Sycylia we Wrocławiu? Nie tylko my dostrzegamy mafijne mechanizmy

Piotr Uhle

– Głowa mi pęka od tych historii z Dolnego Śląska. To jest jakaś polska Sycylia. Skorumpowani politycy, sprzedajni dziennikarze, układy mafijne ponad partyjnymi podziałami, miliony rozkradane z publicznych pieniędzy – napisał na portalu X Szymon Jadczak. Cieszy fakt, że szanowany dziennikarz dostrzega mechanizmy, na które zwracamy uwagę od dłuższego czasu.

Prawa ręka Kierwińskiego straszy Sycylią we Wrocławiu

W trakcie lipcowej sesji Rady Miejskiej wprost scenariuszem sycylijskim straszyli Robert Leszczyński, prawa ręka i współpracownik Marcina Kierwińskiego oraz Sebastian Lorenc. Obaj – cóż za zaskoczenie – są radnymi KO. Sycylia miała zapanować w stolicy Dolnego Śląska gdyby radni nie przegłosowali podwyżki opłaty za śmieci. Czyżby składali w ten sposób mieszkańcom słynną już „propozycję nie do odrzucenia”? Gdy członkowie KO straszą mafijnymi scenariuszami – należy im wierzyć.

Bo to oni doprowadzili piękne i dumne miasto do statusu internetowego mema i pośmiewiska. Od lat mówiono o Wrocławiu, że ze względu na mnogość rzek i kanałów jest Wenecją północy. Jednak politykierzy szukają dla nas innego wzorca rodem ze słonecznej Italii. Skoro Dolny Śląsk w powszechnej opinii został nazwany polską Sycylią to czy można już mówić, że Wrocław staje się polskim Palermo?

Wrocław jak Palermo: szemrane interesy lubią ciszę

Podobieństwa są tak oczywiste, że tylko ślepy by ich nie dostrzegł. Mieszkańcy są grabieni przez szemrany biznes idący pod rękę z urzędnikami i politykami KO. Na przejawy krytyki i niezależnego myślenia wyciąga się inną, znaną mafii zasadę Omerty, czyli zmowy milczenia. Ukrywa się fakty i dowody, kupuje się dziennikarzy i całe media, zastrasza się sygnalistów, nasyła organy ścigania na niewygodnych polityków.

Na tym polega propozycja kolesi spod mafijnego szyldu: płać haracz, spuść głowę nisko i nie interesuj się za bardzo, bo dostaniesz „kociej mordy”. Co prawda dziś polityczny trup nie ścieli się gęsto w wąskich uliczkach śródmieścia. Ale w którym miejscu jest granica niegodziwości, po której przekroczeniu nie ma już odwrotu? W mojej opinii znajduje się niebezpiecznie blisko.

Opisywaliśmy to w poprzednich tekstach:

KO składa Wam propozycję nie do odrzucenia. Ale czy naprawdę nie można jej odrzucić?

W jednym Wrocław jednak różni się od Palermo a Dolny Śląsk od Sycylii. Coraz więcej mieszkańców dostrzega, że tę propozycję mogą odrzucić. Że nie muszą godzić się na mafijne standardy. Że koniec końców – jest ich więcej. I że są dostępne narzędzia, by tę mafię odsunąć od władzy.

Nie trzeba używać siły. Złą władzę, która zamiast mieszkańcom służy szemranym interesom – można zmienić w drodze demokratycznej. Można zrobić to obserwując jak marnowane są szanse miasta na rozwój i czekając przez lata aż skończy się kadencja. Można to też zrobić sięgając do innych narzędzi – na przykład wracając do instytucji lokalnego referendum odwoławczego.

Trzecia droga to akceptacja, że grupa silnorękich będzie dalej budowała fortuny kosztem ludzkiej krzywdy. Jednak czy naprawdę stać nas na bierność? Zapraszam do dyskusji.