedlowy.
  • Działalność klubów może prowadzić do osłabienia indywidualnej reprezentacji radnego wobec mieszkańców na rzecz dyscypliny klubowej.
  • Pierwszeństwo głosu dla przedstawicieli komisji i klubów instytucjonalizuje uprzywilejowanie zorganizowanych frakcji kosztem radnych niezrzeszonych.

Stowarzyszenie postuluje wykreślenie przepisów o klubach radnych ze wzorcowego statutu lub co najmniej wprowadzenie zakazu powoływania klubów powiązanych z partiami politycznymi lub komitetami wyborczymi startującymi w wyborach do Rady Miejskiej.

✘  OCENA: NEGATYWNA – z postulatem zmiany

  1. Utrata nazw i tożsamości lokalnej osiedli

Proponowany podział Wrocławia zakłada zniesienie dotychczasowych 48 osiedli i powołanie nowych jednostek pomocniczych w odmiennych granicach. Skutkuje to utratą nazw przez wiele osiedli, których tożsamość budowana była przez mieszkańców przez dziesiątki lat.

Nazwy osiedli to nie są tylko etykiety administracyjne – to nośniki lokalnej historii, pamięci zbiorowej, więzi sąsiedzkich i identyfikacji mieszkańców. Likwidacja nazw takich osiedli jak Maślice, Karłowice-Różanka, Osobowice-Rędzin czy Gądów-Popowice Płd. to akt destrukcji kapitału społecznego, który nie da się naprawić żadną późniejszą reformą.

Stowarzyszenie postuluje, aby nowe jednostki pomocnicze w możliwie szerokim zakresie zachowały nazwy historyczne, a w przypadku łączenia osiedli stosowały nazwy złożone nawiązujące do tradycji wszystkich włączanych obszarów.

✘  OCENA: NEGATYWNA

  1. Likwidacja osiedli sprzeciwiających się agresywnej zabudowie – ryzyko sankcji politycznej

Analiza proponowanego podziału wskazuje, że wśród osiedli przewidzianych do zniesienia i wchłonięcia przez nowe, większe jednostki, nieproporcjonalnie często pojawiają się te, których rady w minionych kadencjach formułowały stanowcze opinie krytyczne wobec projektów zabudowy deweloperskiej lub decyzji Prezydenta w zakresie zagospodarowania przestrzennego.

Jeśli reforma granic jest narzędziem rozbijania aktywnych i niezależnych rad osiedli, mamy do czynienia z działaniem sprzecznym z ideą samorządności lokalnej i zasadą ochrony jednostek pomocniczych działających zgodnie z prawem. Aktywna rada osiedla to wartość, którą należy chronić – nie problem, który należy rozwiązać administracyjnie.

Wzrost wielkości osiedla nie wzmacnia samorządu – wręcz przeciwnie, utrudnia mieszkańcom identyfikację z organem i uczestnictwo w wyborach. Większe osiedla oznaczają niższą frekwencję, mniejszą rozpoznawalność kandydatów i łatwiejsze sterowanie radami przez zorganizowane siły polityczne.

Stowarzyszenie żąda od Rady Miejskiej przedstawienia szczegółowego uzasadnienia wyboru kryteriów podziału na nowe osiedla, w tym wyjaśnienia, dlaczego aktywne rady osiedli nie są traktowane jako wartość do zachowania.

✘  OCENA: NEGATYWNA – z żądaniem wyjaśnień

III. Oceny pozytywne

  1. Przyznanie Radzie kompetencji kontrolnych

Stowarzyszenie z uznaniem przyjmuje zmianę charakteru Rady Osiedla z wyłącznie uchwałodawczego na uchwałodawczy i kontrolny (§ 10 ust. 1 projektu). Jest to zmiana oczekiwana od lat przez środowiska społecznikowskie i radnych osiedlowych.

Funkcja kontrolna Rady powinna umożliwiać rzeczywiste egzekwowanie od Zarządu rzetelności wykonania planu finansowego i realizacji zadań publicznych, i stanowi istotne wzmocnienie pozycji Rady jako organu reprezentującego interesy mieszkańców.

✔  OCENA: POZYTYWNA

  1. Prawo wnoszenia inicjatyw obywatelskich przez mieszkańców

Projekt statutu (§ 5 ust. 3) po raz pierwszy wprost gwarantuje mieszkańcom osiedli prawo wnoszenia inicjatyw obywatelskich do Rady, dotychczas stosowane jedynie na poziomie ogólnomiejskim. Stowarzyszenie ocenia to rozwiązanie pozytywnie jako krok w kierunku realnej demokracji uczestniczącej na poziomie osiedlowym.

Postulujemy jednocześnie, aby regulacje wykonawcze określiły niski próg podpisów wymaganych do złożenia inicjatywy, adekwatny do skali danego osiedla.

✔  OCENA: POZYTYWNA

  1. Wygaszenie mandatu radnego skazanego za przestępstwo umyślne

Projekt wprowadza nową przesłankę wygaśnięcia mandatu radnego – prawomocny wyrok sądu za przestępstwo umyślne (§ 100 ust. 1 pkt 5 projektu). Stowarzyszenie w pełni popiera to rozwiązanie.

Samorząd osiedlowy pełni ważną funkcję zaufania publicznego. Zachowanie autorytetu moralnego jego członków jest warunkiem skuteczności działania rady. Przepis wzmacnia standardy etyczne samorządu osiedlowego, dostosowując je do standardów wymaganych od radnych gmin.

✔  OCENA: POZYTYWNA

  1. Konkluzje i postulaty

Stowarzyszenie SOS Wrocław wzywa Radę Miejską Wrocławia do:

  1. Wstrzymania konsultacji w sprawie zmian granic osiedli do czasu przedstawienia kompletnej oferty wzmocnienia finansowego i kompetencyjnego jednostek pomocniczych (fundusz osiedlowy, fundusz infrastruktury osiedlowej).
  2. Ujawnienia pełnych kryteriów wyznaczania granic nowych osiedli i wyjaśnienia, według jakiego klucza dobrano osiedla przeznaczone do likwidacji.
  3. Podjęcia prac nad uchwałą wprowadzającą fundusz osiedlowy i fundusz infrastruktury osiedlowej jako warunek sine qua non reformy podziału Wrocławia na osiedla.
  4. Wykreślenia ze wzorcowego statutu lub istotnego ograniczenia przepisów o klubach radnych, w celu ochrony apolitycznego charakteru samorządu osiedlowego.
  5. Zagwarantowania ochrony historycznych nazw osiedli poprzez wprowadzenie do projektu uchwały podziałowej zasady zachowania ciągłości nazewniczej.
  6. Dokonania korekty przepisu dotyczącego wyborów przy równej liczbie kandydatów i mandatów – w kierunku uproszczonej procedury analogicznej do stosowanej w wyborach do rad gmin.

Czytaj projekt uchwały


Co właściwie dzieje się ze sprawą Jacka Sutryka?

Co właściwie dzieje się ze sprawą Jacka Sutryka?

Prezydent Wrocławia od miesięcy zasiada na ławie oskarżonych – przynajmniej w teorii. W praktyce nie zasiada nigdzie, bo do pierwszej rozprawy jeszcze nie doszło. Sprawa się przeciąga, prokurator się zmienia, sąd się zmienia. A Sutryk rządzi miastem dalej. Czy to tylko biurokratyczny pech?

Sprawa sądowa – kronika opóźnień

Śląski wydział Prokuratury Krajowej skierował pierwszy akt oskarżenia do sądu pod koniec listopada 2025 roku. Objął 29 osób oskarżonych o 67 przestępstw, w tym prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka, byłych europosłów oraz byłych komendantów Państwowej Straży Pożarnej. Akt oskarżenia liczył 623 strony (źródło: Bankier.pl/PAP).

W połowie grudnia 2025 roku Sąd Okręgowy w Katowicach, do którego pierwotnie trafiła sprawa, wniósł o przekazanie jej do Warszawy – argumentując, że 32 spośród 76 świadków mieszka w stolicy, a na Śląsku tylko kilku. W styczniu 2026 roku katowicki sąd apelacyjny zgodził się, powołując się na tzw. ekonomikę procesową (źródło: Bankier.pl).

W lutym 2026 roku wylosowano sędziego. Padło na Dariusza Łubowskiego z Sądu Okręgowego w Warszawie – człowieka z 30-letnim stażem, specjalistę od międzynarodowego prawa karnego. Problem w tym, że nominacja nastąpiła dosłownie kilka dni po tym, jak sędzia Łubowski został odwołany z kierowania sekcją postępowania międzynarodowego przez prezes sądu Beatę Najjar. Odwołanie zbiegło się z polityczną burzą wokół jego decyzji o uchyleniu Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec Marcina Romanowskiego. Łubowski twierdził przed Krajową Radą Sądownictwa, że spotykają go szykany i represje – i że wylosował sprawę o blisko 300 tomach akt, od której nie mógł się odwołać (źródło: Radio Wrocław, Rzeczpospolita).

Do dziś nie wyznaczono daty pierwszej rozprawy.

Kompromitujące tłumaczenia Sutryka przed prokuratorem

Sutryk od początku konsekwentnie powtarzał: będę się tłumaczył w sądzie, tam udowodnię niewinność. Tymczasem to, co zeznał prokuratorom, zostało opisane przez Newsweek i Gazetę Wyborczą w osobie redaktora Marcina Rybaka. Obraz, który się z tych zeznań wyłania, jest – łagodnie mówiąc – niecodzienny.

Ile studiował? Jeden albo dwa semestry – nie pamiętał dokładnie. Jak nazywał się kierunek? Nie pamiętał. Jak wyglądały zaliczenia? Zdawał tylko egzamin końcowy, ale nie pamiętał, czy dostał link, czy logował się na stronie. Z kim studiował? Nie pamiętał, nie interesował się. Kiedy odebrał dyplom? Nie pamiętał. Jaka była pora roku? Też nie wiedział.

Jedynym materialnym dowodem na uczestnictwo w zajęciach okazały się dwa quizy. Pierwszy zawierał sześć pytań o PR i marketing. Drugi – 10 pytań o ład korporacyjny, z których Sutryk odpowiedział poprawnie na osiem. Do testu podchodził pięć razy. Prokuratura twierdziła, że prezydent nie wziął udziału w żadnych zajęciach i nie zdał żadnego egzaminu.

Zapytany o rewers dyplomu – gdzie widnieją zaliczone przedmioty i zajęcia praktyczne – nie wiedział, co się tam znajduje. Inni absolwenci z jego rocznika wiedzieli. Nikt ze środowiska studenckiego nie zgłosił się jako świadek wspólnej nauki z prezydentem Wrocławia, mimo wielokrotnych publicznych apeli dziennikarzy i komentatorów.

Jak w 43 dni zdobyć uprawnienia do "zarobienia" pół miliona z publicznych pieniędzy?

Oficjalny rok akademicki w Collegium Humanum, na który Jacek Sutryk miał być zapisany, zaczął się 1 października 2019 roku. Zajęcia ruszyły 5 października. Tymczasem umowa o świadczenie nauki nosi datę 10 października – a więc została zawarta już po starcie roku i po rozpoczęciu zajęć. Ale prokuratura ustaliła, że nawet ta data jest fikcyjna.

Zgodnie z ustaleniami śledczych – opisanymi przez Newsweek na podstawie zeznań prezydenta i materiałów z akt – umowa datowana na październik 2019 roku w rzeczywistości powstała pół roku później, pod koniec kwietnia 2020 roku. Dowodem miały być analizy wskazujące, kiedy tekst dokumentu został wygenerowany w systemie komputerowym uczelni. 21 kwietnia 2020 roku Sutryk spotkał się osobiście z rektorem. Następnego dnia – 22 kwietnia – przelał na konto uczelni 9 500 złotych za oba semestry studiów. Bez odsetek za siedmiomiesięczne opóźnienie, bez żadnego wyjaśnienia.

43 dni później, 2 czerwca 2020 roku, odebrał dyplom MBA. Trzy tygodnie przed pozostałymi studentami z rocznika. Sesja egzaminacyjna dla innych miała się zacząć 20 czerwca. Tydzień po odebraniu dyplomu Sutryk pojawił się już jako członek rady nadzorczej Regionalnego Centrum Gospodarki Wodno-Ściekowej w Tychach. Ten sam dyplom otworzył mu drzwi do rady nadzorczej Śląskiego Centrum Logistycznego w Gliwicach i Kolei Dolnośląskich. Łącznie w trzech spółkach zarobił prawie pół miliona złotych).

Mechanizm był prosty: Sutryk z kilkoma innymi prezydentami miast zorganizowali sobie dodatkowy zarobek, zatrudniając się nawzajem w spółkach miejskich. Prezydent Wrocławia zatrudniał kolegę z Tychów, prezydent Tychów trafiał do Wrocławia. Dyplom MBA był biletem wstępu – wymaganym formalnie, zdobytym, jak twierdzi prokuratura, w sposób korupcyjny.

Pytania, na które nie ma odpowiedzi

Sprawa Sutryka rodzi pytania, które nie dotyczą tylko jego samego. Dlaczego zmieniono naczelnika delegatury Prokuratury Krajowej w Katowicach – tej samej instytucji, która wszczęła i prowadziła to postępowanie – w kluczowym momencie proceduralnym?

Dlaczego wątek Wrocławskiego Parku Technologicznego nie jest kontynuowany? Według aktu oskarżenia były rektor Collegium Humanum Paweł Cz. zeznał prokuratorowi wprost: „Nie wykonywałem żadnych prac opisanych w temacie umowy zlecenia" – chodzi o fikcyjny kontrakt w WPT, który miał być łapówką za dyplom Sutryka (źródło: Wrocław.Wyborcza.pl). Tymczasem na liście oskarżonych ani nawet podejrzanych nie figuruje Maciej Potocki – prezes WPT, który ze strony spółki zawierał bądź zlecał zawarcie tych umów z rektorem. Dlaczego?

Dlaczego bohaterowie wrocławskich układów nadal zarządzają miejskim mieniem? Marian D., którego nazwisko pojawia się w kontekście wrocławskich powiązań, wciąż pełni funkcję na lotnisku. Mechanizm – jak opisuje Wrocław.Wyborcza.pl – polegał na opłacaniu popleczników ze spółek publicznych i umacnianiu za to ich lojalności. W sprawę zaangażowani byli bardzo ważni urzędnicy na dworze Jacka Sutryka. Urząd refinansował studia i szkolenia w Collegium Humanum o wartości setek tysięcy złotych. Nic się nie zmieniło. Układ trwa, choć urzędników na studia wysyła się dziś w mieście niechętnie. Stracili uczciwi pracownicy, poza tym nic się nie zmieniło. Układ trwa.

Dlaczego sąd odmówił Gazecie Wrocławskiej wglądu do aktu oskarżenia, stosując argumentację podobną do linii obrony samego Sutryka – o domniemaniu niewinności, ochronie dobrego imienia i przedwczesności ocen (źródło: Gazeta Wrocławska)? Czy sprawa zostanie przeprowadzona za zamkniętymi drzwiami?

Dwie prędkości jednego państwa

Warto zestawić ze sobą dwa obrazy. Gdy prokuratura badała podpisy Szymona Hołowni – politycznego rywala obecnej koalicji – organy państwa działały błyskawicznie. Decyzja zapadła w krótkim czasie i wywołała polityczną burzę. Tymczasem prezydent miasta z aktem oskarżenia liczącym setki stron czeka na pierwszą rozprawę bez podanego terminu. Mamy uzasadnione wątpliwości, czy sprawa zakończy się przed końcem obecnej kadencji Sutryka. Jeśli nie – to wygrana jest dla układu. Dla wrocławian oznacza to coś prostego: przez całą kadencję ich miastem rządzi człowiek z aktem oskarżenia w szufladzie, a sprawiedliwość może zaczekać w kolejce między wnioskami o odroczenie i zmianami właściwości sądów.

Wrocław zasługuje na więcej. W szczególności na odpowiedzi.

Tekst oparty na publicznie dostępnych materiałach prasowych i procesowych. O winie lub niewinności oskarżonych orzeknie sąd.

 


Powstanie speckomisja rady aby mieszkańcy płacili mniej za śmieci. We Wrocławiu?

  1. Powstanie speckomisja rady aby mieszkańcy płacili mniej za śmieci. We Wrocławiu?

Nie! W Czechowicach-Dziedzicach, gdzie radni powołali doraźną komisję do analizy systemu gospodarowania odpadami. We Wrocławiu większość rządząca odrzuciła identyczny wniosek. Różnica jest prosta: Czechowice liczą pieniądze. Wrocław jest w opinii rządzących na tyle bogaty, żeby móc ignorować problem - a w najgorszym razie przerzucić jego koszty na mieszkańców. Ustawowy sufit to dziś 70 zł od osoby miesięcznie.

Śmieci w Czechowicach są sprawą poważną

Rada Miejska w Czechowicach-Dziedzicach powołała doraźną komisję do analizy i nowelizacji systemu gospodarowania odpadami komunalnymi. Komisja ma sprawdzić zapisy i regulaminy tak, by były jak najkorzystniejsze dla mieszkańców - i jak najtańsze. Przewodniczący nowej komisji Radosław Hudziec nie owijał w bawełnę: "Wszyscy wiemy, że dynamiczny wzrost kosztów uderza w naszych mieszkańców". Burmistrz Marian Błachut zapowiedział, że prace komisji powinny zakończyć się w czerwcu, a wnioski posłużą zmianom w regulaminie, które umożliwią ogłoszenie nowego przetargu.

Czechowice to miasto, które nie może sobie pozwolić na beztroskę. Rachunki za śmieci rosną, a każda złotówka ma znaczenie.

Wrocław jest bogaty, najwyżej mieszkańcy zapłacą więcej

We Wrocławiu wniosek o powołanie podobnej komisji zgłosił radny Piotr Uhle z klubu Naprawmy Przyszłość. Liczby, które przytoczył, są porażające: postępowania przetargowe na odbiór odpadów ogłoszono w marcu 2025 roku i po 407 dniach żadne z nich nie zostało rozstrzygnięte. W tym czasie miasto trzykrotnie zawierało umowy z wolnej ręki - łącznie ponad pół miliarda złotych, bez konkurencyjnego trybu, bez kar za nieosiągnięcie poziomów recyklingu.

Odpowiedź większości była krótka. Wiceprezydent Michał Młyńczak nazwał wniosek "polityczną grą na czas" i rekomendował jego odrzucenie. Za odrzuceniem zagłosowało 19 radnych Koalicji Obywatelskiej. Komisja nie powstanie. Zamiast niej powołano zespół w spółce Ekosystem, która za obecny wrocławski śmieciowy bałagan odpowiada. Czy w takiej konfiguracji możliwa jest uczciwa ocena obecnego systemu? Jak będą przebiegać prace? Zobaczymy już niebawem - pierwsze posiedzenie w przyszłym tygodniu.

Nadchodzą podwyżki. Jak wysokie?

Wrocław płaci dziś 41,24 zł od osoby miesięcznie - stawka nie zmieniła się od ponad trzech lat. Brzmi niedrogo? Od 31 marca 2026 roku maksymalna ustawowa stawka opłaty za odpady komunalne wynosi 70 zł od mieszkańca miesięcznie - to wzrost z dotychczasowych 63,34 zł, wynikający z nowego obwieszczenia Prezesa GUS o dochodach rozporządzalnych.  (podatkowyreferat) Między tym, co Wrocław pobiera dziś, a tym, co może pobrać jutro, jest prawie 30 złotych różnicy - na osobę, co miesiąc. Na rodzinę czteroosobową to około 1400 zł rocznie.

Zamiast analizować, dlaczego system kosztuje tyle co kosztuje i jak go naprawić, miasto zostawiło sobie narzędzie zastępcze: podwyżkę. Jedynym ciałem, które oficjalnie pochyla się nad systemem, pozostaje teraz zespół powołany przy spółce Ekosystem - czyli przy podmiocie, który sam jest przedmiotem zarzutów. Czechowice liczą swoje złotówki. Wrocław wie, że podwyżki dla mieszkańców będą dużym ciosem, ale to poświęcenie, które urzędnicy są gotowi ponieść w imię krycia niekompetencji kolesi.

fot. Oskar Piecuch / czecho.pl