Na Brochowie mieszkańcy wygrali bitwę. Czy wygrają wojnę o zdrowy rozsądek?
Mieszkańcy Brochowa i Bieńkowic obronili się przed planem podrzucenia niczym kukułczego jaja ruchu z ul. Koreańskiej. To ważne zwycięstwo zdrowego rozsądku nad partykularnymi interesami wąskiej grupy. Ale zanim ktoś zawiesi rękawice na kołku, warto zapytać: dlaczego w ogóle do tego doszło, kto na tym zarobił politycznie i kto powinien za to zapłacić – stanowiskiem, mandatem albo fotelem prezydenta.
Zwycięstwo, które nie jest siłą władzy
Wrocławski magistrat najpierw okłamał mieszkańców, że zamyka Koreańską tylko tymczasowo, a potem, pod presją wycofał się z tego ordynarnego oszustwa. Przywrócona została wcześniejsza organizacja ruchu. Szybka reakcja urzędu wygląda na sukces mieszkańców – i słusznie, bo to oni się zmobilizowali. Nie należy jej jednak mylić z siłą i kompetencją władzy. To odruch samozachowawczy, a nie strategia. Urząd, który w ciągu kilku dni odwraca decyzję ogłoszoną jako gotowa, przyznaje tym samym, że działał bez rzetelnej analizy i pod presją wąskiej grupy interesu – nie mieszkańców jako całości. I nie ma co się łudzić – urzędnicy są gotowi okłamać mieszkańców po raz kolejny. Wiele wskazuje na to, że ostatnie ustalenia nie przetrwały nawet tygodnia – ale to temat na odrębny wątek.
Kto naprawdę stał za planem na Koreańskiej
To, co wyglądało na spontaniczną inicjatywę osiedlową, miało konkretnych autorów. Przewodniczący Rady Osiedla Marek Sadowski razem ze stworzonym naprędce stowarzyszeniem, które powołali Paweł Gruszka, Małgorzata Bielecka oraz Agnieszka Lingas-Łoniewska, ułożyli sobie sprawę po cichu z urzędem miejskim. Wsparcia politycznego – jeśli wierzyć sąsiadom – udzielili niektórzy urzędnicy oraz radna Agnieszka Dusza. Wszystkich, którzy firmowali ten pomysł, łączy jedno: mieszkają w bezpośrednim sąsiedztwie ulicy Koreańskiej, którą chcieli zamknąć dla wszystkich, tylko nie dla siebie. To podręcznikowy przypadek postawy, którą Amerykanie nazywają syndromem NIMBY – not in my backyard. Zwykle to aktywiści miejscy piętnują taką postawę jako szkodliwą dla wspólnoty. Tym razem część środowiska aktywistycznego sama ją zastosowała, a władza polityczna dała jej posłuch.
Nie jest to zresztą przypadek. Rada Osiedla Brochów od dawna uchodziła w wielu środowiskach za jedną z najbardziej prosutrykowych rad w mieście. Trudno się dziwić, że prezydent Jacek Sutryk i jego urzędnicy mieli akurat na jej podszepty wyjątkowo wyczulone ucho – i akurat tym razem byli gotowi działać szybko, bez analizy, wbrew interesowi całej wspólnoty.
Ruchu nie da się przerzucać jak gorącego ziemniaka
Sedno problemu nie zniknęło wraz z wycofaniem kontrowersyjnej decyzji. Cały ten spór pokazał, że miasto od lat próbuje rozwiązywać problem transportowy wschodniego Wrocławia metodą gorącego ziemniaka – przerzucając ruch z jednej ulicy na drugą, zamiast zaplanować go systemowo. Koreańska nie może zostać zamknięta ani odciążona kosztem sąsiadów, bo to nie rozwiązuje niczego – tylko przenosi problem o kilkaset metrów dalej. Libańska nie może też przejąć na siebie całego ruchu, który dziś obciąża okolicę, bo nie do tego została zaprojektowana i nie ma do tego przepustowości. Obie ulice – i Koreańska, i Libańska – są tej części miasta potrzebne. Jedna nie zastąpi drugiej. Bez spójnego planu, który obejmie całą siatkę połączeń Brochowa, Bieńkowic i Jagodna ze wschodnią obwodnicą, każda kolejna „decyzja” będzie tylko przekładaniem tego samego problemu na inny adres.
Mościckiego: osiem zmarnowanych lat
Ulica Mościckiego, formalnie droga zbiorcza, która powinna przejmować ruch łączący Brochów, Bieńkowice i Jagodno ze wschodnią obwodnicą Wrocławia, leżała odłogiem przez całą kadencję prezydenta Jacka Sutryka. Interpelacje w tej sprawie składano od lat: już w 2017 roku radny Kłosowski pytał o brak chodnika i oświetlenia, w 2019 roku kolejni radni wracali do sprawy stanu jezdni i bezpiecznej infrastruktury rowerowej. W 2025 roku temat wracał ponownie – najpierw jako pytanie o bezpieczeństwo pieszych i rowerzystów oraz poszerzenie wiaduktu, potem jako interpelacja radnej Agnieszki Duszy dotycząca negocjacji z PKP. Odpowiedź urzędu przez lata brzmiała tak samo: teren jest „wyjątkowo trudny” – wiadukty, skarpy, rowy, gęsta zieleń – a pełna przebudowa byłaby zbyt kosztowna, więc realizuje się tylko punktowe łaty: oświetlenie z budżetu obywatelskiego, reorganizację parkowania, fragment chodnika finansowany przez TBS.
Libańska jako droga lokalna równoważąca Koreańską
Ten sam urząd, który latami tłumaczył się „trudnym terenem” przy Mościckiego, z entuzjazmem opisuje „korzystniejsze warunki projektowe” nowej ulicy Libańskiej. Nowa droga – zaplanowana jeszcze w miejscowym planie z 2013 roku – ma powstać częściowo za pieniądze deweloperów: blisko 3,7 miliona złotych wkładu wniosą firmy budujące w tej okolicy nowe osiedla. Przy Libańskiej ma też stanąć nowy węzeł przesiadkowy dla autobusów, bo obecny przystanek przy Ziemniaczanej jest za mały. Brzmi to jak inwestycja skrojona pod potrzeby nowych mieszkańców i deweloperów, a nie pod realny, systemowy problem transportowy istniejącej części miasta. Bez spójnej analizy kosztów i korzyści obu inwestycji oraz bez wyjaśnienia, dlaczego finansowanie prywatne miałoby decydować o priorytetach transportowych miasta, trudno mówić o rozwiązaniu problemu – raczej o jego przesunięciu w czasie i na inną ulicę.
Jagodno czeka jeszcze dłużej
O ile Brochów i Bieńkowice zaczynają wreszcie być słyszalne, o tyle sąsiednie Jagodno przez ostatnie miesiące dostawało jeszcze mocniej. Buforowa, Konduktorska i Schuberta to ulice, które w ostatnim czasie szczególnie ucierpiały pod naporem ruchu, jaki miasto latami kierowało właśnie tędy, bo nie chciało lub nie potrafiło rozbudować alternatywnych połączeń zbiorczych, w tym Mościckiego. Każda kolejna prowizorka na Koreańskiej, Libańskiej czy Mościckiego bez uwzględnienia Jagodna w całościowym planie oznacza w praktyce dalsze dokładanie ruchu tam, gdzie mieszkańcy już dziś nie mogą sobie z nim poradzić. Systemowe rozwiązanie dla wschodniego Wrocławia musi objąć Jagodno tak samo jak Brochów i Bieńkowice – inaczej znów przerzucimy gorącego ziemniaka, tylko w drugą stronę.
Kto powinien wziąć odpowiedzialność
Mieszkańcy mają pełne prawo domagać się konsekwencji wobec wszystkich, którzy doprowadzili do tej sytuacji – i nikogo z tej listy nie należy pomijać.
Wobec urzędników, którzy wprost wprowadzali mieszkańców w błąd, uzasadnione jest żądanie dymisji. Dotyczy to kierownictwa Biura Prasowego Urzędu Miejskiego Wrocławia, które straciło wiarygodność, dyrektora Staruchowicza ze ZDiUM, a także Elwiry Nowak, szefowej Wydziału Inżynierii Miejskiej, oraz jej zastępcy ds. zarządzania ruchem Andrzeja Brzozy. Dyrektorka Urbanek, która współtworzyła tę politykę, sama odeszła już na emeryturę – ale to nie zamyka sprawy odpowiedzialności pozostałych.
Wobec prezydenta Jacka Sutryka i radnej Agnieszki Duszy, którzy ponoszą odpowiedzialność polityczną za całą sprawę, jedyną skuteczną drogą jest pozbawienie ich funkcji w drodze referendum – bo do końca kadencji zostały jeszcze prawie trzy lata, w czasie których mogą dalej szkodzić tej części miasta.
Wobec Rady Osiedla Brochów, która zamiast reprezentować mieszkańców, ułożyła sobie sprawę z urzędem kosztem sąsiadów – właściwą drogą są wybory. I tak się składa, że odbędą się one już 21 marca. To najbliższa i najbardziej naturalna okazja, by wymienić lokalne elity, które zawiodły zaufanie mieszkańców.
Przestrzeń dla liderów, którzy działają dla mieszkańców, a nie obok nich
Konflikt wokół Koreańskiej zmobilizował mieszkańców i pokazał im siłę wspólnego działania. Chcemy, żeby ta energia przełożyła się na coś trwałego. Dlatego apelujemy o jak najwięcej przestrzeni i wsparcia dla lokalnych liderów, którzy są gotowi realnie działać na rzecz Brochowa, Bieńkowic i Jagodna – nie wbrew mieszkańcom, tylko dla nich. Brochów i Bieńkowice potrzebują ludzi uczciwych, którzy przedstawią konkretny program dla całej dzielnicy – a nie takich, którzy traktują tę funkcję jako sposób na załatwienie kilku spraw sobie i najbliższym sąsiadom. Piłka jest teraz po stronie mieszkańców Brochowa, Bieńkowic i Jagodna.
A my jesteśmy do ich dyspozycji.

