Pięć razy dookoła Ziemi. Sutryk i Mazur latają, Wrocław płaci rachunek

Piotr Uhle

Prezydent Wrocławia i jego pierwszy zastępca w ciągu roku pokonali w delegacjach dystans, który pozwoliłby pięciokrotnie okrążyć kulę ziemską. Skokowy wzrost wydatków na zagraniczne wojaże zbiegł się z postawieniem Jackowi Sutrykowi zarzutów korupcji i oszustwa. Mieliśmy w ratuszu nielegalny komis, mieliśmy studio produkcji porno – dziś odnaleźliśmy biuro podróży.

Gdyby połączyć w jedną trasę wszystkie delegacje Jacka Sutryka i Jakuba Mazura z ostatnich kilkunastu miesięcy, wyszłoby ponad 221 tysięcy kilometrów – to więcej niż pięć okrążeń Ziemi po równiku. Sami to policzyliśmy, kilometr po kilometrze, na podstawie oficjalnych zestawień przekazanych przez Urząd Miejski Wrocławia.

Biuro podróży zamiast ratusza

Jacek Sutryk został zatrzymany przez CBA w listopadzie 2024 roku i usłyszał cztery zarzuty – jeden korupcyjny, trzy oszustwa – w związku z aferą fałszywych dyplomów Collegium Humanum. Rok 2025, pierwszy pełny rok od tego zatrzymania, okazał się dla urzędu rekordowy pod względem wydatków na delegacje: ponad milion złotych, więcej niż w jakimkolwiek innym roku od 2018. Licząc od grudnia 2018 do sierpnia 2026 roku, Urząd Miejski Wrocławia wydał na krajowe i zagraniczne podróże służbowe blisko 4,3 miliona złotych.

Absolutnymi liderami w liczbie i długości wyjazdów są sam prezydent oraz jego najbliższy polityczny współpracownik, wiceprezydent Jakub Mazur. Sutryk odbył w analizowanym okresie 30 delegacji (104 tysiące km w obie strony), Mazur – aż 40 (117,5 tysiąca km). To więcej niż wszyscy pozostali wiceprezydenci razem wzięci.

Dokąd jeżdżą prezydent i wiceprezydent

W oczy rzucają się wyjazdy, co do których trudno znaleźć realne uzasadnienie proporcjonalne do ich kosztu i odległości:

  • Chicago – Charlotte – Vancouver (Sutryk i Mazur razem, 8 dni) – oficjalnie: spotkania z Polonią, obchody 235-lecia Konstytucji 3 Maja, spotkanie z władzami Charlotte i „globalna konferencja technologiczno-finansowa”. Sama ta jedna delegacja to ponad 20 tysięcy kilometrów w obie strony.
  • Stambuł i Tokio (Sutryk i Mazur razem, osobno) – oficjalny cel: „inspekcja procesu produkcji autobusów” dla MPK. Nie wiadomo, jakie kompetencje techniczne w ocenie linii produkcyjnych autobusów posiadają prezydent miasta i jego zastępca.
  • Helsinki – szkolenie „architektura bezpieczeństwa – projektowanie i zarządzanie nowoczesną infrastrukturą schronową”, w którym osobiście uczestniczyli i prezydent, i wiceprezydent.
  • Batumi – wizyta w gruzińskim mieście partnerskim, zorganizowana przez marszałka województwa, w której uczestniczyli obaj.
  • Barcelona i Madryt (Mazur, wielokrotnie) – m.in. udział w „platformie wspierającej odzyskiwanie nadwyżek jedzenia w koncepcie zero waste”.

Jakie konkretne korzyści udało się dzięki tym wyjazdom załatwić dla Wrocławia? Na odpowiedzi w tym zakresie nadal czekamy.

Sprawdź szczegóły: CZĘŚĆ 1, CZĘŚĆ 2.

Bal mistrzów sportu, maraton w Walencji i inne wycieczki kierownictwa

Lista dziwnych wyjazdów nie kończy się na dwóch najważniejszych osobach w mieście. Dyrektor departamentu Damian Żołędziewski pojechał do Warszawy na Bal Mistrzów Sportu – „w imieniu Jacka Sutryka”. Wiceprezydent Renata Granowska odbyła czterodniową delegację zagraniczną do Walencji, gdzie – jak wprost napisano w celu podróży – by wziąć udział w 34. edycji półmaratonu Valencia. Do tego dochodzą: kilkanaście osób z kierownictwa urzędu wysłanych osobno na to samo Forum Ekonomiczne w Karpaczu, czy regularne wyjazdy służbowe by brać udział w wydarzeniach politycznych, np. stowarzyszenia TAK! Dla Polski czy Campus Polska.

Skarbnik ubolewa nad kondycją budżetu, ale kasa się znajduje

Uderza fakt, że w mieście, w którym każdą złotówkę powinniśmy oglądać dwa razy, tak lekką ręką wydaje się pieniądze podatników. Skarbnik na lipcowej sesji Rady Miejskiej przedstawiał, jak trudna jest sytuacja budżetu Wrocławia. Miasto sięga coraz głębiej do kieszeni mieszkańców – podwyżki za śmieci, za wodę, za mieszkania komunalne, za bilety do zoo i aquaparku – a tu takie kwiatki.

„Ważniejsze rzeczy na głowie” Sutryka. Podróże?

W czwartek w Radio Rodzina Jacek Sutryk tłumaczył, że nie ma ochoty rozmawiać z radnymi o przyspieszeniu tramwajów, bo ma ważniejsze sprawy na głowie. To postawa, którą prezentuje od dłuższego czasu wobec Rady Miejskiej Wrocławia. Trudno dostrzec go w trakcie obrad sesji, nie pojawia się na komisjach. W ostatnim czasie coraz rzadziej prowadzi też Kolegium Prezydenta. Jakie ma zatem ważniejsze rzeczy na głowie?

Wychodzi na to, że głównie podróżowanie. Od kiedy zrozumiał, że politycznie nie ma już przyszłości – realnie abdykował. Nie rządzi i nie panuje. Zamiast tego wyciska ostatnią kroplę soku z owocu, jakim jest Miasto Wrocław. Nie obchodzi go, co i kto z Wrocławiem będzie robił – byle do następnej wypłaty, byle do następnej wycieczki. Mafia śmieciowa i koalicja deweloperska szaleją pod nosem. Kolesie, partyjniacy i działacze sportowi rozszarpują to, co jeszcze zostało w mieście do podzielenia. A Jacek Placek bierze pod rękę Kubusia Wędrowniczka i lecą na koniec świata.

Łódź i Warszawa już to przerabiały

Wrocław nie byłby pierwszym miastem, w którym zamiłowanie prezydenta do podróży kończy się politycznym trzęsieniem ziemi. Prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki w czasie swojej kadencji wyjeżdżał służbowo za granicę 168 razy, a wydatki na jego podróże i podróże urzędników sięgnęły w jednym roku 860 tysięcy złotych, z planem na kolejny rok idącym w milion. Zamiłowanie prezydenta do zwiedzania świata było jedną z przyczyn, dla których mieszkańcy doprowadzili do referendum w sprawie jego odwołania.

W Warszawie temat wracał przy okazji krytyki Rafała Trzaskowskiego – politycy opozycji wyliczali, że prezydent stolicy odbył w trakcie kadencji 51 delegacji zagranicznych i 30 krajowych, komentując: „planeta płonie, a Rafał Trzaskowski lata dookoła Ziemi”. Mieszkańcy chwilę temu ogłosili, że zebrali już ponad 100 000 podpisów za odwołaniem prezydenta Warszawy. We Wrocławiu mamy dokładnie ten sam mechanizm – tylko że tu prezydentowi towarzyszą jeszcze poważne zarzuty prokuratorskie.

Jedyna droga to referendum

Jak długo mieszkańcy będą to znosić? Marnowanie Wrocławia, by zaspokoić potrzeby wąskiej grupy kolesi pasących się na niszczeniu miasta i grabieniu wrocławian? Sami z własnej woli z funkcji nie odejdą. Jedyną drogą pozostaje referendum.

Do sprawy będziemy jeszcze wracać.