Czy Ekosystemem rządzi piroman? Spalanie śmieci nie rozwiąże problemów Wrocławia – sprawdzamy fakty

Paweł Karpiński, prezes spółki Ekosystem, udzielił kolejnego wywiadu. Tym razem w Radiu Rodzina wyjaśniał, dlaczego Wrocław od ponad roku nie może rozstrzygnąć przetargu i co dalej z gospodarką odpadami. Przeanalizowaliśmy jego słowa. Część twierdzeń jest zasadna. Część jest niepełna lub wprost myląca. Ale jest jeden wątek, który wymaga szczególnej uwagi – bo za nieudolnością przetargową wyłania się wyraźny plan B: spalić problem razem ze śmieciami.

Prezes przyznaje: opłata za śmieci mogłaby być niższa

Prowadzący rozmowę ks. Kowalski zapytał gościa wprost: „Czy cena, jaką dziś wrocławianie płacą za wywóz śmieci, mogłaby być niższa?” Karpiński odpowiedział: – Tak, mogłaby być niższa, gdyby w 2005 roku nie sprywatyzowano Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania i gdyby w 2013 roku ówczesne władze Wrocławia przyjęły 600 milionów na budowę instalacji.

To mieszanie prawdy z kłamstwem. Prywatyzacja WPO była błędem, za które Wrocław płaci do dziś. Ale o dotacjach na jakie instalacje mówił prezes Ekosystemu? 100 mln zł dotacji i 500 mln zł pożyczki z NFOŚiGW można było uzyskać na… budowę spalarni odpadów. Kraków i Poznań te pieniądze wzięły. Zbudowały rusztowe spalarnie – które nie zwiększają poziomów recyklingu. Co gorsza: niebawem zostaną objęte unijnym systemem opłat za emisje CO2, co przeistoczy je w finansową pułapkę.

Ale to był rok 2005 i 2013. Karpiński zarządza Ekosystemem teraz. Pytanie brzmiało o cenę dziś, a odpowiedź dotyczyła decyzji sprzed 11-21 lat. To klasyczne przekierowanie uwagi: zamiast odpowiedzieć za własne działania, wskazuje się na poprzedników.

Zamiast obniżek: 15% to normalna zwyżka rynkowa

Prowadzący dopytał: „A gdybyście 400 dni temu wyłonili wykonawcę, nie miałoby to wpływu na cenę?” Karpiński: – Nie wyłoniliśmy, bo nie mogliśmy. Obecna cena z wolnej ręki jest o 15% wyższa niż z umowy z 2023 roku. Przy 20% inflacji przez trzy lata to normalna zwyżka.

To prawda tylko w połowie. Inflacja faktycznie wyniosła około 20% w ciągu trzech lat – to argument uczciwy. Problem polega na tym, że 15% jest liczone od bazy, która w 2023 roku wzrosła już o 125%. Prezes porównuje wzrost procentowy, nie kwoty. Gdyby za wywóz tony odpadów płaciliśmy w 2020 roku 100 zł, to po wzroście o 125% płaciliśmy 225 zł, a po kolejnych 15% płacimy już 259 zł. Inflacja tłumaczy część wzrostu – nie tłumaczy wszystkiego. Prezes do tej pory nie udostępnił umów, o które wnosiliśmy jeszcze w kwietniu. Gdy je przeczytamy to dowiemy się jakiej jakości produkt kupujemy za te 15% więcej. Bo gdyby okazało się, że płacimy jak za Mercedesa a otrzymujemy Syrenę tylko 15% drożej – nie świadczyłoby to najlepiej o zarządzaniu spółką i organizowaniu zamówień publicznych.

Nie możemy iść na skróty, bo procedury

Argument wygodnie pomijający fakty. Prezes mówi o 14 rozprawach jako dowodzie ciężkiej pracy spółki. Nie wspomina jednak, że jedną z kluczowych spraw Ekosystem przegrał, bo pełnomocnik spółki nie przedstawił na sali sądowej żadnych argumentów – ani pisemnie, ani ustnie. Sąd Okręgowy w Warszawie napisał wprost, że nie może wyręczać profesjonalnego prawnika. Nie to jest „paraliż systemu zamówień publicznych”. To jest paraliż kadry zarządzającej spółką.

Chrzanów to powierzchowne porównanie

SOS Wrocław zestawiło konkretne liczby: ta sama firma śmieciarska przetwarza tonę bioodpadów w Chrzanowie za 746 zł, a we Wrocławiu za 1310 zł – prawie dwa razy więcej. Krapiński nazwał to porównanie „powierzchownym” i zaproponował inne zestawienie: – Niech pan porówna z Długołęką i Kobierzycami, gdzie stawki są wyższe przy niższej jakości usług.

To unik, nie odpowiedź. Bioodpady to resztki jedzenia i odpady kuchenne – to, co wrzucasz do brązowego pojemnika. Chrzanów i Wrocław leżą w różnych regionach, ale usługę wykonuje ten sam wykonawca. Argument o „innych warunkach lokalnych” mógłby tłumaczyć różnicę między różnymi firmami. Nie tłumaczy różnicy w ofercie tej samej firmy złożonej w dwóch różnych miastach – i to różnicy tak fundamentalnej.

Na to pytanie Karpiński nie odpowiada. Zamiast tego sugeruje, żeby SOS Wrocław samo zgłosiło sprawę do odpowiednich służb – co jest o tyle ironiczne, że SOS Wrocław jako pierwsze złożyło zawiadomienie do prokuratury.

Przetarg rozstrzygniemy przed wakacjami

Karpiński zapowiedział: dokumenty do KIO do 20 maja, rozprawa dwa tygodnie później, wyrok na początku czerwca, otwarcie ofert pod koniec maja – jeśli nie pojawią się nowe odwołania.

To życzenie, nie plan. Przez ostatnie 425 dni każdy kolejny „optymistyczny termin” się nie ziścił. Otwarcie ofert zaplanowane na 7 maja 2026 roku nie odbyło się – zostało przesunięte. Nowe odwołanie już wpłynęło. Karpiński mówi „jeśli nie będzie kolejnych odwołań” – przez ponad rok było ich ponad czterdzieści. I jego służby wszystkie sprawy przegrały.

Prezes kar nie obliczał

Wrocław w 2026 roku musi osiągnąć poziom recyklingu 56% – czyli 56% wszystkich odpadów musi trafić do ponownego przetworzenia, nie na wysypisko. Jeśli tego nie osiągnie, gmina zapłaci kary finansowe z miejskiego budżetu – czyli z pieniędzy podatników. Karpiński sam przyznał w wywiadzie, że Wrocław tego poziomu nie osiągnie. Prowadzący zapytał: „Wiemy, jakie kary poniesiemy?” Karpiński: – Ja takich kar nie obliczałem i trudno mi powiedzieć, jaki jest wymiar tych kar.

Prezes spółki zarządzającej systemem odpadów wartym w obecnym przetargu ponad miliard złotych nie obliczył, ile miasto zapłaci kar za nieosiągnięcie obowiązkowych poziomów recyklingu – kar, które zapłacą mieszkańcy Wrocławia ze swoich podatków.

Co przemilczano

W całym wywiadzie nie padło ani jedno słowo o tym, że funkcjonariusze CBA weszli do siedziby Ekosystemu i zabezpieczali materiały dowodowe w ramach czynności procesowych zleconych przez Prokuraturę Krajową. Prowadzący nie zapytał. Prezes nie powiedział. Nie padło też słowo o sygnalistce – pracownicy Ekosystemu, która alarmowała o nieprawidłowościach i została zwolniona. Państwowa Inspekcja Pracy uznała to zwolnienie za bezprawne i nakazała przywrócenie jej do pracy.

To nie były tematy poboczne. To są fakty dotyczące spółki, której prezes przez kilkanaście minut tłumaczył w radiu, że wszystko jest pod kontrolą.

Musimy zbudować infrastrukturę

Pytany o to, czy Wrocław nie powinien iść śladem Bydgoszczy, która w trzy lata postawiła własną sortownię odpadów, prezes Ekosystemu przyznał rację. I ma rację co do diagnozy: Wrocław jest uzależniony od prywatnych firm, bo nie ma własnej sortowni ani instalacji przetwarzania odpadów. Budowa infrastruktury to jedyne wyjście.

Pytanie dotyczy jednak kierunku. I tu zaczyna się problem.

Piromańskie zapędy prezesa Ekosystemu

W wywiadzie i we wcześniejszych wystąpieniach prezes Ekosystemu wyraźnie ciąży ku jednemu: uznaniu, że budowa spalarni odpadów to dobry kierunek. Tymczasem spalanie odpadów nie rozwiąże żadnego z trzech kluczowych problemów Wrocławia.

Po pierwsze, spalanie to nie recykling. Wrocław już teraz nie osiągnie wymaganego poziomu 56% recyklingu w 2026 roku i poniesie za to wielomilionowe kary. Spalenie odpadów w piecu nie zalicza się do recyklingu w unijnej hierarchii – wręcz przeciwnie, zmniejsza ilość surowców trafiających do odzysku materiałowego. Miasto, które buduje spalarnię zamiast rozwijać selektywną zbiórkę, samo sobie wbija nóż w plecy w kontekście wymogów recyklingowych.

Po drugie, od 2028 roku spalarnie odpadów najprawdopodobniej wejdą do unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji ETS. Oznacza to, że każda tona spalanego odpadu generuje koszt zakupu uprawnień emisyjnych. Prognozy cen uprawnień na 2030 rok sięgają 188 euro za tonę CO2. Spalarnia, która miała być tańsza od rynku, może okazać się finansową pułapką na dekady – opłaconą przez mieszkańców. Co więcej – ze względu na to, że w Polsce mamy już wiele tego typu instalacji – możliwe, że będzie generowała konieczność importowania odpadów zza granicy.

Po trzecie, koszty środowiskowe i społeczne są nie do przyjęcia. Mieszkańcy Wrocławia, Długołęki i Wiszni Małej od lat protestują przeciwko lokalizacji spalarni w rejonie Trójstyku. Zasięg oddziaływania obejmuje gęsto zaludnione tereny. Inicjatywa stopspalarni.pl zgromadziła tysiące podpisów. Budowa spalarni wbrew woli mieszkańców to nie rozwiązanie problemu – to przeniesienie go do sąsiednich gmin i zatruwanie powietrza ponad głowami tych, którzy już teraz płacą za chaos w systemie.

Co zamiast spalarni?

Mechaniczno-biologiczne przetwarzanie odpadów, rozbudowa kompostowni, sortownie zwiększające odzysk surowców, biogazownie – to kierunki, które naprawdę mogą poprawić poziomy recyklingu i uniezależnić Wrocław od oligopolu firm śmieciowych. Karpiński wymienia je w wywiadzie – jednak dla uważnie słuchających najmocniej wybrzmiewa argument o instalacjach do „termicznego przetwarzania”.

Piroman może i zna inne narzędzia. Ale zawsze sięgnie po ogień.

Ilustracja ma charakter satyryczny i nie obrazuje rzeczywistych zdarzeń.