Czy mieszkańcy Częstochowy odzyskają miasto? I co oznacza to dla Wrocławia?
23 października, 2026Aktualności
Już w najbliższą niedzielę mieszkańcy Częstochowy mogą zrobić coś, co jeszcze do niedawna wydawało się w polskim samorządzie niemożliwe. Pójdą do urn w obywatelskim referendum, by z powiedzieć dość dotychczasowej ekipie rządzącej. Powód jest poważny: obecna władza okazała się marna, arogancka i całkowicie oderwana od problemów zwykłych ludzi.
To niepokojący sygnał dla kolesi zabetonowanych w urzędach w całej Polsce. Czy Częstochowa pójdzie w ślady Zabrza i Krakowa? Czy nadzieja wleje się do serc niezależnych obywateli w miastach całej Polski? Dowiemy się już w niedzielę.
Sam fakt, że inicjatorom udało się zebrać niezbędne podpisy i doprowadzić do głosowania, świadczy o dojrzałości społeczeństwa obywatelskiego, które nie boi się wziąć sprawy w swoje ręce. Co ciekawe - prezydent, którego losy rozstrzygną się w niedzielę obejmował swoje stanowisko po oderwaniu z hukiem od władzy swojego poprzednika. O ironio - w drodze referendum.
Prezydent z zakazem wstępu do urzędu za korupcyjne zarzuty
Ale zacznijmy od początku. Iskrą, która wzbudziła ogień lokalnej, demokratycznej rewolucji było zatrzymanie prezydenta miasta, wiceprezydenta, szefa rady miejskiej i partnerkę kolejnego wiceprezydenta przez CBA. Postawiono im korupcyjne zarzuty i do tego - części z nich zakazano nawet wchodzić do urzędu ze względu na korupcyjny charakter procederu, o który byli podejrzewani.
Mieszkańców słusznie bulwersował nepotyzm, kolesiostwo i nieudolność w zarządzaniu miastem. Czarę goryczy przelało marnotrawienie publicznych pieniędzy oraz ciągnące się latami inwestycje, które doprowadziły do komunikacyjnego paraliżu miasta. Na domiar złego urzędnicy zamknęli się w swoich gabinetach, a na wszelką krytykę reagowali agresją lub lekceważeniem. Coś Wam to przypomina?
Bo wszyscy kolesie to jedna rodzina
Nieważne czy koleś albo partyjniak ma dostęp do polityków rządzących miastem w Krakowie, Zabrzu, Częstochowie czy Wrocławiu. Gdy tylko jego siedzenie dotknie publicznego stołka dokonuje się w nim magiczna przemiana. Od tego momentu jego myśli stają się we własnym mniemaniu jakby bardziej rącze, podbródek sam unosi się o kilka centymetrów do góry a funkcja przestaje być sprawowana - staje się przyrodzona.
Od rządzenia mózg się zmienia. O takich mądralach jeden z byłych posłów partii obywateli mówił “wielep”. Bo wiedzą lepiej. Choćby nie wiedzieć co - jego doświadczenie, wiedza albo przyrodzone poczucie wyższości ponad obywatelem sprawia, że musi wiedzieć lepiej. Dlatego, że boi się, że wszyscy odkryją jak bardzo nie posiada odpowiednich kompetencji, wiedzy i doświadczenia do pełnienia funkcji. Nie mówiąc już o zasadach etycznych czy jakichkolwiek standardach.
Referendum to najbardziej demokratyczna z demokratycznych proceddur
To dlatego kolesie tak się boją świadomych obywateli. Bo wiedzą, że demokratyczna kontrola niesie za sobą konsekwencje, które nie tylko pozbawią ich możliwości żerowania na publicznym pastwisku. Ta kontrola doprowadzi także do rozliczenia ze wszystkich świństw i niedoróbek, na które dotychczas przymykano partyjne oko.
Boją się, że gdy ktoś niezależnie zbada papiery to odkryje spiralę kłamstw, w którą wpadła elita władzy. Jej przecięcie wskazuje, że zamiast w nowych szatach widzimy króla zupełnie nagiego. W nowym anturażu już nie tak groźnego, a z całą pewnością - śmiesznego i bezbronnego.
Doprowadzenie do referendum nie jest łatwe. Potrzebni są świadomi obywatele, którzy potrafią dostrzec patologie, nazwać procesy, które niszczą wspólnotę i przekazać ideę współmieszkańcom. Częstochowie już dziś możemy pogratulować sprawnych aktywistów i inicjatorów referendum. Niezależnie od wyniku - mieszkańcy już wygrali bo podnieśli swój status w relacji obywatel - władza.
Ale broń Boże nie jest to przyczynek do tego, by odpuszczać choćby na milimetr. Każdy, kto się jeszcze zastanawia czy wziąć udział w referendum powinien wziąć pod uwagę jedną myśl: każdy następny prezydent zanim złamie zasady i umowę społeczną - będzie miał z tyłu głowy przekonanie, że Częstochowianie już dwukrotnie potrafili takim zepsutym neofeudalnym władcom stworzyć szansę do rozwoju zawodowego poza strukturami urzędu miasta. Czyli - tłumacząc z języka korporacji na polski - wyrzucić ich na bruk z roboty.
Czas na wyciągnięcie wniosków
Obserwujmy Częstochowę uważnie. Popatrzmy na to jaką energię obudziło w mieszkańcach odzyskanie kontroli nad miastem. Obserwujmy blady strach na twarzach kolesi, którzy już wyobrażają sobie ostatni dzień za biurkiem, ostatni przelew na publicznym stanowisku i konsekwencje ich czynów, które nadchodzą.
Potem wyobraźmy sobie Wrocław. Miasto, w którym dwukrotnie próbowano już przywrócić mieszkańcom godność deptaną przez arogancję i nieuczciwość władzy. Miasto, które należy przecież do mieszkańców, a nie do wąskiej grupy kolesi i politycznych nominantów. Jednak to ci ostatni przywłaszczyli sobie prawo do decydowania o życiu i śmierci w stolicy Dolnego Śląska. Czy mieszkańcy Wrocławia będą mieli siłę, by przywrócić relacje z władzą na właściwe tory?
Cierpliwość mieszkańców ma swoje granice. Gdy pęka, a dialog zastępuje urzędnicza pycha, jedynym wyjściem staje się urna wyborcza. W Częstochowie ten mechanizm w niedzielę ma kolejną, bardzo ważną stację. Kto będzie następny?
Kolesie nie chcą, byście wtrącali się do ich interesów
Kolesie nie chcą, byście wtrącali się do ich interesów
Słyszeliście? Nie będzie ułatwień dla obywateli w inicjatywach uchwałodawczych, a prace nad zmianą Statutu miasta będą przewlekane. Z dyskusji radnych płynie wyraźne przesłanie: niech mieszkańcy i osiedlowcy znają swoje miejsce i nie wtrącają się w interesy partyjnych panisk. Przed ich obliczem mieszkańcy mają przybrać postawę marną, zgarbioną, by zbytnim
Podpisy elektroniczne tylko dla partii. Głos mieszkańców? Na później
KO i Lewica odrzuciły dziś propozycję, by wprowadzić miasto w XXI wiek i dać mieszkańcom możliwość zbierania podpisów pod uchwałami obywatelskimi drogą elektroniczną. Tymczasem taką możliwość stworzono dla partyjnych działaczy zbierających podpisy pod kandydatami do Sejmu. Nowoczesność jest dla swoich, a dla ciebie, obywatelu, pozostaje archaiczne zbieranie podpisów na papierze.
Koledzy z KO i Lewicy rozwlekli też prace nad zmianami, które mają dać głos osiedlowcom i mieszkańcom. Zamiast 6 miesięcy komisja ma pracować rok, a do jej składu nie dopuszczono nikogo, kto w dyskusji podnosił potrzebę otwarcia Rady Miejskiej na mieszkańców. Co prawda obiecywali to w kampanii, a półmetek kadencji już minął, ale spokojnie. Oni mają czas. Byle byście tylko nie psuli im interesów.
Czego się boją?
Czego oni tak się boją? Zderzenia z głosem mieszkańców, gdy przepychają niekorzystne dla nich rozwiązania? A może tego, że mieszkańcy realnie zainteresują się tym, kto, co i w czyim interesie wyczynia podczas posiedzeń? Komu nie w smak jawność, partycypacja i inicjatywa oddolna?
Obietnice łamane po raz kolejny
Koalicja Obywatelska po raz kolejny działa wbrew interesom obywateli. Po raz kolejny łamie swoje obietnice. Po raz kolejny pokazuje, że oderwała się od rzeczywistości i straciła legitymację do sprawowania władzy.
Lewica, która powinna reprezentować słabszych, udowodniła, że nie jest w stanie tego robić. Zamieniła partię w firmę do realizowania interesów swoich ludzi.
Prawdziwa twarz władzy
Koledzy pokazali prawdziwą twarz. Poczuli się pewnie, bo nabrali przekonania, że mieszkańcy nic nie mogą. Przepchnęli podwyżki za śmieci, mieszkania, TBS, aquapark i zoo. Szykują podwyżki cen biletów. Rozdali prezenty grupom interesu, a teraz zaczynają zabezpieczać wszystkie wejścia do oblężonej twierdzy.
Na razie żyje się tam zasobnie i przyjemnie. A że lud pod murami głoduje? Zakrzykną: niech jedzą ciastka.
Referendum to jedyna demokratyczna droga
Pomijając barwne metafory: jeżeli mieszkańcy pozwolą się tak traktować, będą tak traktowani. Władza będzie dążyć do upodlenia praw obywatelskich i pozbawienia mieszkańców narzędzi kontroli i partycypacji, aż do momentu, gdy powiedzą dość.
Czy zbuntują się przeciw tej opresji? Jedyną demokratyczną drogą jest referendum. Czy znajdą się chętni, by je zorganizować? Czas pokaże.
Sutryk ponownie na ławie oskarżonych? Tym razem może pójść o Śląsk
Sutryk ponownie na ławie oskarżonych? Tym razem może pójść o Śląsk
Prokuratura po wieloletnim śledztwie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko byłemu prezydentowi Chorzowa, jego zastępcy i grupie urzędników. Zarzuty są poważne, a wśród nich niegospodarność na ponad 29 mln zł. Jeśli sąd podzieli tę ocenę, upowszechniona w Polsce praktyka finansowania zawodowego sportu przez samorządy może dobiec końca. Pytanie, które wrocławianie powinni sobie zadać, brzmi: co to oznacza dla miasta, które robi to samo od 2007 roku?
Chorzów: samorządowcy w roli działaczy sportowych
Akt oskarżenia objął 20 osób. Według prokuratury w latach 2011–2020 miasto wspierało Ruch Chorzów pożyczkami, obejmowaniem akcji i przetargiem na promocję, którego warunki miały przesądzić o wygranej klubu. Szkodę miasta wyceniono na ponad 29 mln zł, a szkodę miejskiej spółki, przez którą poszła jedna z pożyczek, na 12 mln zł. Niegospodarność jest zagrożona karą do 10 lat więzienia (art. 296 § 3 k.k.), a przy zbiegu przestępstw sąd może orzec karę łączną wyższą. Przy szkodzie o ogromnym rozmiarze - nawet do 25 lat.
Co to oznacza w praktyce? Że panowie samorządowcy bawili się w działaczy sportowych za pieniądze mieszkańców. Gdy pieniądze wpływają do spółki prawa handlowego, wychodzą spod kontroli społecznej. Nie wiadomo, na co zostały wydane i do kogo ostatecznie trafiły.
Przesłanki zarzutu są proste. Miasto obejmowało akcje spółki, która była na stałych stratach, bez uzasadnienia ekonomicznego. Biegły wskazał, że miasto nie odniosło z tego żadnej korzyści, a w razie upadku klubu jako akcjonariusz zostałoby zaspokojone na końcu. Do tego dochodzą pożyczki i ustawiony, zdaniem prokuratury, przetarg. Wszystko to mieści się w publicystycznym pojęciu niegospodarności.
Akt oskarżenia nie jest wyrokiem. Oskarżeni korzystają z domniemania niewinności i zapowiadają obronę.
Wrocław: te same mechanizmy od 2007 roku
Co wam to przypomina? Czy ten mechanizm funkcjonował tylko w Chorzowie?
Od 2007 r. z budżetu Wrocławia i miejskich instytucji szerokim strumieniem płyną pieniądze do Śląska Wrocław.
Były dotacje, były zwiększenia kapitału zakładowego, promocja miasta poprzez sport, były pożyczki. Pożyczały miejskie spółki, ale pożyczyło też miasto. Tak jak w 2023 roki, gdy rada miejskaprzegłosowała pożyczkę do 20 mln zł, z której klub dostał 13,3 mln zł i większości nie zwrócił.
Do tego dochodzą wykupy powierzchni reklamowych i lóż przez miejskie spółki: Zoo Wrocław zapłaciło klubowi w latach 2018–2022 ponad 4,5 mln zł. Kluczowe pytanie jest takie samo jak w Chorzowie: czy to zakup reklamy, czy dofinansowanie klubu z innej miejskiej kieszonki?
Widać też powtarzalny schemat. Miasto udziela pożyczki na bieżącą działalność, klub jej nie spłaca, termin przedłużają kolejne aneksy, a dług zamienia się na akcje. Tak było z częścią pożyczki z 2012 r., a w grudniu 2023 r. prezydent zarządzeniem zamienił 7,5 mln zł długu na nowe akcje, które objęła gmina, choć miała już około 99,5 proc. kapitału. Radni dowiedzieli się o tym po fakcie.
Prezydent jednoosobowo zdecydował o zmianie długu w akcje. Ta fikcja była konieczna by ukryć fakt, przed którym ostrzegali opozycyjni radni: klub nie będzie miał z czego pożyczki zwrócić. To bliźniacza sytuacja do tej z Chorzowa.
Czy była zgodna z prawem, ocenić może jedynie prokuratura i niezawisły sąd.
Radni podnosili ręce, ale wnioskodawcą był prezydent
Sutryk, jak urzędnicy w Chorzowie będzie stawiał argument, że to radni głosowali i się zgodzili, wiec to na nich spoczywa odpowiedzialność.. To prawda, ale to niczego nie zamyka. Projekty uchwał o pożyczkach i dokapitalizowaniu przygotowywał i wnosił prezydent miasta. On odpowiada za ich treść, a uchwały powinny być wcześniej sprawdzone pod względem zgodności z prawem. Głosowanie rady nie oczyszcza z odpowiedzialności kogoś, kto uzasadnił decyzję i przedstawił ją jako konieczną. A jeżeli wprowadził tym samym radnych w błąd - przewina jest tym większa.
To dlatego tytułowe pytanie nie jest retoryczne. Pożyczka z 2023 r. i konwersja długu na akcje to odpowiedzialność prezydenta Sutryka. Nie przesądzajmy o niczyjej winie, ale wszystkie te działania zasługują na sprawdzenie.
Dlaczego nie pozwolono nam kontrolować klubu
Radni opozycji próbowali szarpnąć za cugle i przeprowadzić kontrolę w klubie. Odmawiano nam dostępu do dokumentów, a spółka powoływała się na tajemnicę przedsiębiorstwa, choć jej właścicielem jest gmina, czyli mieszkańcy. Nawet komisja rewizyjna oraz zewnętrzna firma przygotowująca analizę kondycji finansowej spółki nie otrzymała dokumentów źródłowych. Dlatego dziś tak naprawdę nikt nie wie co tam się wydarzyło. Rada odrzuciła również propozycję powołania doraźnej komisji ds. zbadania sytuacji finansowej klubu.
Dziś mamy akt oskarżenia, w którym prokuratura dokonała oceny prawnej podobnych mechanizmów. Po jego opublikowaniu trudniej twierdzić, że takie działania nie wymagają analizy prawnej. Jest też wątek kontrolny - od lat kontrolę finansowania klubu prowadzi Najwyższą Izba Kontroli. Sprawdzane były nie tylko Finanse klubu ale także dokumenty w Urzędzie Miasta i szeregu jednostek powiązanych finansowo ze Śląskiem Wrocław. W czerwcu miasto miało otrzymać raport w tej sprawie z wnioskiem o odniesienie. Do dziś jego treści nie poznała opinia publiczna co budzi pytania o przyczyny tak dużej zwłoki.
Prokuratura ma narzędzia, których nie mamy my
Wiedza, którą tu przedstawiamy, jest powszechnie znana i dostępna w mediach, w odpowiedziach na interpelacje i w uchwałach rady. Ten tekst można traktować także jako publiczne przedstawienie faktów organom ścigania. Niegospodarność jest ścigana z urzędu, więc prokuratura we Wrocławiu może rozważyć wszczęcie postępowania, nie czekając na zawiadomienie.
Jeśli prokuratura podejdzie do sprawy poważnie i wykorzysta wszystkie narzędzia, nie przesądzając wyniku, dowiemy się prawdy. Prokuratura powinna w tej sprawie zażądać dokumentów, przesłuchać świadków, powołać biegłych i zabezpieczyć dowody. Wszystko to w ramach powziętego postępowania. Radni i dziennikarze tego nie mogą.
Chorzów to początek
Na razie to tylko akt oskarżenia i proces, którego wyniku nie znamy. Ale już teraz widać, że czas samowoli i szastania publicznymi pieniędzmi może się kończyć. Samorządowcy cytowani przez prasę mówią wprost, że jeśli byli prezydenci Chorzowa zostaną skazani, miasta w całym kraju zakręcą kurek zawodowym klubom, bo nikt nie będzie chciał zasiąść na ławie oskarżonych.
Fala egzekwowania odpowiedzialności za niegospodarność i nieliczenie się ze społecznymi pieniędzmi może popłynąć dalej i objąć wiele samorządów w Polsce. Wtedy ujawniona zostanie skala żerowania na majątku mieszkańców. Czy Wrocław będzie wśród nich? To zależy od tego, czy ktoś zada pytania, zanim zrobi to prokurator z Katowic.
W Chorzowie akt oskarżenia objął nie tylko prezydenta miasta a 20 osób zaangażowanych w ten proceder. Kto we Wrocławiu poza Jackiem Sutrykiem może się obawiać? Najlepiej wiedzą o tym sami zainteresowani.
Sprawiedliwość od polityków można egzekwować także na drodze obywatelskiej. Nie musimy godzić się na brak przejrzystości i ewidentne marnowanie publicznych pieniędzy. Nie trzeba czekać na koniec kadencji - jedynym demokratycznym narzędziem, które dałoby kres tej komedii jest referendum odwoławcze. Pokazał Kraków, pokazało Zabrze i pokazała Sobótka, że można. Da się.
Czy Wrocławianie pokażą swoją siłę? Czas pokaże.
Władza nagradza nieudolność. Za co Prezes Paweł Karpiński dostał nagrodę roczną za 2025 r.?
19 października, 2026Aktualności
Czy zarząd spółki, która od prawie dwóch lat nie potrafi rozstrzygnąć przetargu na odpady, zasługuje na nagrodę? Prezes Ekosystemu Paweł Karpiński otrzymał za 2025 r. 69 000 zł premii. To ile by dostał, gdyby wykazał się jako menedżer… kompetencją?
Za co prezesi dostają nagrody?
Zgodnie z przepisami prawa członek zarządu spółki ma w umowie wynagrodzenie składające się z dwóch składników: stałego i zmiennego. Część stała jest wypłacana co miesiąc a część zmienna po zakończeniu roku. Część zmienna uzależniona jest od osiągnięcia celów zarządczych wyznaczonych przez radę nadzorczą przed rozpoczęciem roku. Czy jednak ta nagroda powinna być wypłacona, jeżeli nie są realizowane podstawowe zadania spółki?
“Osiągnięcia” zarządu Ekosystemu w 2025 roku
Od prawie dwóch lat Ekosystem nie przeprowadził skutecznie przetargu na odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych. Zgodnie z uchwałą UCHWAŁA Nr XXVI/584/12 RADY MIEJSKIEJ WROCŁAWIA z dnia 17 maja 2012 r. w sprawie utworzenia spółki Ekosystem jednym z głównych jej zadań jest organizowanie przetargów na odbiór odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości z terenu Gminy Wrocław.
Bardzo niepokoi fakt, że Ekosystem nie zakończył także innych ważnych dla Wrocławia przetargów w tym na oczyszczanie miasta (ogłoszony 26.03.2026r) i usuwanie padłych zwierząt (ogłoszony 28.11.2025r). Na usuwanie padłych zwierząt umowy są zawierane z wolnej ręki. Co zrobi Ekosystem, jeżeli przetargu na oczyszczanie miasta także nie rozstrzygnie na czas. Czy wszystkie znaczące finansowo usługi prowadzone przez Ekosystem Miasto Wrocław będzie zlecało w trybie niekonkurencyjnym? To tryb, który owszem, jest dopuszczany przez prawo, ale jedynie w sytuacji zaistnienia zdarzeń, których zamawiający nie mógł przewidzieć. Czy odwołania wykonawców to okoliczność, która ma prawo kogokolwiek kompetentnego zaskoczyć? W naszej opinii nie. Ale nie o naszą opinię tu przecież chodzi - w sprawie zamówień z wolnej ręki we Wrocławiu Urząd Zamówień Publicznych wszczął doraźną kontrolę. O jej wynikach dowiemy się wkrótce.
Skoro w przetargach położone zostało wszystko co można było położyć - to może chociaż w dziedzinie inwestycji prezes pokazał klasę? Co Ekosystem zrobił w sprawie inwestycji, które Wrocław wciąż zapowiada. Gdzie są nowe PSZOKi - obiecywane przy ulicach Janowskiej i Popielskiego ? Dlaczego mieszkańcy muszą nadal jeździć od Janowskiej do Michalczyka i stać w kolejce aby oddać wszystko co chcą wyrzucić ?
Seria porażek Karpińskiego. Czy zasłużył na 69 000 zł premii?
Za wynagrodzenie wypłacane członkom zarządów spółek płacą mieszkańcy Wrocławia a nie są to małe kwoty. Z oświadczenia majątkowego Pawła Karpińskiego wynika, że w roku 2025 zarobił w spółce Ekosystem 281 640,33 zł z informacji uzyskanych w odpowiedzi na wniosek o dostęp do informacji publicznej wynika, że nagroda za rok 2025 to kwota 69 000 zł co łącznie wynosi 350 640,33 zł.
Czy w przyszłym roku zarówno Paweł Karpiński jak i Michał Młyńczak też otrzymają nagrody mimo, że przetargu na odpady nie udało się rozstrzygnąć do dzisiaj?! A może przyszedł czas na rozliczenie zarządu Ekosystemu z realizowania przez spółkę zadań do których została powołana.
Należy zatem dojść do innych wniosków. Jeżeli nagrody są wypłacane za nieudolność, uzależnienie miasta od mafii śmieciowej i spowodowanie podwyżek - najwyraźniej miastu o to właśnie chodziło. Panowie zostawili wstawieni na stołki właśnie po to, by umożliwić grabież portfeli mieszkańców, którą napychają kieszenie swoje oraz śmieciowego biznesu.
Będą snuć historie o złych firmach śmieciowych i jeszcze gorszej ustawie, która ich zmusza by pogrzebać interesy miasta podczas gdy nasi kontrahenci pławią się w luksusach. Ale nie dajmy się zwieść - miasto wypłaciło sowite premie wykonawcom swojej woli. A to oznacza, że ich misją musiało być doprowadzenie do obecnego chaosu, na którym tracą wszyscy. Poza kolesiami i śmieciową mafią.
Czy mieszkańcy mogą coś zmienić?!
Kto odpowiada za ten chaos? Politycy i urzędnicy sprawujący najwyższe stanowiska. Karpiński i Młyńczak to pionki, wykonawcy, egzekutorzy. Zupełnie i bezgranicznie zależni od swoich mocodawców.
Jeżeli chcemy, by kiedykolwiek został we wrocławskich śmieciach wprowadzony porządek - nie możemy skupiać się na wymianie firanek w interesie. Czas nazwać źródło problemu i jedyną możliwą kurację. Źródłem są kolesie i ich dziwne interesy. A jedynym rozwiązaniem jest wyrzucenie kolesi ze stołków.
Karpińskiego i Młyńczaka można szybko wyrzucić. Większy problem jest z ich nadzorcami z urzędu. Jacek Sutryk sprawuje bowiem i nie może z niego zrezygnować mandat z wyborów powszechnych. I mimo tego, że zasiada jedną częścią swojego siedzenia w sądzie na ławie oskarżonych z zarzutami o korupcję i oszustwa - będzie zasiadał drugą na stołku prezydenta miasta. Jeszcze przez niemal trzy lata.
Są tylko dwie demokratyczne drogi, by skrócić męczarnie prezydenta z prezydenturą oraz wrocławian ze skutkami jego rządów, również w polityce śmieciowej. Albo Jacek Sutryk zrezygnuje - na co się nie zanosi - albo mieszkańcy odwołają go w referendum.
To co, czekamy czy działamy?
Młodość na wynajem. Dlaczego Wrocław każe nam spłacać cudze kredyty?
17 października, 2026Aktualności
Maria Janicka
Mam 21 lat i mieszkam z rodzicami, żeby nie ładować połowy wypłaty w cudzy kredyt za wynajem. Wrocław nie ma polityki mieszkaniowej dla młodych. Nie ma pieniędzy na nowe mieszkania tymczasem deweloperom pozwala napychać kieszenie a z centrum zrobiono mieszankę hotelu i akademika, w którym dotychczasowi mieszkańcy stają się dekoracją. Za kilka lat straty będą niemożliwe do nadrobienia, dlatego należy działać teraz.
Mieszkania dla młodych to nie ideologia. To warunek, by Wrocław w ogóle miał przyszłość. Miasto może się rozwijać tylko wtedy, gdy pozyskamy i zatrzymamy u siebie określonych ludzi. To my jesteśmy kapitałem intelektualnym i napędem tego miasta. Inaczej czeka nas los miasta emerytów: małe przychody, wysokie koszty utrzymania infrastruktury i drastyczny spadek jakości życia. To grozi zapadnięciem się Wrocławia do środka, implozją którą przeżyli mieszkańcy np. Detroit. Tymczasem polityka miejska to pasmo zaniechań, które uderza w nas najmocniej. Władze myślą krótko: dla nich liczy się przetrwanie od absolutorium do absolutorium.
Miasto na papierze, my w rzeczywistości
Wrocławski magistrat zdaje się w ogóle nas nie dostrzegać. Oficjalnie, według GUS, w mieście mieszka 674 tysiące osób. Prawda wygląda inaczej: z raportu Uniwersytetu Wrocławskiego wynika, że pod koniec 2022 roku żyło tu ponad 893,5 tysiąca ludzi. Ta niemal 220-tysięczna różnica to w dużej części my: studenci i młodzi pracownicy bez meldunku, a także cudzoziemcy. Każdego października musimy toczyć walkę o jakikolwiek pokój do wynajęcia. Miasto dostaje fundusze na 675-tysięczną populację, a jego infrastruktura dusi się pod ciężarem prawie 900 tysięcy osób.
Centrum tylko dla turystów, a my na obrzeża
Zamiast zatrzymać nas w centrum, władze pozwalają mu pustoszeć. Z danych meldunkowych z 2026 roku wynika, że od 2005 roku aż 21 z 48 wrocławskich osiedli zanotowało ubytek mieszkańców. Wyludniają się Powstańców Śląskich, Ołbin, Gajowice, Nadodrze i Szczepin. Co się dzieje z młodymi ludźmi zakładającymi rodziny? Jesteśmy wypychani na obrzeża, na Jagodno, Maślice czy do Leśnicy. Budujemy tam życie bez odpowiedniej infrastruktury, gdzie szkoły pękają w szwach, a autobusy jeżdżą za rzadko. To kluczowe, aby wreszcie zatrzymać odpływ rodzin, zarówno tych, które chcą mieć dzieci, jak i tych, które już je mają, do wrocławskiego „obwarzanka”.
Dlaczego musimy uciekać z centrum? Bo jako młodzi na starcie przegrywamy z brutalnym rynkiem i najmem krótkoterminowym. Śródmieście się wyludnia. Starsi mieszkańcy wymierają, a ich dzieci rzucają dziedziczone lokale na rynek najmu dla turystów. W efekcie centrum staje się wielkim hotelem i akademikiem. Na miejscu starych mieszkańców powinni pojawiać się nowi, młodzi ludzie, w ramach zwykłej, naturalnej wymiany pokoleń, a nie podmiany ludności na tymczasowych, niezakorzenionych bywalców. Takie krótkie pobyty pozbawiają nasze osiedla tożsamości. Centrum powinno tętnić autentycznym życiem, a nie przypominać scenografię dla turystów i tymczasowych najemców.
Miasto nie robi absolutnie nic, by temu realnie przeciwdziałać, a państwo dokłada cegiełkę, tworząc do niczego nienadającą się ustawę o najmie krótkoterminowym. Zamiast zastanowić się z czego wynika baby boom w gminach Kobierzyce, Siechnice, Długołęka, Miękinia czy Kąty Wrocławskie - miasto woli antagonizować mieszkańców, których dzieli tylko formalna granica. Szczuje się mieszkańców Wrocławia przeciwko ludziom, których nie stać było na założenie rodziny w granicach miasta. To w ich indywidualnych zachowaniach urzędnicy doszukują się przyczyn korków i niewydolności transportowej zamiast odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego Wrocław przegrał konkurencję o ich życiowe decyzje z gminami wokół? Czy ktoś przeanalizował to jak wysokość ceny mieszkań we Wrocławiu wpływa na tę sytuację?
Nikt nie myśli o naszej grupie wiekowej, a tu potrzebne są zdecydowane działania. Wystarczy spojrzeć na Barcelonę i Amsterdam. Tam po radykalnym ograniczeniu najmu krótkoterminowego czynsze spadły o 20%. To może i powinno stać się również przyszłością Wrocławia.
Miliony dla deweloperów, okruchy dla mieszkańców
Gdy apelujemy o rewitalizację i budownictwo komunalne, słyszymy, że „nie ma pieniędzy”. To kłamstwo. Program rewitalizacji wyznaczonych obszarów leży w urzędniczej szufladzie od 2021 roku, a petycję o przeznaczenie 160 milionów złotych rocznie na ten cel Rada Miejska po prostu odrzuciła.
W tym samym czasie miasto oddaje gigantyczne kwoty deweloperom. Zobaczmy, jak to działa w trybie specustawy „lex deweloper”. Działka, na której zgodnie z planem miasta nie można budować mieszkań, po decyzji Rady Miejskiej staje się terenem pod osiedle. Jej wartość rośnie wtedy dziesięcio-, a nawet kilkunastokrotnie. To nie jest efekt pracy dewelopera, który nie położył jeszcze ani jednej cegły, tylko skutek decyzji administracyjnej. Inwestor może na tym etapie zakończyć przedsięwzięcie, zarobić i zapomnieć o sprawie. Miasto zostaje z kosztami: szkołami, drogami i komunikacją.
SOS Wrocław policzył to na podstawie dokumentów z KRS-u w dwóch przypadkach:
- ul. Lotnicza: wartość działki wzrosła z ok. 10 do ok. 80 mln zł. Przy podziale zaproponowanym przez SOS (połowa wzrostu na inwestycje towarzyszące) miasto dostałoby ok. 35 mln zł. Dostanie 9–10 mln, a ma tu powstać ok. 550 mieszkań.
- ul. Armii Krajowej / Kwidzyńska: wartość działki wzrosła z 30 do ponad 300 mln zł. Przy tym samym podziale dla mieszkańców byłoby ok. 150 mln zł. Trafi do nich mniej niż 20 mln.
Tylko w tych dwóch przypadkach miasto przez swoje zaniechania straciło na rzecz inwestorów nawet 150 milionów złotych. Tymczasem zgłoszonych wniosków „lex deweloper” jest dziś kilkanaście. Czysto teoretycznie, odzyskując te pieniądze dla budżetu, można by uzyskać środki na budowę tysięcy nowych mieszkań dla młodych. Ale ktoś musiałby realnie chcieć we Wrocławiu zmienić.
Co roku na rynek trafia we Wrocławiu 8-9 tysięcy mieszkań deweloperskich. Wprowadzenie na rynek co roku nawet choćby 500 nowych, tanich, miejskich mieszkań na wynajem może mieć olbrzymi wpływ na stawki cen mieszkań i najmu.
Stwórzmy plan dla dostępnych mieszkań dla młodych
Przeszkodą w stworzeniu sprawiedliwego Wrocławia nie są przepisy, lecz politycy i ich brak woli. Tryb „lex deweloper” się kończy, ostatnie wnioski są właśnie rozpatrywane, a zostanie nam Zintegrowany Plan Inwestycyjny (ZPI). To szansa, by odwrócić ten chory trend. Jako środowisko skupione wokół SOS Wrocław domagamy się konkretnych działań:
- Powołanie miejskiego funduszu mieszkaniowego. Środki zasilające fundusz powinny pochodzić m.in. z renty planistycznej i kontrybucji od inwestorów przy przekształceniach w trybie ZPI a z czasem - z utrzymania nowego zasobu tanich mieszkań, które zamiast kieszenie deweloperów - będą pracowały na nowe, tanie mieszkania dla młodych. Do funduszu powinny trafiać również środki z podatku od nieruchomości pobieranego od obiektów zamieszkania zbiorowego.
- Pobieranie renty planistycznej i społecznej partycypacji od deweloperów. Część zysków ze wzrostu wartości nieruchomości na skutek decyzji administracyjnych musi trafiać od deweloperów do miasta i być przeznaczana na budownictwo komunalne i czynszowe.
- Najem Mieszkania dla Młodych - nowy program Miasta Wrocław. Dla najistotniejszych dla rozwoju miasta grup zawodowych powinniśmy drastycznie poszerzać ofertę taniego najmu mieszkań zarządzanego przez instytucje komunalne. Nie chodzi jednak o najem komunalny, socjalny, SIM czy TBS a o poszerzenie oferty na rynku o atrakcyjny najem. Studenci muszą otrzymać szansę na godny start w dorosłość, by później zostali w mieście (najlepiej możliwie blisko centrum), zamiast oddawać połowę pensji za wynajmowaną kawalerkę na peryferiach albo za granicą miasta.
- Przywrócenie na rynek pustostanów w kamienicach komunalnych. Setki mieszkań czekają na najemców ze względu na opóźnienia w rozstrzygnięciach własnościowych czy niezbędne prace remontowe.
- Koniec z krótkoterminowym wynajmem w centrum i turystyfikacją osiedli mieszkaniowych. Oczekujemy przywrócenia tych mieszkań na rynek długoterminowy, by zwiększyć ich podaż. Niech mieszkanie będzie mieszkaniem a hotel hotelem - z odpowiednią stawką podatku.
- Uchwalenie Gminnego Programu Rewitalizacji. Wymagamy odpowiedniego budżetu na remonty kamienic i przeciwdziałanie wypychaniu z nich uboższych mieszkańców.
Rządzą nami elity, które wprowadziły mieszkaniowy feudalizm
Ci, którzy dziś rządzą, sami tego nie zmienią, bo zbyt chronią obecne grupy interesu. Polityka mieszkaniowa dla młodych musi stać się prawem, którego nie da się zlikwidować po najbliższych wyborach. Nie oczekuję, że ktoś da mi mieszkanie za darmo. Chcę po prostu uczciwych zasad: miasta, w którym polityka mieszkaniowa chroni mieszkańców, a nie spekulantów. Dopóki to inwestorzy będą dyktować warunki we Wrocławiu, my, wchodzący w dorosłość, zawsze będziemy zmuszeni do spłacania cudzych kredytów w zamian za wynajem klitki. Ta forma to współczesna pańszczyzna - będziemy harować na ,,panów”, oddając im owoce naszej pracy za sam przywilej dachu nad głową. Taki system dusi nas każdego dnia, kradnie nam przyszłość, spokój i szanse na normalne założenie rodziny. Czy oczekujemy tak dużo? Czas z tym skończyć, bo bez młodych ludzi to miasto po prostu nie ma żadnej przyszłości.
Czy będą w stanie podjąć się tego obecne władze, które tak zżyły się z betonowym lobby, że aż deweloper reprezentował prezydenta z mównicy na sesji Rady Miejskiej Wrocławia? Czy zrobi to najwyższe kierownictwo urzędu, które z deweloperami regularnie spędza wolny czas a ich rodzina wprost była powiązana biznesowo z branżą budowlaną? A może zrobią to dla nas radni - gdy szef komisji architektury publicznie podejmuje się misji “odczernienia” wizerunku deweloperów i wprost lobbuje na ich rzecz, a szef komisji odpowiedzialnej za mieszkalnictwo został złapany z prospektem dewelopera podczas urabiania radnych osiedla by poparli jego inwestycję? A może zrobią to urzędnicy niższego rzędu, którzy regularnie stawiali interesy deweloperów nad interes mieszkańców?
Jak długo jeszcze pozwolimy im się wyzyskiwać?
Nikt z nich tego nie zrobi. Nie są w stanie, bo realizacja takiego programu oznacza wprost zatrzymanie wzrostu cen mieszkań albo ich obniżkę. Bo oznacza spadek wysokości czynszów. Bo oznacza wolność dla dziesiątek tysięcy młodych ludzi, których dziś wyzyskują elity, które przyssały się do władzy i fruktów, które pozyskują dzięki miejskim decyzjom. A dla mocodawców tych elit oznacza mniejszy zarobek i konieczność skupienia się na bardziej produktywnych formach zarabiania niż feudalne wyzyskiwanie młodych.
Tylko obywatele mogą zadbać o własny interes. A zrobią to tylko wtedy, gdy zła władza zostanie strącona z okupowanych stołków. Bo korzysta z przywilejów, by nasycić siebie i swoje otoczenie zamiast służyć mieszkańcom.
Nie chodzi nam przecież o darmowe mieszkania. Chodzi o elementarną sprawiedliwość. Czy my, młodzi podejmiemy wyzwanie by sięgnąć po to, co nam się po prostu należy? Czy wygra w nas oportunizm i przyzwyczajenie do tego, że starsze pokolenia dyktują nam zasady działania? Zapraszam do dyskusji
Kolejna umowa z wolnej ręki na odbiór odpadów? Ekosystem nadal nie radzi sobie z przetargiem
16 października, 2026Aktualności
“Wolna ręka” czy zawsze można z niej skorzystać ?
Jak pisaliśmy w naszych wcześniejszych tekstach śledzących działania Ekosystemu i sytuację wrocławskich śmieci, problem ten narasta od dłuższego czasu. Od lipca 2025 roku odbiór odpadów komunalnych we Wrocławiu realizowany jest przez wykonawców w ramach umów z tzw. „wolnej ręki”. W praktyce oznacza to, że podmioty te nie konkurują ze sobą w otwartym postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego, lecz zawierają kontrakty z miastem w drodze bezpośrednich negocjacji.
Pojawia się zatem zasadnicze pytanie o zgodność takich działań z prawem. Wrocławscy urzędnicy zapewniają o legalności tego procederu, jednak przepisy Prawa zamówień publicznych stanowią jasno: zawarcie umowy z wolnej ręki to tryb o charakterze ściśle wyjątkowym. Może on mieć zastosowanie wyłącznie w sytuacji, gdy przeprowadzenie procedury konkurencyjnej jest obiektywnie niemożliwe, a przyczyny tego stanu rzeczy w żadnym stopniu nie leżą po stronie zamawiającego.
20 miesięcy bezowocnych zmagań Ekosystemu z przetargiem
W przypadku Wrocławia trudno mówić o braku winy po stronie miasta. Spółka Ekosystem, odpowiedzialna za organizację przetargu, ewidentnie nie radzi sobie z tym zadaniem. Wystarczy spojrzeć na oś czasu tego chaosu: wszystko zaczęło się w marcu 2025 roku od ogłoszenia przetargów na sześć sektorów. Potem odwołania wykonawców i rozprawy w Krajowej Izbie Odwoławczej a także zwolnienie z pracy osób, które ostrzegały zarząd, że sprawy idą w złym kierunku i proponowały dokonanie zmian specyfikacji. Po fatalnych w skutkach dla Gminy Wrocław wyrokach sądu (15 października 2025 r.) i Krajowej Izby odwoławczej, w dniu 30 grudnia 2025 r. Ekosystem unieważnił przetargi na wszystkie sektory sugerując w trakcie konferencji prasowej jakoby doszło do wycieku informacji z przetargu. Z tą decyzją nie zgodzili się wykonawcy i zaskarżyli unieważnienie do Krajowej Izby odwoławczej.
Natomiast 9 marca 2026 r. Krajowa Izba Odwoławcza wydała wyrok w którym nie zgodziła się z decyzją Ekosystemu i wytknęła poważne błędy w działaniu Zamawiającego. 9 kwietnia 2026 r. po miesiącu od wyroku Ekosystem ,,unieważnił” unieważnienie i przetarg miał toczyć się dalej, jednak po kolejnym zaskakującym odwołaniu, które Ekosystem uznał w części Krajowa Izba Odwoławcza po wycofaniu przez wykonawcę pozostałych zarzutów umorzyła postępowanie co ważne bez merytorycznego rozpoznania zarzutów. W ten sposób Ekosystem swoim działaniem doprowadził do sytuacji w której unieważnił postępowania w dniu 3 czerwca 2026 r.
Pierwsze postępowanie zostało anulowane na podstawie wątpliwych i niczym niepopartych przesłanek. Wygląda na to, że Ekosystem działał tylko po to aby przedłużyć okres w którym wykonawcy wykonują odbiór odpadów na zlecenie z wolnej ręki. Zastanawiający jest również fakt, że kolejny przetarg ogłoszono dopiero po upływie dwóch miesięcy w dniu 27 lipca 2026 r., mimo wcześniejszych, publicznych deklaracji zarządu spółki o pełnej gotowości dokumentacji.
Całkowicie niezrozumiałe jest w tym kontekście oburzenie Prezesa Ekosystemu skierowane w stronę wykonawców, którzy zgodnie z obowiązującymi przepisami składają odwołania. Formułowanie zarzutów, iż firmy skarżą zapisy specyfikacji, które były już wcześniej przedmiotem sporów, świadczy o lekceważeniu transparentności procedur. Każdy podmiot posiadający doświadczenie na rynku zamówień publicznych ma pełne prawo patrzeć urzędnikom na ręce i weryfikować poprawność tworzonej przez nich dokumentacji.
Co może się wydarzyć w najbliższym czasie?
Kolejny termin otwarcia ofert wyznaczono na 30 października 2026 roku. Dotychczasowy przebieg procedury pozwala jednak przypuszczać, że i ten termin może nie zostać dotrzymany. W dniu 12 października Krajowa Izba Odwoławcza ogłosiła wyrok w sprawie odwołań wykonawców. Ekosystem musi uwzględnić ten wyrok i zmienić specyfikację a także odpowiedzieć na pytania jeżeli wpłynęły. Zgodnie z oficjalnymi danymi z Centralnego Rejestru Umów, obecne, awaryjne kontrakty zawarte z wolnej ręki obowiązują od 1 września do 28 lutego 2027 roku. Zasadnym jest więc pytanie: czy Ekosystem zdąży rozstrzygnąć postępowanie do tego czasu, czy też czeka nas kolejne przedłużanie umów poza rygorem konkurencyjnym?
Analiza realności tych terminów nie pozostawia złudzeń. Nawet jeśli oferty faktycznie zostaną otwarte 30 października, przed urzędnikami długa ocena dokumentów, na którą z pewnością nałożą się ewentualne kolejne odwołania do KIO. Do tego dochodzi absolutnie kluczowy czas na mobilizację wybranego wykonawcy zgodnie z zapisami specyfikacji to dwa miesiące. To mocny argument za tym, że kolejne przedłużenie umów "z wolnej ręki" jest w zasadzie nieuniknione.
Konsekwencje dla mieszkańców i wizerunkowa porażka miasta
Z tym wiąże się kolejny ogromny problem, czyli koszty dla miasta. Brak przetargu zmusza gminę do podporządkowania się dyktatowi cenowemu wykonawców. Analizując nawet szczątkowe informacje z CRU czy rynkowe szacunki widać wyraźnie, że przedłużanie awaryjnych umów to gigantyczne koszty, a różnica w cenie względem konkurencyjnych ofert przetargowych uderza bezpośrednio w budżet miasta.
Sytuacja ta rzutuje na wizerunek miasta w skali całego kraju. Temat wrocławskiego przetargu na odpady stał się branżowym antyprzykładem. Podczas ogólnopolskich szkoleń z zakresu gospodarki odpadami eksperci wprost przestrzegają samorządowców przed naśladowaniem „doświadczeń” stolicy Dolnego Śląska. Omawiany jest tam m.in. wyrok sądu, który wprost stwierdził, że wrocławska specyfikacja została napisana z naruszeniem prawa.
Śledztwo w toku: nieudolność czy celowe działanie?
Pytanie otwarte brzmi: jak długo mieszkańcy Wrocławia będą obarczeni ryzykiem i konsekwencjami organizacyjnej nieudolności miejskiej spółki? Czy jest to nieudolność czy celowe działanie. Przypomnijmy, że sprawie przyglądają się prokuratorzy z Katowic. To na ich zlecenie 5 marca 2026 r. w spółce Ekosystem i Urzędzie Miejskim Wrocławia doszło do przeszukania i zabezpieczenia dokumentów o czym już informowaliśmy.
Czy mieszkańcy mogą coś zmienić?!
Tak trzeba zmienić ludzi odpowiedzialnych za ten bałagan. Zarówno w spółce Ekosystem jak i tych, którzy pozwalają a zajmują najwyższe stanowiska. Będziemy na bieżąco monitorować rozwój tej sytuacji.
Poniżej znajdują się linki do naszych wcześniejszych publikacji związanych z tą sprawą:
https://www.facebook.com/watch/?v=959025367255368
https://www.facebook.com/share/p/1PtFN23Sfq/
https://www.facebook.com/share/p/19TMUfJcWL/
https://www.facebook.com/share/p/1976qfm4Zj/
https://www.facebook.com/share/p/1F4hxs8Qhk/
https://www.facebook.com/share/p/1F4hxs8Qhk/
https://www.facebook.com/share/r/19quw8i6eN/
https://www.facebook.com/share/p/1BUu9m4TGo/
https://www.facebook.com/share/v/1GeUvLLFQB/
SUTRYK PRZED SĄDEM! O CO WŁAŚCIWIE CHODZI I ZA CO PREZYDENT WROCŁAWIA ZASIĄDZIE NA ŁAWIE OSKARŻONYCH!
14 października, 2026Aktualności
Już 15 października rusza jeden z najgłośniejszych procesów związanych z aferą Collegium Humanum. Głównym bohaterem jest prezydent Wrocławia, Jacek Sutryk, który stanie przed Sądem Okręgowym w Warszawie (VIII Wydział Karny). Rozprawy wyznaczono na 16, 20, 22, 23 i 30 października, a odbędą się one poza głównym gmachem sądu, w obiekcie przy ul. Kocjana 3. Zanim jednak usłyszymy pierwsze wyjaśnienia, przypomnijmy sobie, jak to było i co dokładnie zarzuca się włodarzowi naszego miasta.
Afera Collegium Humanum to tak zwana wielkoskalowa "fabryka dyplomów", w której handlowano fałszywymi świadectwami ukończenia studiów (głównie MBA) w zamian za łapówki. Proceder ten służył omijaniu prawa, by móc obsadzać lukratywne stanowiska w państwowych i samorządowych spółkach. W ten niechlubny biznes wpisał się również Jacek Sutryk, któremu najwyraźniej po prostu... nie wystarczało kasy na codzienne wydatki! Przecież wiadomo, że za takie pieniądze nie da się utrzymać jednoosobowego gospodarstwa domowego, a trudno jest oczekiwać, by prezydent przymierał głodem. Żalił się zresztą na to tu i ówdzie. Jak więc sobie dorobić? Zwłaszcza, że pilnie potrzebne były pieniądze na willę na Sępolnie!
Jacek Sutryk zasiadał więc w radach nadzorczych spółek komunalnych m.i. w Tychach i Gliwicach, do tego właśnie potrzebny był dyplom MBA. A potem? Potem to już "piekła nie ma".
Prokurator miał jednak inne zdanie na temat tego dorabiania - postawił Jackowi Sutrykowi łącznie cztery zarzuty (jeden o charakterze korupcyjnym oraz trzy dotyczące oszustwa), a prezydent ostatecznie zasiądzie na ławie oskarżonych:
- Zarzut korupcyjny: Dotyczy on wręczenia korzyści majątkowej ówczesnemu rektorowi uczelni (Pawłowi Cz.) w zamian za uzyskanie poświadczającego nieprawdę świadectwa MBA, bez faktycznego odbycia studiów. W zamian za ten "papier" rektor miał otrzymać funkcję w radzie programowej Wrocławskiego Parku Technologicznego oraz umowę doradczą opiewającą na 75 tysięcy złotych.
- Trzy zarzuty oszustwa: Prezydent miał posługiwać się tym fałszywym dyplomem, aby wprowadzić w błąd przedstawicieli trzech spółek samorządowych. Dzięki temu oszustwu zasiadał w ich radach nadzorczych, co przyniosło mu około 500 tysięcy złotych nienależnego wynagrodzenia.
Prezydent Wrocławia oczywiście odrzuca oskarżenia i deklaruje pełną gotowość do obrony przed niezależnym sądem. Do niedawna jego obroną zajmował się profesor Łukasz Błaszczak. Dostawał on hojne zlecenia z miasta i nierzadko nas straszył. Trzeba przyznać, że co do wiedzy i doświadczenia profesora można było mieć pewne zaufanie. Sutryk miał przy nim pełne wsparcie i poczucie bezpieczeństwa.
A tu nagle BUM! W przeddzień rozpoczęcia procesu doszło do absolutnie sensacyjnej zmiany!
Profesor nie jest już obrońcą. Na jego miejsce, w blasku fleszy, wchodzi Przemysław Rosati, czyli adwokat z najwyższej półki. To prezes Naczelnej Rady Adwokackiej i sędzia Trybunału Stanu, a prywatnie przyjaciel Romana Giertycha i Jacka Dubois. To przecież ścisłe środowisko adwokatów związanych z obecną władzą!
Co oznacza ta zmiana na chwilę przed procesem? Nasuwa się bardzo ważne pytanie: ile i kto za to płaci? Z pewnością usługi takiego mecenasa do tanich nie należą. Za co dokładnie jest tu płacone? Za wiedzę i rzetelne umiejętności, czy też może za renomę, układy, kontakty i koneksje?!
Czy patrząc na ten ruch, można już z góry przyjąć, że pan prezydent zostanie uniewinniony od zarzutów, a prokuratura zostanie po prostu wystrychnięta na Dudka? Czy prokuratura stworzy z tego czysty proces polityczny? W końcu to "prokuratura Żurka" - jakże miałaby gnębić naszego "ukochanego przez mieszkańców Wrocławia prezydenta"...
Co będzie dalej? Poczekamy, zobaczymy. Z pewnością na sali sądowej zostanie ujawnionych wiele rzeczy, które mogą dosłownie zszokować opinię publiczną. Wiele się dowiemy z wyjaśnień, które złoży sam prezydent Jacek Sutryk. W końcu publicznie obiecał, że udowodni swoją niewinność przed sądem i przedstawi na to twarde dowody.
My trzymamy za słowo i bacznie obserwujemy!
Wrocław nie jest gorszy od Krakowa. Zacznijmy zbiórkę podpisów elektronicznie
Wrocław nie jest gorszy od Krakowa. Zacznijmy zbiórkę podpisów elektronicznie
Piotr Uhle
Chcesz poprzeć obywatelski projekt uchwały we Wrocławiu? Musisz znaleźć członka komitetu z teczką, papierową listą i długopisem, podpisać się własnoręcznie i mieć nadzieję, że nikt się nie pomyli przy przepisywaniu lub sprawdzaniu danych. W 2026 roku.
Kraków rozwiązał ten problem pięć lat temu. Od 2021 roku krakowianie mogą poprzeć obywatelską inicjatywę uchwałodawczą przez internet - profilem zaufanym, podpisem kwalifikowanym albo e-dowodem. Bez wychodzenia z domu, bez umawiania się z komitetem, bez ryzyka, że lista zaginie albo ktoś źle odczyta czyjeś nazwisko.
Wrocław może dogonić XXI wiek
Dwa tygodnie temu złożyłem na ręce Przewodniczącej Rady Miejskiej Wrocławia projekt uchwały, który wprowadza dokładnie takie rozwiązanie u nas. Elektroniczne zbieranie podpisów pod obywatelskimi projektami uchwał - jako dodatkową opcję obok listy papierowej, nie zamiast niej. Kto woli papier, wciąż będzie mógł podpisać się papierowo. Kto woli internet, dostanie taką możliwość.
To rozwiązanie ma znaczenie nie dla urzędników, tylko dla ludzi, którzy dziś praktycznie nie mogą skorzystać z obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej: pracujących w nietypowych godzinach, rodziców małych dzieci, osób z niepełnosprawnościami ograniczającymi mobilność, mieszkańców czasowo przebywających poza miastem. Dla nich papierowa lista to nie formalność - to realna bariera.
Ile to kosztowało w Krakowie?
Zapytałem Urząd Miasta Krakowa wprost: ile to kosztowało i czy w ogóle działa. Odpowiedź przyszła na piśmie.
Wdrożenie systemu do elektronicznego zbierania podpisów kosztowało Kraków 163 282,50 zł - jednorazowo, rozłożone na dwa lata (2021–2022). To nie jest budowa osobnego systemu od zera, tylko rozbudowa istniejącego Biuletynu Informacji Publicznej. Kosztów utrzymania nie da się nawet wydzielić - "zatapiają się" w normalnych kosztach utrzymania BIP, czyli praktycznie nic nie kosztują osobno. A przez pięć lat działania nie odnotowano ani jednej awarii samego systemu.
I co najważniejsze - ludzie z tego korzystają. Od 2021 roku Krakowianie przeprowadzili przez ten system 17 obywatelskich inicjatyw uchwałodawczych, zbierając łącznie ponad 14 200 podpisów elektronicznych. Rekordzistka - inicjatywa w sprawie uchylenia Strefy Czystego Transportu - zebrała 7220 podpisów, ponad 24-krotność wymaganego minimum. To nie jest martwy przepis. To realne narzędzie, z którego mieszkańcy faktycznie korzystają, kiedy coś ich naprawdę obchodzi.
Tani, sprawdzony, bezawaryjny mechanizm, funkcjonujący od pięciu lat w drugim największym mieście Polski. Trudno o lepszy argument, że Wrocław powinien mieć to samo.
Łatki zamiast reformy
Od dawna słyszymy, że Statut Wrocławia doczeka się kompleksowej zmiany - nowoczesnej, przemyślanej, na miarę miasta, które chce uchodzić za jedno z najbardziej rozwiniętych w Polsce. Czekaliśmy. Cierpliwie.
To, co ostatecznie trafiło pod obrady, to punktowe, mało istotne poprawki - łatki, a nie reforma. Rozumiem, że duże zmiany wymagają czasu. Nie rozumiem, dlaczego mieszkańcy mają czekać na "kiedyś", skoro konkretny, sprawdzony w innym dużym mieście problem można rozwiązać już teraz, jedną uchwałą, bez czekania na wielki projekt, który wciąż nie nadchodzi. Dlatego działam tu i teraz.
Już w październiku Wrocław może być bardziej przyjazny mieszkańcom
Projekt trafi teraz do zaopiniowania przez komisje i kluby radnych, a następnie pod obrady sesji Rady Miejskiej. Będę informował na bieżąco o postępach prac - i liczę na to, że mieszkanki i mieszkańcy Wrocławia dadzą znać swoim radnym, że to rozwiązanie jest im potrzebne.
Wrocław nie musi wymyślać koła na nowo. Wystarczy przestać być ostatni w kolejce po dobre pomysły.
Piotr Uhle, radny Rady Miejskiej Wrocławia
Podpisy złożone. Wrocławianie mówią „DOŚĆ!” kolesiostwu i drożyźnie!
12 października, 2026Aktualności
W zaledwie dwa tygodnie zjednoczyliśmy siły ponad podziałami i zebraliśmy wymaganą liczbę podpisów pod obywatelskim projektem obniżki opłat za śmieci. To wielki sukces wrocławian i jasny sygnał dla władzy: nie damy się dłużej traktować jak dojne krowy! Podczas dzisiejszej konferencji prasowej podsumowaliśmy tę ekspresową zbiórkę i postawiliśmy Radzie Miejskiej twarde warunki.
Kiedy obywatele budzą się, by walczyć o swoje prawa i sprzeciwiać się opresji, wrocławska władza uważa, że najlepiej jest ich zwalczać. Piotr Uhle, reprezentujący naszą inicjatywę, ostro skomentował skandaliczne słowa przedstawicielki Koalicji Obywatelskiej, która na antenie Radia Wrocław nazwała walkę o niższe opłaty i zwolnienie niepotrzebnych urzędników „akcją dywersyjną” i „destrukcją samorządu”.
- W mojej opinii jest to absolutnie niedopuszczalne, ale z drugiej strony paradoksalnie to może być prawda. Bo my prowadzimy akcję dywersyjną względem układu kolesi, którzy po prostu funkcjonują w mieście i w jednostkach pod niego podległych - podkreślił Uhle.
Zjednoczeni ponad podziałami dla mieszkańców
Naszą akcję wsparli obywatele, społecznicy i politycy z różnych stron sceny politycznej - działaliśmy bez szyldów partyjnych. Ramię w ramię z SOS Wrocław w zbiórkę zaangażowali się m.in. posłanka Marta Stożek (Razem), radny Łukasz Kasztelowicz z Prawa i Sprawiedliwości, Nowa Fala Dolnośląskie oraz przedstawiciele Konfederacji.
Posłanka Marta Stożek zwróciła uwagę, że tak błyskawiczne zebranie podpisów świadczy o tym, jak bardzo bolesne są dla mieszkańców ostatnie podwyżki. Obaliła też mit o tym, że we Wrocławiu mieszkają wyłącznie ludzie bogaci, opływający w dostatki, rosnące koszty uderzają w domowe budżety wszystkich, w tym również osób pracujących w instytucjach miejskich. Z kolei Łukasz Kasztelowicz przypomniał ekipie rządzącej, że finanse publiczne nie mają barw partyjnych. Zamiast sięgać do kieszeni mieszkańców, miasto powinno zapanować nad rozrostem biurokracji i własnymi kosztami utrzymania.
Dramat seniorów na wrocławskich targowiskach
Helena Kosztyło z Nowej Fali opowiedziała o bezpośrednich spotkaniach z mieszkańcami. Zbierając podpisy na targowiskach, gdzie zakupy robią osoby w najtrudniejszej sytuacji finansowej, widziała ludzi, których nie interesowała wielka polityka ani to, kto z jakiej jest partii. Z niepokojem pytali tylko o jedno: czy jest realna szansa na to, że rachunki wreszcie spadną.
Dla wielu wrocławskich seniorów i rencistów zawyżone opłaty to dziś dramatyczny wybór - czy danego dnia zostanie zjedzone śniadanie, czy opłacone śmieci. Na takie traktowanie mieszkańców przez miasto po prostu nie ma naszej zgody!
Czas na test dla Rady Miejskiej
Złożyliśmy podpisy, teraz piłka jest po stronie radnych i prezydenta Wrocławia. Jak zauważył Łukasz Kasztelowicz, istnieje realne zagrożenie, że układ rządzący będzie próbował zablokować naszą uchwałę, zgłaszając wniosek o niedopuszczenie do dyskusji na sesji Rady Miejskiej.
Apelujemy do wszystkich radnych: nie szukajcie wymówek, nie zasłaniajcie się polityką i nie usprawiedliwiajcie swojej bierności!. To będzie Wasz test. Albo staniecie po stronie mieszkańców, którzy domagają się godnego życia w tym jednym z najdroższych miast w Polsce, albo staniecie po stronie mafii śmieciowych i kolesiostwa pasącego się na najwyższych opłatach w kraju.
Będziemy patrzeć Wam na ręce! Dziękujemy wszystkim, którzy złożyli swój podpis i wsparli naszą dywersję w słusznej sprawie. Pełne nagranie z konferencji znajdziecie na naszych profilach w mediach społecznościowych.
Kraków: koniec mitu wszechwładnej KO. Czas na Wrocław?
Kraków: koniec mitu wszechwładnej KO. Czas na Wrocław?
Piotr Uhle
Łukasz Gibała zdobył 61% głosów i będzie nowym prezydentem Krakowa. W stolicy Małopolski pospolite ruszenie obywateli zderzyło się z aparatem największej partii w Polsce i z aparatem państwa. Najważniejsze nie jest to, że wygrał Gibała, lecz że legł mit wszechwładnej KO. Czy Wrocław będzie w stanie powtórzyć sukces Krakowa?
Pospolite ruszenie przeciwko władzy
W Krakowie doszło do konfrontacji. Doszło do starcia pospolitego ruszenia obywateli, którzy zderzyli się nie tylko z aparatem największej partii w Polsce ale także z aparatem państwa.
To nie była konfrontacja KO z innymi partiami, którą śledzimy na co dzień w mediach. KO, której działacze są tak pewni siebie, że powtarzają tezy Donalda Tuska z 2011 roku. Mówią, że nie mają z kim przegrać, szczególnie po rozłamie w PiS. Tymczasem w Krakowie przegrali z obywatelami.
Wygrał Gibala z poparciem 64% wg. badań exit poll pracowni OGB. Bez poparcia wielkich polityków. I chyba dobrze, że o nie nie zabiegał - handlowanie głosami w starym, partyjnym stylu to nie jest standard nowoczesnego, uczciwego samorządu, o który wiele środowisk zabiega.
Warszawka w terenie nie pomaga
Konkurentka Gibały zdobyła tylko 36% głosów wg. badań exit poll pracowni OGB, które miała szersze wsparcie ze strony szeroko znanych postaci polskiej polityki. Donald Tusk nie tylko uczestniczył wraz z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem w ogłoszeniu jej kandydatury w ogrodach KPRM w Warszawie (co wzbudziło uzasadnione wątpliwości co do tego, czy KO nie chce do Krakowa wysłać po prostu namiestnika). Tusk przyjechał także do Krakowa, by wspierać swoją kandydatkę na Nowej Hucie. Frekwencja co prawda nie dopisała i trzeba było usuwać puste krzesła, by uniknąć kompromitacji, ale trzeba przyznać jedno: KO nie dysponuje większym aktywem niż Donald Tusk.
Piątkowską popierali także Radosław Sikorski (co prawda tak wystąpił na konferencji, że sąd musiał go zmusić do przeprosin), Andrzej Domański (co prawda budżet państwa się sypie, ale by kusić mieszkańców Krakowa fatamorganą - pieniądze się znajdą) Jakub Rutnicki (Minister Sportu obiecał następne 30 mln zł) czy Bartłomiej Sienkieiwcz. Na ostatniej prostej panika w sztabie KO musiała być tak wielka, że poprosili o wsparcie Aleksandrę Dulkiewicz, byłego prezydenta Jacka Majchrowskiego a nawet… odwołanego w referendum Aleksandra Miszalskiego! Na sam koniec tej maskarady przygalopował z warszawskiej stajni Roman Giertych, pouczając Krakowian komu warto, a komu nie warto ufać.
KO powtarza refren starych obietnic. I nikt w nie nie wierzy
Wszystko to miało opowiedzieć jedną historię: Gdy obywatele zagłosują zgodnie z życzeniem Koalicji Obywateli - na Kraków spadnie deszcz rządowych pieniędzy, który uzdrowi katastrofę finansów miejskich i pomoże rozwijać miasto. Nie mówiono co będzie, gdy zagłosują niezgodnie z ich życzeniem, ale wszyscy to doskonale rozumieli: nazywano Gibałą solistą, który nic dla Krakowa nie załatwi. Kazali nawet radnym KO podpisać lojalki, że nigdy z nim jako prezydentem współpracować nie zamierzają, czym zaprzeczyli idei samorządności jako takiej.
Mieszkańcy mieli jednak głowę na karku. Wiedzą, że gdy partia mówi, że zabierze to zabierze, a gdy mówi, że da to… mówi. Ten sam Radosław Sikorski, który poparł Piątkowską został nagrany w chwili szczerości, gdy mówił o deklaracjach składanych w kampanii, że “dwa razy obiecać to jak raz dotrzymać”. Krakowianie widzieli przecież te same obietnice o budowie metra czy metropolii krakowskiej dwa lata temu, gdy partia obywateli udzielała wsparcia Aleksandrowi Miszalskiemu. Złośliwy przypomni, że od ubiegłego roku oficjalny program KO to motto “cóż szkodzi obiecać”, my wskażemy po prostu, że wiarygodność składanych obietnic była po prostu zerowa.
Powiedzieli: nie dla uwikłania miasta w partyjne wojenki
Z drugiej strony Krakowianie wiedzieli też, że rządy KO nie są wieczne. Oczywistym było, że partia Donalda Tuska w najmniejszym wymiarze w rozwoju Krakowa nie pomoże (bo nie ma na to pieniędzy - ledwo starczyło by wesprzeć bliski rodzinnie premierowi Gdańsk). Jednak każdy zadał sobie pytanie z jakiej perspektywy rozmawiał będzie z kolejnym rządem nowy prezydent Krakowa. I czy ewentualne zaangażowanie w ideologiczne wojny pomoże rozwojowi miasta czy też mu zaszkodzi.
Koniec mitu wszechwładnej KO
Wybory w Krakowie to nie jest tylko lokalna sprawa. Nie piszemy tu o tym, że wyniki lokalnych wyborów wprost mogą przełożyć się na ogólnopolskie słupki. Na naszych oczach legł mit wszechwładnej KO. Legł mit dominacji koalicji obywateli w dużych miastach. Cena, którą zapłaci za swoją arogancję partia władzy będzie dużo wyższa, bo na Kraków patrzyła cała Polska.
I nie chodzi o to, że wygrał Gibała. Z Koalicją Obywateli wygrali sami obywatele. Pokazali, że mają podmiotowość i zdolność do wybierania zgodnie z własnym interesem a nie życzeniem, które płynie do nich z partyjnych centrali. To oni ocenią, czy Łukasz Gibała będzie dobrze rządził. I warszawskim politykom nic do tego.
Bo obywatele, gdy się dobrze zorganizują - będą w stanie wygrać z każdą partią w Polsce. Oczywiście mówimy tu o lokalnych wyborach - w plemiennej, rytualnej walce o rządy w Polsce wciąż wodzowie nie będą sobie mieli równych. Już za dwa tygodnie swoje zdanie wypowie Częstochowa. Ruszają się inne miasta.
Wrocław: do trzech razy sztuka?
Czy Wrocław będzie w stanie powtórzyć sukces Krakowa i uwolnić się od partyjnego dyktatu? Wszystko zależy od mieszkańców, którzy już dziś mogą rozpocząć rozmowę o tym, czy warto zakrzyknąć: do trzech razy sztuka! I skutecznie przeprowadzić inicjatywę odwołania Jacka Sutryka z funkcji prezydenta.
Tak się składa, że w najbliższych dniach rozpoczyna się proces, w którym prezydent Wrocławia jest oskarżony o łapownictwo i oszustwa w aferze Collegium Humanum. Miasto jest w tracie cyklu podwyżek, finanse przestały się dopinać a kolesie pławią się w luksusach kosztem zwykłych mieszkańców. Czy to będzie wystarczająca sprężyna, by strzaskać zakrzepłą skorupę układu, który podzielił się wpływami i sprywatyzował Wrocław? Tu najwięcej zależy, drogi czytelniku, od Ciebie.











