Już w najbliższą niedzielę mieszkańcy Częstochowy mogą zrobić coś, co jeszcze do niedawna wydawało się w polskim samorządzie niemożliwe. Pójdą do urn w obywatelskim referendum, by z powiedzieć dość dotychczasowej ekipie rządzącej. Powód jest poważny: obecna władza okazała się marna, arogancka i całkowicie oderwana od problemów zwykłych ludzi. 

To niepokojący sygnał dla kolesi zabetonowanych w urzędach w całej Polsce. Czy Częstochowa pójdzie w ślady Zabrza i Krakowa? Czy nadzieja wleje się do serc niezależnych obywateli w miastach całej Polski? Dowiemy się już w niedzielę.

Sam fakt, że inicjatorom udało się zebrać niezbędne podpisy i doprowadzić do głosowania, świadczy o dojrzałości społeczeństwa obywatelskiego, które nie boi się wziąć sprawy w swoje ręce. Co ciekawe – prezydent, którego losy rozstrzygną się w niedzielę obejmował swoje stanowisko po oderwaniu z hukiem od władzy swojego poprzednika. O ironio – w drodze referendum.

Prezydent z zakazem wstępu do urzędu za korupcyjne zarzuty

Ale zacznijmy od początku. Iskrą, która wzbudziła ogień lokalnej, demokratycznej rewolucji było zatrzymanie prezydenta miasta, wiceprezydenta, szefa rady miejskiej i partnerkę kolejnego wiceprezydenta przez CBA. Postawiono im korupcyjne zarzuty i do tego – części z nich zakazano nawet wchodzić do urzędu ze względu na korupcyjny charakter procederu, o który byli podejrzewani.

Mieszkańców słusznie bulwersował nepotyzm, kolesiostwo i nieudolność w zarządzaniu miastem. Czarę goryczy przelało marnotrawienie publicznych pieniędzy oraz ciągnące się latami inwestycje, które doprowadziły do komunikacyjnego paraliżu miasta. Na domiar złego urzędnicy zamknęli się w swoich gabinetach, a na wszelką krytykę reagowali agresją lub lekceważeniem. Coś Wam to przypomina?

Bo wszyscy kolesie to jedna rodzina

Nieważne czy koleś albo partyjniak ma dostęp do polityków rządzących miastem w Krakowie, Zabrzu, Częstochowie czy Wrocławiu. Gdy tylko jego siedzenie dotknie publicznego stołka dokonuje się w nim magiczna przemiana. Od tego momentu jego myśli stają się we własnym mniemaniu jakby bardziej rącze, podbródek sam unosi się o kilka centymetrów do góry a funkcja przestaje być sprawowana – staje się przyrodzona.

Od rządzenia mózg się zmienia. O takich mądralach jeden z byłych posłów partii obywateli mówił “wielep”. Bo wiedzą lepiej. Choćby nie wiedzieć co – jego doświadczenie, wiedza albo przyrodzone poczucie wyższości ponad obywatelem sprawia, że musi wiedzieć lepiej. Dlatego, że boi się, że wszyscy odkryją jak bardzo nie posiada odpowiednich kompetencji, wiedzy i doświadczenia do pełnienia funkcji. Nie mówiąc już o zasadach etycznych czy jakichkolwiek standardach.

Referendum to najbardziej demokratyczna z demokratycznych proceddur

To dlatego kolesie tak się boją świadomych obywateli. Bo wiedzą, że demokratyczna kontrola niesie za sobą konsekwencje, które nie tylko pozbawią ich możliwości żerowania na publicznym pastwisku. Ta kontrola doprowadzi także do rozliczenia ze wszystkich świństw i niedoróbek, na które dotychczas przymykano partyjne oko.

Boją się, że gdy ktoś niezależnie zbada papiery to odkryje spiralę kłamstw, w którą wpadła elita władzy. Jej przecięcie wskazuje, że zamiast w nowych szatach widzimy króla zupełnie nagiego. W nowym anturażu już nie tak groźnego, a z całą pewnością – śmiesznego i bezbronnego.

Doprowadzenie do referendum nie jest łatwe. Potrzebni są świadomi obywatele, którzy potrafią dostrzec patologie, nazwać procesy, które niszczą wspólnotę i przekazać ideę współmieszkańcom. Częstochowie już dziś możemy pogratulować sprawnych aktywistów i inicjatorów referendum. Niezależnie od wyniku – mieszkańcy już wygrali bo podnieśli swój status w relacji obywatel – władza.

Ale broń Boże nie jest to przyczynek do tego, by odpuszczać choćby na milimetr. Każdy, kto się jeszcze zastanawia czy wziąć udział w referendum powinien wziąć pod uwagę jedną myśl: każdy następny prezydent zanim złamie zasady i umowę społeczną – będzie miał z tyłu głowy przekonanie, że Częstochowianie już dwukrotnie potrafili takim zepsutym neofeudalnym władcom stworzyć szansę do rozwoju zawodowego poza strukturami urzędu miasta. Czyli – tłumacząc z języka korporacji na polski – wyrzucić ich na bruk z roboty. 

Czas na wyciągnięcie wniosków

Obserwujmy Częstochowę uważnie. Popatrzmy na to jaką energię obudziło w mieszkańcach odzyskanie kontroli nad miastem. Obserwujmy blady strach na twarzach kolesi, którzy już wyobrażają sobie ostatni dzień za biurkiem, ostatni przelew na publicznym stanowisku i konsekwencje ich czynów, które nadchodzą.

Potem wyobraźmy sobie Wrocław. Miasto, w którym dwukrotnie próbowano już przywrócić mieszkańcom godność deptaną przez arogancję i nieuczciwość władzy. Miasto, które należy przecież do mieszkańców, a nie do wąskiej grupy kolesi i politycznych nominantów. Jednak to ci ostatni przywłaszczyli sobie prawo do decydowania o życiu i śmierci w stolicy Dolnego Śląska. Czy mieszkańcy Wrocławia będą mieli siłę, by przywrócić relacje z władzą na właściwe tory?

Cierpliwość mieszkańców ma swoje granice. Gdy pęka, a dialog zastępuje urzędnicza pycha, jedynym wyjściem staje się urna wyborcza. W Częstochowie ten mechanizm w niedzielę ma kolejną, bardzo ważną stację. Kto będzie następny?