Posady w spółkach to za mało. Byli wiceprezydenci dostali przed zwolnieniem olbrzymie nagrody
Nagrody zamiast odpraw i posady bez konkursów. Ratusz nie powie, ile kosztowało pożegnanie wiceprezydentów, ale mówimy o łącznej kwocie rzędu 150 000 zł.
Onet.pl donosi: Renata Granowska zarobiła na stanowisku wiceprezydenta 284 tys. zł w ciągu jednego roku. Michał Młyńczak – 265 tys. zł. Obydwoje zgotowali w mieście poważne problemy, jednak nim stracili funkcje, prezydent Sutryk przyznał im nagrody mające zastąpić trzymiesięczne odprawy. Ile? Ratusz odmówił odpowiedzi.
Polityczny targ za absolutorium
Sutryk uzyskał absolutorium za 2025 rok wyłącznie głosami Koalicji Obywatelskiej. Cena była z góry ustalona: wymiana dwóch wiceprezydentów na kandydatów wskazanych przez lidera dolnośląskiej KO Michała Jarosa. 18 maja Granowska i Młyńczak stracili stanowiska. Dzień później pojawili się następcy.
Przepisy nie przyznają wiceprezydentom automatycznego prawa do odprawy po odwołaniu przez prezydenta. Sutryk poszedł jednak inną drogą.
Urząd: nagrody wypłacamy – kwot nie podamy
Jak ustalił Onet, rekompensatą za brak odpraw miały być nagrody przyznane przez prezydenta. Granowska napisała wprost, że – „nagroda miała wyczerpywać trzymiesięczną odprawę”. Przy jej rocznym wynagrodzeniu rzędu 284 tys. zł oznaczałoby to kwotę oscylującą wokół 70 tys. zł. W przypadku Młyńczaka, zarabiającego 265 tys. zł rocznie, byłoby to ok. 66 tys. zł. Razem, z grubsza licząc – około 150 000 zł.
Ratusz nie potwierdził ani nie zaprzeczył tym kwotom. Biuro prasowe odmówiło podania wysokości nagród – mimo że chodzi o publiczne pieniądze. Rzecznik Tomasz Sikora przekazał jedynie, że nagrody były – „za wykonane zadania”. Na pytanie, kiedy Granowska i Młyńczak zrzekli się pieniędzy, nie odpowiedział.
– Chciałbym dowiedzieć się, za co są te nagrody. Za kompromitację i chaos z nierozstrzygniętym przez ponad rok przetargiem na śmieci? Za konflikty interesów, CBA i Prokuraturę Krajową w urzędzie? A może to tylko premia za lojalność i milczenie? – komentuje radny Piotr Uhle z SOS Wrocław.
Posady dla kolesi bez konkursów
Granowska i Młyńczak niemal z miejsca trafili do zarządów spółek miejskich – i to bez żadnego postępowania konkursowego. Dla Granowskiej MPK Wrocław utworzyło dodatkowe stanowisko wiceprezesa. Młyńczak zasiadł w fotelu prezesa Ekosystemu, a dotychczasowy szef spółki Paweł Karpiński przesunął się na pozycję zastępcy.
Sutryk obiecywał przed drugą kadencją, że stanowiska w zarządach miejskich spółek będą obsadzane w drodze konkursów. Nie pierwszy raz ta obietnica okazała się bezwartościowa.
Ekosystem, w którym wylądował Młyńczak, jest spółką prowadzoną od lat w cieniu skandalu. CBA zabezpieczało tam dokumentację dotyczącą przetargów na odbiór odpadów z lat 2019-2025. Spółka odpowiada za wywóz śmieci i prowadzenie PSZOK-ów. Na jej czele stanął człowiek, który jako wiceprezydent nadzorował tę samą branżę.
– Sutryk i jego kolesie zbudowali sieć zależności finansowo-politycznych, jakiej samorząd nigdzie w Polsce nie widział. Wyprowadzanie kasy do prywatnych kieszeni jest o tyle bezczelne, że kolesie śmieją nam się w twarz. Czy ktoś jeszcze pamięta o obiecanych konkursach? – mówi radny Piotr Uhle.
Obie ręce w jednej kieszeni
Nagrody zostały zwrócone – ale dopiero wtedy, gdy opinia publiczna się tym zainteresowała, a posady w spółkach były już pewne. Granowska napisała, że zrzekła się nagrody po powołaniu do zarządu MPK. Młyńczak złożył analogiczne oświadczenie po objęciu prezesury Ekosystemu. Kolejność zdarzeń jest wymowna: najpierw nagroda, potem ciepła posada, na końcu symboliczny gest zwrotu.
Niektórzy powiedzą: to i tak lepiej niż gdyby uznali, że te nagrody im się po prostu należały. Warto zwrócić jednak uwagę na fakt, że kilka dni wcześniej do urzędu miasta wpłynęło zapytanie w tym przedmiocie. Nagrody oddali zatem po złapaniu na gorącym uczynku.
Mieszkańcy Wrocławia jako współwłaściciele komunalnych spółek zapłacą za ten układ dwa razy: raz przez budżet miejski, który nagrody przyznał, i drugi raz przez spółki, które zatrudniają na eksponowanych stanowiskach polityków bez otwartej rekrutacji. Ratusz zaś odmawia podania kwot.

