Śmieciowy układ dusi Wrocław. Jak z kieszeni mieszkańców wyciąga się miliardy złotych

Piotr Uhle

Przetargi przeciągane w nieskończoność, horrendalne podwyżki opłat i brak woli na powrót do miejskiej spółki, która mogłaby odzyskać kontrolę nad rynkiem. Wrocławski system zagospodarowania odpadów to lukratywny tort o wartości 2,5 mld zł, na którym zyskują prywatne firmy i ludzie powiązani z lokalną polityką, podczas gdy koszty ponoszą obywatele. To już nie jest zwykła nieudolność urzędnicza – to świadomy sabotaż i rabunek w białych rękawiczkach.

Strategia na przeczekanie i rabunek w białych rękawiczkach

Strategia była prosta: Ogłosić przetarg, przewlekać jego rozstrzygnięcie tak długo, by sytuacja negocjacyjna miasta była coraz słabsza i firmy mogły zażyczyć sobie jeszcze większych pieniędzy. Chodziło o to żeby miasto nie mogło realnie odzyskać kontroli nad systemem zagospodarowania odpadów. Władza przez lata pokazała, że nie jest tym realnie zainteresowana, chce tylko budować sieć układów I interesów wokół siebie. Oceniajmy czyny, nie słowa.

Wykorzystując te sytuacje doprowadza się do ogłoszenia przetargu na 4 lata – zabetonować ten wielki obszar ma rzecz tych, którzy wygrają? A kto wygra? Założę się, że wszystkie podmioty z tzw. wielkiej trójki wezmą we Wrocławiu bardzo istotny kawałek tortu. Jak będzie – dowiemy się we wrześniu. Tak przynajmniej zapowiada Ekosystem, o ile znowu nie da się ograć firmom z branży śmieciowej jak dzieci.

Ich cel nie był rozwój miast tylko rabunek w biały dzień, w białych rękawiczkach, dokonany przez białe kołnierzyki. Chociaż cały interes brzydko śmierdzi. Byli przekonani, że gdy obrabują przeciętną rodzinę na 660 zł rocznie – ludzie się nie oburzą bo to mniej niż wiele osób wydaje rocznie na karnet na siłownię, z której i tak nie korzysta. Ale o to w tym właśnie chodzi. Bo jedną podwyżką wyciągnęli z kieszeni mieszkańców około 110 mln zł rocznie licząc zgodnie z obecną liczbą płatników, ale mówi się o tym, że mieszkańców jest więcej. Gdyby płacili wszyscy mieszkańcy realnie tu mieszkający – mówilibyśmy o podwyżce o niemal 150 mln zł.

Zrobili z miasto pośmiewisko a branża zgarnie miliardowe kontrakty

Wartość przetargu to realnie około 2,5 mld zł. Zamówienie mówi o łącznie 48 miesiącach obowiązywania umów wraz z opcją i rozliczeniem. Począwszy od przyszłego roku roczne koszty systemu mają wynieść niemal 600 mln zł. Biorąc pod uwagę potencjalne waloryzacje zamówienia – można tak szacować, choć Ekosystem mówi „jedynie” o 2 mld. To olbrzymie pieniądze, ale wyciągajmy lekcje z najnowszej historii. W 2022 roku przetarg odwołano, bo oferty przekraczały założenia o 130 mln. W następnym roku w przetargu okazało się, że brakuje jeszcze więcej. Trudno spodziewać się, by w tym roku firmy śmieciowe nie przebiły zakładanej przez miasto kwoty.

Tak samo jak trudno było się spodziewać, że nie będzie odwołań od specyfikacji zamówienia. Ta sytuacja jednak zaskoczyła zarząd Ekosystemu i miasto do tego stopnia, że przez półtora roku nie rozstrzygnięto przetargu. Zamiast tego seriami przegrywaliśmy sprawy przed KIO i warszawskim sądem. Przyczyny porażek były kuriozalne do tego stopnia, że Wrocław stał się pośmiewiskiem. W uzasadnieniu do jednego z wyroków czuć drwinę, gdy czytamy, że tak duże miasto jak Wrocław powinno być stać na profesjonalnego pełnomocnika procesowego.

Przeprowadzono planowaną operację, by opóźnić rozstrzygnięcie przetargu. Świadomie działano, by pogorszyć pozycję negocjacyjną i formalną miasta. Na sam koniec urzędnicy bezczelnie zapewniają, że uszanowany będzie „dziedzictwo prawne” z poprzedniego postępowania. Co to za dziedzictwo? To akt kapitulacji miasta przed śmieciową branżą. I naplucia w twarz mieszkańcom, którzy będą płacić horrendalne kary za nieskuteczny recykling prowadzony przez firmy. Biznes śmieciowy będzie mógł oszczędzać pogarszając jakość – mieszkańcy będą ponosić konsekwencje i płacić nawet do 30 mln zł rocznie kar.

Ile lat można udawać, że coś się robi?

Czy zrobiliśmy coś, by temu przeciwdziałać? Już w 2022 roku wiceprezydent Jakub Mazur i prezes Przemysław Zaleski mówili, że prowadzą analizy pod kątem przejścia na system in house. W następstwie tego samorząd mógłby docelowo powierzyć część odbioru i zagospodarowania odpadów własnej spółce.

Dziś znów słyszymy, że czas odbudować Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania, co jest jedyną drogą do odzyskania kontroli nad procesem. Jak to zrobić, gdy rezerwy przejadamy na umowy z wolnej ręki? Skąd wziąć na to pieniądze, gdy w budżecie hula wiatr? Zgodnie z realizowanym planem nie wolno do tego dopuścić. I śmieciowy układ zrobi wszystko, byle tylko Wrocław nie wyrwał się z jego matni.

Teraz zadajmy sobie pytanie: czy to wszystko się dzieje bez przyczyny? Jak nie wiadomo o co chodzi to zwykle chodzi o kasę. Bo co innego można powiedzieć o władzy, która w półtora roku nie dala rady rozstrzygnąć przetargu? Są pewne granice nieudolności. Dalej jest już tylko sabotaż.

Polityczne koneksje i posady dla „swoich”

Pamiętajmy, że na śmieciowym biznesie zarabia się znakomicie. Na tyle dobrze, że nie jest problemem opłacanie faktur męża posłanki KO, Anny Sobolak, wystawianych już po jego odejściu ze stanowiska wiceprezesa miejskiego Ekosystemu, na kwoty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Nie jest też problemem hojne sponsorowanie klubu sportowego, którego prezesem był mąż wiceprezydent Renaty Granowskiej (oboje z KO).

Ciekawostka. Ostatnio zarząd Alby zasiliła pani Olga Goitowska, która przez lata działała po drugiej stronie barykady, m.in. w samorządzie Gdańska i Unii Metropolii Polskich. Szeroko znana w środowisku samorządowym menedżerka ma znakomite dojścia do polityków i samorządowców KO. Czy wykorzystuje te relacje do lobbowania na rzecz swoich nowych szefów? Będziemy bacznie obserwować. Firmy śmieciowe potrafią budować sobie poparcie wszelkimi dostępnymi metodami i, jak pokazuje wiele faktów, są w tym bardzo skuteczne.

Dziwi Was, że to politycy KO tak często przewijają się w tle afery śmieciowej i śmieciowego biznesu? Nas nie, tak samo jak wówczas gdy odpowiedzialny za śmieciowy chaos Michał Młyńczak na koniec pełnienia funkcji wiceprezydenta został nie tylko hojnie nagrodzony ale także dostał podwyżkę wraz z możliwością kontynuowania swojej misji wraz ze swoim kolegą – wyrzuconym z KO Pawłem Karpińskim, który zrobił dla niego miejsce w zarządzie spółki.

Czas przerwać to szaleństwo, Wrocław może nie wytrzymać

Branża śmieciowa pod rękę z politykami i urzędnikami jest bliska osiągnięcia własnego celu: zabetonowania rynku śmieciowego i zablokowania stworzenia alternatywnych rozwiązań przez miasto. Najpierw zastosowali doktrynę szoku, o której pisałem w poprzednim tekście, uzyskali podwyżkę opłaty śmieciowej, przedłużenie kontraktów do 4 lat. Teraz muszą tak wyzyskać mieszkańców, by budowa własnych kompetencji nie była już możliwa.

Ktoś im na to pozwala. Jak temu zapobiec? Nie naprawią patologicznego systemu jego współtwórcy. Nie uzdrowią wrocławskich odpadów ci, na których krocie zarabia branża odpadowa. Wrocławska władza konsekwentnie odmawia tego, co powinna zrobić od początku: odwołania Michała Młyńczaka i Pawła Karpińskiego ze sprawowanych funkcji. Tym samym Jacek Sutryk i ekipa trzymająca większość w Radzie Miejskiej Wrocławia stają się współudziałowcami procederu, który dzieje się na naszych oczach.

Jeżeli mieszkańcy widzą, że cała struktura władzy działa na ich niekorzyść, grabi ich portfele, manipuluje ich stanem emocjonalnym by przepchnąć własne interesy – co powinni zrobić z taką władzą? Każdy dzień, w którym wyrażamy zgodę na tak ordynarne okradanie miasta i plucie w twarz suwerenowi – to dzień, który wszyscy odbieramy rozwojowi Wrocławia. Każdy dzień tolerowania tych patologii to stracone szanse i wzmacnianie układu.

Może jednak najwyższy czas się obudzić?

Takich informacji nie przeczytacie w mainstreamowych mediach. Nie usłyszycie ich od posłusznych władzy polityków. Firmy śmieciowe są po prostu zbyt bogate i zbyt skuteczne w budowaniu sobie poparcia w polityce, urzędach i mediach. Dlatego nie czekajcie – podajcie dalej ten tekst. Zwiększajmy świadomość mieszkańców, bo bez informacji będziemy bezbronni względem hucpy dziejącej się na naszych oczach.