Już 15 października rusza jeden z najgłośniejszych procesów związanych z aferą Collegium Humanum. Głównym bohaterem jest prezydent Wrocławia, Jacek Sutryk, który stanie przed Sądem Okręgowym w Warszawie (VIII Wydział Karny). Rozprawy wyznaczono na 16, 20, 22, 23 i 30 października, a odbędą się one poza głównym gmachem sądu, w obiekcie przy ul. Kocjana 3. Zanim jednak usłyszymy pierwsze wyjaśnienia, przypomnijmy sobie, jak to było i co dokładnie zarzuca się włodarzowi naszego miasta.
Afera Collegium Humanum to tak zwana wielkoskalowa „fabryka dyplomów”, w której handlowano fałszywymi świadectwami ukończenia studiów (głównie MBA) w zamian za łapówki. Proceder ten służył omijaniu prawa, by móc obsadzać lukratywne stanowiska w państwowych i samorządowych spółkach. W ten niechlubny biznes wpisał się również Jacek Sutryk, któremu najwyraźniej po prostu… nie wystarczało kasy na codzienne wydatki! Przecież wiadomo, że za takie pieniądze nie da się utrzymać jednoosobowego gospodarstwa domowego, a trudno jest oczekiwać, by prezydent przymierał głodem. Żalił się zresztą na to tu i ówdzie. Jak więc sobie dorobić? Zwłaszcza, że pilnie potrzebne były pieniądze na willę na Sępolnie!
Jacek Sutryk zasiadał więc w radach nadzorczych spółek komunalnych m.i. w Tychach i Gliwicach, do tego właśnie potrzebny był dyplom MBA. A potem? Potem to już „piekła nie ma”.
Prokurator miał jednak inne zdanie na temat tego dorabiania – postawił Jackowi Sutrykowi łącznie cztery zarzuty (jeden o charakterze korupcyjnym oraz trzy dotyczące oszustwa), a prezydent ostatecznie zasiądzie na ławie oskarżonych:
- Zarzut korupcyjny: Dotyczy on wręczenia korzyści majątkowej ówczesnemu rektorowi uczelni (Pawłowi Cz.) w zamian za uzyskanie poświadczającego nieprawdę świadectwa MBA, bez faktycznego odbycia studiów. W zamian za ten „papier” rektor miał otrzymać funkcję w radzie programowej Wrocławskiego Parku Technologicznego oraz umowę doradczą opiewającą na 75 tysięcy złotych.
- Trzy zarzuty oszustwa: Prezydent miał posługiwać się tym fałszywym dyplomem, aby wprowadzić w błąd przedstawicieli trzech spółek samorządowych. Dzięki temu oszustwu zasiadał w ich radach nadzorczych, co przyniosło mu około 500 tysięcy złotych nienależnego wynagrodzenia.
Prezydent Wrocławia oczywiście odrzuca oskarżenia i deklaruje pełną gotowość do obrony przed niezależnym sądem. Do niedawna jego obroną zajmował się profesor Łukasz Błaszczak. Dostawał on hojne zlecenia z miasta i nierzadko nas straszył. Trzeba przyznać, że co do wiedzy i doświadczenia profesora można było mieć pewne zaufanie. Sutryk miał przy nim pełne wsparcie i poczucie bezpieczeństwa.
A tu nagle BUM! W przeddzień rozpoczęcia procesu doszło do absolutnie sensacyjnej zmiany!
Profesor nie jest już obrońcą. Na jego miejsce, w blasku fleszy, wchodzi Przemysław Rosati, czyli adwokat z najwyższej półki. To prezes Naczelnej Rady Adwokackiej i sędzia Trybunału Stanu, a prywatnie przyjaciel Romana Giertycha i Jacka Dubois. To przecież ścisłe środowisko adwokatów związanych z obecną władzą!
Co oznacza ta zmiana na chwilę przed procesem? Nasuwa się bardzo ważne pytanie: ile i kto za to płaci? Z pewnością usługi takiego mecenasa do tanich nie należą. Za co dokładnie jest tu płacone? Za wiedzę i rzetelne umiejętności, czy też może za renomę, układy, kontakty i koneksje?!
Czy patrząc na ten ruch, można już z góry przyjąć, że pan prezydent zostanie uniewinniony od zarzutów, a prokuratura zostanie po prostu wystrychnięta na Dudka? Czy prokuratura stworzy z tego czysty proces polityczny? W końcu to „prokuratura Żurka” – jakże miałaby gnębić naszego „ukochanego przez mieszkańców Wrocławia prezydenta”…
Co będzie dalej? Poczekamy, zobaczymy. Z pewnością na sali sądowej zostanie ujawnionych wiele rzeczy, które mogą dosłownie zszokować opinię publiczną. Wiele się dowiemy z wyjaśnień, które złoży sam prezydent Jacek Sutryk. W końcu publicznie obiecał, że udowodni swoją niewinność przed sądem i przedstawi na to twarde dowody.
My trzymamy za słowo i bacznie obserwujemy!

