Niema Rada Wrocławia. Komfort Sutryka, kompromitacja Koalicji Obywatelskiej

Rada Niema Wrocławia. Komfort Sutryka, kompromitacja Koalicji Obywatelskiej

Czwartkowe posiedzenie Rady Miejskiej Wrocławia przeszło do historii nie jako moment przełomu, lecz jako spektakl politycznej kapitulacji. Rada, która miała przemówić w imieniu mieszkańców, wybrała milczenie. A milczenie to dało Jackowi Sutrykowi i jego zapleczu dokładnie to, czego potrzebowali – komfort dalszego rządzenia.

Sesja, która miała być próbą

Dzisiejsza sesja Rady Miejskiej Wrocławia miała – wedle zapowiedzi i oczekiwań – stać się momentem poważnej próby dla lokalnej klasy politycznej. Po miesiącach narastających kontrowersji wokół prezydenta Jacka Sutryka, po decyzjach prokuratury, po zatrzymaniu i akcie oskarżenia, radni otrzymali wreszcie możliwość, by jasno określić swoje stanowisko. Nie w mediach społecznościowych, nie w kuluarach, lecz w świetle kamer i w imieniu wrocławian.

Zamiast tego zobaczyliśmy jednak Radę Niemą – organ uchwałodawczy, który abdykował z roli forum debaty i kontroli władzy wykonawczej. Sesję, w której formalnie odbyło się głosowanie nad apelem do prezydenta o zrzeczenie się mandatu, ale faktycznie nie odbyła się żadna realna rozmowa o odpowiedzialności, standardach i przyszłości miasta.

Komfort rządzenia zamiast odpowiedzialności

Jacek Sutryk może dziś spać spokojnie. Mimo głośnych zapowiedzi „rozliczeń”, mimo wzmożenia w regionalnych strukturach partii rządzącej, mimo publicznych deklaracji o trosce o wizerunek miasta – nic się nie stało. Sutryk, jego zastępczyni Renata Granowska oraz całe zaplecze polityczno-urzędnicze mogą rządzić dalej, dokładnie tak jak dotąd.

Na nic zdało się prężenie muskułów. Na nic uchwała dolnośląskiego zarządu Koalicji Obywatelskiej, wzywająca Jacka Sutryka do rezygnacji z funkcji prezydenta. Dokument, który miał być sygnałem „odpowiedzialności” i „standardów”, okazał się politycznym rekwizytem – dobrze brzmiącym w komunikacie prasowym, kompletnie bez znaczenia w realnej polityce miejskiej.

Radni Koalicji Obywatelskiej wcześniej grzecznie zagłosowali za budżetem miasta, zapewniając prezydentowi stabilne funkcjonowanie aparatu władzy. A dziś poszli krok dalej – nawet nie zdobyli się na elementarną konsekwencję wobec własnego stanowiska partyjnego.

Apel o rezygnację Sutryka? KO nie skorzystało z okazji do pokazania konsekwencji

Kulminacyjnym punktem sesji był projekt apelu Rady Miejskiej Wrocławia do prezydenta Jacka Sutryka o podjęcie decyzji o zrzeczeniu się mandatu. Treść apelu była jednoznaczna, wyważona i – co szczególnie istotne – bliźniaczo podobna do stanowiska władz Koalicji Obywatelskiej.

Rada, działając w interesie mieszkańców, wskazywała wprost, że sytuacja, w której najwyższy przedstawiciel miasta został zatrzymany, usłyszał zarzuty i ma postawiony akt oskarżenia, jest niedopuszczalna. Podkreślano konieczność odbudowy zaufania społecznego, stabilności funkcjonowania miasta i uniknięcia nieodwracalnych strat wizerunkowych.

Głosowanie nad apelem do prezydenta Jacka Sutryka o zrzeczenie się mandatu miało charakter testu zero-jedynkowego. Nie było tu miejsca na niuanse, półtony ani proceduralne wykręty. Było pytanie o elementarną odwagę polityczną i o to, czy radni są gotowi wziąć odpowiedzialność za swoje publiczne deklaracje.

Wynik głosowania mówi wszystko:

  • za apelem – 10 radnych,
  • przeciw – 15 radnych,
  • wstrzymujących się – 2 radnych,
  • niegłosujących mimo obecności – 8 radnych.

To właśnie ta ostatnia grupa powinna szczególnie przykuwać uwagę mieszkańców Wrocławia. Ośmiu radnych było obecnych na sali, kworum zostało osiągnięte, system do głosowania działał – a jednak nie zdobyli się oni nawet na symboliczny gest poparcia bądź sprzeciwu. Milczenie zostało wybrane jako strategia polityczna.

Wśród radnych Koalicji Obywatelskiej, którzy zagłosowali przeciw apelowi, znaleźli się m.in. Robert Leszczyński, Ewa Wolak, Sebastian Lorenc, Dorota Pędziwiatr, Agnieszka Rybczak, Martyna Stachowiak oraz Robert Suligowski. To nazwiska dobrze znane wrocławskiej opinii publicznej – od lat obecne w samorządzie, od lat deklarujące przywiązanie do standardów demokracji i transparentności.

Szczególnie rażąca jest postawa tych radnych KO, którzy byli obecni na sali, ale nie odważyli się zagłosować. Ich decyzja – lub raczej jej brak – jest politycznym komunikatem samym w sobie.

Gdzie była odwaga tych radnych? Gdzie była elementarna lojalność wobec wyborców, którzy głosowali na Koalicję Obywatelską jako formację rzekomo stojącą na straży standardów państwa prawa? Jak wytłumaczyć fakt, że w sprawie tak fundamentalnej jak odpowiedzialność prezydenta miasta, radni wybrali taktykę chowania głowy w piasek?

Ta bierność nie jest neutralna. Nie jest „techniczna”. Jest świadomym wyborem politycznym, który realnie wzmacnia Jacka Sutryka i jego zaplecze.

Trzeba powiedzieć jednoznacznie: pełną odpowiedzialność za tę sytuację ponosi Koalicja Obywatelska. Niezależnie od walk frakcji i dawnych partii wchodzących w skład KO – to zaprzeczenie największej wartości, która stała za sukcesami KO – ideowości.

Mimo strzelistego aktu Zarządu Regionu KO - radni KO nie tylko nie poparli apelu – część z nich zagłosowała przeciw, część wstrzymała się od głosu, a część ograniczyła się do obecności bez zajęcia stanowiska. To kompromitacja w czystej postaci. Jeśli bowiem własna uchwała partyjna nie jest wystarczającym powodem do konsekwentnego działania, to rodzi się pytanie: po co w ogóle te uchwały są podejmowane?

Kneblowanie debaty jako standard

Co szczególnie znamienne, szef klubu Koalicji Obywatelskiej w Radzie Miejskiej Wrocławia, Robert Leszczyński, wykazał się nadzwyczajną gorliwością w jednym aspekcie – zgłosił wniosek o głosowanie projektu apelu bez jakiejkolwiek dyskusji.

Nie była to sytuacja przypadkowa ani jednorazowa. Radny Leszczyński znany jest z temperowania demokracji proceduralnej i ograniczania debaty publicznej. Wnioski o zamykanie dyskusji, odbieranie głosu czy skracanie wypowiedzi stały się w jego wykonaniu politycznym nawykiem.

Tym razem jednak skala cynizmu była wyjątkowa. W sprawie o fundamentalnym znaczeniu dla miasta – odpowiedzialności prezydenta obciążonego zarzutami – przewodniczący klubu rządzącej formacji uznał, że rozmowa jest zbędna. Jakby sama możliwość zadania pytania była zagrożeniem dla stabilności systemu.

Fasadowość samorządu

Czwartkowa sesja brutalnie obnażyła fasadowość debaty toczonej w ramach Rady Miejskiej Wrocławia. Pokazała, że uzależnienie radnych od władzy wykonawczej, sieć zależności personalnych i politycznych oraz wiernopoddańcza służba skompromitowanej ekipie są ważniejsze niż elementarna lojalność wobec wyborców.

Bezrefleksyjne żyrowanie patologii w wykonaniu Roberta Leszczyńskiego, Ewy Wolak czy Sebastiana Lorenca nie dziwi – radni ci od lat przyzwyczaili opinię publiczną do gestów, które obrażają inteligencję wyborców. Głosowania sprzeczne z wcześniejszymi deklaracjami, milczenie w kluczowych momentach, dyscyplina partyjna stawiana ponad interesem miasta – to wszystko stało się normą.

Coraz mniej zaskakujące milczenie dawnych krytyków

Nadal jednak dziwi – i to szczególnie – zachowanie Roberta Suligowskiego oraz Sławomira Czerwińskiego. To politycy, którzy zaledwie półtora roku temu stali na wrocławskim rynku z tabliczkami „nie popieramy Jacka Sutryka”. Publicznie dystansowali się od prezydenta, budowali swój wizerunek na krytyce stylu jego rządzenia i zapowiadali zmianę jakości w samorządzie.

Dzisiejsze głosowanie pokazało, jak niewiele warte były tamte deklaracje. Tak spektakularnego oszustwa wyborców Wrocław nie widział od 1989 roku. Oto politycy, którzy zdobyli mandaty na sprzeciwie wobec Sutryka, w kluczowym momencie stanęli po stronie status quo.

To nie jest już kwestia różnicy zdań czy ewolucji poglądów. To demonstracyjne porzucenie własnych obietnic i dowód na to, że samorządowy feudalizm potrafi skutecznie wchłaniać nawet swoich byłych krytyków.

Rada Niema jak w Rzeczpospolitej Szlacheckiej

Mamy więc Radę Niemą. Historia zna takie przypadki. Osiemnastowieczny Sejm Niemy był symbolem upadku państwa polskiego, sparaliżowanego przez patologie demokracji szlacheckiej, klientelizm i obce wpływy.

Czwartkowe posiedzenie Rady Miejskiej Wrocławia oczywiście nie przesądza o losach państwa, ale jest czytelnym zwiastunem kryzysu lokalnego systemu władzy. Systemu, w którym rada przestaje być organem kontrolnym, a staje się maszynką do głosowania. W którym debata jest zagrożeniem, a milczenie – cnotą.

Feudalizm samorządowy Sutryka

Model rządzenia zbudowany wokół Jacka Sutryka przypomina feudalny układ zależności. Prezydent, wsparty stabilną większością, obsadza stanowiska, rozdaje wpływy i zapewnia polityczny parasol lojalnym radnym. W zamian otrzymuje spokój – nawet wtedy, gdy miasto pogrąża się w kryzysie wizerunkowym.

Ten system nie służy mieszkańcom. Może im się przysłużyć tylko w jeden sposób – upadając. Dopóki bowiem Rada Miejska pozostaje niema, dopóty odpowiedzialność polityczna pozostaje pustym hasłem, a samorząd traci sens jako instytucja reprezentująca wspólnotę.

Co dalej z Wrocławiem?

Dzisiejsza sesja nie zamknęła żadnego etapu. Przeciwnie – otworzyła nowy rozdział rozczarowania i gniewu społecznego. Mieszkańcy Wrocławia zobaczyli jasno, kto w tej radzie jest gotów mówić w ich imieniu, a kto woli milczeć, by nie narazić się władzy.

Rada Niema przeszła do historii. Pytanie tylko, czy stanie się ona impulsem do przebudzenia obywatelskiego, czy kolejnym dowodem na to, że lokalna demokracja została przejęta przez wąską kastę interesów. Odpowiedź na to pytanie dopiero przed nami.

 


Czy Wrocław uratuje obywatelski kandydat? Zmiana to kwestia wartości

PiS wzywa do poszukiwania obywatelskiego kandydata na prezydenta Wrocławia.

Nasze stanowisko jest jasne. Jacek Sutryk musi odejść, bo kontynuacja jego rządów to realna szkoda dla miasta. SOS Wrocław konsekwentnie nie tylko o tym mówi, ale od roku podejmuje realne działania, które mają na celu odsunięcie tej skompromitowanej ekipy od władzy i posprzątanie miasta z trawiących go patologii. Dlatego podjęliśmy próbę dokonania zmiany nie tylko na stanowisku Prezydenta Miasta Wrocławia, ale i w Radzie Miejskiej. Naszym nadrzędnym celem jest przywrócenie standardów w zarządzaniu miastem w oparciu takie wartości jak uczciwość, transparentność i szacunek do mieszkańców.

Z partii politycznych do dziś tylko Konfederacja czynem poparła swoje krytyczne wobec ekipy Jacka Sutryka stanowisko. W dotychczasowych próbach nie osiągnęliśmy pełnego sukcesu. Dziś jednak odczuwamy gorzką satysfakcję, gdy widzimy, że największe siły polityczne zaczęły dostrzegać to, o czym mówimy od roku. Sutryk musi odejść, bo szkodzi miastu.

W naszej opinii poszukiwanie personaliów i kandydatów na prezydenta już dziś jest przedwczesne. I nie chodzi tylko o to, że zmienia inicjatywę opartą o wartości w akcję polityczną zamieniającą jednych polityków u władzy na drugich. Przede wszystkim: żaden kandydat samym ogłoszeniem swoich ambicji oraz swoją osobowością i doświadczeniem nie stworzy realnej szansy na zmianę. Nie interesuje nas puste politykowanie. Słowa to wiatr, nas interesują czyny.

Sutryk nie zrezygnuje pod presją ogłoszenia nowego kandydata, nie łudźmy się. Jeżeli chcemy zmiany - Jacek Sutryk musi zostać odwołany. Realne drogi są dwie. Pierwsza to referendum zorganizowane na wniosek mieszkańców. Druga - referendum zorganizowane na wniosek Rady Miejskiej Wrocławia. Wszystkich, którzy chcieliby budować szerokie porozumienie w tym zakresie - zapraszamy do rozmowy.

To sprawa wartości i troski o dobro miasta, nie doraźnych interesów politycznych. Dialog jest wartością samą w sobie. Dlatego jesteśmy otwarci na rozmowę o programach, o wizji Wrocławia po Jacku Sutryku. Jednak najpilniejsza jest rozmowa o tym jak skutecznie i szybko dać kres procesom wyprzedawania interesów miasta grupom wpływu, które do cna wykorzystują słabość polityczną ekipy Jacka Sutryka do realizacji własnych celów.


Wrocław wiele zyskał. SOS Wrocław podsumowuje największą oddolną akcję ostatnich lat.

Choć inicjatywa referendalna dotycząca odwołania prezydenta Jacka Sutryka nie zakończyła się wymaganym wynikiem, jej organizatorzy podkreślają: to nie porażka, lecz początek realnej zmiany. Podczas konferencji podsumowującej działania SOS Wrocław przedstawiono skalę społecznego zaangażowania, opisano napotkane trudności – także te związane z presją i agresją – oraz wskazano trwałe efekty inicjatywy, która zmusiła władze miasta do reakcji.

Wideo z konferencji: https://www.facebook.com/SOSWroclaw/videos/1170465941946957

Nadspodziewana mobilizacja i spełniona obietnica – mimo wyniku

„To było ogromne przedsięwzięcie” – Krystian Adamski

Krystian Adamski, otwierając konferencję, podsumował dwumiesięczną akcję zbierania podpisów:

„Było to ogromne przedsięwzięcie logistyczne, w które zaangażowanych było kilkaset osób: wolontariuszy, koordynatorów i sympatyków. Zebraliśmy ponad 20 tysięcy podpisów. Zgodnie z obietnicą wszystkie karty przekazujemy dziś do PKW – niezależnie od wyniku.”

Jak dodał, choć liczba podpisów okazała się niewystarczająca, najważniejsze było dotrzymanie słowa i przeprowadzenie całej akcji zgodnie z zasadami:

„Wierzymy, że to właśnie wierność zasadom odróżnia nas od obecnej władzy.”

„Nie osiągnęliśmy celu, ale osiągnęliśmy bardzo wiele” – głos Piotra Uhle

Wymuszone działania władz, nagłośnienie problemów, przełamanie milczenia

Piotr Uhle zaznaczył, że choć cel referendalny nie został spełniony, inicjatywa doprowadziła do szeregu realnych działań miasta, takich jak zwiększenie środków na rewitalizację czy nagły zwrot prezydenta wobec inwestycji Lex Deweloper przy ul. Zwycięskiej. W tym kontekście wspomniał również o tsunami Lex Deweloper, które nadchodzi wielkimi krokami oraz o aferze śmieciowej, której konsekwencje finansowe – jak zaznaczył – ostatecznie poniosą mieszkańcy.

„Nie osiągnęliśmy sukcesu referendalnego, ale zmusiliśmy urząd do działania. Po zakończeniu inicjatywy wszystko może wrócić do ‘business as usual’, ale te efekty już się wydarzyły.”

Hejt, przemoc i nadużycia instytucji

Uhle zwrócił uwagę na bariery utrudniające zbiórkę, m.in. strach przed represjami oraz agresję wobec wolontariuszy:

„Nasi wolontariusze byli obrażani, opluwani, szarpani, wywracano im stoliki. Doszło też do fizycznego ataku – czegoś, czego wcześniej we wrocławskiej polityce lokalnej nie było.”

Wskazał również działania Straży Miejskiej, wzywanie policji bez podstawy, brak legitymowania się funkcjonariuszy, a także próby zastraszania inicjatorów.

Układ władzy i problemy systemowe

Uhle odniósł się także do szerszego kontekstu funkcjonowania miasta:

„Układ władzy obronił się niestety metodami, które trzeba nazwać brutalnymi. Wykorzystał słabość demokracji lokalnej, wykorzystał słabość obowiązujących przepisów.”

W dalszej części podkreślił brak spójnej strategii rewitalizacji oraz przypomniał o zbliżającym się akcie oskarżenia wobec prezydenta Jacka Sutryka.

Uhle przypomniał również sprawę miejskiej spółki Ekosystem, która – zamiast odpowiadać na pytania mieszkańców i radnych – skierowała zawiadomienie do prokuratury wobec niego za zadawanie niewygodnych pytań o funkcjonowanie systemu gospodarki odpadami. Podkreślił, że to symboliczny przykład tego, jak władze traktują kontrolę społeczną i jak bardzo potrzebna jest przejrzystość w spółkach komunalnych.

Zapowiedź walki o zmianę prawa

Wspomniał o przygotowanej propozycji zmian ustawy o referendum lokalnym:

„To ustawa z 2000 roku. Powinna przewidywać na przykład możliwość podawania tylko ostatnich cyfr numeru PESEL albo składania podpisów elektronicznych.”

Uhle dodał również, że organizatorzy przeprowadzili jedyną dużą, jawną i otwartą debatę o przyszłości miasta, gromadząc przy jednym stole przedstawicieli wielu środowisk.

Wspólnota ponad podziałami – głos środowisk

Magdalena Gajewska-Królicka: „To początek dalszej współpracy”

Magdalena Gajewska-Królicka podkreśliła wyjątkową skalę współdziałania wielu środowisk:

„Ta akcja pokazała, jak wiele środowisk potrafi działać razem: od ruchów lokatorskich i organizacji społecznych, przez Partię Razem i Konfederację, aż po mieszkańców walczących o swoje lokalne sprawy. To ma znaczenie. To dopiero początek.”

Wymieniła kilkanaście grup i społeczności, które włączyły się w działania – od Fundacji Weź Pomóż, przez partie polityczne, po inicjatywy mieszkańców.

Grażyna Wilk: „Dziękuję mieszkańcom i wolontariuszom. I… prezydentowi Sutrykowi”

Grażyna Wilk zwróciła się przede wszystkim do wolontariuszy:

„Dziękuję wam za odwagę, za to, że walczyliście w nierównych warunkach i że pięknie o siebie dbaliście.”

Z ironią odniosła się do słów prezydenta:

„Pan prezydent nazwał nas ‘najgorszymi’. Dzięki temu dowiedziałam się, że przynajmniej w tym jestem najlepsza.”

Jan Grabowski (Konfederacja): „Rzadko widzimy tak szeroką jedność”

Jan Grabowski podkreślił wyjątkowość porozumienia ponad podziałami:

„Wrocław jest naszą wspólną sprawą. Rzadko kiedy mamy okazję oglądać od prawa do lewa wiele środowisk, które łączy jeden cel. Możemy się różnić w wielu poglądach, ale w wielu też jesteśmy spójni i wiele spraw możemy prowadzić razem.”

Zwrócił uwagę na pogarszającą się kondycję miasta:

„Dziś Wrocław stał się pośmiewiskiem i jest na ustach wielu ludzi w całej Polsce, pokazując absurdy tego miasta. My nie chcemy się na to godzić.”

Alan Bielecki (Konfederacja): „Wrocław zasługuje na uczciwość”

Alan Bielecki podkreślił konieczność dalszego patrzenia władzy na ręce i budowania dialogu:

„Wrocław zasługuje na dialog, jasne zasady i ludzi, którzy nie boją się patrzeć władzy na ręce.”

Jan Piontek (Fundacja Weź Pomóż): „To, co się udało, to połączenie ludzi”

Jan Piontek podkreślił zwrócenie uwagi na mieszkańców najbardziej pomijanych:

„Udało się połączyć różne środowiska. Nauczyliśmy się docierać do człowieka na dole – do tych, którzy zwykle nie mają siły przebicia, ale najbardziej potrzebują być zauważeni. Ci mieszkańcy chcą być wysłuchani i są ważni.”

Wnioski: koniec akcji, początek ruchu

Konferencję zamknął Piotr Uhle, podkreślając, że SOS Wrocław wewnętrznie podejmie rozmowę o dalszej formie działalności, ale jedno jest pewne:

„Mamy ogromny potencjał ludzi i idei. Ten potencjał nie zostanie zmarnowany.”

Organizatorzy zgodnie podkreślali, że mimo braku wyniku referendalnego:

  • władza została zmuszona do reakcji,
  • problemy miasta zostały nagłośnione jak nigdy,
  • setki wolontariuszy pokazały, że obywatelska aktywność we Wrocławiu żyje,
  • powstała współpraca, która nie zniknie wraz z końcem zbiórki.

Radni zdecydują jutro o przyszłości ośmiu zdegradowanych osiedli. Apel: „Głosujcie za rewitalizacją!”

Jutro Rada Miejska Wrocławia podejmie decyzję o petycji ws. wznowienia prac nad Gminnym Programem Rewitalizacji (GPR). To głosowanie może przesądzić o losie ośmiu zdegradowanych osiedli, dla których mieszkańcy i aktywiści zgromadzili 400 podpisów – apelując, by miasto w końcu podjęło realne działania.

Wideo z konferencji: https://www.facebook.com/SOSWroclaw/videos/1399654508427094

 

Rewitalizacja stoi w miejscu od 2021 roku

Podczas konferencji przedstawiciele inicjatywy SOS Wrocław przypomnieli, że Rada Miejska już w 2021 roku rozpoczęła prace nad GPR, jednak od tamtej pory „nic się realnie nie wydarzyło”.

Piotr Uhle zaznaczył, że w sierpniu aktywiści odwiedzili wszystkie osiem osiedli wskazanych jako zdegradowane – Ołbin, Plac Grunwaldzki, Kleczków, Nadodrze, Przedmieście Świdnickie, Przedmieście Oławskie, Księże i Brochów – i przeprowadzili lokalne konsultacje.
– „Te 400 podpisów nie poszło do niszczarki. Jutro Rada Miejska będzie je rozpatrywać i liczymy na realną decyzję” – podkreślił.

 

 

„To krok milowy. Mieszkańcy odzyskają sprawczość”

Liderka petycji, Grażyna Wilk, mówiła, że przyjęcie programu może odwrócić negatywne trendy na całych obszarach miasta.

– „Przywrócenie prac nad GPR byłoby krokiem milowym dla dużej zmiany. Mieszkańcy w końcu poczują sprawczość, poczują się u siebie na własnych podwórkach” – podkreśliła.

Zwróciła uwagę, że same remonty budynków nie wystarczą:
– „Remonty nie zatrzymają wymiany ludności, nie rozwiążą problemów ze szczurami i bezpieczeństwem. Jeszcze nie jest za późno, by zachować lokalne wspólnoty.”

 

„To są piękne miejsca – dziś urągające standardom europejskiego miasta”

Silny apel płynął także ze strony mieszkańców.
Dariusz Hajduk mówił o potrzebie przywrócenia godnego standardu życia na zdegradowanych podwórkach:
– „Chciałoby się czuć dumę, ale to, co widzimy dziś, urąga wszelkim standardom miasta europejskiego. Brud, szczury, nieoświetlone podwórka – tak nie powinien wyglądać Wrocław w 2025.”

Dodał, że to od jutrzejszej decyzji zależy, czy sytuacja zacznie się realnie zmieniać:
– „Jeśli radni chcą pokazać charakter, to jest ten moment. To nie są duże pieniądze, a możemy wreszcie poczuć się bezpiecznie i godnie.”

 

„Uchwała pozwoli ludziom odzyskać godność”

Maja Kraszewska podkreśliła dramatyczne warunki, w jakich wiele osób mieszka do dziś.
– „Wielokrotnie chodziłam po klatkach kamienic, które powinny być objęte rewitalizacją. Sama urodziłam się w takiej klatce, gdzie moja sąsiadka na trzecim piętrze nadal ma toaletę na zewnątrz” – mówiła.

Wskazała, że stawką głosowania jest elementarna jakość życia:
– „Uchwała, która może zostać jutro przyjęta, pozwoli ludziom odzyskać godność.”

 

 

„Dziura w chodniku nie ma barw partyjnych”

Chrystian Lubczyk wezwał radnych do ponadpartyjnej odpowiedzialności:
– „Zachęcam wszystkich radnych ponad podziałami. Dziura w chodniku nie ma barw partyjnych – głosowanie za rewitalizacją jest dla dobra Wrocławia i jego mieszkańców.”

 

 

 

 

20 mln zł rocznie dla każdego osiedla. „To inwestycja w ludzi, nie tylko w mury”

Na zakończenie Piotr Uhle podkreślił, że rewitalizacja musi obejmować zarówno infrastrukturę, jak i społeczne odbudowywanie wspólnot.

– „Chodzi o 20 mln zł rocznie na każde z osiedli. W pięć lat możemy je wyprowadzić na zupełnie inny poziom. To nie tylko pieniądze na mury – to środki na przywracanie do funkcjonowania całych społeczności.”

Zaapelował również, by radni pamiętali, że prawdziwa rewitalizacja nie może oznaczać wypierania mieszkańców:
– „Wymiana ludności to nie jest rewitalizacja – to gentryfikacja. Wierzę, że każdy radny, patrząc na dane o wyludniających się osiedlach, zagłosuje jutro za.”

 


Wrocław na zakręcie: debata SOS Wrocław pokazała, jak mocno miasto czeka na zmianę

Wrocław czeka na przełom. Debata SOS Wrocław pokazała, jak bardzo mieszkańcy chcą zmiany

Trwające śledztwo wobec Jacka Sutryka i jego otoczenia otworzyło nowy etap w debacie o przyszłości Wrocławia. Zorganizowana przez SOS Wrocław dyskusja, moderowana przez Marcina Torza, zgromadziła przedstawicieli sześciu środowisk politycznych i społecznych: Jerzego Michalaka, Adriana Prokopczyka, Grażynę Wilk, Krzysztofa Tuduja, Piotra Uhle oraz Mateusza Żaka. To było jedno z najostrzejszych, najbardziej merytorycznych i – co rzadkie – ponadpartyjnych spotkań o mieście od lat.
W tle pytanie, które coraz głośniej zadają mieszkańcy: co dalej z Wrocławiem po Sutryku?

Rozgrzewka? Nie tym razem. Metro rozpala salę od pierwszych minut

Dyskusja ruszyła od tematu, który od lat polaryzuje wrocławian – metra. Czy Wrocław naprawdę go potrzebuje? A jeśli tak, to jakiego?

  • Jerzy Michalak: „Metro jest konieczne, ale tylko jako element systemu z koleją. To musi być kręgosłup całej aglomeracji.”
  • Mateusz Żak przyznał, że kiedyś był sceptyczny: „Dziś widzę, że nie mamy alternatywy. Tylko mówmy uczciwie – 500 mln zł za kilometr to realny koszt.”
  • Piotr Uhle wskazał konkret: „Możemy budować dwie linie jednocześnie – wschód–zachód z pieniędzy centralnych i ukośną z udziałem deweloperów oraz sprzedaży gruntów.”

W kontrze do entuzjastów stanęła Grażyna Wilk, przypominając o rekordowym zadłużeniu miasta:
„Powinniśmy wykorzystać kolej i to, co już istnieje. Tuneli nie udźwigniemy finansowo.”

Dla Adriana Prokopczyka kluczowe jest coś innego:
„Najpierw naprawmy MPK i przyspieszmy tramwaje. Metro nie naprawi chaosu, który mamy dziś.”

Miasto zabudowane po sufit. Panel o urbanistyce bez ogródek

Gdy mikrofon powędrował do rozmówców w temacie deweloperki, sala od razu wyczuła ostrzejszy ton rozmowy.

Krzysztof Tuduj uderzył pierwszy:
„Wrocław wygląda, jakby ktoś planował go z zamkniętymi oczami. Zabudowane korytarze powietrzne, brak parkowania, brak dróg. To nie jest rozwój.”

Adrian Prokopczyk dodał:
„Urbanistyka to struktura na dekady. Raz popełniony błąd zostaje na pokolenia.”

Grażyna Wilk mówiła o gdańskich standardach, których Wrocław dziś nie spełnia:
„Tam deweloperzy do inwestycji dokładają szkoły czy instytucje kultury. U nas? Dostają wszystko, a dają niewiele.”

Piotr Uhle postawił diagnozę wprost:
„Wrocław stworzył układ równych i równiejszych. Mamy deweloperów uprzywilejowanych i odrzuconych. To trzeba przeciąć jak mieczem.”

Śmieci: „system na granicy załamania”

Temat gospodarki odpadami wywołał reakcje z sali jeszcze przed pierwszą odpowiedzią. Mieszkańcy Wrocławia dobrze wiedzą, jak źle wygląda sytuacja.

Jerzy Michalak:
„System śmieciowy jest na krawędzi. Lata zaniedbań, brak przetargów, nagłe zastępstwa. Tak się nie zarządza dużym miastem.”

Piotr Uhle przypomniał najboleśniejszy fakt:
„Dwa przegrane procesy, do końca kadencji – około 100 milionów złotych kar. Wrocław płaci za błędy własnego magistratu.”

Mateusz Żak mówił o potrzebie spalarni i nowych PSZOK-ów,
Adrian Prokopczyk o podziemnych śmietnikach i zatrudnianiu więcej pracowników do oczyszczania miasta,
a Grażyna Wilk przyniosła głos ulicy – Ołbin tonący w odpadach.

Najmocniejsza metafora padła od Tuduja:
„Milion szczurów – to najlepsze podsumowanie pracy magistratu.”

Śląsk Wrocław: wszyscy za prywatyzacją

W przeciwieństwie do poprzednich tematów, panel o przyszłości Śląska Wrocław przyniósł niespodziewanie szeroką zgodę.

Krzysztof Tuduj: „Piłkę nożną powinni prowadzić fachowcy, nie urzędnicy.”
Adrian Prokopczyk: „Sprzedajmy stadion, jeśli trzeba. Niech zniknie ciężar dla budżetu.”
Grażyna Wilk: „Kultura dostaje trzy razy mniej niż klub piłkarski. To absurd.”
Piotr Uhle: „40 etatów administracyjnych, polityczne nominacje, krewni i znajomi. To Football Manager na publicznych pieniądzach.”

Żak i Michalak zgodnie opowiedzieli się za modelem: inwestor prywatny + złota akcja miasta.

Rady osiedli: największy niewykorzystany potencjał

Niepozorny temat okazał się jednym z najważniejszych.
Wrocław ma ok. 800 radnych osiedlowych, ale ich realna sprawczość jest znikoma.

Michalak wspominał ideę WBO i proponował, aby wybory organizować tam, gdzie mieszkańcy faktycznie chcą głosować.
Żak podkreślił wypalenie radnych i brak decyzyjności.
Uhle powiedział jasno:
„Miasto nawet nie odpowiedziało sobie na pytanie, po co mu rady osiedli. A to są ludzie, którzy mogą zmieniać Wrocław oddolnie.”
Wilk wskazała na absurd równego finansowania małych i dużych osiedli.
Tuduj odwołał się do zasady pomocniczości:
„To, co można zrobić na poziomie osiedla, nie powinno zależeć od magistratu.”

Kto powinien rządzić Wrocławiem po Sutryku?

Drugi blok debaty stał się najciekawszym fragmentem spotkania. Paneliści mówili o cechach przyszłego lidera miasta – zaskakująco podobnie.

  • Żak: „Prezydent musi dobrać ludzi mądrzejszych od siebie.”
  • Michalak: „Pokora. Bez tego władza uderza do głowy.”
  • Uhle: „Prezydent musi być silny wobec silnych. Nie wobec mieszkańców.”
  • Wilk: „Ktoś spoza układów. Kto naprawdę słucha.”
  • Prokopczyk: „Ktoś, kto staje po stronie słabszych.”
  • Tuduj: „Lider, który nie boi się audytów i trudnych decyzji.”

To nie był konkurs na hasła wyborcze. To była lista zarzutów wobec tego, jak funkcjonuje dziś miasto.

Czy urząd da się odpolitycznić? Tu padły najmocniejsze słowa

W tej części debaty pojawiły się oskarżenia dotyczące zatrudniania „po linii partyjnej”, układów w spółkach miejskich i politycznej blokady stanowisk.

Piotr Uhle powiedział jedno z najmocniejszych zdań całej debaty:
„Wrocław to nie jest łup. Nie możemy mieć sytuacji, w której wynik konkursu jest znany zanim się zacznie.”

Grażyna Wilk przyznała otwarcie, że nawet na stanowiska niskiego szczebla w spółkach miejskich wejście „z ulicy” jest praktycznie niemożliwe.
Prokopczyk podkreślił problem gerrymanderingu w wyborach do rady miejskiej.
Michalak bronił modelu „bezpartyjnego prezydenta”, który potrafi rozmawiać z każdym rządem.
Tuduj przypomniał, że polityka to troska o dobro wspólne, a nie o „pociotków”.

Szczury, parkowanie i budżet obywatelski – głos oddany mieszkańcom

W końcowej części debaty głos zabrali mieszkańcy. Pytania były ostre i konkretne.

Szczury

  • Michalak: przykład Budapesztu.
  • Żak: więcej szczurołapów i budki dla kotów.
  • Prokopczyk: podziemne pojemniki.
  • Uhle: „To musi być wojna prowadzona systemowo, a nie akcje pozorowane.”

Parkowanie

  • Wilk: pełna strefa płatnego parkowania + ochrona podwórek.
  • Tuduj: parkingi wielopoziomowe, także jako schrony.
  • Żak: Park & Ride + walka z wrakami.

Budżet obywatelski

  • Michalak: powrót do małych projektów osiedlowych.
  • Żak: przebudowa systemu, który dziś... generuje podejrzane PESEL-e.

Wnioski są jednoznaczne. Wrocław chce resetu

Debata SOS Wrocław nie była akademicką wymianą zdań.
Była sygnałem, że mieszkańcy i liderzy społeczni mają dość obecnego modelu rządzenia.

Z rozmów wynika jasno:

  • Wrocław nie potrzebuje kosmetyki – potrzebuje gruntownej zmiany modelu zarządzania.
  • Największe problemy miasta – urbanistyka, śmieci, transport, Śląsk Wrocław – są efektem wieloletnich zaniedbań.
  • Najważniejsze hasła debaty to: transparentność, uczciwość, profesjonalizm, partnerstwo z mieszkańcami.

SOS Wrocław zapowiada kolejne debaty.
Po tej pierwszej widać jedno: dyskusja o przyszłości miasta dopiero się zaczyna – i nie da się jej już zatrzymać.


Afera śmieciowa we Wrocławiu: 40 milionów strat i zawiadomienie do prokuratury

Podczas wtorkowej konferencji prasowej radny Piotr Uhle z ruchu SOS Wrocław zapowiedział złożenie zawiadomienia do prokuratury w sprawie możliwości popełnienia przestępstw na szkodę Gminy Wrocław i miejskiej spółki Ekosystem. Jak twierdzi, w wyniku opóźnień i nieprawidłowości przy przetargu na zagospodarowanie odpadów, miasto poniosło już ponad 40 milionów złotych strat. Uhle i jego współpracownicy podkreślają, że mimo prób zastraszenia – nie zamierzają się wycofać.

Wideo z konferencji: https://www.facebook.com/SOSWroclaw/videos/1626492135182594

40 milionów złotych szkody i ryzyko wzrostu opłat dla mieszkańców

„Mieszkańcy ponoszą już dzisiaj konsekwencje opóźniającego się przetargu. Ponad 40 milionów złotych miasto Wrocław przesunęło na zagospodarowanie odpadów z tak zwanej wolnej ręki — to są dodatkowe koszty, które ponosimy i to wynika wprost z działań spółki” — powiedział Piotr Uhle.

Radny ostrzegł, że jeśli obecna sytuacja się utrzyma, stawki za odbiór odpadów mogą wzrosnąć nawet do 70 złotych miesięcznie od osoby.

„Dla czteroosobowej rodziny to 1500 złotych rocznie więcej. To jest dobry rower dla dziecka, którego po prostu nie kupicie przez błędy urzędników” — dodał.

„Nie damy się zastraszyć”

Uhle ujawnił, że wobec niego podejmowane są próby wywierania presji, w tym zawiadomienie złożone do prokuratury przez spółkę Ekosystem.

„Mimo wielu prób zastraszenia mnie, nie ma takiej możliwości, by ktoś tego typu metodami wpłynął na moje działania. Mam obywatelską i cywilną odwagę, by tę sprawę zanieść do właściwych organów” — zapewnił radny.

Podobne stanowisko przedstawił Marek Zalewski, były członek rady nadzorczej Ekosystemu:

„Nie damy się zastraszyć. Próby uciszania krytyki i odsuwania osób zadających pytania są nie do przyjęcia” — mówił.

Bezczynność prezesa Ekosystemu i brak reakcji Rady Miejskiej

Radny Uhle zarzucił prezesowi spółki Ekosystem, Pawłowi Karpińskiemu, ukrywanie dokumentów i brak współpracy z radnymi:

„Konsekwentnie odmawia się nam wglądu do dokumentów, które powinny być publiczne. To pokazuje, że coś jest do ukrycia” — stwierdził.

Skrytykował również brak reakcji przewodniczącej Rady Miejskiej Wrocławia:

„Trzy tygodnie temu wnioskowałem, by Rada Miejska złożyła zawiadomienie do prokuratury. Do dziś nie wykonano żadnego ruchu. To jest obowiązek, nie wybór.”

Historia uciszania krytyki i zwolnienia sygnalistów

Marek Zalewski wskazał na niepokojące przypadki zwalniania pracowników sygnalizujących nieprawidłowości:

„Zwalniana jest sygnalistka, mimo negatywnej opinii związku zawodowego. Zarzuty wobec niej są absurdalne. Widzimy, że próby wyjaśnienia sprawy kończą się represjami wobec osób, które zadają pytania” — mówił.

Zalewski przypomniał również, że sam został niespodziewanie odwołany z rady nadzorczej w grudniu ubiegłego roku, tuż przed planowanymi pytaniami o przetargi.

Zawiadomienie do prokuratury

Na zakończenie konferencji Uhle poinformował, że złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstw na szkodę gminy i spółki Ekosystem.

Zawiadomienie obejmuje podejrzenia:

  • przekroczenia uprawnień,

  • niegospodarności,

  • prześladowania sygnalisty,

  • zakłócania przetargu publicznego

„To jest sprawa, która dopiero się rozkręca. Ale mamy obowiązek działać – nie dla siebie, tylko dla mieszkańców Wrocławia” — podsumował radny.


PRZEDŁUŻENIE AKCJI „GOTOWI NA ZIMĘ”

PRZEDŁUŻENIE AKCJI „GOTOWI NA ZIMĘ”

Fundacja Weź Pomóż wraz ze Stowarzyszeniem SOS Wrocław informują o przedłużeniu działania punktu wydawania pomocy w ramach akcji „Gotowi na zimę”, który znajduje się w siedzibie fundacji przy ul. Poznańskiej 48 we Wrocławiu.

W odpowiedzi na duże zapotrzebowanie oraz liczne prośby mieszkańców, punkt pozostanie otwarty również w najbliższym tygodniu i będzie otwarty aż do 23 listopada. Najbliższy tydzień będzie zorganizowany według poniższego harmonogramu.

Każdego dnia obowiązuje określony zakres dostępnych darów:

HARMONOGRAM WYDAWANIA DARÓW

NIEDZIELA (9:00–13:00)

  • ciepłe ubrania i buty na zimę
  • środki czystości, pieluchy, papier toaletowy

PONIEDZIAŁEK (14:00–18:00)

  • chemia gospodarcza
  • środki higieniczne
  • wentylatory domowe
  • środki czystości, pieluchy, papier toaletowy

WTOREK – Narodowe Święto Niepodległości
Brak wydawania darów.

ŚRODA (14:00–18:00)

  • taborety i stołki medyczne, nakładki na toalety
  • środki czystości, pieluchy, papier toaletowy

CZWARTEK (14:00–18:00)

  • wózki inwalidzkie i chodziki (konieczne zaświadczenie od lekarza)
  • środki czystości, pieluchy, papier toaletowy

PIĄTEK (14:00–18:00)

  • buty i kurtki zimowe
  • środki czystości, pieluchy, papier toaletowy

Zapraszamy wszystkie osoby w potrzebie, a także tych, którzy chcieliby wesprzeć akcję darami rzeczowymi lub wolontariatem.

Kontakt i miejsce:
Fundacja Weź Pomóż
ul. Poznańska 48, Wrocław

„Razem możemy więcej. Nikt nie powinien marznąć.”


Dlaczego należy odwołać Jacka Sutryka i Radę Miejską Wrocławia?

Dlaczego należy odwołać Jacka Sutryka?

  1. Zarzuty karne. Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk usłyszał zarzuty dotyczące korupcji i oszustwa w związku z tzw. aferą Collegium Humanum.
  2. Służba wybranym, nie wszystkim. Sutryk konsekwentnie realizuje interesy wybranych deweloperów, zamiast działać w imię dobra wspólnego mieszkańców. W szczególności wspiera grupy spekulantów gruntami, którzy budują swoje fortuny na bliskich relacjach z urzędnikami miejskimi. Koszty tej polityki ponoszą mieszkańcy oraz dziedzictwo historyczne Wrocławia – przykładem są choćby tereny olimpijskie.
  3. Brak kompetencji w gospodarce odpadami. Zaniechania w tworzeniu miejskich kompetencji i przeciągane przetargi na zagospodarowanie odpadów doprowadziły do zapaści w systemie czystości miasta. Wrocław tonie w brudzie i szczurach, a w przyszłym roku mieszkańców mają czekać drastyczne podwyżki opłat – nawet do 70 zł od osoby. Czteroosobowa rodzina zapłaci 280 zł miesięcznie, czyli 3360 zł rocznie – prawie dwukrotnie więcej niż obecnie.
  4. Arogancja władzy. Prezydent wykazuje butę i lekceważenie wobec mieszkańców, nierzadko pozwalając sobie na obraźliwe komentarze i publiczne ataki na osoby, które się z nim nie zgadzają.
  5. Kolesiostwo i partyjniactwo. Obietnice transparentnych konkursów na stanowiska w miejskich spółkach pozostały pustymi deklaracjami. Konkursy – jeśli w ogóle są ogłaszane – często mają z góry znanych zwycięzców, wyłanianych spośród osób powiązanych politycznie lub towarzysko z otoczeniem prezydenta.
  6. Upadek Śląska Wrocław. Sutryk doprowadził piłkarski Śląsk do pierwszej ligi, a miasto – do „drugiej ligi” w jakości życia. Jednocześnie utrzymuje się „eldorado” dla sportowych działaczy. Kuriozalnym przykładem były wielomilionowe dotacje dla Śląska Wrocław Piłka Ręczna, przyznane w konkursie, w którym wygrać mogła tylko spółka zarządzana przez Wojciecha Granowskiego – męża Renaty Granowskiej, pierwszej zastępczyni Sutryka.
  7. „Dojenie” miasta przez układ towarzyski. Urząd i miejskie spółki stały się źródłem synekur dla „tłustych kotów” Sutryka. Stołki w radach nadzorczych wymieniane są w ramach politycznych układów, a pieniądze podatników trafiają do rad programowych, zarządów i komisji – często fikcyjnych lub zbędnych. W efekcie powstała „partia 127 dyrektorów i pluton prezesów” – sieć stanowisk, które służą głównie zaspokajaniu finansowych potrzeb zaplecza prezydenta.
  8. Brak wizji rozwoju miasta. W obliczu zmian gospodarczych i technologicznych Sutryk nie przedstawił spójnej wizji rozwoju Wrocławia. Miasto traci tempo inwestycyjne, a lokalna gospodarka pozostaje bez realnego wsparcia.
  9. Fiasko polityki transportowej. Pomimo ogromnych wydatków udział transportu zbiorowego w podróżach po mieście spadł z prawie 28% w 2018 r. do nieco ponad 21% w 2024 r.
  10. Propaganda zamiast dialogu. Prezydent stworzył wokół siebie aparat propagandowy, który zamiast rzetelnie informować mieszkańców – skupia się na budowaniu kultu jednostki i autopromocji.

Dlaczego należy odwołać Radę Miejską Wrocławia?

  1. Bierność wobec afery Sutryka. Minął rok od postawienia prezydentowi zarzutów, a radni wciąż nie podjęli skutecznych działań rozliczających. Nie wezwali go do rezygnacji, a wręcz przeciwnie – udzielili mu wotum zaufania za okres, w którym rektor Collegium Humanum był zatrudniony na kontrowersyjnej umowie z Wrocławskim Parkiem Technologicznym, uznanej przez prokuraturę za łapówkę o wartości 80 tys. zł.
  2. Reprezentowanie interesów deweloperów. Rada przestała działać w imieniu mieszkańców, a coraz częściej w interesie deweloperów i spekulantów gruntowych. Odrzucenie projektu uchwały „Wrocław przeciw patodeweloperom” pozbawiło miasto nawet 4 mld zł potencjalnych wpływów, które mogłyby zasilić budżet, a trafią do kieszeni wybranych firm.
  3. Konflikty interesów i powiązania z branżą. Radni nadzorujący sektor deweloperski są z nim powiązani w sposób budzący poważne wątpliwości. Dominik Kłosowski został przyłapany na lobbowaniu na rzecz dewelopera, a Sebastian Lorenc prowadził kampanię wyborczą finansowaną przez tajemniczego „darczyńcę”, którym – jak się później okazało – był jeden z największych deweloperów w mieście.
  4. Dorabianie w instytucjach podległych marszałkowi. Wielu radnych uzyskało dodatkowe, dobrze płatne posady w jednostkach samorządowych lub instytucjach kultury podległych marszałkowi województwa. Przykładowo: Agnieszka Dusza otrzymała etat w Urzędzie Marszałkowskim, Izabela Duchnowska została wicedyrektorką Teatru Polskiego, a Sebastian Lorenc – wiceprezesem Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego. Takie powiązania podważają ich niezależność.
  5. Zdrada niezależnych wyborców. Radni, którzy obiecywali niezależność od prezydenta, w praktyce weszli w jego orbitę polityczną. Robert Suligowski, Sławomir Czerwiński, Agnieszka Dusza, Izabela Duchnowska, Tadeusz Grabarek i Magdalena Razik-Trziszka stali się politycznym zapleczem skompromitowanego prezydenta, czym zawiedli zaufanie wyborców.
  6. Brak audytów w spółkach komunalnych. Rada nie zrealizowała obietnicy przeprowadzenia niezależnych audytów w miejskich spółkach, mimo licznych sygnałów o nieprawidłowościach i nepotyzmie.
  7. Zamknięcie się na mieszkańców. Rada Miejska nadal pozostaje instytucją hermetyczną i niedostępną. Mieszkańcy wciąż nie mają realnej możliwości zabierania głosu podczas sesji, a konsultacje społeczne są traktowane czysto formalnie.

Nie zatrzymacie referendum pięścią i kopaniem w twarz!

Przemoc słowna Sutryka i Granowskiej wzbudziła akt politycznego bandytyzmu.
Wolontariusz SOS Wrocław został pobity i skopany po głowie za poglądy polityczne.

 Gdy prezydent miasta korzystając ze swojej pozycji nazywa wolontariuszy "najgorszym rodzajem ludzi" i "bandą" która uprawia "łobuzerkę", a jego pierwsza zastępczyni - "ludźmi niebezpiecznymi" - nie mogą się dziwić, że dla niektórych jest to zezwolenie na stosowanie wobec współmieszkańców z SOS Wrocław przemocy fizycznej.
 
Z wstępnych ustaleń wynika, iż sprawca mógł być powiązany z jedną z organizacji deklarujących się jako „prodemokratyczne”.
Czy na ulicach Wrocławia doszło do reaktywacji bojówek o charakterze politycznym?
 
Do tej pory nasi wolontariusze byli nie tylko obrażani i opluwani.
W przeciwieństwie do poprzedniej akcji doszło szarpanie, wywracanie stolików do zbierania podpisów, rozjeżdżanie samochodem flag reklamujących punkty zbiórki.
 
Wczoraj nasz wolontariusz trafił na SOR, gdzie został zaopatrzony oraz zbadany tomografem, a sprawa bezzwłocznie została zgłoszona na Policję.
 

W ostatnich dniach skala przemocy jest bezprecedensowa i jest osobiście podsycana przez Jacka Sutryka, co dyskwalifikuje go jako lidera społeczności lokalnej. Nie zdał testu odpowiedzialności.

 
Wrocław miał być miastem otwartym 🕊️, twierdzą demokracji i wolności słowa.
Obecne władze nie mają granic i sięgną po każdą dostępną metodę, by ich przekręty i patologie nie ujrzały światła dziennego.
 
Nie pozwólmy na to.
 
Apelujemy do Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu o objęcie sprawy szczególnym nadzorem, aby uniknąć jakichkolwiek politycznych ingerencji.
Prosimy o jak najszybsze znalezienie sprawcy, by mieszkańcy mogli czuć się bezpiecznie.
 
Apelujemy również do świadków i właścicieli monitoringu wizyjnego o zgłoszenia i przesyłanie nagrań z wczorajszego wieczoru około godziny 21:00 z ul. Piłsudskiego (okolice baru mlecznego Wiking). To bardzo ważne.
 
Nie pozwólmy by trzymanie się stołków obecnej ekipy było okupione taką ceną.
Nie pozwólmy na niszczenie miasta w imię własnych interesów.
 
Pokażmy, że takimi metodami z wolą mieszkańców po prostu nie da się wygrać.
 
Dlatego apelujemy do wszystkich - zapraszamy do składania podpisów pod wnioskiem o referendum - link do listy punktów zbiórki: https://soswroclaw.pl/grafik/

Wspólniczka Jacka Sutryka skazana

Sprawiedliwości wreszcie stało się zadość. Renata Granowska po długiej epopei wyrzucona z PO. Hydrze ucięto jedną głowę. Druga nadal czeka na sprawiedliwość.

Granowska: brutalna polityk obdarzona dotykiem Midasa. Ale nietypowym.

Pierwsza wiceprezydent Wrocławia w polityce znana była od lat z bardzo ostrych metod, umiejętności podporządkowywania sobie i pozyskiwania ludzi. To ona groźbą lub obietnicą dzieliła i rządziła we wrocławskiej Platformie Obywatelskiej. To od jej łaski zależało obsadzanie dyrektorskich i prezesowskich stołków, ale także dostęp wielu drobnych możliwości zarabiania dla swoich zwolenników i ich rodzin. Trudno odmówić jej skuteczności. Tymi metodami od ubiegłego roku trzęsie klubem radnych KO w Radzie Miejskiej Wrocławia.

Wykształciła u siebie niespotykany u innych we Wrocławiu polityczny dotyk Midasa. Pieniądze publiczne potrafiła przekształcić w prywatne i kierować w odpowiednie miejsca. Zupełnym przypadkiem wielomilionowe dotacje trafiały do klubu sportowego prowadzonego przez jej męża i finansującego jej polityczne zaplecze. Zupełnym przypadkiem ten to wiceprezydent Granowska oraz jej mąż trafiali do rad nadzorczych publicznych spółek. Szczytem zbiegów okoliczności było, gdy ten sam mąż zaczął ciągnąć kasę z domu dziecka. Dzieci najpierw los ograbił z prawa do zwykłej rodziny. Rolę opiekuna wzięło na siebie społeczeństwo, pokrywając koszty wychowania i utrzymania dzieci. To dlatego tak często organizowane są zrzutki na domy dziecka. Granowscy zadziałali odwrotnie. 4 tysiące miesięcznie z domu dziecka podległego koleżance wiceprezydent zasilały na podstawie dziwnej umowy domowy budżet państwa Granowskich.  Nie widzieli w tym niczego niestosownego.

Granowska i Sutryk: trafił swój na swego

Granowska lubi się dobrze bawić, dobrze zjeść i wypić. Władza musi mieć przecież swoje luksusowe atrybuty. Dlatego nikt nie dziwił się, gdy zobaczył wielkie wydatki ze służbowej karty na jedzenie i picie. Nikt nie dziwił się kosztownym wyjazdom. Nikt też nie dziwił się, że umeblowanie jej gabinetu kosztowało tyle co niezły samochód.

Wszystko to sprawiło, że znalazła świetną nić porozumienia z innym lubiącym blichtr i dobrą zabawę samorządowcem: Jackiem Sutrykiem. Trafił swój na swego. I dopiero w tej współpracy Granowska rozwinęła swoje zdolności do rozmiarów wcześniej niespotykanych. Przekonana o potężnej pozycji i ciesząc się poparciem swojego coraz bardziej skompromitowanego pryncypała – rozpoczęła rozbudowywać swoje imperium. Obietnicą i groźbą podporządkowywała sobie innych polityków i pracowicie wiła sieć powiązań, które przekształcały pieniądze publiczne w prywatne.

To dzięki takim mechanizmom tworzą się mafie.

Granowska i śmieci: niebezpieczna gra

Renata Granowska nie waha się, gdy widzi możliwość uzyskania wielkich wpływów. Czy to dlatego próbowała wpływać na osoby decyzyjne, by opóźnić termin ogłoszenia przetargu na odbiór odpadów? Przypomnijmy, że mowa jest o przetargu wartym ponad MILIARD ZŁOTYCH. Odpowiednio duże opóźnienie przetargu może wpłynąć, że stanie się on mniej konkurencyjny. Podpisywane w międzyczasie umowy z dotychczasowymi wykonawcami oraz potencjalne ograniczenie konkurencyjności przetargu jest oczywiście na rękę oligopolowi firm śmieciowych, który wykształtował się we Wrocławiu.

Zapewne tylko przypadkiem to właśnie to te same firmy śmieciowe sponsorowały klub prowadzony przez męża Granowskiej i stanowiący zaplecze finansowe dla politycznego otoczenia wiceprezydent Wrocławia. Bo przecież tylko złośliwi mogą dostrzec w tym niezręczność, prawda?

Kto by się przejmował, że niekompetentne działanie spółki śmieciowej mogą doprowadzić do konieczności zapłacenia 100 mln zł kar. Czy ze względu na tę sytuację zimą ubiegłego roku papierami rzuciła ówczesna, przyzwoicie oceniana prezes miejskiej spółki Ekosystem? Tę informację najprawdopodobniej posiadają wyłącznie obie panie. Ale dużo tych przypadków, prawda?

Granowska wyrzucona z PO: czy to naprawdę oczyszczenie?

Szef PO w regionie powiedział do mediów, że jego partia posiada mechanizmy samooczyszczenia. Jednak czy rzeczywiście jest tak, jak mówią politycy?

Uczciwie trzeba przyznać, że usunięcie Granowskiej jest dobrą decyzją. Dającą pewne światełko nadziei. Być może stanie się pierwszym krokiem do przywrócenia elementarnych zasad w życiu publicznym. Jak będzie? Czas pokaże już niebawem.

Hydra, której we wtorek ucięto jedną głowę ma jeszcze drugą. Tą głową jest Jacek Sutryk, skompromitowany polityk bez honoru, z którym Platforma Obywatelska nadal jest w koalicji. W koalicji, którą zawierała Renata Granowska. Wszystko to żyrowali z mniejszą lub większą gorliwością radni PO i innych formacji w klubie. Część nie ograniczyła się do żyrowania – pełnymi garściami czerpała korzyści wynikające z wejścia w rządzącą miastem klikę.

Sprawiedliwość w polityce: tylko mieszkańcy mogą wyciągnąć odpowiedzialność

Granowska została skazana, Sutryk nadal rządzi miastem. Obydwoje są formalnie niewinni, jednak ich dokonania powinny przekreślić ich polityczną przyszłość. Są politykami skompromitowanymi i niegodnymi pełnienia funkcji, które przyszło im dziś zajmować.

Paragrafami i prawomocnymi wyrokami niech zajmie się prokurator i sędzia. Jednak już dziś wiadomo z politykami jakiego formatu mamy do czynienia. Już dziś światło dzienne wyszło wystarczająco wiele faktów, byśmy mogli orzec – czy Jacek Sutryk i Renata Granowska mają dalej rządzić Wrocławiem przez najbliższe 4 lata? Czy ta tragikomiczna para prezydencka jest jeszcze w stanie zrobić dla miasta coś dobrego? Czy interesy Wrocławia będą należycie zabezpieczone w czasie gdy rządzić nim będą politycy bez przyszłości?

To społeczeństwo Wrocławia staje się dziś ławą przysięgłych. I może wyciągnąć polityczną odpowiedzialność w najbardziej demokratyczny z demokratycznych sposobów: podpisując się za wnioskiem i biorąc udział w referendum w sprawie odwołania prezydenta oraz Rady Miejskiej Wrocławia.

Nie bądźmy obojętni. Zło zwycięża, gdy dobrzy ludzie milczą. Czas na liczne podpisy pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Sutryka. Odetnijmy hydrze drugą głowę i dajmy wrocławianom drugą szansę, by wybrali swoje władze. Za pierwszym razem ewidentnie zostali bowiem wprowadzeni w błąd.