Dlaczego Renata Granowska powinna powołać męża na prezesa Śląska Wrocław
19 lutego, 2026Opinie,Aktualności
Od przekazania przez miasto 30 mln zł na piłkarski Śląsk Wrocław wiceprezydent Renata Granowska dwoi się i troi, by przejąć kontrolę nad klubem. Mamy dla pani prezydent radę od serca. Pani Renato! Zamiast tracić czas na udawanie procedur i niepotrzebny teatrzyk powinna Pani obsadzić funkcję prezesa Śląska Wrocław swoim mężem.
30 milionów powodów
30 milionów, które trafiło ostatnio na działalność Śląska Wrocław rozbudza wyobraźnię wielu. Szczególnie tych przedsiębiorczych, którzy wiedzą jak się robi pieniądze na sporcie. Śląsk Wrocław miał „szczęście” do takich ludzi przez wiele, wiele lat.
Nic więc dziwnego, że na nowo zainteresowanie zawodową piłką nożną przejawiła Renata Granowska. Ktoś mógłby zapytać: dlaczego na nowo? Przecież w lożach VIP można było panią prezydent widzieć regularnie.
Otóż jeszcze nie tak dawno próbowała przekonać opinię publiczną, że „nigdy nie zajmowałm się sportem zawodowym w mieście i nie zajmuję się. Sport zawodowy jest poza mną”.
Wówczas zarzucano jej konflikt interesów. Tak się składa, że gdy wielomilionowe dotacje z miasta otrzymywał Śląsk Wrocław Handball – jego prezesem był mąż wiceprezydentki. Znany ze zdolności do dorabiania, niezależnie czy to w jeleniogórskich wodociągach czy też w… sierocińcu, co wzbudziło powszechne i uzasadnione oburzenie opinii publicznej.
Przywracamy ręczne sterowanie?
Dziś jednak takich skrupułów wiceprezydent Granowska nie ma i zapomniała, że zawodowym sportem nigdy miała się nie zajmować. Teraz już się „znowu” zajmuje.
Nie tylko pojawiła się przebrana w bluzę klubu na spotkaniu z kibicami, gdzie zebrała wiele krytycznych i oburzonych obecną sytuacją uwag. Kibice mieli wypomnieć jej współodpowiedzialność za kolesiostwo, niegospodarność i spadek Śląska do pierwszej ligi. Niezrażona, za plecami zarządu, miała prowadzić rozmowy o ratunkowym zatrudnieniu Ryszarda Tarasiewicza na stanowisku głównego trenera.
Zrobiła to pomimo obietnic, że ręcznego sterowania nie będzie. Pytana przez Gazetę Wrocławską przyznała, że z racji pełnionego stanowiska spotyka się z różnymi osobami, aby rozmawiać o piłce nożnej i sporcie.
Ale zaraz, zaraz. To jak to miało być? Czy ktoś uważa Wrocławian za idiotów czy po prostu ordynarnie kłamie? Pani prezydent jednak zajmuje się zawodowym sportem i miała potężny konflikt interesów gdy przekazywała dotację na klub prowadzony przez jej męża?
Mieszkańcom i kibicom obiecywano koniec ręcznego sterowania. Miało nie być wchodzenia do szatni, co obiecywał Jacek Sutryk. Miało skończyć się uzgadnianie strategii klubu i negocjowanie kontraktów zawodników w gabinetach polityków. Miało skończyć się zwalnianie dyrektorów sportowych przez urzędników. Wszystko miało być pięknie. Ale nadszedł czas, a wraz z czasem – nadeszła Ona.
Uroki władzy – wszystko zostaje w rodzinie
Nie jest tajemnicą, że nic pani Granowskiej nie „kręci” jak władza. Nie tylko zbudowała sobie pozycję utkaną na niemoralnych zależnościach finansowych radnych miejskich. Nie tylko korzysta z przywilejów władzy takich jak wystawne jedzenie i picie opłacane służbową kartą czy też szampańska zabawa na służbowych wyjazdach do dalekich krajów. Nie tylko wchodzi na głowę Jackowi Sutrykowi do tego stopnia, że niektórzy nazywają ją „nadprezydentką”. Zdaniem innych to za mało – bardziej właściwym tytułem wydaje się być Grafini bądź Księżna Wrocławia.
Teraz Renata Granowska chce ręcznie sterować klubem piłkarskim. Oczywiście, to pani prezydent się należy, nie śmiemy polemizować. Tylko po co te cyrki i ceregiele. Prezesem klubu powinien zostać doświadczony małżonek pani Renaty – Wojciech. Przyśpieszy to obieg informacji i nikt nie będzie miał wątpliwości co do tego, że zarząd realizuje wolę właściciela. Oficjalną strategię będzie można ustalić np. przy niedzielnym, rodzinnym rosole.
Złośliwi mogą powiedzieć, że do wskazywania zarządowi woli właściciela jest Rada Nadzorcza i Biuro Nadzoru Właścicielskiego. Aby ułatwić sprawę na funkcji jednoosobowej Rady widzielibyśmy Roberta Leszczyńskiego. Ten emerytowany żołnierz od dłuższego czasu pełni rolę młodszego kapciowego na dworze Granowskiej i w wolnych chwilach egzekwuje jej wolę w klubie Koalicji Obywatelskiej w Radzie Miejskiej Wrocławia. Wynagrodzenie za pracę w radzie nadzorczej mogłoby być oszczędnością dla finansów państwa, bo wówczas Leszczyński nie musiałby upychać swojej rodziny po zaprzyjaźnionych urzędach.
Wszyscy będą zadowoleni, bo decyzyjność i władza będą skupione w jednych rękach. Ktoś zakrzyknie, że władza absolutna deprawuje absolutnie. I pewnie coś w tym może być. Bo jednolitość władzy to również jednolita i pełna odpowiedzialność za porażki. A ta może nadejść szybciej, niż się niektórym wydaje.
Czy przez Granowską Śląsk zmarnuje ostatnią szansę na odbudowę zaufania?
Sytuacja jest tak tragiczna, że niewiele pozostaje poza pustym śmiechem. Ostatnia szansa, którą dostał Śląsk Wrocław od radnych może zostać zaprzepaszczona ze względu na apetyt na władzę i wpływy jednego środowiska.
Na Śląsk Wrocław patrzy teraz cały kraj. Żaden miejski klub po serii upokarzających porażek sportowych i finansowych nie dostał takiego koła ratunkowego na nowy start jak nasz – wszystkich podatników wrocławskich – klub.
Zadaniem dziennikarzy, polityków, opinii publicznej i – szczególnie – oddanych kibiców będzie teraz szczegółowa obserwacja wszelkich decyzji, które będą zapadały w Śląsku w najbliższych miesiącach. Bo każda decyzja podjęta pod dyktando polityków, którzy chcą bawić się w menedżerów piłkarskich za nasze pieniądze będzie ze swojej definicji podejrzana.
Każdy rodzic, który kocha swoje dziecko wie, że nie zawsze właściwym rozwiązaniem jest wyciągnięcie z kieszeni kolejnego cukierka. Nadszedł czas odpowiedzialności i konsekwencji. A pani Granowska powinna swoje chciwe na władzę ręce trzymać od klubu z daleka, choć talentu do wykrywania dobrych interesów trudno jej odmówić.
Do sprawy będziemy jeszcze wracać, bo jest do czego.
PETYCJA POPARCIA W SPRAWIE WZMOCNIENIA ROLI RAD OSIEDLI WE WROCŁAWIU
NIEZALEŻNY KONGRES OSIEDLOWY
Jako Mieszkańcy Wrocławia, obecni i byli Radni Osiedlowi, osoby planujące kandydowanie w nadchodzących wyborach do Rad Osiedli oraz sympatycy społecznych ruchów miejskich i działań obywatelskich, zwracamy się z niniejszą petycją do Prezydenta Wrocławia oraz Rady Miejskiej Wrocławia o realne wsparcie i wdrożenie postulatów wypracowanych podczas pierwszego Niezależnego Kongresu Osiedlowego.
Kongres odbył się 13 września 2025 roku i zgromadził przedstawicieli wielu Wrocławskich osiedli, środowisk społecznych oraz osoby aktywnie zaangażowane w sprawy lokalne. W obliczu kończącej się w 2026 roku pięcioletniej kadencji Rad Osiedli oraz nadchodzących wyborów, uznajemy ten moment za kluczowy dla przyszłości samorządu osiedlowego we Wrocławiu. Radni Osiedlowi pełnią swoją funkcję społecznie, działając najbliżej mieszkańców i najlepiej znając realne lokalne potrzeby, wyzwania oraz potencjały rozwojowe. Zaangażowanie Radnych Osiedlowych może przynieść rzeczywiste i trwałe efekty jedynie wówczas, gdy funkcjonowanie jednostek pomocniczych gminy oparte jest na stabilnych, przejrzystych i nowoczesnych zasadach. Dotychczasowe doświadczenia jednoznacznie wskazują, że bez systemowych zmian potencjał osiedli pozostaje w dużej mierze niewykorzystany oraz pozbawiony sprawczości.
POODPISZ PETYCJA DO PREZYDENTA WROCŁAWIA I RADY MIEJSKIEJ WROCŁAWIA
My niżej podpisani, uznajemy, że osiedla stanowią fundament życia lokalnego oraz kluczowy element naszej wspólnoty samorządowej. To właśnie w osiedlach koncentruje się codzienne życie mieszkańców, ich potrzeby i wyzwania, a także potencjał dla rozwoju społecznego i obywatelskiego. Dostrzegamy jednak, że dotychczasowy model funkcjonowania osiedli w Gminie Wrocław wymaga dalszych zmian, aby sprostać nowym wyzwaniom. Potrzebna jest wspólnie nakreślona wizja, która uczyni z osiedli realnie sprawcze organy samorządu lokalnego, wyposażone w odpowiednie kompetencje, narzędzia i zasoby. Kierując się zasadą odpowiedzialności za nasze małe ojczyzny, przedstawiamy poniżej memorandum zawierające postulaty, które powinny stać się podstawą reformy osiedli w naszym mieście.
1. KOMPLEKSOWA REFORMA OSIEDLI
- Szeroka i kompleksowa analiza potrzebnych zmian uwzględniająca jednocześnie ważne aspekty funkcjonowania osiedli.
- Prowadzenie rzetelnych konsultacji z Mieszkańcami oraz Radami Osiedli.
- Transparentny dostęp do informacji dotyczących przebiegu prac Zespołu ds. Reformy Osiedli oraz regularna publikacja podjętych ustaleń.
2. PILNA CYFRYZACJA OSIEDLI
- Wprowadzenie cyfrowego rejestru uchwał, pism, wniosków oraz otrzymanych odpowiedzi.
- Obowiązkowa transmisja audiowizualna przebiegu sesji i komisji Rad Osiedli wraz z umożliwieniem prac w trybie hybrydowym.
- Wdrożenie jednolitej platformy cyfrowej do komunikacji z mieszkańcami, zgłaszania problemów i prowadzenia konsultacji.
3. WZMOCNIENIE KOMPETENCJI, SPRAWCZOŚCI I ZNACZENIA OSIEDLI
- Umożliwienie kierowania uchwał i wniosków w formie „interpelacji” oraz obowiązku otrzymania odpowiedzi w określonym terminie.
- Wprowadzenie mechanizmu udziału przedstawicieli osiedli w posiedzeniach komisji i sesjach Rady Miejskiej oraz cyklicznych spotkań z władzami miasta.
- Możliwość korzystania z pomieszczeń i lokali obiektów gminnych bez zbędnych formalności i opłat, a także do bezpłatnego dyżuru radców prawnych.
4. STABILNE FINANSE OSIEDLI
- Wdrożenie jednolitego i przejrzystego algorytmu podziału środków budżetowych dostosowanego do powierzchni osiedla, liczby mieszkańców oraz zabudowy mieszkalnej.
- Stworzenie Funduszu Infrastruktury Osiedlowej dotyczącego bieżących remontów, modernizacji i napraw istniejącej infrastruktury publicznej.
- Ustalenie podstawowych stawek diet Radnych Osiedlowych w zależności od pełnionych funkcji, finansowanych bezpośrednio z budżetu gminy.
PODSUMOWANIE
Wzywamy zatem Prezydenta Wrocławia oraz Radę Miejską Wrocławia do podjęcia rzeczywistego, partnerskiego dialogu z przedstawicielami osiedli oraz do wdrożenia powyższych postulatów jako elementu kompleksowej reformy jednostek pomocniczych gminy. Przedstawione postulaty stanowią efekt szerokiej debaty, wymiany doświadczeń oraz wspólnej pracy Radnych Rad Osiedli, Mieszkańców, społeczników i ekspertów, zaangażowanych w sprawy lokalne z perspektywy praktycznej i obywatelskiej.
Wybory w KO: stronnicy ratusza łączą siły, czy Jaros pójdzie va banque?
16 lutego, 2026Opinie,Aktualności
Ratusz otwiera szampana. Już dawno we Wrocławiu tak wiele nie zależało od tak niewielu. W najlepsze trwają układanki w Koalicji Obywatelskiej. Mamy poniedziałek, a nie ucichł huk wystrzelonych korków z butelek szampana we wrocławskim ratuszu. Anna Sobolak wycofała się z kandydowania na szefową miejskich struktur KO i zdecydowała się o poparciu urzędowego pupilka — Roberta Leszczyńskiego. Razem mogą liczyć na sto kilkadziesiąt głosów i zająć istotną pozycję w walce o zwycięstwo. To pierwszy ruch jednoczący frakcje Śmieciowych Królowych (Granowskiej i Sobolak) z frakcją urzędniczą.
Władza lubi spokój
To dobry znak dla wszystkich, których cieszy ekipa, która czerpie szerokimi strumieniami korzyści z władzy we Wrocławiu. Dla wszystkich, którzy bezrefleksyjnie poparli przekazanie następnych 30 mln zł na Śląsk Wrocław, popierają niepobieranie należytej kontrybucji od spekulantów na rynku patodeweloperskim, tworzą szklarniowe warunki do rozwoju prywatnych firm śmieciowych i wspierają panoszącą się po mieście i wszechobecną kolesiozę.
Kanapy wracają do gry
Czy Leszczyński uzyska poparcie kanap w gabinecie Grzegorza Schetyny przy ul. Ofiar Oświęcimskich? Póki co oficjalnym kandydatem na szefa wrocławskich struktur KO jest Jarosław Duda-Latoszewski. Kiedyś członek rządu i europoseł, dziś prezes wojewódzkiego DOLMED-u, który obrusza się, gdy ktoś nazwie go kierownikiem przychodni. Po odsunięciu środowiska kanapowego od wpływów w piłkarskim Śląsku Wrocław na pewno połączenie sił ze stronnictwem ratuszowym będzie trudne, ale nie niemożliwe. Sto kilkadziesiąt głosów Leszczyńskiego i 30–40 Dudy to poważna zaliczka do starcia, które nadchodzi wielkimi krokami.
Dwór się kruszy
Czy taka liczba głosów wystarczy? Na pewno będzie łatwiej wobec podziału w dawnym środowisku Jarosa. Od wiceministra w rządzie Donalda Tuska odwróciło się wielu wiernych mu przez lata działaczy. Kością niezgody była polityka szarej eminencji na dworze Jarosa, czyli Maurycego Graszewicza. Ten, zamiast pozyskiwać poparcie dla swojego pryncypała, to je trwonił angażując się w konflikty, obrażając się i przede wszystkim nieustannie intrygując.
Bunt Bryłki
Punktem przełomowym było zerwanie się spod kontroli Graszewicza Krzysztofa Bryłki, który pokazał, że posiada własną pozycję w partii. Nie dość, że nie pozwolił wymienić się w kole na osobę z otoczenia rodzinno-towarzyskiego Graszewicza, to zgłosił swoją kandydaturę na szefa KO we Wrocławiu. Bryłka to były szef koła Wrocław w Nowoczesnej, bez sukcesów ubiegał się o mandat poselski. Po przejściu do Platformy był identyfikowany z Jarosem.
Jaros gra va banque
Według coraz częściej pojawiających się informacji w sztabie Jarosa zrozumieli już, że wystawianie Graszewicza byłoby strategicznym błędem i obnażyłoby słabość środowiska. Dlatego otoczenie wiceministra z Wrocławia podjęło decyzję o zmianie kandydata. Jednak nie chodzi o logiczną — wydawać by się mogło — decyzję o zakopaniu topora wojennego i poparcie Bryłki, a start… samego Michała Jarosa.
Jaros, mimo poniesionych strat, w partii jest nadal popularny. Ostro wypowiada się o polityce miejskiej, jednak w poglądzie na współpracę z magistratem osamotniony przez radnych wybranych z list ułożonych mu przez Graszewicza. Czy wystarczy mu głosów, by przegonić ewentualny sojusz Leszczyńskiego i Dudy? Z pewnością dużo łatwiej byłoby, gdyby nie to, że jego środowisko będzie miało dwóch kandydatów — jego samego i Bryłkę. Wygląda na to, że w związku z tym wypadają z gry o najwyższe stawki, choć Jaros zarejestrował swoją kandydaturę tylko na poziomie regionalnym. Jak będzie ostatecznie? Dowiemy się w najbliższych dniach.
Cichy gracz z Nowoczesnej
Wszystkiemu przygląda się z pewnego dystansu Tadeusz Grabarek, który ogłosił swoje ambicje powalczenia nie tylko o Wrocław, ale również o cały Dolny Śląsk. Grabarek często mówi o sobie, że jest maksymalistą i wieść gminna niesie, że do partii wstąpił z niemałą liczbą członków Nowoczesnej. Ci członkowie to osoby w większości dość niedawno przyjęte do partii, są więc zaangażowani, mają opłacone składki członkowskie i zapewne licznie wezmą udział w wyborach.
Dlatego mniej istotne wydają się krytyczne wobec Platformy Obywatelskiej i Jacka Sutryka wypowiedzi Grabarka, które wypominają mu media. Bardziej istotne jest to, czy aktyw Nowoczesnej nie podzieli się na ostatniej prostej. Gdy dobrze przyłoży się ucho tu i tam, to słyszymy, że chrapkę na funkcję szefowej miejskich struktur miała posłanka z Nowoczesnej, Jolanta Niezgodzka. Lider formacji raczej nie popiera jej ambicji, bo na niedzielnym dwudziestopięcioleciu KO Grabarek wystąpił w otoczeniu innych kobiet samorządu — Magdaleny Razik-Trziszki oraz Magdaleny Piaseckiej.
Podsumowanie: wybory, które pokażą układ sił
Wybory w miejskiej Koalicji Obywatelskiej we Wrocławiu zapowiadają się nie jako starcie programów, lecz test realnych wpływów i zdolności mobilizacji partyjnego zaplecza. Nie dajmy się jednak zwieść – waga tych wyborów dla dalszego funkcjonowania miasta jest pierwszorzędna i wyznaczy dynamikę prac Rady Miejskiej Wrocławia, w której KO nadal ma samodzielną większość.
Z jednej strony widać konsolidację środowisk związanych z ratuszem i administracją miejską, z drugiej — wyraźne pęknięcie w obozie Michała Jarosa. W tle pozostaje Nowoczesna z własnymi ambicjami i potencjałem organizacyjnym. Najbliższe tygodnie pokażą, czy decydująca okaże się logika jednoczenia frakcji wokół władzy, czy też mobilizacja partyjnych struktur przeciwko niej. Jedno jest pewne — wynik tych wyborów będzie miał znaczenie nie tylko dla lokalnych struktur KO, ale dla całego układu politycznego we Wrocławiu.
Z całą pewnością czeka nas jeszcze wiele zwrotów akcji, dlatego zachęcamy do śledzenia naszej strony!
Kto kogo wygryzie w KO? Cztery frakcje wchodzą na pole bitwy
29 stycznia, 2026Opinie,Aktualności
Wczoraj zarysowaliśmy stawkę wyborów wewnętrznych w KO. Dziś postaramy się opisać cztery najważniejsze frakcje i środowiska, które staną w szranki o polityczne życie, stołki, kariery i wpływy. Nie dowiecie się z tego tekstu dużo o interesach mieszkańców, które podnoszą na sztandary politycy, bo tego po prostu nie robią. W politycznej walce na śmierć i życie chodzi o coś zupełnie innego.
Czy szara eminencja wyjdzie z cienia?

Pierwsza frakcja jest związana z szefem partii w regionie, Michałem Jarosem. W wyborach reprezentować ma ją Maurycy Graszewicz. Dziś szeregowy członek zarządu regionu, ale ma opinię szarej eminencji partii i najbliższego doradcy dzisiejszego szefa regionu. Człowiek doświadczony i bardzo sprytny, jednak do formy anegdoty urosły opowieści o tym jak objęcie tej samej funkcji obiecywał niemalże jednocześnie dwóm lub trzem osobom. A że zainteresowani dowiedzieli się o sprawie to… już nikt nie miał ochoty z Graszewiczem rozmawiać. Jednego nie można mu odmówić – w zdolności do jednoczenia partyjnego ludu przeciwko sobie mógłby stawać w szranki z weteranem platformerskich bojów – Jarosławem Charłampowiczem.
Zwycięstwo Graszewicza może oznaczać, że we Wrocławiu wiele się nie zmieni – jego nieoficjalne rządy w partii nie przełożyły się do tej pory na postawienie choćby trudnych warunków prezydentowi Sutrykowi.
Śmieciowe królowe przejmą Wrocław?
Drugie środowisko to ekipa Renaty Granowskiej. Wiceprezydent Wrocławia najchętniej wystartowałaby sama, ale została z hukiem wyrzucona z partii. Dlatego w walce o szefową struktur reprezentować będzie ją posłanka Anna Sobolak. Łączona przez Gazetę Wyborczą z wrocławską aferą śmieciową parlamentarzystka była bohaterką jednego z naszych ostatnich tekstów pt. „Czy we Wrocławiu działa śmieciowa ośmiornica?” – zachęcamy do lektury. Smaku historii dodaje wybitny i pełen szacunku występ posłanki w Radio Rodzina, w której pyta co ma jej dobrze wykształcony mąż w życiu robić, CIECIEM BYĆ?
Kto wie czego jeszcze dowiemy się o tej historii, gdyż w ostatnich tygodniach śledztwo w tej sprawie wszczęła katowicka delegatura Prokuratury Krajowej. Tak, TA delegatura.
Ale nie dajmy się zwieść, to Granowska kieruje swoją spółdzielnią. Sobolak będzie chciała przywrócenia pryncypałki do partii i pełnej współpracy partii ze oskarżonym o korupcję i oszustwa Jackiem Sutrykiem. To będzie potwierdzenie, że partia popiera wszystkie patologie, które obciążały Granowską – dotacje dla klubu sportowego zarządzanego przez jej męża, dorabianie w sierocińcu, płacenie służbową kartą i na koniec bardzo ważne: wulgarność i ogólny niski poziom kultury osobistej. To będą zachowania w partii nie tylko oficjalnie tolerowane ale wyniesione wręcz na sztandary.
Zwycięstwo Sobolak to zła informacja, dla wszystkich, którzy chcą zmian we Wrocławiu. Nie spodziewamy się jednak, by tą perspektywą martwili się właściciele firm śmieciowych obsługujących miasto.
Wraca nowe: czy to znów czas Grzegorza Schetyny?
Trzecie środowisko gromadzi się na kanapach w gabinecie Grzegorza Schetyny. Doświadczony i wytrawny gracz jakim jest były Marszałek Sejmu, Wicepremier i szef MSZ (a można wymieniać jeszcze długo!) już zaklepał sobie miejsce na wypadek przegranej w walce o polityczne być albo nie być. W przypadku, gdyby spotkał go brak sensownej propozycji startu do parlamentu – nagrodą pocieszenia ma być dla niego prezydentura Wrocławia.
Jego czempionem w walce o kierowanie strukturami KO we Wrocławiu może być zarówno wiceprezydent Michał Młyńczak jak i radny Robert Leszczyński, który niedawno ochoczo kandydaturze „Grzegorza” ochoczo przyklasnął i to jeszcze w telewizji.
Schetyna traci wpływy we Wrocławiu, trudno inaczej oceniać ostatnie zmiany w Śląsku Wrocław. Michał Mazur, który niedawno utracił funkcję prezesa klubu, był człowiekiem kojarzonym z byłym marszałkiem Sejmu. Sutryk go zwolnił i zastąpił niezależnym Remigiuszem Jezierskim. Zmiana wydaje się być obiecująca, ale miało wzbudzić na wspomnianych kanapach gniewny pomruk niezadowolenia.
Młyńczak i Leszczyński to wierni żołnierze. Jednak ten pierwszy gdyby wystartował okazałby pewną nielojalność względem swojego oficjalnego szefa – Jacka Sutryka. Leszczyński jest szefem klubu KO a zawodowo pracuje bezpośrednio z sekretarzem generalnym partii – Marcinem Kierwińskim. To jego silne, warszawskie plecy. Czy wystarczą?
Zwycięstwo tego środowiska oznacza powrót do tego, co było. W Śląsku Wrocław oraz na styku z wielkim biznesem deweloperskim, który dziś i tak jest znakomicie obsługiwany przez Jacka Sutryka. Dla zwykłego mieszkańca oznacza to stagnację. I wiele, wiele publicznych milionów na Śląsk Wrocław.
Nowoczesna zmiana? Czyli jaka?
Czwarte środowisko to nieoczekiwanie wchodząca przebojem do KO Nowoczesna. Do walki stanąć ma radny Tadeusz Grabarek, który jako szef dolnośląskich struktur .N zadbał, by jej członkowie licznie stawili się jako kandydaci do nowej-starej partii. Zaskoczenie liczebnością struktur u niektórych polityków było tak duże, że zaczęli się (z pewnymi sukcesami) domagać weryfikacji wszystkich związanych z dawną partią Ryszarda Petru. Jednak patronat Adama Szłapki, którym może wylegitymować się Grabarek, z pewnością pomoże w odnalezieniu drogi do ucha przewodniczącego Tuska w razie gdyby sprawa miała stanąć na ostrzu noża.
Czego można spodziewać się po zwycięstwie Grabarka? Ludzie Nowoczesnej chcą by struktury powiatowe miały realną sprawczość. Największym zagrożeniem jest tu Renata Granowska, która nie tylko ośmieszyła władze partii żonglowaniem umowami koalicyjnymi. Jest również realnym obciążeniem wizerunkowym dla formacji, co potwierdziły władze partii usuwając kontrowersyjną polityczkę ze swojego grona.
Dlatego ludzie Nowoczesnej najpewniej będą chcieli doprowadzić do wymiany wiceprezydent Granowskiej na swojego człowieka, który nie będzie obciążony aferalną przeszłością. To również sposób, by pokazać sprawczość, skuteczność i zdolność do wymuszenia ustępstw na Jacku Sutryku.
Kto miałby zastąpić Granowską? Wiele mówi się o obecnym szefie urzędowego departamentu Kultury i Sportu, Jarosławie Perducie. To doświadczony w pracy samorządowej specjalista, szanowany i lubiany w instytucjach kultury. Wielokrotnie był przymierzany przez media nawet do funkcji Prezydenta Wrocławia.
Zwycięstwo Grabarka nie zmieni wiele w relacjach KO – Jacek Sutryk ale wymiana Granowskiej, gdyby zakończyła się powodzeniem – z pewnością sprawiłaby, że wielu urzędników, aktywistów, ludzi kultury i organizacji pozarządowych odetchnęłoby z ulgą.
Czy do wyścigu dołączą czarne konie?
Dla kronikarskiego porządku dodajmy, że przez część działaczy do funkcji szefowej KO we Wrocławiu przymierzana jest również Jolanta Niezgodzka, posłanka Nowoczesnej. Czy w .N się dogadają czy nie – dowiemy się w nadchodzących tygodniach.
W grze mogą pojawić się również czarne konie. W ostatnich dniach z funkcji wiceprezesa Dozamelu (spółki Skarbu Państwa) odwołany został Krzysztof Bryłka. Dziennikarze spekulują, że ma to związek z rozluźnieniem jego związków z Maurycym Graszewiczem. Bryłka nie dość, że ośmielił się wystartować w wyborach w jednym z kół przeciwko kandydatce związanej ze wspomnianym dżentelmenem, to jeszcze ośmielił się je wygrać! To zaliczka kilkudziesięciu szabel, które we wrocławskich szrankach mogą okazać się istotne.
Podobnym czarnym koniem może okazać się radny Mateusz Żak, dziś wiceszef wrocławskich struktur KO oraz pełniąca funkcję szefowej partii w mieście senator Barbara Zdrojewska. Trudno dziś jednak szacować ich szanse, tak samo jak wykluczyć i to, że wobec trudnego wyboru pojawi się ktoś nowy, kto uczyni wybór jeszcze trudniejszym.
Potrzeba się nieźle napracować, by wszystko zostało po staremu
Jak widać na tak zarysowanym planie pola bitwy – kandydatów nie brakuje. 20 lutego mija czas na formalne zgłoszenia, więc wówczas dowiemy się jak zakończy się trwający obecnie proces preselekcji kandydatów. Realny jest jednak scenariusz, w którym członkowie KO będą mieli bardzo szeroki wybór. Który może zakończyć się niedużymi różnicami w wyniku poszczególnych kandydatów. I choć w wyborach drugiej tury jak w Polsce 2050 nie będzie – może zabraknąć wyraźnego zwycięzcy.
To będzie oznaczało nie tylko słaby mandat ale również trudności ze zbudowaniem trwałego układu władzy. Ta będzie musiała być zbudowana w oparciu o egzotyczne koalicje. To oznacza wieczne dyskusje i awantury, przeciągające się w czasie decyzje. I małą sprawczość.
Dylematy słabszych graczy: Grabarek czy Granowska?
Tymczasem będziemy obserwować twarde starcie pomiędzy Renatą Granowską a Tadeuszem Grabarkiem. Kto wyjdzie z niego zwycięsko? Wiele może zależeć od Maurycego Graszewicza, który prędzej czy później musi zrozumieć, że jego szanse na zwycięstwo nie graniczą nawet z czysto matematycznymi. Czy zdecyduje się zasypać rowy podziałów z Renatą Granowską, kopane od lat? Czy też poprze Grabarka, którego dołączenie do KO próbował z wielkim wysiłkiem zablokować lub przynajmniej zmniejszyć liczebność jego drużyny?
Na podobne pytanie musi odpowiedzieć sobie środowisko kierujące polityką z kanap w gabinecie Grzegorza Schetyny.
Sutryk obstawia… wszystkich
Cichym zwycięzcą wyborów w KO jest już dziś… Jacek Sutryk. Każdy z wariantów konserwuje jego władzę i dzieli odpowiedzialność za grzechy z partią obecnej władzy. W ratuszu mogą spać spokojnie.
A co z mieszkańcami? Przecież to o ich dobro ma w tym wszystkim chodzić. Mieszkańcy niech dziś uważnie obserwują, bo salon wybiera sobie nową konfigurację. Ważne, by cały proces czytać bez upiększania i rozumieć jakie interesy stoją za poszczególnymi środowiskami.
W tych wyborach nie zagłosujesz a i tak mogą zmienić Twoje miasto
28 stycznia, 2026Opinie,Aktualności
Nadchodzą wybory, które zdecydują o przyszłości Wrocławia i choć większość naszych czytelników nie będzie mogła w nich zagłosować. Zadecydują o tym interesy których grup zgromadzonych wokół Wrocławia będą „na wierzchu”.
Te wybory to wewnętrzne wybory w Koalicji obywatelskiej. Trwają już teraz w kołach, ale już 8-go marca poznamy liderów struktur dolnośląskich i wrocławskich. W międzyczasie będziemy obserwować przejawy tej walki w lokalnych mediach.
Jak przebrnąć przez ten chaotyczny czas i nie utracić najważniejszych wątków sprzed oczu? Przygotowaliśmy dla Ciebie, Czytelniku, serię tekstów, które bez mydlenia oczu, bez upiększania pomogą zrozumieć co dla przyszłości miasta oznaczają przepychanki pomiędzy środowiskami, które rządzą stolicą Dolnego Śląska oraz dzielą – stanowiska i frukta. Gotowi? No to zaczynamy!
Kto będzie dzierżył długopis?
Jaka jest stawka tych wyborów? Pewnie myślisz, drogi czytelniku, że chodzi o możliwość odsunięcia grup interesów od spraw Wrocławia? Rozwiązania jego palących problemów ze śmieciami, z patodeweloperką albo doprowadzenie do dobrej prywatyzacji Śląska Wrocław?
Rzeczywistość jest dużo bardziej brutalna i przyziemna. Partyjny wyścig to swoisty wyścig po długopis, którym stworzone będą listy wyborcze – najpierw do Sejmu i Senatu (2027 r.), później do samorządu i Parlamentu Europejskiego (2029 r.). A jak wiemy – nic nie rozbudza partyjnych emocji lepiej niż to kto będzie na liście i na którym (najlepiej biorącym) miejscu. Dlaczego? Bo ich kształt decyduje o politycznym przetrwaniu polityków oraz o tym, kto będzie rządził klubowymi dobudówkami partii w Radzie Miejskiej Wrocławia, Radzie Powiatu Wrocławskiego oraz w Sejmiku Województwa Dolnośląskiego.
Stawka jest zatem olbrzymia, bo długopis politycznego życia i śmierci będzie znajdował się w rękach tych, którzy tę batalię wygrają. Zachowanie dobrych relacji z dzierżycielem długopisu to podstawa partyjnej piramidy Maslowa.
Kto się naje a kogo czeka polityczny post?
Ale to nie wszystko. Ostatnie miesiące i lata pokazały nam również, że struktury partii decydują o umowach koalicyjnych. Na ich podstawie powołuje się na poszczególne funkcje – oficjalnie wiceprezydentów, przewodniczących rad i sejmiku. Nieoficjalnie – o powoływaniu prezesów spółek, rozdawaniu rad nadzorczych czy zatrudnianiu kolesi w podległych instytucjach.
Dlatego poza podstawą piramidy Maslowa – przetrwaniem – walka toczy się o potrzeby nieco wyższego rzędu. Chodzi bowiem o zapewnienie środków do życia dla polityków i ich najbliższych. Oraz – oczywiście – o rozwój ich karier.
Do tego dochodzi cała inna lista potrzeb wyższego rzędu – komu dokopać, kogo poniżyć, kogo przeczołgać, na kim wywrzeć zemstę. Komu dać szansę, by sprawdził się w biznesie. Albo czyje biznesy powinny we współpracy z publicznymi podmiotami rozkwitać.
Prawdopodobnie część z czytelników zadaje sobie teraz pytanie: a to nie chodzi o to, żeby mieszkańcom się lepiej żyło? Przecież to oni finansują praktycznie całą tę zabawę? Bez zbędnego cynizmu: prawie każdego z polityków, gdy o to zapytacie powiedzą: oczywiście, chodzi o dobro mieszkańców. A cicho pomyślą, że najpierw zajmą się tym jak mieszkańcom to dobro odebrać.
Medialne echa walki buldogów pod dywanem
Po wyrzuceniu z PO Renaty Granowskiej obowiązki szefowej miejskich struktur pełni senator Barbara Zdrojewska. Polityczka zachowuje jednak powściągliwość i nie zaskoczyła w ostatnich miesiącach opinii publicznej żadnym zdecydowanym ruchem. Jej strategia to raczej doprowadzenie struktur do wyborów bez większych wstrząsów.
A do wyborów szykują się wszystkie istotne środowiska w Koalicji Obywatelskiej. Jej przejawy dostrzegamy w mediach. Otóż odkryta niedawno przez Gazetę Wyborczą afera wokół posłanki Sobolak ma być tylko przejawem jej wewnętrznej wojny z szarą eminencją KO – Maurycym Graszewiczem. Według doniesień Wyborczej jej mąż miał świadczyć wysoko wyceniane usługi doradcze dla firm śmieciowych obsługujących Wrocław (czytaj więcej: czy we Wrocławiu działa śmieciowa ośmiornica?) Sobolak ze znaną sobą gracją odciągała uwagę w Radio Rodzina od potencjalnego konfliktu interesów i z poczuciem wyższości wobec ciężko pracujących ludzi zapytała gdzie miałby pracować jej mąż, BYĆ CIECIEM?
Anna Sobolak, KO, pierwsza i ostatnia kadencja. Elita
W ramach napierdalanki w dolnośląskiej PO, pani Sobolak z „szacunkiem” do zwykłych ludzi, pracowników parkingów.
„Mój mąż ma ugruntowaną pozycję, jeżeli chodzi o swoją działalność, jest ekspertem w tym co robi, przepraszam,… pic.twitter.com/hMhusWBxFh
— Bꓭambo (@obserwujesobie) January 27, 2026
Z kontrofensywą ruszył dystansujący się dotychczas od wrocławskich spraw szef dolnośląskich struktur KO, Michał Jaros. W Radio Wrocław i Echo 24 krytykował wrocławski przetarg na zagospodarowanie odpadów, który ma kosztować mieszkańców już 60 mln zł. To oczywisty kamyczek do ogródka Sobolak. Dodatkowo krytycznie oceniał decyzję własnych radnych o przyznaniu kolejnych 30 mln zł na piłkarski Śląsk Wrocław. To piętno, którym naznaczane są pozostałe środowiska, które walczą o przejęcie i skapitalizowanie władzy we Wrocławiu.
Niedawno czytaliśmy również doniesienia o zwolnieniu z zarządu Dozamelu (spółka Skarbu Państwa) Krzysztofa Bryłki, który postawił się władzom partyjnym i ośmielił się wygrać wybory w kole.
❗️EKIPA MICHAŁA JAROSA W ODWROCIE?
Krzysztof Bryłka utrzymał partyjne stanowisko przewodniczącego koła gospodarczego we wrocławskiej Koalicjj Obywatelskiej. W głosowaniu wyraźnie pokonał Izabelę Kontecką (mamę radnej Dominiki Konteckiej), którą osobiście wspierał wiceminister… https://t.co/ko28kGqBQf pic.twitter.com/Z7ut826E3c
— Marcin Torz (@MarcinTorz) January 23, 2026
Pokażemy to, co politycy chcieliby zachować w tajemnicy przed mieszkańcami
To tylko wycinek przejawów walki, która obecnie się toczy. Ale nie dajmy się zwieść. W interesie wszystkich polityków jest, by zwykli mieszkańcy nie byli w stanie wyraźnie odczytać jakie grupy i interesy uczestniczą w rozgrywce o władzę. Gdy politycy zajmują się sami sobą – tracą hamulce i przez moment można dostrzec realnie zarysowane linie podziału. Dlatego w interesie mieszkańców jest dobrze rozumieć kto, jakimi metodami i w imię czego ubiega się o władzę.
Z tego powodu dziś rozpoczynamy cykl tekstów, które będą bez zbędnego pudrowania obnażać mechanizmy układania się salonu wrocławskiej władzy na nowo. Pomożemy czytać i rozumieć cały proces bez upiększania i mydlenia oczu. I nie pozwolimy, by instrumentalnie traktowane przez polityków media odwracały uwagi od głównego przedmiotu problemu.
Pierwszy tekst, w którym pod lupę weźmiemy walczące ze sobą frakcje władzy już jutro, zapraszamy na niego już dziś!
FAT – za wcześnie na triumf. Dlaczego sprawa inwestycji deweloperskiej jeszcze się nie zakończyła
FAT – za wcześnie na triumf. Dlaczego sprawa inwestycji deweloperskiej jeszcze się nie zakończyła
W ostatnich tygodniach Urząd Miejski we Wrocławiu hucznie ogłosił, że projekt zabudowy dawnego FAT „został odrzucony” przez miasto. Ta informacja została szybko przyjęta w mediach lokalnych jako sukces społeczny i sygnał, że mieszkańcy wygrali walkę z patodeweloperką.
Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona: formalnie nic jeszcze nie zostało rozstrzygnięte, a inwestor wciąż może podjąć kolejne kroki prawne, które odsłonią realne zagrożenia dla przestrzeni miejskiej, jakości życia i budżetu Wrocławia.
Polityka miasta kontra realna procedura prawna
Radość z komunikatu Urzędu Miasta jest zrozumiała – w końcu urzędnicy chociaż dostrzegli argumenty mieszkańców i rad osiedli, które przez wiele miesięcy głośno podnosiły krytykę wobec planów dewelopera. Od konsultacji społecznych, spotkań, pism, publicznych debat po codzienną obecność obok miejsca inwestycji – to była wielomiesięczna praca społeczna i obywatelska.
Tyle że oficjalne komunikaty o rzekomym „odrzuceniu projektu” w kontekście FAT nie mają charakteru decyzji administracyjnej i nie kończą procedury niejako „raz na zawsze”. Urząd Miejski nie ma bowiem kompetencji do formalnego odrzucania projektów inwestycyjnych tego typu – jedynie wydaje opinię lub stanowisko. Prawna decyzja, która zaważy o losie inwestycji, musi zostać podjęta przez Radę Miejską Wrocławia, bo to ona jest właściwa do ustalenia lokalizacji inwestycji mieszkaniowej lub odmowy takiej zgody – zgodnie z art. 7 ust. 1 ustawy o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych i inwestycji towarzyszących tzw. „Lex Deweloper”.
To właśnie Rada – jako organ uchwałodawczy gminy – musi podjąć uchwałę o ustaleniu lokalizacji albo odmowie jej ustalenia; inaczej inwestycja nie może zostać zrealizowana w trybie specustawy.
Ustawa „Lex Deweloper” – nie taka groźna, ale kluczowa dla FAT
Specustawa mieszkaniowa, potocznie nazywana Lex Deweloper (ustawa z 5 lipca 2018 r. o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących), reguluje szczególne zasady realizacji inwestycji mieszkaniowych – m.in. możliwość lokalizacji inwestycji bez konieczności istnienia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, jeżeli zostanie ustalona lokalizacja przez radę gminy (miasta).
Art. 5 tej ustawy przewiduje, że inwestycji mieszkaniowej nie lokalizuje się na określonych obszarach chronionych, a inwestycję można przeprowadzić niezależnie od istnienia MPZP, jeżeli jest zgodna ze studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy.
To właśnie dlatego inwestor może jeszcze zgłosić wniosek do Rady Miejskiej, która formalnie decyduje o tym, czy zgodzić się na inwestycję w trybie tej ustawy.
Rady osiedli i petycje – głos społeczny się liczy, ale to nie koniec
W toku konsultacji społecznych i spotkań organizowanych w związku z planami inwestora na FAT radne i radni osiedli aktywnie wyrażali swoje stanowisko. Rada Osiedla Grabiszyn-Grabiszynek jednogłośnie przyjęła uchwałę negatywnie opiniującą koncepcję urbanistyczno-architektoniczną planowanej inwestycji – wskazując m.in. na ogromną skalę budowy wobec charakteru istniejącej zabudowy oraz potencjalne obciążenia komunikacyjne i społeczne tej części miasta.
Nie wszyscy radni stoją po stronie mieszkańców
To, co szczególnie powinno niepokoić, to fakt, że wśród radnych miejskich są osoby jawnie sprzyjające interesom inwestorów i deweloperów. To m.in. przewodniczący kluczowych komisji – Komisji Architektury i Urbanistyki oraz Komisji Gospodarki Komunalnej – Sebastian Lorenc i Dominik Kłosowski. W kontekście procedowania projektów inwestycyjnych ich stanowiska są istotne dla przebiegu dyskusji nad ewentualnym wnioskiem inwestora i przyszłą uchwałą Rady.
Oznacza to, że jeżeli w Ratuszu znajdą się woli politycznej, by takie projekty akceptować – inwestor może liczyć na wsparcie nie tylko w prezydencie miasta, ale również wśród części radnych.
Dlaczego nie możemy odpuszczać – ryzyko kolejnych prób
Gdyby inwestycja nie została zaakceptowana w trybie Lex Deweloper, inwestor nie zostaje zupełnie bez narzędzi. W rzeczywistości mają dalsze możliwości w postaci zastosowania innych narzędzi planistycznych (np. Zintegrowany Plan Inwestycyjny).
Potrzeba debaty, a nie triumfu
Największym zagrożeniem wynikającym z medialnych komunikatów o rzekomym „końcu sprawy FAT” jest uspokojenie czujności społecznej. Problem nie został rozwiązany raz na zawsze – tylko przesunął się w czasie. Jeżeli spojrzymy na inwestycję tylko jako na spór o jedną działkę, stracimy perspektywę systemową, która dotyczy tego, jak wrocławianie zdecydują o przyszłości własnego miasta.
To nie jest walka jednorazowa – to debaty o standardach urbanistycznych, roli konsultacji społecznych i udziale obywateli w decyzjach przestrzennych, które będą powracały przy każdej dużej inwestycji w mieście. Nie wolno nam się cofnąć teraz, kiedy dopiero otwierają się drzwi formalnej procedury decyzyjnej.
O przyszłości FAT niech zdecydują mieszkańcy
Na urzędników liczyć nie możemy. Na radnych również. Na dewelopera – co oczywiste – również. Tylko mieszkańcy mogą wskazać kierunki przyszłego zagospodarowania tego prestiżowego terenu.
Dlatego nie wolno czekać na kolejny kryzys. Czas rozpocząć społeczną dyskusję nad tym, co dopuszczamy w tej lokalizacji – w innym przypadku ktoś zrobi to za nas.
Czy we Wrocławiu działa śmieciowa ośmiornica?
14 stycznia, 2026Opinie,Aktualności
Czy we Wrocławiu działa śmieciowa ośmiornica?
Coraz więcej faktów wskazuje, że wrocławski system gospodarowania odpadami nie jest jedynie technicznym problemem samorządu, lecz polem gry polityczno-biznesowej, w której kluczowe role odgrywają ci sami ludzie, te same nazwiska i te same spółki. Oficjalnie – same przypadki. Nieoficjalnie – sieć powiązań, która coraz bardziej przypomina ośmiornicę.
Afera, która nie chce zniknąć
We Wrocławiu od miesięcy mówi się o „aferze śmieciowej”. To określenie początkowo funkcjonowało w kuluarach – wśród radnych, urzędników i ludzi związanych z branżą odpadów. W ostatnich dniach światło dzienne ujrzały nowe fakty. Stało się to dzięki publikacjom medialnym i kolejnym decyzjom ratusza, które zamiast uspokajać sytuację, tylko ją komplikują.
Problem nie dotyczy wyłącznie pieniędzy, choć te – liczone w setkach milionów a nawet miliardach złotych – są tu kluczowe. Chodzi również o zaufanie do państwa i samorządu, o elementarne standardy przejrzystości oraz o pytanie, czy politycy i ich najbliżsi powinni funkcjonować jednocześnie po obu stronach stołu: tej publicznej i tej biznesowej.
Tym bardziej, że haracz na styku obu stron barykady płacą nie politycy a zwykli mieszkańcy
Gazeta Wyborcza odsłania kulisy
Iskrą, która rozpaliła dyskusję na nowo, był tekst wrocławskiej „Gazety Wyborczej”. Dziennikarze opisali w nim działalność męża prominentnej posłanki Koalicji Obywatelskiej, Anny Sobolak – polityczki od lat specjalizującej się w tematyce gospodarki odpadami.
Z ustaleń wynika, że mąż posłanki przez długi czas zarabiał bardzo duże pieniądze, doradzając jednej z największych firm śmieciowych działających na terenie Wrocławia. Samo doradztwo – w oderwaniu od kontekstu – nie byłoby niczym nagannym. Problem pojawia się wtedy, gdy spojrzymy na całą sieć zależności.
Znamy bowiem tylko wierzchołek góry lodowej. Wiemy o trzech fakturach na 60 000 zł. Jednak czy to wszystko? Czy doradztwo miało miejsce wyłącznie względem jednej firmy, która zarabia na wrocławskich śmieciach? Sprawa powinna być przedmiotem szczegółowej analizy. Opinia publiczna powinna poznać fakty, jednak tu wszystko zależy wyłącznie od dobrej woli posłanki. Wyłącznie wyspecjalizowane organy dysponują narzędziami do weryfikacji jak było naprawdę.
Kim jest Anna Sobolak?
Dla wielu mieszkańców Wrocławia Anna Sobolak zaistniała w przestrzeni publicznej dzięki emocjonalnemu nagraniu, w którym zwracała się do prezydenta Ukrainy słowami “You are our hero!” i “Sława Ukrainie”. Być może to stamtąd wzięła standardy w relacjach między parlamentem a biznesem? Niech ten medialny obraz nie przysłoni jednak faktu, że Sobolak jest posłanką pierwszej kadencji, która do Sejmu dostała się z 6. miejsca na liście Koalicji Obywatelskiej, zdobywając 7675 głosów.
Wcześniej była szerzej nieznana poza wąskim gronem działaczy partyjnych. W kampanii wyborczej dała się jednak zapamiętać z innego powodu – miasto i okoliczne powiaty zostały dosłownie zasypane banerami z jej wizerunkiem oraz hasłem: „Oczyśćmy Polskę”. Hasłem nośnym, sugestywnym i – jak się dziś okazuje – nabierającym nieoczekiwanie ironicznego znaczenia.
Po wejściu do Sejmu Sobolak szybko zaczęła budować swoją pozycję jako jedna z bardziej aktywnych posłanek w obszarze gospodarki odpadami. Regularnie zabiera głos w Sejmie, składa interpelacje i występuje jako ekspertka od systemów śmieciowych. Jej aktywność dotyczy nie abstrakcyjnych regulacji, lecz bardzo konkretnych mechanizmów funkcjonujących w samorządach, w tym we Wrocławiu.
To właśnie w tym miejscu zachodzi obawa, że może nastąpić zasadniczy konflikt interesów – nawet jeśli formalnie nie został on nigdzie stwierdzony.
Polityczne wspólniczki – interesy i wspólny wróg

Sobolak nie działa w polityce sama. Jej najbliższą sojuszniczką jest Renata Granowska i drogi obu pań od lat biegną blisko siebie. Gdy Granowska kierowała wrocławską Platformą Obywatelską, Sobolak była sekretarzem struktur i szefową sztabu wyborczego w wyborach samorządowych.
Gdy pojawiały się potrzeby personalne, na przykład zatrudnienie w starostwie powiatowym najbliższej rodziny prominentnych radnych PO – Sobolak miała odgrywać kluczową rolę. Starosta Powiatu Wrocławskiego był w końcu jej asystentem społecznym, podobnie jak jego córka.
Dziś, mimo formalnego usunięcia Granowskiej z partii, współpraca trwa.
Obie polityczki łączy dziś także wspólny przeciwnik: regionalny baron Koalicji Obywatelskiej, Michał Jaros, oraz jego najbliższe otoczenie. Konflikt wewnątrz KO przenosi się na poziom samorządów i spółek komunalnych, gdzie stawką są realne pieniądze i wpływy.
W tym kontekście decyzje dotyczące Ekosystemu i przetargu śmieciowego przestają być wyłącznie techniczne. Stają się elementem politycznej rozgrywki.
Mąż posłanki i firma śmieciowa
Mąż Anny Sobolak nie jest anonimowym konsultantem z zewnątrz. Przez lata był prezesem wrocławskiej spółki Ekosystem, czyli miejskiego podmiotu odpowiedzialnego za gospodarkę odpadami. W 2024 roku, już jako prywatny doradca, współpracował z firmą, która aktywnie działa na terenie miasta i żyje z kontraktów związanych z odbiorem i zagospodarowaniem śmieci.
Według medialnych ustaleń poza wystawianiem tej firmie faktur miał spotykać się w 2024 roku z dyrektorem jednego z kluczowych departamentów Urzędu Miejskiego Wrocławia, któremu podlega nadzór właścicielski nad spółkami komunalnymi.
W tym nadzór nad Ekosystemem.
Sport, polityka i pieniądze
Wspomniana firma śmieciowa sponsoruje między innymi Spartę Wrocław i Śląsk Wrocław Handball. Sponsoring klubów sportowych to sposób, by dotrzeć do prominentnych polityków. W tym przypadku wszystkie ślady prowadzą do Renaty Granowskiej. W jaki sposób?
W czasie, gdy mąż posłanki Sobolak świadczył dla niej usługi, prezesem WKS-u był Wojciech Granowski. Nazwisko nie jest przypadkowe.
Renata Granowska wchodzi do gry
Wojciech Granowski jest mężem Renaty Granowskiej – dziś pierwszej wiceprezydent Wrocławia, a wówczas szefowej wrocławskich struktur Platformy Obywatelskiej. To ona w okresie świąteczno-noworocznym 2024 roku, poza oficjalną ramówką, pojawiła się w Radiu Wrocław, by niespodziewanie skomentować sytuację w Ekosystemie. Skąd takie nerwowe posunięcie?
Poza tłumaczeniem się z dziwnych wydatków opłacanych służbową kartą (26 000 zł na jedzenie i picie), odniosła się do niespodziewanej dymisji Izabeli Piekielnik, która kilka dni wcześniej rzuciła papierami w atmosferze skandalu.
Granowska mówiła o swoich wątpliwościach dotyczących przetargu na zagospodarowanie odpadów. Zwracała uwagę, że nastąpiła konieczność zadania pytań i o bezpieczeństwie finansowym mieszkańców. To ona wówczas publicznie postulowała objęcie przetargu tzw. tarczą antykorupcyjną ABW i CBA.
Deklaracja brzmiała poważnie. Jak się zapewne domyślacie – żadnej tarczy nie było, ale więcej o tym przeczytacie poniżej.
Przetarg, który zmienia wszystko
Czy na politycznych układach korzysta śmieciowy oligopol? Ekosystem przygotowywał się w 2024 roku do jednego z największych przetargów w swojej historii – postępowania na zagospodarowanie odpadów komunalnych, wartego setki milionów złotych. Równolegle spółka zawierała umowy z wolnej ręki, również dotyczące tej samej sfery działalności.
Stroną tych umów – tak się składa – była firma, która płaciła mężowi posłanki Sobolak za doradztwo. Przypadek? Być może. Dla publicznych pieniędzy taka sytuacja jest jednak skrajnie niebezpieczna.
Zwłaszcza że rozmowy męża posłanki z urzędnikiem miejskim miały dotyczyć sytuacji w spółce, którą wcześniej sam zarządzał. Dla porządku dodajmy, że zarówno posłanka jak i jej mąż temu zdecydowanie zaprzeczają.
Tarcza, której nie było
Jak ujawniła w innym materiale Gazeta Wyborcza, Ekosystem nie złożył wniosku do CBA o objęcie przetargu specjalną tarczą antykorupcyjną, choć prezes Paweł Karpiński wielokrotnie zarzekał się, że każdy dokument jest sprawdzany przez służby. Samo postępowanie został ogłoszony znacznie później niż planowano. Zanim to się stało dymisję złożyła dotychczasowa Prezes Ekosystemu – co w spółkach komunalnych zdarza się niezwykle rzadko.
Zamiast uspokojenia sytuacji pojawił się chaos. A w obronę spółki zaangażowała się wiceprezydent Renata Granowska, odpowiedzialna za kulturę, sport i część funduszy europejskich. Dlaczego właśnie ona? Tego nikt oficjalnie nie wyjaśnił.
Jedno jest natomiast pewne: firma, na rzecz której pracował mąż posłanki Sobolak, nie straciła na tym zamieszaniu. Przeciwnie – wykonuje zlecenia bez przetargu po znacznie lepszej niż dotychczas cenie.
Cień śledztwa i aresztowań
Na tym tle szczególnie niepokojąco brzmi inny fakt. Na oficjalnej stronie miasta Wrocławia można znaleźć informację, że prezes i członek zarządu wspomnianej firmy śmieciowej zostali zatrzymani w śledztwie dotyczącym nielegalnego wysypiska odpadów w Rudnej Wielkiej. Sąd zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu.
Mimo to spółka nie zniknęła z rynku. Wręcz przeciwnie – nadal aktywnie działa we Wrocławiu, pozostaje beneficjentem miejskiego systemu i buduje swój wizerunek poprzez sponsoring sportu.
Przetarg w zawieszeniu
Miasto – pod pretekstem, który wielu ekspertów określa jako absurdalny – odwołało przetarg na zagospodarowanie odpadów. Jak dowiedzieliśmy się we wtorek – firmy śmieciowe złożyły odwołanie od tej decyzji do Krajowej Izby Odwoławczej. Jej wyrok może podlegać dalszym zaskarżeniom więc sprawa może się ciągnąć miesiącami.
A funkcjonowanie miasta na podstawie umów z „wolnej ręki” ma swoich beneficjentów.
W okresie bez przetargu ktoś musi odbierać i zagospodarowywać odpady. I niemal pewne jest, że największa część tych pieniędzy trafi do firm, która już wcześniej były bardzo poważnymi graczami na wrocławskim, oligopolicznym rynku.
Zapłacą za to – oczywiście – Wrocławianie i Wrocławianki. Jak czytamy w Inforze mogą zafundować także tańsze śmieci w innych miejscowościach, bo dzięki wrocławskiemu eldorado są w stanie zdobywać nowe rynki.
„Firmy odpadowe startujące w przetargach w całej Polsce potrafią na jednych rynkach agresywnie zaniżać ceny – po to, by wygrać postępowanie – a następnie „odbić” sobie straty, oferując zdecydowanie wyższe stawki tam, gdzie samorząd ma ograniczone pole manewru (…). Z publicznie dostępnych danych wyłania się dość czytelny obraz: te same podmioty potrafią na mniejszych rynkach oferować stawki nawet o kilkadziesiąt, a w niektórych frakcjach o kilkaset procent niższe niż we Wrocławiu.
Za kompleksową usługę (odbiór, transport i zagospodarowanie) bioodpadów we Wrocławiu ta sama firma wyceniała tonę na 1 310 zł, podczas gdy w Chrzanowie – na 746 zł. W przypadku tworzyw sztucznych, metali i opakowań różnica jest jeszcze bardziej uderzająca: 1 410 zł za tonę we Wrocławiu wobec 725 zł w Chrzanowie. Przy przeterminowanych lekach skala rozjazdu sięga tysięcy złotych: 11 000 zł za tonę we Wrocławiu kontra 5 800 zł w Chrzanowie. W kluczowych frakcjach oznacza to różnice od około 70 do niemal 100 procent – przy tym samym wykonawcy.”
Małe miasto, wielkie przypadki
Wrocław bywa nazywany „dużym miastem o małomiasteczkowych relacjach”. Wszyscy się znają, wszyscy się spotykają, wszyscy mają do siebie numery telefonów. W takim środowisku przypadki rzeczywiście się zdarzają.
Problem w tym, że w aferze śmieciowej tych przypadków jest po prostu za dużo. Za dużo nazwisk, za dużo powiązań, za dużo decyzji, które zawsze – w dziwny sposób – układają się w korzystną całość dla tych samych podmiotów.
Coraz gorszy zapach
Można oczywiście tłumaczyć wszystko zbiegiem okoliczności. Można mówić o nagonce politycznej, medialnej przesadzie i złej woli krytyków. Tylko że z każdym kolejnym tygodniem ta historia coraz gorzej pachnie. To włoski zapaszek, który zamiast alpejską świeżością przypomina raczej klimat Neapolu. Czy mamy we Wrocławiu naszą Camorrę? Z pewnością nie, ale kto wie, nasi politycy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.f
Mieszkańcy Wrocławia mają pełne prawo pytać, czy w mieście nie działa właśnie śmieciowa ośmiornica – system zależności, który oplata samorząd, politykę i biznes, skutecznie chroniąc swoich i wypychając na margines interes publiczny.
Bo w tej historii stawką nie są już tylko śmieci.
Stawką jest wiarygodność władzy.
Niema Rada Wrocławia. Komfort Sutryka, kompromitacja Koalicji Obywatelskiej
19 grudnia, 2025Opinie,Aktualności
Rada Niema Wrocławia. Komfort Sutryka, kompromitacja Koalicji Obywatelskiej
Czwartkowe posiedzenie Rady Miejskiej Wrocławia przeszło do historii nie jako moment przełomu, lecz jako spektakl politycznej kapitulacji. Rada, która miała przemówić w imieniu mieszkańców, wybrała milczenie. A milczenie to dało Jackowi Sutrykowi i jego zapleczu dokładnie to, czego potrzebowali – komfort dalszego rządzenia.
Sesja, która miała być próbą
Dzisiejsza sesja Rady Miejskiej Wrocławia miała – wedle zapowiedzi i oczekiwań – stać się momentem poważnej próby dla lokalnej klasy politycznej. Po miesiącach narastających kontrowersji wokół prezydenta Jacka Sutryka, po decyzjach prokuratury, po zatrzymaniu i akcie oskarżenia, radni otrzymali wreszcie możliwość, by jasno określić swoje stanowisko. Nie w mediach społecznościowych, nie w kuluarach, lecz w świetle kamer i w imieniu wrocławian.
Zamiast tego zobaczyliśmy jednak Radę Niemą – organ uchwałodawczy, który abdykował z roli forum debaty i kontroli władzy wykonawczej. Sesję, w której formalnie odbyło się głosowanie nad apelem do prezydenta o zrzeczenie się mandatu, ale faktycznie nie odbyła się żadna realna rozmowa o odpowiedzialności, standardach i przyszłości miasta.
Komfort rządzenia zamiast odpowiedzialności
Jacek Sutryk może dziś spać spokojnie. Mimo głośnych zapowiedzi „rozliczeń”, mimo wzmożenia w regionalnych strukturach partii rządzącej, mimo publicznych deklaracji o trosce o wizerunek miasta – nic się nie stało. Sutryk, jego zastępczyni Renata Granowska oraz całe zaplecze polityczno-urzędnicze mogą rządzić dalej, dokładnie tak jak dotąd.
Na nic zdało się prężenie muskułów. Na nic uchwała dolnośląskiego zarządu Koalicji Obywatelskiej, wzywająca Jacka Sutryka do rezygnacji z funkcji prezydenta. Dokument, który miał być sygnałem „odpowiedzialności” i „standardów”, okazał się politycznym rekwizytem – dobrze brzmiącym w komunikacie prasowym, kompletnie bez znaczenia w realnej polityce miejskiej.
Radni Koalicji Obywatelskiej wcześniej grzecznie zagłosowali za budżetem miasta, zapewniając prezydentowi stabilne funkcjonowanie aparatu władzy. A dziś poszli krok dalej – nawet nie zdobyli się na elementarną konsekwencję wobec własnego stanowiska partyjnego.
Apel o rezygnację Sutryka? KO nie skorzystało z okazji do pokazania konsekwencji
Kulminacyjnym punktem sesji był projekt apelu Rady Miejskiej Wrocławia do prezydenta Jacka Sutryka o podjęcie decyzji o zrzeczeniu się mandatu. Treść apelu była jednoznaczna, wyważona i – co szczególnie istotne – bliźniaczo podobna do stanowiska władz Koalicji Obywatelskiej.
Rada, działając w interesie mieszkańców, wskazywała wprost, że sytuacja, w której najwyższy przedstawiciel miasta został zatrzymany, usłyszał zarzuty i ma postawiony akt oskarżenia, jest niedopuszczalna. Podkreślano konieczność odbudowy zaufania społecznego, stabilności funkcjonowania miasta i uniknięcia nieodwracalnych strat wizerunkowych.
Głosowanie nad apelem do prezydenta Jacka Sutryka o zrzeczenie się mandatu miało charakter testu zero-jedynkowego. Nie było tu miejsca na niuanse, półtony ani proceduralne wykręty. Było pytanie o elementarną odwagę polityczną i o to, czy radni są gotowi wziąć odpowiedzialność za swoje publiczne deklaracje.
Tyle warta jest ta Rada Miejska - przecież to tylko apel. wstydźcie się. Nie jesteście godni reprezentować mieszkańców Wrocławia. pic.twitter.com/RWKPAGbSjt
— ZTS-Polityka (@ZTS_Polityka) December 18, 2025
Wynik głosowania mówi wszystko:
- za apelem – 10 radnych,
- przeciw – 15 radnych,
- wstrzymujących się – 2 radnych,
- niegłosujących mimo obecności – 8 radnych.
To właśnie ta ostatnia grupa powinna szczególnie przykuwać uwagę mieszkańców Wrocławia. Ośmiu radnych było obecnych na sali, kworum zostało osiągnięte, system do głosowania działał – a jednak nie zdobyli się oni nawet na symboliczny gest poparcia bądź sprzeciwu. Milczenie zostało wybrane jako strategia polityczna.
Wśród radnych Koalicji Obywatelskiej, którzy zagłosowali przeciw apelowi, znaleźli się m.in. Robert Leszczyński, Ewa Wolak, Sebastian Lorenc, Dorota Pędziwiatr, Agnieszka Rybczak, Martyna Stachowiak oraz Robert Suligowski. To nazwiska dobrze znane wrocławskiej opinii publicznej – od lat obecne w samorządzie, od lat deklarujące przywiązanie do standardów demokracji i transparentności.

Szczególnie rażąca jest postawa tych radnych KO, którzy byli obecni na sali, ale nie odważyli się zagłosować. Ich decyzja – lub raczej jej brak – jest politycznym komunikatem samym w sobie.
Gdzie była odwaga tych radnych? Gdzie była elementarna lojalność wobec wyborców, którzy głosowali na Koalicję Obywatelską jako formację rzekomo stojącą na straży standardów państwa prawa? Jak wytłumaczyć fakt, że w sprawie tak fundamentalnej jak odpowiedzialność prezydenta miasta, radni wybrali taktykę chowania głowy w piasek?
Ta bierność nie jest neutralna. Nie jest „techniczna”. Jest świadomym wyborem politycznym, który realnie wzmacnia Jacka Sutryka i jego zaplecze.
Trzeba powiedzieć jednoznacznie: pełną odpowiedzialność za tę sytuację ponosi Koalicja Obywatelska. Niezależnie od walk frakcji i dawnych partii wchodzących w skład KO – to zaprzeczenie największej wartości, która stała za sukcesami KO – ideowości.
Mimo strzelistego aktu Zarządu Regionu KO - radni KO nie tylko nie poparli apelu – część z nich zagłosowała przeciw, część wstrzymała się od głosu, a część ograniczyła się do obecności bez zajęcia stanowiska. To kompromitacja w czystej postaci. Jeśli bowiem własna uchwała partyjna nie jest wystarczającym powodem do konsekwentnego działania, to rodzi się pytanie: po co w ogóle te uchwały są podejmowane?
Kneblowanie debaty jako standard
Co szczególnie znamienne, szef klubu Koalicji Obywatelskiej w Radzie Miejskiej Wrocławia, Robert Leszczyński, wykazał się nadzwyczajną gorliwością w jednym aspekcie – zgłosił wniosek o głosowanie projektu apelu bez jakiejkolwiek dyskusji.
Nie była to sytuacja przypadkowa ani jednorazowa. Radny Leszczyński znany jest z temperowania demokracji proceduralnej i ograniczania debaty publicznej. Wnioski o zamykanie dyskusji, odbieranie głosu czy skracanie wypowiedzi stały się w jego wykonaniu politycznym nawykiem.
Tym razem jednak skala cynizmu była wyjątkowa. W sprawie o fundamentalnym znaczeniu dla miasta – odpowiedzialności prezydenta obciążonego zarzutami – przewodniczący klubu rządzącej formacji uznał, że rozmowa jest zbędna. Jakby sama możliwość zadania pytania była zagrożeniem dla stabilności systemu.
Fasadowość samorządu
Czwartkowa sesja brutalnie obnażyła fasadowość debaty toczonej w ramach Rady Miejskiej Wrocławia. Pokazała, że uzależnienie radnych od władzy wykonawczej, sieć zależności personalnych i politycznych oraz wiernopoddańcza służba skompromitowanej ekipie są ważniejsze niż elementarna lojalność wobec wyborców.
Bezrefleksyjne żyrowanie patologii w wykonaniu Roberta Leszczyńskiego, Ewy Wolak czy Sebastiana Lorenca nie dziwi – radni ci od lat przyzwyczaili opinię publiczną do gestów, które obrażają inteligencję wyborców. Głosowania sprzeczne z wcześniejszymi deklaracjami, milczenie w kluczowych momentach, dyscyplina partyjna stawiana ponad interesem miasta – to wszystko stało się normą.
Coraz mniej zaskakujące milczenie dawnych krytyków

Nadal jednak dziwi – i to szczególnie – zachowanie Roberta Suligowskiego oraz Sławomira Czerwińskiego. To politycy, którzy zaledwie półtora roku temu stali na wrocławskim rynku z tabliczkami „nie popieramy Jacka Sutryka”. Publicznie dystansowali się od prezydenta, budowali swój wizerunek na krytyce stylu jego rządzenia i zapowiadali zmianę jakości w samorządzie.
Dzisiejsze głosowanie pokazało, jak niewiele warte były tamte deklaracje. Tak spektakularnego oszustwa wyborców Wrocław nie widział od 1989 roku. Oto politycy, którzy zdobyli mandaty na sprzeciwie wobec Sutryka, w kluczowym momencie stanęli po stronie status quo.
To nie jest już kwestia różnicy zdań czy ewolucji poglądów. To demonstracyjne porzucenie własnych obietnic i dowód na to, że samorządowy feudalizm potrafi skutecznie wchłaniać nawet swoich byłych krytyków.
Rada Niema jak w Rzeczpospolitej Szlacheckiej
Mamy więc Radę Niemą. Historia zna takie przypadki. Osiemnastowieczny Sejm Niemy był symbolem upadku państwa polskiego, sparaliżowanego przez patologie demokracji szlacheckiej, klientelizm i obce wpływy.
Czwartkowe posiedzenie Rady Miejskiej Wrocławia oczywiście nie przesądza o losach państwa, ale jest czytelnym zwiastunem kryzysu lokalnego systemu władzy. Systemu, w którym rada przestaje być organem kontrolnym, a staje się maszynką do głosowania. W którym debata jest zagrożeniem, a milczenie – cnotą.
Feudalizm samorządowy Sutryka
Model rządzenia zbudowany wokół Jacka Sutryka przypomina feudalny układ zależności. Prezydent, wsparty stabilną większością, obsadza stanowiska, rozdaje wpływy i zapewnia polityczny parasol lojalnym radnym. W zamian otrzymuje spokój – nawet wtedy, gdy miasto pogrąża się w kryzysie wizerunkowym.
Ten system nie służy mieszkańcom. Może im się przysłużyć tylko w jeden sposób – upadając. Dopóki bowiem Rada Miejska pozostaje niema, dopóty odpowiedzialność polityczna pozostaje pustym hasłem, a samorząd traci sens jako instytucja reprezentująca wspólnotę.
Co dalej z Wrocławiem?
Dzisiejsza sesja nie zamknęła żadnego etapu. Przeciwnie – otworzyła nowy rozdział rozczarowania i gniewu społecznego. Mieszkańcy Wrocławia zobaczyli jasno, kto w tej radzie jest gotów mówić w ich imieniu, a kto woli milczeć, by nie narazić się władzy.
Rada Niema przeszła do historii. Pytanie tylko, czy stanie się ona impulsem do przebudzenia obywatelskiego, czy kolejnym dowodem na to, że lokalna demokracja została przejęta przez wąską kastę interesów. Odpowiedź na to pytanie dopiero przed nami.
Czy Wrocław uratuje obywatelski kandydat? Zmiana to kwestia wartości
PiS wzywa do poszukiwania obywatelskiego kandydata na prezydenta Wrocławia.
Nasze stanowisko jest jasne. Jacek Sutryk musi odejść, bo kontynuacja jego rządów to realna szkoda dla miasta. SOS Wrocław konsekwentnie nie tylko o tym mówi, ale od roku podejmuje realne działania, które mają na celu odsunięcie tej skompromitowanej ekipy od władzy i posprzątanie miasta z trawiących go patologii. Dlatego podjęliśmy próbę dokonania zmiany nie tylko na stanowisku Prezydenta Miasta Wrocławia, ale i w Radzie Miejskiej. Naszym nadrzędnym celem jest przywrócenie standardów w zarządzaniu miastem w oparciu takie wartości jak uczciwość, transparentność i szacunek do mieszkańców.
Z partii politycznych do dziś tylko Konfederacja czynem poparła swoje krytyczne wobec ekipy Jacka Sutryka stanowisko. W dotychczasowych próbach nie osiągnęliśmy pełnego sukcesu. Dziś jednak odczuwamy gorzką satysfakcję, gdy widzimy, że największe siły polityczne zaczęły dostrzegać to, o czym mówimy od roku. Sutryk musi odejść, bo szkodzi miastu.
W naszej opinii poszukiwanie personaliów i kandydatów na prezydenta już dziś jest przedwczesne. I nie chodzi tylko o to, że zmienia inicjatywę opartą o wartości w akcję polityczną zamieniającą jednych polityków u władzy na drugich. Przede wszystkim: żaden kandydat samym ogłoszeniem swoich ambicji oraz swoją osobowością i doświadczeniem nie stworzy realnej szansy na zmianę. Nie interesuje nas puste politykowanie. Słowa to wiatr, nas interesują czyny.
Sutryk nie zrezygnuje pod presją ogłoszenia nowego kandydata, nie łudźmy się. Jeżeli chcemy zmiany - Jacek Sutryk musi zostać odwołany. Realne drogi są dwie. Pierwsza to referendum zorganizowane na wniosek mieszkańców. Druga - referendum zorganizowane na wniosek Rady Miejskiej Wrocławia. Wszystkich, którzy chcieliby budować szerokie porozumienie w tym zakresie - zapraszamy do rozmowy.
To sprawa wartości i troski o dobro miasta, nie doraźnych interesów politycznych. Dialog jest wartością samą w sobie. Dlatego jesteśmy otwarci na rozmowę o programach, o wizji Wrocławia po Jacku Sutryku. Jednak najpilniejsza jest rozmowa o tym jak skutecznie i szybko dać kres procesom wyprzedawania interesów miasta grupom wpływu, które do cna wykorzystują słabość polityczną ekipy Jacka Sutryka do realizacji własnych celów.
Wrocław wiele zyskał. SOS Wrocław podsumowuje największą oddolną akcję ostatnich lat.
Choć inicjatywa referendalna dotycząca odwołania prezydenta Jacka Sutryka nie zakończyła się wymaganym wynikiem, jej organizatorzy podkreślają: to nie porażka, lecz początek realnej zmiany. Podczas konferencji podsumowującej działania SOS Wrocław przedstawiono skalę społecznego zaangażowania, opisano napotkane trudności – także te związane z presją i agresją – oraz wskazano trwałe efekty inicjatywy, która zmusiła władze miasta do reakcji.
Wideo z konferencji: https://www.facebook.com/SOSWroclaw/videos/1170465941946957
Nadspodziewana mobilizacja i spełniona obietnica – mimo wyniku
„To było ogromne przedsięwzięcie” – Krystian Adamski
Krystian Adamski, otwierając konferencję, podsumował dwumiesięczną akcję zbierania podpisów:
– „Było to ogromne przedsięwzięcie logistyczne, w które zaangażowanych było kilkaset osób: wolontariuszy, koordynatorów i sympatyków. Zebraliśmy ponad 20 tysięcy podpisów. Zgodnie z obietnicą wszystkie karty przekazujemy dziś do PKW – niezależnie od wyniku.”
Jak dodał, choć liczba podpisów okazała się niewystarczająca, najważniejsze było dotrzymanie słowa i przeprowadzenie całej akcji zgodnie z zasadami:
– „Wierzymy, że to właśnie wierność zasadom odróżnia nas od obecnej władzy.”
„Nie osiągnęliśmy celu, ale osiągnęliśmy bardzo wiele” – głos Piotra Uhle
Wymuszone działania władz, nagłośnienie problemów, przełamanie milczenia
Piotr Uhle zaznaczył, że choć cel referendalny nie został spełniony, inicjatywa doprowadziła do szeregu realnych działań miasta, takich jak zwiększenie środków na rewitalizację czy nagły zwrot prezydenta wobec inwestycji Lex Deweloper przy ul. Zwycięskiej. W tym kontekście wspomniał również o tsunami Lex Deweloper, które nadchodzi wielkimi krokami oraz o aferze śmieciowej, której konsekwencje finansowe – jak zaznaczył – ostatecznie poniosą mieszkańcy.
– „Nie osiągnęliśmy sukcesu referendalnego, ale zmusiliśmy urząd do działania. Po zakończeniu inicjatywy wszystko może wrócić do ‘business as usual’, ale te efekty już się wydarzyły.”
Hejt, przemoc i nadużycia instytucji
Uhle zwrócił uwagę na bariery utrudniające zbiórkę, m.in. strach przed represjami oraz agresję wobec wolontariuszy:
– „Nasi wolontariusze byli obrażani, opluwani, szarpani, wywracano im stoliki. Doszło też do fizycznego ataku – czegoś, czego wcześniej we wrocławskiej polityce lokalnej nie było.”
Wskazał również działania Straży Miejskiej, wzywanie policji bez podstawy, brak legitymowania się funkcjonariuszy, a także próby zastraszania inicjatorów.
Układ władzy i problemy systemowe
Uhle odniósł się także do szerszego kontekstu funkcjonowania miasta:
– „Układ władzy obronił się niestety metodami, które trzeba nazwać brutalnymi. Wykorzystał słabość demokracji lokalnej, wykorzystał słabość obowiązujących przepisów.”
W dalszej części podkreślił brak spójnej strategii rewitalizacji oraz przypomniał o zbliżającym się akcie oskarżenia wobec prezydenta Jacka Sutryka.
Uhle przypomniał również sprawę miejskiej spółki Ekosystem, która – zamiast odpowiadać na pytania mieszkańców i radnych – skierowała zawiadomienie do prokuratury wobec niego za zadawanie niewygodnych pytań o funkcjonowanie systemu gospodarki odpadami. Podkreślił, że to symboliczny przykład tego, jak władze traktują kontrolę społeczną i jak bardzo potrzebna jest przejrzystość w spółkach komunalnych.
Zapowiedź walki o zmianę prawa
Wspomniał o przygotowanej propozycji zmian ustawy o referendum lokalnym:
– „To ustawa z 2000 roku. Powinna przewidywać na przykład możliwość podawania tylko ostatnich cyfr numeru PESEL albo składania podpisów elektronicznych.”
Uhle dodał również, że organizatorzy przeprowadzili jedyną dużą, jawną i otwartą debatę o przyszłości miasta, gromadząc przy jednym stole przedstawicieli wielu środowisk.
Wspólnota ponad podziałami – głos środowisk
Magdalena Gajewska-Królicka: „To początek dalszej współpracy”
Magdalena Gajewska-Królicka podkreśliła wyjątkową skalę współdziałania wielu środowisk:
– „Ta akcja pokazała, jak wiele środowisk potrafi działać razem: od ruchów lokatorskich i organizacji społecznych, przez Partię Razem i Konfederację, aż po mieszkańców walczących o swoje lokalne sprawy. To ma znaczenie. To dopiero początek.”
Wymieniła kilkanaście grup i społeczności, które włączyły się w działania – od Fundacji Weź Pomóż, przez partie polityczne, po inicjatywy mieszkańców.
Grażyna Wilk: „Dziękuję mieszkańcom i wolontariuszom. I… prezydentowi Sutrykowi”
Grażyna Wilk zwróciła się przede wszystkim do wolontariuszy:
– „Dziękuję wam za odwagę, za to, że walczyliście w nierównych warunkach i że pięknie o siebie dbaliście.”
Z ironią odniosła się do słów prezydenta:
– „Pan prezydent nazwał nas ‘najgorszymi’. Dzięki temu dowiedziałam się, że przynajmniej w tym jestem najlepsza.”
Jan Grabowski (Konfederacja): „Rzadko widzimy tak szeroką jedność”
Jan Grabowski podkreślił wyjątkowość porozumienia ponad podziałami:
– „Wrocław jest naszą wspólną sprawą. Rzadko kiedy mamy okazję oglądać od prawa do lewa wiele środowisk, które łączy jeden cel. Możemy się różnić w wielu poglądach, ale w wielu też jesteśmy spójni i wiele spraw możemy prowadzić razem.”
Zwrócił uwagę na pogarszającą się kondycję miasta:
– „Dziś Wrocław stał się pośmiewiskiem i jest na ustach wielu ludzi w całej Polsce, pokazując absurdy tego miasta. My nie chcemy się na to godzić.”
Alan Bielecki (Konfederacja): „Wrocław zasługuje na uczciwość”
Alan Bielecki podkreślił konieczność dalszego patrzenia władzy na ręce i budowania dialogu:
– „Wrocław zasługuje na dialog, jasne zasady i ludzi, którzy nie boją się patrzeć władzy na ręce.”
Jan Piontek (Fundacja Weź Pomóż): „To, co się udało, to połączenie ludzi”
Jan Piontek podkreślił zwrócenie uwagi na mieszkańców najbardziej pomijanych:
– „Udało się połączyć różne środowiska. Nauczyliśmy się docierać do człowieka na dole – do tych, którzy zwykle nie mają siły przebicia, ale najbardziej potrzebują być zauważeni. Ci mieszkańcy chcą być wysłuchani i są ważni.”
Wnioski: koniec akcji, początek ruchu
Konferencję zamknął Piotr Uhle, podkreślając, że SOS Wrocław wewnętrznie podejmie rozmowę o dalszej formie działalności, ale jedno jest pewne:
– „Mamy ogromny potencjał ludzi i idei. Ten potencjał nie zostanie zmarnowany.”
Organizatorzy zgodnie podkreślali, że mimo braku wyniku referendalnego:
- władza została zmuszona do reakcji,
- problemy miasta zostały nagłośnione jak nigdy,
- setki wolontariuszy pokazały, że obywatelska aktywność we Wrocławiu żyje,
- powstała współpraca, która nie zniknie wraz z końcem zbiórki.














